22.03.07, 17:14
Dziś urodziny mojego męża. Kończyłby 33 lata. Jestem zła, bo nie tak miało
wyglądać moje życie. Powinny być świeczki na torcie, a nie znicz na grobie.
Nawet nie chce mi się wracać z pracy do domu, nie będzie uroczystej kolacji
jak kiedyś, prezentów i wina. Nic juz nie będzie jak kiedyś.
Zaczyna się wiosna, wszystko budzi się do życia, a ja siedzę i rysuje projekt
nagrobka...
W weekend czeka mnie wyprawa z córką do sklepu po rower. Pełno wszędzie
małżeństw z dziećmi, znowu wróce z płaczem...

trochę się wygadałam
pozdrawiam wszystkich
anka
Obserwuj wątek
    • zeng Re: Urodziny 22.03.07, 20:15
      Tak same szczęśliwe rodziny. A jak już nieszczęśliwe to mama z dzieckiem. Tylko
      ja jeden sie kręcę po parku jak z choinki urwany.

      Przykro mi Anka, wiem jak to jest bo w ciągu 5 miesięcy już przechodziłem
      samotne mojej Ani urodziny, święta i 5 rocznicę ślubu...
      • hendik Re: Urodziny 23.03.07, 13:38
        Zeng wg statystyk to chyba faktycznie jest więcej wdów niż wdowców.
        U mnie w około wszyscy rodzą dzieci. A ja rozmyślam o nagrobku, szykuję się na
        wojnę pt rozprawa spadkowa itp. To nie jest naturalne nie w tym wieku.
        • zeng Re: Urodziny 23.03.07, 14:01
          Ja już Hendik nie mówię o tym, że jest 70/30 czy 80/20 wdowców w stosunku do
          wdów, ale dodając to, że w 95% przypadków rozejścia się mama zostaje z
          dzieckiem i to, kiedy mama jużjako samotna matka rodzi dziecko, razem daje
          częsty na ulicy widok samotnej mamy a sporadyczny samotnego taty... Wiem, że
          to "normalne" o ile tak to można nazwać, ale nie zmienia to faktu, że samotny
          ojciec czuje się w parku czy na placu zabaw bardziej "inny" niż samotna matka.
          • manuskrypt Re: Urodziny 23.03.07, 15:00
            Wiesz zeng jakoś tak lekko wzburzyłeś mnie swoją wypowiedzią. Czy Twoim zdaniem
            samotna matka to sytuacja normalna, a samotny ojciec to jakiś "super bohater"?
            Czym moja żałoba rózni się od Twojej? Dziś na placu zabaw, czy w parku widuje
            się nie tylko matki z dziećmi, ale i ojców z dziećmi toż to doba
            równouprawnienia. Idąc Twoim tokiem myślenia mogłabym wyciągnąć daleko idące
            wnioski, że mało jest samotnych ojców z dziećmi, bowiem mężczyźni nie radzą
            sobie z sytuacją osamotnienia i dodatkowymi obowiązkami i szybciej (niż samotne
            kobiety) zakładają nowe rodziny.
            A zatem nie czuj się "inny" niż samotna matka, bo moje odczucia na owym placu,
            w markecie, czy parku są takie same jak i Twoje...
            Pozdrawiam słonecznie, mimo deszczowego dnia.
            Anna
            • hope13 Re: Urodziny 23.03.07, 15:44
              Aniu, popieram w 100%.
              A swoją drogą, ciekawe co Zeng myśli o wdowach bezdzietnych?
              One to już wogóle nie są widoczne na ulicach, w parkach...
              • zeng Re: Urodziny 23.03.07, 17:52
                ale dziewczyny, czytajcie dokładnie co piszę, słowo po słowie, przecież
                wyraźnie, w języku polskim, napisałem, że chodzi mi o całokształt, nie o wdowy
                z dziećmi. Wdowy z dziećmi stanowią nie wiem czy 2 czy 5% wszystkich samotnych
                matek a ja mówiłem o wszystkich, więc i o tych 5 % i tamtych 95%. Mówiąc o
                ogóle prędzej mam na myśli te 95%, a matki zostają same z dziećmi bo albo
                ojcowie swoich dzieci nie kochają wystarczająco mocno żeby chcieć je wychowywać
                albo sąd nie podziela waszych opinii o równouprawnieniu (moim zdaniem słusznie,
                bo w kwestii miłości do własnego dziecka nie ma równouprawnienia - miłość matki
                po prostu najczęściej jest silniejsza i bardziej bezkompromisowa niż ojca). I
                tym stwierdzeniem raczej negatywnie się wypowiadałem o polskich ojcach, nie
                wiem, gdzie wy widzicie jakieś ich wywyższanie. Nie odczuwam jakoś specjalnie
                tego, żeby mi było trudniej albo lżej niż samotnej matce, pisałem, że czuję się
                jak kosmita w takich miejscach jak place zabaw, gdzie połowa to matki, druga
                połowa to opiekunki i jakiś ja. Może u Was w miastach to jest inaczej, u nas
                ojców na placach zabaw po prostu nie ma.

                A jeżeli chodzi o wdowy bezdzietne to uważam, że mają przynajmniej na początku
                trudniej niż my, bo my mamy(czyt. musimy) jeszcze dla kogo żyć...

                Ps. myślałem jakiś czas temu nad rolą ojca i matki w normalnej rodzinie i
                doszedłem do wniosku, że trudniej musi być matce nauczyć się roli ojca niż ojcu
                roli matki... Nie mogę teraz tego tłumaczyć, bo muszę wyjść, pozostawiam to
                Waszej inwencji :)
                • manuskrypt Re: Urodziny 23.03.07, 18:15
                  Ależ chłopaku czytamy dokładnie co piszesz (odwdzięcz się tym samym) :-). Moja
                  wypowiedź tyczy się nie tylko wdów z dziećmi, ale wszystkich samotnych matek
                  bez względu na stan cywilny.
                  Pozwalam sobie raz jeszcze zabrać głos w tym wątku, bowiem wszedłeś na grunt,
                  który dotyczy mojego zawodu i skoro pozostawiłeś nam prawo do inwencji to
                  proszę. Absolutnie nie zgodzę się z Tobą w kwestii, że miłość matki do swego
                  dziecka jest silniejsza niż ojca. To stereotyp, który panuje w naszym
                  społeczeństwie. Nie poparty żadnymi dowodami naukowymi. Podejrzewam, że
                  wymyślili go mężczyźni, by w pewnym stopniu uniknąc odpowiedzialności. A sądy
                  przyznają prawo opieki nad dzieckiem matkom, bowiem często w grę wchodzi
                  solidarność kobieca (sędzia jest kobietą). To jedna kwestia, a druga dotyczy
                  ról matki i ojca o których piszesz. Nie da się wejść w rolę drugiej płci. I tak
                  ani matka nie zastapi ojca, ani ojciec matki. Stąd tak duży nacisk w naukach
                  społecznych na tzw. pełne rodziny.
                  A co do placu zabaw, to nie wierzę, że w tak dużym mieście jak Twoje tylko
                  matki wychodzą z dziećmi. Zapraszam zatem do nas. U nas czasem to nawet sami
                  tatusiowie i ja jedna (ale nie czuję się jak kosmitka wtedy).
                  A wdowom-bezdzietnym gorzej jest nie tylko na początku, ale mam nadzieję, że
                  nasze wdowy- jeszcze nie mamy, któregoś dnia mamami będą. Czego Wam dziewczyny
                  życzę.
                  Pozdrawiam.
                  Anna
                  • zeng Re: Urodziny 23.03.07, 20:04
                    hmmm
                    masz racjęw tym co piszesz, ja jednak nie jestm do końca przekonany, o tym, że
                    miłość matki jest silniejsza mówiły mi tylko... matki, nigdy ojcowie, więc
                    cieżko zwalić to na wygodę ojców :) A ja się z tym zgadzam, bo przecież między
                    matką a dzieckiem istnieje psychiczna więź, która tworzy się w czasie fizycznej
                    ciąży. To naukowo udowodnione. Dla matki od poczęcia istnieje fizyczny kontakt
                    z dzieckiem, jakiego nigdy nie doświadczy ojciec. Dla niego kontakt zaczyna się
                    po narodzinach a miłość jest ... nie wiem jak to ująć, może źle napiszę,
                    jakby "nabyta". Więzi, która tworzy się automatycznie między matką a dzieckiem
                    w czasie ciąży żaden ojciec nie będzie w stanie się nauczyć. Choćby nawet był
                    najlepszym i najbardziej kochającym ojcem, to to nie będzie ta sama miłość co
                    matki. Oczywiście te wywody nie są podparte naukowymi dowodami, teoretycznie
                    się na tym nie znam, mówię co widzę i co czuję kiedy o swoich dzieciach
                    opowiadają mi matki i ojcowie.

                    A jeżeli chodzi o nauczenie się bycia matkąi ojcem to wiem, że to niemożliwe,
                    bardzo upraszczam tutaj funkcje matki i ojca, obrazowo matki do przytulania a
                    ojca do stanowczego "nie". Istnieje taki stereotyp, że dziecko biegnie do mamy
                    kiedy coś zbroi bo mama przytuli a mama mówi "jak siętata dowie..." No i
                    dziecko broi pod mamy okiem, ale jak tata powie "nie" to jest spokój ;)
                    Pozytywnie, nic negatywnego w tym nie widzę, tak jest właściwie u wszystkich
                    moich znajomych i tak jest dobrze. I tego w pewnym stopniu da się nauczyć...

                    Jeżeli chodzi o plac zabaw to naprawdę tak jest u nas. Facet z dzieckiem na
                    placu zabaw to rzadkość. Z praktycznej przyczyny. Jeżeli pracuje ojciec i matka
                    to z dzieckiem jest opiekunka a nie opiekun ;) A jeżeli jedna osoba w rodzinie
                    nie pracuje żeby się zajmować dzieckiem to jest to prawie zawsze matka. No a na
                    plac zabaw chodzi się raczej przed obiadem. Ja chodzę :)
                • agama30 Re: Urodziny 26.03.07, 18:09
                  Zeng, dzisiaj po przyjściu Oli z przedszkola, przyznałam Ci rację. Nigdy nie
                  zastąpię "funkcji" Ojca mojej córce. Chodzi o tę funkcję stereotypową. Dzisiaj
                  moja córka prawie z płaczem oznajmiła mi, że pewna koleżanka mówiła jej cały
                  dzień, że jest gorsza bo: nie ma Taty więc: nie ma pieniędzy, bo to Tata zawsze
                  zarabia więc : ma brzydki dom, nie ma zabawek, nie ma wszystkiego co zechce,
                  nie pojedzie na wczasy itp. Powiem Wam że byłam zdruzgotana. Zapytałam Oli czy
                  czuje się gorsza, czy nie zapewniam jej tych wszystkich rzeczy? Ola
                  odpowiedziała, że próbowała odpowiedzieć tej dziewczynce, że ma wszystko czego
                  zapragnie, że urządzenie pokoju to kwestia gustu itp., ale koleżanka nie
                  chciała jej słuchać. Na koniec powiedziała mi, żebym się nie martwiła, że sobie
                  poradzi a pieniądze nie dają szczęścia, "wiesz mimuś Paula kocha pieniądze, a
                  nie swojego Tatę, ona nawet nie wie kim jest jej tata. Mam problem, bo chcę
                  porozmawiać jutro z nauczycielką i mamą tej Pauli, ale obiecałam jednocześnie
                  Oli że nie będę interweniować. Co mam zrobić. Dajcie jakąś radę. Nigdy nie
                  złamałam obietnicy danej Oli. Ale szlag mnie trafia, jak patrzę jak rodzice
                  wychowują swoje dzieci "przez pryzmat pieniędzy" i ranią przez to moje
                  dziecko. Chcę Wam dodać, że była już interwencja moja i trójki klasowej z
                  powodu tej dziewczynki, dotyczącej sytuacji, gdzie dokuczała dziewczynce o
                  pdmiennej karnacji. Co mam zrobić? Złamać słowo, czy ....? Proszę o radę.
                  Bezradna Aga
                  • manuskrypt Re: Urodziny 26.03.07, 22:20
                    Aga jeśli obiecałaś dziecku, że interweniować nie będziesz to obietnicy musisz
                    dotrzymać. Słowo mamy to dla dziecka ważna rzecz. Ja też zawsze dotrzymuję
                    danego słowa, a nauczyła mnie tego moja mama, ktora postępowała ze mną
                    identycznie. Poza tym z Twojej opowieści wynika, że Twoja córka bardzo dobrze
                    poradziła sobie z problemem. Za brakiem interwencji przemawia też fakt, że już
                    rozmawialiście z rodzicami i nauczycielem w kwestii tego dziecka. Może jedynie
                    co by się przydało to próba zorganizowania zajęć (w ramach zajęc
                    przedszkolnych) z dziećmi poświęconych tolerancji, odmienności. Np. konspekty
                    tego typu zajęć znajdziesz w książce M. Braun-Gałkowskiej "W tę samą stronę".
                    Pozdrawiam.
                    Anna
                    • agama30 Re: Urodziny 26.03.07, 23:21
                      Aniu, nigdy nie złamałam obietnicy danej Oli. Ale ta sytuacja wymga ode mnie
                      interwencji, ty6le, że zaczekam z nią na rozwój sytuacji. Ola ma wspaniałą Pani
                      pedagogog, w swojej grupie, która jest największym autorytetem dla Oli i jeśli
                      sytuacja się powtórzy to z nią porozmawiam w tej sprawie. \Ola jest dopiro w
                      przedszkolu, a co będzie dalej, ile nasze dzieci będą musiały przejść na
                      dalszych etapach życia? Aga
                  • zeng Re: Urodziny 27.03.07, 07:11
                    Przykro mi. Ja bym interweniował, ale załatwiłbym nie rozmowę z rodzicami! (nie
                    rodzicem) tej dziewczynki nie przy wychowawcy tylko przy dyrektorce albo/i przy
                    pedagog, jeżeli taka tam jest.
                    • zeng Re: Urodziny 27.03.07, 07:21
                      nie miało być tego "nie" na początku bo to komplikuje sens mojej wypowiedzi :)
                      poprosiłbym dyrektorkę o zorganizowanie spotkania z obojgiem rodziców tej
                      dziewczynki. Danie słowa to ważna rzecz, złamanie to zła rzecz, ale nie żyjemy
                      w czasach Chrystusa, kiedy było tylko białe i czarne. Uważam, że zapobiegnięcie
                      dalszemu psychicznemu znęcaniu się nad dziećmi a w szczególności nad Twoim
                      dzieckiem jest tutaj ważniejsze, a z zerwania danego słowa dla wyższego celu
                      też można przekazać pozytywną naukę. Chyba nie powinienem takiego porównania
                      dawać, ale jakieś dwa tygodnie oglądałem siedząc u fryzjera jakiś program o
                      rozprawie w sądzie, sędzia wesołowska czy jakoś tak. Dziewczyna była
                      kilkukrotnie gwałcona w dłuższym czasie a jej najlepsza przyjaciółka wiedząc o
                      tym nie zgłosiła tego na prokuraturę czy policję bo... obiecała to tej
                      gwałconej przyjaciółce, ponieważ tamta się wstydziła... Dobrze robiła
                      bezwarunkowo dotrzymując danego słowa ? Nie powiem, że jednoznacznie w tej
                      kwestii jestem nastawiony, jest niepewność jak powinna zrobić, ale przeważa u
                      mnie zdanie, że jest szare i bardziej szare a nie tylko białe i czarne...
                      • manuskrypt Re: Urodziny 27.03.07, 11:09
                        Oj Daniel! Prowokujesz :-) Nikt nie pisze, że życie jest czarno-białe. Zawsze
                        są odcienie szarości. Aga jasno przedstawiła sytuację. Odbyła się już rozmowa z
                        rodzicami dziecka. Poza tym po co zaogniać sytuację i doprowadzać do
                        konfrontacji jaką proponujesz: dyrekcja-pedagog-rodzice. To nie wpłynie na
                        poprawę zachowania dziewczynki, a rodzice tylko się niepotrzebnie zacietrzewią.
                        Czasem lepiej zadziałać poprzez zajęcia z grupą dzieci (szczególnie, że to
                        przedszkole, gdzie wychowawcy są dla dzieci autorytetem). Nigdy nie słyszałeś,
                        że czasami lepiej wejść przez drzwi kuchenne po cichu, niż pchać się frontowymi
                        głośno trzaskając.
                        A podany przez Ciebie przykład jest właśnie czarno-biały.
                        A na świecie zawsze będzie dobro i zło. Zaznamy jednego i drugiego i przed
                        całym złem tego świata nie da się nasze dzieci ochronić. Nie mogą żyć pod
                        kloszem, muszą też umieć się bronić.
                        Pozdrawiam i życzę słonecznego dnia i patrzenia w górę :-)
                        Anna
                        • zeng Re: Urodziny 27.03.07, 14:25
                          No tak, mnie też psycholog proponował, żebym ja zaproponował w przedszkolu
                          zanim Piotruś po śmierci mamy wróci do przedszkola zajęcia grupowe, które
                          miałyby zaznajomić dzieci z tematem śmierci, odchodzenia, poinformować, że
                          dzieci nieraz mają tylko jednego rodzica i wcale to nie znaczy, że dzieci sa
                          przez to gorsze itp. Ale się na to nie zgodziłem, bo to zadanie RODZICÓW
                          zapoznać dzieci z takim tematem jak śmierć i to indywidualne zadanie i rodzice
                          powinni to zrobić kiedy uważają to za słuszne. Skoro Piotrusia mojego to
                          spotkało to czemu wszystkie dzieci w jego grupie ma to w jakiś sposób dotyczyć.
                          Z wychowawczynią doszliśmy do wniosku, że po pierwsze na spotkaniu rodziców
                          powiedzą rodzicom co i jak, żeby rozważyli rozmowę z dziećmi o tym oraz będą
                          dokładnie obserwować w przedszkolu stosunek innych dzieci do Piotrusia, czyli
                          po prostu czy mu nie dokuczają w jakiś sposób w tym temacie.

                          I nadal uważam, że to jest zadanie rodziców, a spotkanie z dyrektorem czy
                          pedagogiem miałoby zmotywować rodziców tej dziewczynki do zajęcia się jej
                          wychowaniem a nie samą dziewczynkę. Jak sama zauważyłaś, dzieci mają szacunek
                          do wychowawczyni, ale to dziecko jest wredne, co oznacza, że wychowawczyni nie
                          ma na nie wpływu, tylko rodzice. Czyli tak jak być powinno. Niestety, wbrew
                          rodzicom tej dziewczynki ani Ty, ani wychowawczyni, ani spotkania grupowe ani
                          ktokolwiek jej nie wychowa. Albo zmienicie nastawienie jej rodziców albo
                          wszystko jest daremne. To moje prywatne zdanie i chętnie jeszcze podyskutuję,
                          bo to ważny problem, który na szczęście mnie jeszcze nie dotknął. Albo o tym
                          nie wiem, bo Piotruś ostatnio przestał lubić chodzić do przedszkola...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka