rodzinnebagno
07.05.08, 11:50
Mam dobrego, kochanego męża. Jesteśmy razem wiele lat, i z początku nie
rozumiałam, dlaczego prawie nie utrzymuje kontaktu z rodzicami. Jak
zrozumiałam, włos mi się na głowie zjeżył.
Mąż pochodzi z wielodzietnej rodziny, na zewnątrz bardzo szanowanej i dbającej
o pozory, ale wewnątrz to bagno. Ojciec jest furiatem, który potrafił bić
pięścią niemowlęta po głowie, terroryzuje rodzinę, wybucha z byle powodu...
Matka z kolei jest zahukaną myszką, która ani sama się nie broni, ani nie
broni przed "tatusiem" dzieci. Dzieci (czwórka, trzech braci i siostra) są
wszystkie pełnoletnie.
Od początku bardzo mi się nie podobała atmosfera w jego domu. Z teściem
skoczyliśmy sobie do gardeł chyba jeszcze przed naszym ślubem (kupiliśmy od
niego za wspólne pieniądze samochód, zapłaciliśmy całą sumę, a on go na nas
nie przepisał, bo stwierdził, że "on o to auto dba i chce zachować nad nim
kontrolę") i po paru niezbyt udanych próbach godzenia się zrezygnowałam z
utrzymywania z tym panem kontaktów.
Poza tym atmosfera w tym domu była jakaś taka... nasycona tanim erotyzmem
rodem spod budki z piwem. Bez przerwy leciały głupie żarty w kierunku siostry,
była klepana po tyłku, namawiana przez braciszków, żeby "dała dupy", bo już
się nadaje... Mój mąż też czasem uczestniczył w tych "końskich zalotach", ale
gdy go poprosiłam, żeby przestał, bo mnie to krępuje, uszanował moją prośbę.
Średni brat jednak nadal obmacywał siostrzyczkę, łapał ją za piersi i w
kroczu. Myślałam, że to taka durna zabawa.
Jednak pewnego razu zadzwoniła do mnie zszokowana dziewczyna najmłodszego
brata, i powiedziała, że właśnie weszła do pokoju średniego brata i zastała go
w w łóżku niedwuznacznej sytuacji z siostrą. Oboje byli nadzy i ona na nim
leżała.
Byliśmy z mężem w szoku, chociaż on powiedział, że się domyślał. Nie chciał
się w to angażować, jednak nalegałam, żebyśmy próbowali porozmawiać.
Rozmawialiśmy z matką, bardzo się przejęła i... zupełnie nic nie zrobiła.
Rozmawialiśmy z ojcem, zrobił awanturę, że chcemy rozbić rodzinę i narobić mu
wstydu przed ludźmi. Próbowaliśmy rozmawiać z siostrą, udało się ją nawet
namówić do wyjazdu do nas (mieszkamy kilkaset km od rodziców męża) i umówić na
pierwszą wizytę u psychologa, ale po kilku dniach średni brat po nią
przyjechał i zabrał ją nie wiadomo gdzie. Wiemy tylko od znajomych, że
wynajęli kawalerkę i mieszkają razem. Zerwali kontakty z nami i z resztą
rodziny. Ona zrezygnowała ze studiów. Podobno utrzymują się z handlu używanymi
ciuchami na allegro.
Mąż uważa, że powinniśmy się trzymać jak najdalej od jego rodziny i po prostu
o wszystkim zapomnieć, że nic więcej nie można zrobić dla jego siostry. Ja się
po prostu nie mogę z tym pogodzić. To była kiedyś taka słodka, miła,
przestraszona dziewczynka, potem taka śliczna młoda kobieta. Co ją teraz czeka
w życiu? Czy możemy jej w jakikolwiek sposób pomóc?