Dodaj do ulubionych

Niewolnica?

29.01.09, 13:18
Co mam z nim zrobić? Oboje pracujemy; ja osiem godzin dziennie, on często zdecydowanie mniej, czasem musi popracować wieczorem w domu, ale do głowy mi wkłada jak to on jest zapracowany i jak ja tego nie doceniam, a ja naprawdę doceniam i szanuję, ale uważam, że jest źle zorganizowany, wszystko zostawia na ostatnią chwilę..., ale mniejsza z tym. Chodzi mi o to że w domu właściwie nic nie robi, poza odkurzeniem i umyciem podłóg raz na 2 miesiące; wyrzuceniem śmieci(zsyp obok mieszkania, więc się nie nachodzi, ale gadania przy tym, że hej, nie pozwala mi pustych opakowań, np. po wodzie, mleku wrzucać do kosza, bo zajmują miejsce, najlepiej, żeby stały na szafkach i dopiero, kiedy on raczy wybrać się ze śmieciami (raz na 3 dni) to wtedy mogę mu je "spakować". Powiedział, że w lodówce nigdy nie posprząta, naczynia zmywa z częstotliwością raz na pół roku ( i tak po wielkich perturbacjach), prasowanie rzeczy moich i jego to oczywiście moja działka, czasem mi deskę do prasowania rozłoży, pranie - ja, on raz na 2 miesiące jak ma natchnienie upierze sobie kilka koszul. Na moje stwierdzenie, że skoro nie chce zmywać to może pomyślelibyśmy o kupnie zmywarki, zgodził się...żebym kupiła, znaczy sama mam zorganizować pieniądze. Jeśli chodzi o prace "męskie" to gdy go o coś poproszę to zazwyczaj mi mówi, że ja to bym chciała mechanika z niego zrobić. Owszem po sezonie wymieni mi koła w samochodzie, raz na wiele, wiele miesięcy pojedzie do mechanika, gdy np. przegląd się kończy, płyny trzeba wymienić, ale to ja mam o tym pamiętać, o umyciu mojego samochodu mogę pomarzyć,owszem obiecał, ale na tym się skończyło, a ja ile razy mogę prosić?Przestałam, załatwiam sprawę sama, bo nie będę jeździć brudnym autem. Mówi, że po zakupi jeździ, ano jeździ...razem ze mną raz na 2-3 tygodnie po jakieś większe sprawunki, codzienne zostają na mojej głowie. A wiecie co w tym wszystkim jest najgorszego? To że on mi wmawia, że ja nic nie robię, nie potrafi uszanować mojej pracy, gdy posprzątam zaraz napaskudzi i to jest ok, bo ja zaraz sprzątnę, a gdy zwrócę uwagę to się czepiam, bezpodstawnie wmawia mi, że ja bym chciała, żeby to on wszystko robił, ale to nieprawda poza tym skąd takie domysły? W końcu kłotnia, zbuntowałam się i przestałam sprzątać, zmywać(zmywałam i sprzątałam tylko po sobie) itp., ale jego to nie rusza, gdy już się pogodziliśmy to on oczekuje, że ja cały ten bajzel po nim uporządkuję, bo on rzekomo nie ma na to czasu. Mogłabym się jeszcze trochę poużalać, ale już nie chcę. Gdzie popełniam błąd, o co chodzi?
Związek partnerski miał to być, hahaha, niezły żart. Nie mamy dziecka, ale jeśli pojawiłoby się to co? Nie wiem, może martwię się na zapas, ale i tak to co opisałam to tylko wierzchołek góry lodowej.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Niewolnica? 29.01.09, 13:32
      Gdy będzie dziecko, dojdzie co tylko jeszcze więcej pracy.
      • emag1 Re: Niewolnica? 29.01.09, 13:47
        ja sie chetnie podczepie pod temat, bo moj przypadek jest podobny.
        jak to moja kolezanka powiedizala "najlepiej gada oswoic, a nie z
        nim walczyc".
        trzeba nim troche pomanipulowac. niestety.
        a partnerstwa w zwiazkach to mrzonki. jeszcze calego pokolenia
        brakuje, zeby mezczyzni stali sie patrnerami kobiet.

        to wszystko slowa mojej Kosiki.
        Niestety wiaze sie to z przykrym uczuciem totalnego rozczarowania,
        ale tosmy sobie wybraly, wiec nauczmy sie z tym zyc.

        jak ktoras z was ma sposob na takiego "gada", skadinąt, ukochanego
        gada, to niech podrzuca pomysly.

        ja sie nauczylam jednego. wymowki nic nie daja.
        jak chce cos osiagnac to musze po dobroci.
        • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 29.01.09, 14:03
          chętnie poczytam jakie macie pomysły, bo ja już nie mam żadnych, prośbą, groźbą, rozmową nie daję rady. Co ja mam mu powiedzieć jak on na moje grzeczne: "czy mógłbyś odkurzyć?" zawsze twierdzi, że nie ma czasu, albo wykręca, że ja nim rządzę i manipuluję...
          • kluchaleniwa Re: Niewolnica? 29.01.09, 14:10
            Faceci tacy sa...możesz grozic,płakać,prosić-to na nic.Najlepiej nie
            sprzątaj 2 tygodnie i zaproś jego rodziców albo znajomych z
            pracy...innym wyjściem jest się z tym pogodzic z tym,innym ustalić
            podział obowiązków.W końcu oboje pracujecie zawodowo i niech leń Ci
            pomaga.
            • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 29.01.09, 14:18
              Jak ja bym chciała podziału obowiązków, mogę więcej robić, nie ma sprawy, ale z nim to nie przejdzie, bo mi zaraz powie kompletną bzdurę, że ja to bym chciała, żeby on wszystko robił, że ja to nic nie robię, że jaka ze mnie kobieta?!
              • kluchaleniwa Re: Niewolnica? 29.01.09, 14:28
                No więc albo musisz sie z tym pogodzić albo kopnij nieroba w
                tylek.Jak mu zalezy to wroci na klęczkach i bedzie robil to co
                powinien,jak nie to mala strata.
        • jagoja Re: Niewolnica? 30.01.09, 22:03
          emag1 napisała:

          > > a partnerstwa w zwiazkach to mrzonki. jeszcze calego pokolenia
          > brakuje, zeby mezczyzni stali sie patrnerami kobiet.
          >


          Ja się absolutnie z tym nie zgadzam. Mój mąż jest moim partnerem,
          robi w domu wszystko to co ja - a czasem nawet więcej. W naszym domu
          zmywa zmywarka, pierze pralka, sprzątamy razem - co drugi raz ja, co
          drugi on, ja prasuję rzeczy sobie i dzieciom, on - sobie, on robi
          śniadania i kolacje (zawsze!), ja obiady - poza niektórymi daniami -
          ktore lepiej wychodzą jemu, ciasta piecze on. Samochody myjemy na
          myjni, tankujemy każdy swój. Dziećmi opiekujemy się również
          wspólnie. Nie mogłabym byc z kimś kto nic nie robi w domu, czułabym
          sie z tym źle. Jestem człowiekem, tak jak on - nie jestem gorszym
          człowiekiem, tylko dlatego, że jestem kobietą. Gdy któreś z nas chce
          wyjść ze znajomymi - to po prostu oznajmiamy to - nie pytamy o
          pozwolenie, ustalamy termin, tak żeby ta druga osoba mogła zostać z
          dziećmi. Włos mi się na głowie jeży, gdy czytam takie historie. Ja
          dostaję szału na samo pytanie "czy mąż pomaga mi w domu", ponieważ
          nie, ON NIE POMAGA, on wypełnia swoje obowiązki. Czemu nikt ne
          spyta, czy to ja pomagam mężowi w domu ???

          ps. Jesteśmy 16 lat razem, 11 po ślubie.
    • nomya Re: Niewolnica? 29.01.09, 14:57
      No cóż, trafił Ci się egzemplarz chłopa, który zapewne w domu rodzinnym palcem
      nie kiwnął, bo mamusia za niego wszystko robiła (a tatuś jej pracy nie doceniał,
      to i synuś tak się wychował) i teraz ma przekonanie, że tak powinno być i to
      jest normalne. Ja rozumiem taką sytuację kiedy np. żona nie pracuje, tylko
      zajmuje się domem, a chłop tyra całymi dniami. Wtedy każdy ma jakiś podział
      obowiązków, ale u Ciebie to ewidentnie pan mąż jest leniwy, wygodny i do tego
      cham. Nie wiem co bym ja zrobiła w takiej sytuacji, ale prawdopodobnie
      przestałabym koło pana męża latać, robić cokolwiek choćby i przez miesiąc- aż by
      zarósł brudem a na podłodze możnaby było sadzić pomidory ;) Może jak by musiał
      kubek do kawy umyć, bo wszystkie brudne, sam sobie wyprać i wyprasować, bo
      inaczej pójdzie do pracy w brudnym i pogniecionym i w śmierdzących gaciach, to
      by sobie cokolwiek uzmysłowił. Jeśli nie, to faktycznie zastosować terapię
      wstrząsową i kopnąć pana męża w cztery litery
      • marzeka1 Re: Niewolnica? 29.01.09, 15:21
        "No cóż, trafił Ci się egzemplarz chłopa, który zapewne w domu rodzinnym palcem
        > nie kiwnął, bo mamusia za niego wszystko robiła"- mi się taki trafił i co z
        tego? Ba, on był królewiczem, miał też siostry, które robiły wszystko. Nigdy nie
        pozwoliłam się sprowadzić do roli służącej, od początku (o szoku w rodzinie
        początkowym nie wspomnę) dzielimy się pracą. Jestem po ślubie już teraz 19 lat,
        mamy 2 synów i chłopcy od początku pomagają w pracach domowych i tyle. Dla mnie
        to "oczywista oczywistość".
        Pralka pierze, zmywarka zmywa naczynia, zakupy (szczególnie cięższe) robi mąż,
        raczej wyznaczam zadania, co kto ma robić, porządki w pokoju muszą utrzymać
        synowie. Lubię porządek i także sprzątam, nienawidzę prasowania i prawie nic nie
        prasuję (mąż koszule sam sobie prasuje).Da się to wyegzekwować, gorzej, gdy się
        przyzwyczai.
        • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 29.01.09, 15:27
          Jak ja bym tak chciała. Jak to zrobić, wyegzekwować?
          • marzeka1 Re: Niewolnica? 29.01.09, 15:35
            Już nie pamiętam, serio, ale jakoś tak było, że informowałam, jak robię to, ty-
            to i tyle. Nie jęczałam, nie prosiłam. Może na początek zacznij od rezygnacji z
            prasowania rzeczy męża, ma 2 ręce, prawda? Kup zmywarkę, a pokochasz to
            urządzenie za wolność, którą ci daje. Powiedz, że prosić go nie będziesz, ale
            jeśli nie chce pracą się dzielić (nie musi być idealnie po równo), musi sam o
            siebie zadbać i ... wytrwać w postanowieniu.
            • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 29.01.09, 15:44
              Dziękuję, to brzmi bardzo sensownie. Będę wdzięczna za każdą radę, która może mi pomóc. Serdecznie pozdrawiam
    • monia76 Re: Niewolnica? 29.01.09, 16:12
      spróbujcie usiąść i razem ustalić podział obowiązków. przygotuj
      szczegółową listę rzeczy, które trzeba robić w domu i wybierajcie po
      jednym według preferencji i możliwości. przyklej to gdzieś i
      koniecznie egzekwuj. jeśli zgodzi się na podział, nie możesz
      zmięknąć po tygodniu, bo wtedy uzna, że ma prawo po Tobie jeździć
      jak po łysej.
      a z tym prasowaniem jego ubrań to już przeginasz. ja rozumiem, że mu
      fajnie mieć służącą, ale żebyś Ty z własnej woli się na to godziła?
      dopóki nie zrobi czegoś dla Ciebie, dla domu, nie pierz, nie prasuj,
      nie gotuj dla niego. daj mu szansę, aby wydoroslał.
      • amb25 Re: Niewolnica? 29.01.09, 16:57
        No nie jestem pewna czy lista z podzialem obowiazkow to dobry pomysl. Moj np.
        zgodzil sie na liste, ale jak cos przyszlo zrobic z listy to byl taaaaki
        zajety... No i jak postawisz na swoim? Jak sie cholera uprze to ani rusz. Moj
        jest taki, ze moge 2 miesiace nie sprzatac, a jemu to nie przeszkadza. Moge
        naczyn nie myc tygodniami, nie przeszkadza. Jedna szklanke czy talerzyk sobie
        umyje jak potrzebuje. Jak ma obiad na piecu to i tak zje chleb bo szybciej i
        odgrzewac nie trzeba. Po 7 latach nauczylam go wrzucac skarpetki na podloge do
        lazienki a nie na srodek pokoju! No i brac sobie owoce samemu do jedzenia
        (Mamusia mu nawet jabluszka co dziennie ze skorki obierala, kroila na czastki i
        zanosila na talerzyku... OCzekiwal tego po mnie. 5 lat nie jadl, chyba ze
        bylismy u Tesciowej,bo ona sie zlitowala nad nim)
        Šmieci wynosi jak mu przypomne albo jak smierdzi tak, ze nie moze wytrzymac.
        No i trudno sie nie zlamac...
        Wiec ja po prostu rzeczy mu nie prasuje, kolacji ani sniadan nie robie. Obiad
        tylko w weekendy.
        Poza tym, ze len to jes calkiem fajny. Ale jak sie wczoraj naszej znajomej
        chwalil, ze on to sobie potrafi doskonale czas zorganizowac. Chodzi do pracy i w
        domu moze rozwijac swoje zainteresowania i czasu mu nie brakuje. Wyjasnilam
        obojgu dlaczego on sobie tak doskonale czas organizuje - zatkalo go, hi hi hi
    • marissith Re: Niewolnica? 29.01.09, 19:13
      Przykro mi, ale dałaś się wmanewrować, twój mąż się do dobrego przyzwyczaił i
      masz... Jako, że mój to też rozpieszczony przez Matkę Rodzicielkę to od początku
      powiedziałam, że ja za służącą robić nie będę. I nie robię. Mówię mu krótko i
      zwięźle "Miśku, zrób DZISIAJ to i to" no i już do tematu nie wracam. Zazwyczaj
      robi. Czasami "zapomni" jak twierdzi, więc mu wystawiam na środek pokoju albo
      korytarza np. butelkę po piwie albo brudne ciuchy ;) działa :P
      • wielbicielnaruto Re: Niewolnica? 29.01.09, 22:27
        to jest facet? Zgniecenie, sortowanie to dla mnie pierdoły. Ważne,
        że wrzucił tam gdzie trzeba.
        Wymienię cechy męża z wpisu - jeździ na zakupy z tobą ale nie za
        często, pomaga przy samochodzie, trochę bałaganiarz. To i tak nie
        jest źle. Co można poprawić:
        1 duże wielkie tygodniowe zakupy razem (pamiętaj, że zakupy dla
        faceta to nonsens, no bo ile można kontemplować nad groszkiem?)
        Istnieje normalne słownictwo: czy możesz mi pomóc w tym i tym bo
        jestem zmęczona
        Oj chyba zapomniałeś o....
        Segregacja rzeczy - to potrwa...potrzebny ośli upór

        Rozmawiajcie...
        No to tyle od faceta...
    • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 30.01.09, 09:31
      Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zechcieli odpisać na mojego posta. Jeśli macie jeszcze jakieś spostrzeżenia rady to proszę - piszcie.
      Na listę obowiązków na 95% nie zgodzi się ale mimo wszystko spróbuję.
      Jeśli chodzi o zwięzłe formułowanie oczekiwań w stylu: "zrób dzisiaj to", albo "czy mógłbyś..." nie przynosi efektów, bo on zazwyczaj ma ważniejsze sprawy, a ja tego nie doceniam i wiecznie mi powtarza, że chcę nim rządzić, ale to nieprawda, wielokrotnie tłumaczyłam mu, że ja potrzebuję poczucia bezpieczeństwa, a rządzenie ma się nijak do tego, że w pracy jestem na stanowisku kierowniczym i nie chcę już tego w domu itp. itd. Nie wiem, wydaje mi się że ma jakieś złe doświadczenia w tym względzie z poprzedniego związku, że rodzice też tu trochę zawinili, ale w końcu to dorosły mężczyzna i nie można wszystkiego zrzucać na karb, nazwijmy to złej przeszłości.
      Śmieci - nie chodzi tu o segregację, tylko o to że puste opakowania np. po wodzie zapełniają kosz, więc lepiej, żeby stały na szafkach,podłodze, bo daleko ma do zsypu, jakieś 15 metrów i więcej gadania o tym wyrzucaniu niż samego wyrzucania.
      Wiecie co, właśnie zdałam sobie sprawę, że z tym prasowaniem to faktycznie przeginam, przypomniało mi się jak kiedyś powiedział, że jak ja mu nie wyprasuję to zawiezie mamie, a mnie wtedy było głupio, bo pomyślałam, że jak ja będę wyglądała w oczach jego rodzicielki, jeśli on przywiezie jej tę robotę.
      Czy za to że raz na pół roku zakręci się przy moim samochodzie mam go po piętach całować? Ja w tym czasie zazwyczaj sprzątam jego auto i nie oczekuję dozgonnej wdzięczności, robię, bo uważam, że tak trzeba, trzeba sobie pomagać. No w końcu jest to miłość czy nie?
      • m1nsk Re: Niewolnica? 30.01.09, 09:49
        Nie wiem, co Tobie poradzić, nie wiem, czy jest coś co mogłoby Pana zmienić.
        Sorry ale on nie szanuje Twojej pracy, uważa ją chyba za oczywistą bo Ty nie
        masz rzeczy strasznie ważnych do zrobienia, w przeciwieństwie do niego (znalazł
        sobie wygodną wymówkę, która zawsze działa i bez skrępowania korzysta). Nie
        dość, że pracuje, jak napisałaś, krócej to uważa że Ty nie masz prawa być
        zmęczona i musisz znaleźć czas na prace domowe. No masz w domu bałaganiarza,
        który nie kwapi się żeby pomóc bo mu najwidoczniej te kartony nie przeszkadzają.
        Ja bym go chyba spróbowała pobić jego własną bronią. Uprzykrzyć mu życie tak jak
        on Tobie uprzykrza, niech to odczuje na własnej skórze, może dotrze. Też się
        zacznij wymawiać że masz coś innego do zrobienia, ważną sprawę do załatwienia,
        pokładaj się ze zmęczenia, w końcu pracujesz dłużej więc masz do tego prawo
        skoro on ma.
        Jeśli tabelka z obowiązkami nie wchodzi w grę oraz Pan się obrusza na Twoje
        uwagi i nakazy to powiedz mu żeby on coś zaproponował w kwestii sprzątania,
        jakiś podział obowiązków. Niech on tą sprawę rozwiąże, byle sprawiedliwie.
        Ciekawe czy byłoby jakieś konstruktywne rozwiązanie i czy by się go trzymał.
        Szkoda że nie możesz wyjechać sama na tydzień, dwa... może by sam się czegoś
        nauczył (no chyba że by szukał pomocy u mamy jak z tym prasowaniem).
        • hillroad Re: Niewolnica? 30.01.09, 11:54
          tez tak kiedyś miałam, ale mój chociaż doceniał i wynosił na wyżynę
          moja ciężką domowa pracę :) no ale po latach małżeństwa może się taki
          układ znudzić i znudził mi się oczywiście. początki były bardzo
          trudne, bo kobiety i mężczyźni maja różne pojęcie czystości i
          obowiązków.
          po pierwsze proponuję nie zawalać męża od razu cała listą zajęć,
          róbcie razem: on odkurza ty ścierasz kurze, ty zmywasz on wyciera i
          chowa gary do szafki, ty wyrzucasz opakowania posegregowane od
          śmierdzące worki itp.
          do drugie wysyłaj krótkie komunikaty (jak do dziecka), nie rób
          wywodów na temat konieczności wykonania danej czynności. stawiaj
          wasze prace na równi: ty odkurz a ja w ty czasie przygotuję nam coś
          dobrego, chyba że chcesz żebyśmy się zamienili, czasami warto dać
          facetowi wybór.
          u nas te zasady pomogły, a mojemu też rodzinka jabłuszka ćwiartowała
          :D
          powodzenia
          • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 30.01.09, 12:03
            ile ja bym dała, żeby docenił...eh
            niestety metoda krótkich komunikatów nie działa, nie proszę też go o zrobienie wielu rzeczy, bo wiem, że nawet, by nie zapamiętał. Co do zamiany - on twierdzi, żę odkurzenie i umycie podłogi raz na 2 miesiące to jest więcej niż ja robię -hahaha, więc na moje stwierdzenie, że nie ma sprawy zamieńmy się, już nie odpowiada, tylko kontynuuje te swoje śpiewki o których pisałam wcześniej...
            • m1nsk Re: Niewolnica? 30.01.09, 12:19
              No bo te stare śpiewki widać działają, Ty pewnie machasz ręką i robisz swoje.
              Bądź twarda, uparta i konsekwentna!!!!! To jedyny sposób żeby coś zmienić.
              Koniec niańczenia, następuje zmiana zasad bo masz dosyć bycia niewolnicą jak to
              sama nazwałaś. Stare śpiewki wyśmiej, powiedz mu, że chyba sam nie wierzy w to
              co mówi, że gada bzdury i Ty nie będziesz w ten sposób dyskutować chyba że
              przemyśli swoje zachowanie i wypowiedzi. Weź go tym samym sposobem co on Ciebie,
              też sobie parę absurdów przygotuj i odpłacaj pięknym za nadobne.
              Łatwe to nie będzie, musisz zmienić jego i siebie. Weź się w garść kobieto i nie
              daj się więcej wykorzystywać.
              • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 30.01.09, 12:40
                Rany, masz zupełną rację. Jaki to czasem człowiek ślepy i głupi. Śpiewki działają, a na dodatek niepotrzebnie denerwuję się i gryzę. On teraz wyjeżdża służbowo na weekend i przyznam się szczerze, że już chodziło mi po głowie posprzątanie tego bajzlu po nim, ale nie, nie dam się, dosyć tego. Nie muszę w końcu siedzieć w domu.
                Jeśli jeszcze możecie mi jakoś doradzić to bardzo proszę i jednocześnie dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
                • kiecha3 Re: Niewolnica? 31.01.09, 08:08
                  wybaczcie.. dalej nie dotrwałam....

                  mnie matka nauczyła jednej bardzo prostej odpowiedzi... "tak, masz rację"
                  na wszystkie zarzuty... w domu, gdy pan mąż ci powie że chcesz nim kierować,
                  rządzić, manipulować.. odpowiedz z uśmiechem na ustach... tak masz rację...
                  tak, chcę.. widać ja się do tego nadaję...
                  wybijasz mu tym samym argument z ręki, a ponadto stawiasz się w tej dyskusji o
                  poziom wyżej od niego...

                  ja swojego nauczyłam wyrzucania skarpet do kosza na pranie w prosty sposób..
                  wszystkie rzeczy które znalazłam w mieszkaniu lądowały w koszu na śmieci..

                  acha!! jeśli masz możliwość, wynieś się z sypialni.. a ten cały syf mu do łóżka
                  wsadź... i z anielską miną (gdy pan-mąż przyjdzie z awanturą) powiedz, że on
                  swoim postępowaniem wybrał co woli mieć w łóżku.. syf, a nie zadbaną czystą
                  żonkę...

                  to są moje rady... ale one są do zastosowania tylko i wyłącznie wtedy, gdy
                  będziesz umiała konsekwentnie postępować.. i nie odpuszczać...

                  P.S. Możesz do niego zacząć mówić per brudasku.. nawet (a zwłaszcza) przy
                  innych... jak mu się zrobi głupio, to może przeprowadzi trudny tok myślowy i
                  znajdzie rozwiązanie ;)
            • kati1973 Re: Niewolnica? 30.01.09, 22:15
              Moje zrzedzenie przy każdej czynnosci, jak ja to sie napracowalam
              ile zrobilam, Glosno zeby bylo widac. Informowanie co dzis
              sprzatalam, ze nie mam zadnej pomocy Twierdzenia retoryczny, pod
              nosem, bez oczekiwania na odpowiedz. Po tygodniu byl zmeczony,
              zaczal doceniac i pomagac
              pozdrawiam
              a koszul mu nie pracuj wkladal zgniecione rzeczy od razu do szafy,
              sobie prasuj przed praca
      • kat-le Re: Niewolnica? 30.01.09, 14:01
        mialam nie pisac bo na swojego mezczyzne nie znalazlam zadnych
        konstruktywnych rozwiazan, ale te koszule mnie natchnely. o toz moj
        malzonek zawiozl mamusi koszule, podkoszulki co tam mial do
        prasowania i uwazal ze to normalne ze mama pomaga dziecku (jego
        slowa), dziecku 35-letniemu - ale to szczegol. mamusia oczywiscie
        uprasowala (wg mnie normalna mamusia powinna pogonic ale tez jej
        sprawa). czulam sie glupio to fakt, ale stwierdzilam ze nie moge
        siebie obwiniac, wstydzic sie za zachowanie, uczynki doroslego
        czlowieka. spojrzalam rowniez na to z tej strony czy ja obwinialabym
        meza za to ze wyreczylambym sie swoja mama w jakiejs pracy - NIE.
        wiec czemu robi to moj maz? najzwyklejszy szantaz. dodatkowo
        opowiadalam wszedzie gdzie sie dalo jak to moj maz wozi prasowanie
        do mamusi - to on mial obciach. wiecej tego nie zrobil. obecnie sam
        pierze i prasuje - nawet najtrudniejsze koszule. prawda jest tez
        taka ze uodpornilam sie na takie szantazyki - demaskuje od razu i
        glosno mowie co o tym sadze. co do opuszczenia mieszkania na jakis
        czas. w zeszlym roku moj maz byl sam przez trzy tygodnie - jak
        przyjechalam byla cala sterta talerzy, kubkow i co tam jeszcze do
        zmywania, mieszkanie do sprzatania. moj maz jest swiecie przekonany
        ze to ja mam robic te rzeczy nawet jesli jestem nieobecna ((((.
      • kati1973 Re: Niewolnica? 30.01.09, 22:12
        zrób osobny kosz na plastiki, ja tam mam właśiwie nawet siatkę
        papierewa, wisi z tylu na klamce, wrzucamy je tam i nie walaja sie
        na szafkach:)
        Moj tez sie czepial, ze plastiki w koszu, za czesto musial smieci
        wynosic ;)
    • przewrotny_nick Dobra metoda- wypróbowana 30.01.09, 12:41
      jakbym o nas czytała:) Tym niemniej mój charakter nie pozwala na takie
      zachowania i uczyniłam co następuje: Wymusiłam ustalenie podziału obowiązków
      (słowne- ale ja mam b. dobrą pamięć). On miał robić zakupy, wynosić śmieci,
      zająć się podłogami i od czasu do pory pomóc w sprawach dodatkowych. Ja z racji
      na mniejszą ilość obowiązków zawodowych wzięłam na siebie resztę. Po czym
      EGZEKWOWAŁAM wykonanie jego zadań. A jak? Bardzo prosto. Nie zrobił zakupów? Ok,
      nie zrobiłam obiadu i z niewinną miną obwieszczałam, że nie miałam z czego
      zrobić:) Nie zamiótł/ nie umył podłogi? Ok, po tygodniu nie miał czystych rzeczy
      (prałam tylko swoje) itd itp. Ciężko było bo krew człowieka zalewa jak mu
      chrzęści pod stopami ale innego sposobu nie wymyśliłam. Powoli zaczął się łamać,
      ale oczywiście chciał się wziąć na sposób i np. zamiótł podłogę wokół mebli a
      pod nimi już nie. Spokojnie wytłumaczyłam, że zamiótł tylko połowę. Oczywiście
      nie dotarło:) Więc.. uprasowałam mu pół koszuli :) Wściekł się, oj wściekł!
      Jednak od tamtej pory mamy spokój i FAKTYCZNY podział obowiązków. Ba! Czasami
      nawet zapominam jak się gotuje, bo mnie w tym wyręcza (a robi to lepiej ode
      mnie). Chwalę, dziękuję i jakoś się kręci:) Oczywiście nie należy przesadzać.Jak
      jedno jest chore to drugie robi wszystko, jak ma gorący okres w pracy i coś mu
      ekstra wyskoczy to też nie marudzę i w drugą stronę. Czasem mamy lenia i nic nie
      robimy- oboje. Rozsądek i umiar jest wszędzie wskazany
      • przewrotny_nick Re: Dobra metoda- wypróbowana 30.01.09, 12:47
        Zapomniałam dodać- a to istotne-że podział obowiązków wynikł z naszego rozkładu
        dnia i chęci tudzież niechęci do pewnych czynności. On nienawidzi zmywać ja mam
        alergię na sprzątanie podłóg np. taki mały kompromis. I oczywiście zastrzegłam,
        ze gdy zmienią się okoliczności (tzn będę pracować normalnie 8 godzin lub
        więcej), to obowiązki rozłożymy bardziej równomiernie - oczywiście też na drodze
        kompromisu.
    • maglinka Re: Niewolnica? 30.01.09, 13:08
      Po co ty mu idiotko jeszcze prasujesz
      Czy to mąż, czy w wolnym związku za niewolnicę jesteś?

      Kup nowe zamki i duże wory na śmieci
    • coach_potato Re: Niewolnica? 30.01.09, 19:26
      Kurczę jestem w szoku. Wiem, że tacy lenie i bezczele istnieją, ale
      w życiu bym z takim nie wytrzymała! Nie wyobrażam sobie być z
      człowiekiem,który zwyczajnie nie szanuje mnie i ma w d... to co
      robię dla wspólnego gospodartwa.
      Smutnonaiwna, wydaje mi się, że jesteś za miękka, tzn. zbyt łatwo
      ustępujesz. Z tonu Twoich wypowiedzi pozwoliłam sobie założyć, że
      jesteś osobą grzeczną, dobrze wychowaną i może w tym przypadku
      trochę zbyt uległą. Nie możesz pozwalać po sobie jeździć dziewczyno!
      Nigdzie nie jest napisane, że to kobieta ma prowadzić dom, bo
      inaczej nie jest kobietą! Poważnie z nim porozmawiaj i zaproponuj
      rozwiązanie a jak Arcyksięciu się nie spodoba niech zaproponuje
      swoje. Jeśli to nie pomoże weź się na sposób tak jak doradziła
      przewrotny nick. Rób wszystko tylko dla siebie - talerz sobie umyj
      przed jedzeniem dla siebie i zostaw brudny, az do następnego razu
      jak będziesz jadła. Żadnego prasowania i prania JEGO ubrań, czy
      sprzątania JEGO samochodu. Dwie rączki pewnie ma, więc da sobie radę
      i krzywda mu się nie stanie. Ja to takiemu pacanowi (wybacz, ale nie
      cierpię takiego zachowania) nawet jedzenia nie zrobiła/kupiła etc.
      Wszystko dla siebie i ani krzty więcej - zabraknie mu czegoś to może
      dotrze. Ale wtedy to tona konsekwencji potrzebna. Jak się złamiesz
      raz, to on będzie wiedział, że jest górą. Mnie też by szlag trafił,
      bo nie cierpię mieszkać w syfie, ale chyba lepiej zagryźć zęby i
      wytrzymać, bo im później tym gorzej będzie coś zmienić.
      A najlepiej byłoby - jak już nic nie skutkuje - wyprowadzić się
      (jeśli ma się gdzie) bez uprzedzenia i niech się chłop martwi i
      zastanawia.
      Ja pod tym względem mam anioła. Nienawidzę gotować i powiedziałam od
      razu, że nie będę tego robić. Robiłam za to inne rzeczy. On
      oczywiście też. Najczęściej sprzątaliśmy razem - to też dobre
      rozwiązanie, bo potem razem się ma czas wolny. Czasem miał lenia jak
      każdy, ale w zakresie przyzwoitości. A jak czasem mnie nie było
      dłużej w domu, to wracałam to wypucowanego mieszkania, wtedy robił
      wszystko co trzeba było, żeby mieszkanie wyglądało schludnie -
      zwyczajnie dlatego, że wie że miło jest wrócić do czystego
      mieszkania (ja też tak robię gdy on wyjeżdza). Ale do tego trzeba
      chęci...
      Pozdrawiam Cię.
      • mwiktorianka Re: Niewolnica? 30.01.09, 20:10
        Dziewczyny z tym;czy mógłbys odkurzyć,wyrzucic śmieci itd.to bym
        uważała,bo mój na takie pytanie odpowiada:mógłbym...po czym tego nie
        robi,a na moje pytanie dlaczego nie zrobił odpowiada:przecież nie
        kazałaś.ja na to; pytałam czy mógłbyś,a on :pytałas,ale nie
        kazałas...Ręce opadają...
        • kiecha3 Re: Niewolnica? 31.01.09, 08:16
          ręce opadają, ale główka nie pracuje...

          następnym razem zapytaj czy mógłby to zrobić... a jak odpowie, ze mógłby to...
          powiedz, z uśmiechem.. "to zapraszam do roboty/wykonania zadania"

          trzeba się umieć bronic, a nie czekać biernie na zmiłowanie...
    • weronika.3 Re: Niewolnica? 31.01.09, 10:22
      Pierwsze miesiące, lata po ślubie, zakochana, szczęśliwa, niewolnica miłości.
      Potrafiłam do 12 w nocy sprzątać , prasować, prać gotować. Bo to dla nas. I to
      był mój błąd. Pokazałam Mu ile mogę oddać z siebie, poświęcić. Zmęczona, czy
      nie.Najgorzej pokazać, że coś umiesz, że coś potrafisz poświęcić. Oszczędzałam
      każdy grosz, mąż szastał pieniędzmi, w niczym mi nie pomagał. Później był żal,
      płacz po kątach, że to nie jest tak jak miało być. Mieliśmy wspólnie ciągnąć ten
      "wózek". Mąż był ślepy i głuchy, nie rozumiał o co mi chodzi. Udawał, albo
      rzeczywiście nie widział. Rozczarowanie. Później było gderanie, narzekanie. I ta
      ogromna gorycz, ze nie tak to wszystko. W końcu refleksja. Czego właściwie ja
      sama chcę? Gdzie popełniam błąd? Czy w domu musi być wszystko po mojemu?
      Najpierw zmieniłam siebie, podobno od tego trzeba zaczynać. A więc nie wszystko
      musi być zrobione na czas. Uwierzyłam, że facet, który przychodzi do domu i
      widzi stos naczyń w zlewie nie musi domyślić się że trzeba je umyć.Facet, nie
      pomyśli, że trzeba odkurzyć. Facet nie musi się niczego domyślać. Uwierzyłam,
      że nie ma księcia z bajki, partnera.
      Teraz rano mówię /albo dzwonię/ do męża, że ma kupić to czy tamto. Jeździ
      samochodem, więc Mu poręczniej. Podchodzę do Niego w domu i wręczam ścierkę.
      Mówię, że ma wytrzeć to, czy tamto. Biorę za rękę i mówię: "Napraw" . Same
      konkrety. Po obiedzie, pierwsza kładę się na wersalkę i oznajmiam, ze ja
      gotowałam, On myje. Czy wiecie dziewczyny, że można myć jedną szklankę przez 3
      minuty? Przestałam zaglądać Mu przez ramię. Żadnych słów krytyki. Gdy trzeba
      chwalę. W moim domu, lista obowiązków nie zdała egzaminu. Jawnie, i bez ogródek
      oświadczam: "Musisz mi pomóc, ja robię "to", Ty robisz "tamto"". Czasem Go
      zachęcam, mówiąc, że: "Jak To zrobisz, to upiekę ciasto". Bywa, że oświadczam
      później "Zbyt długo to trwało, nie dam rady upiec". Czasem oznajmiam :" Jak "to"
      zrobisz, będę miała czas dla Ciebie. Pójdziemy na spacer, do kina". Życie jakoś
      się toczy. On pomaga czy chce, czy nie.Trochę to przypomina wojsko
      /polecenie-wykonanie/, ale trudno.
      Myślę, że błąd popełniłam na początku, nie wymagając tego co należy. Być może
      kobiety wyrażają uczucia w inny sposób niż mężczyźni. Mają potrzebę poświęcania
      się, robienia czegoś dla drugiej /ukochanej/ osoby. U mężczyzn tego nie ma. Oni
      nie mają potrzeby takiego okazywania uczuć. Być może to też wpływ wychowania.
      Nadskakująca mama, podstawiająca wszystko pod nos. Być może...
      • kati1973 Re: Niewolnica? 31.01.09, 20:33
        Największym problemem jest brak akceptacji
        Mogę robić wszystko byle mnie docenił, zobaczyl ile robię...
        • smutnonaiwna Re: Niewolnica? 01.02.09, 00:17
          Dokładnie. Mało, że nie docenia to jeszcze wszystko umniejsza, a na próbę wytłumaczenia, że nie szanuje nie rozumie o co chodzi...i dalej twardo stoi przy swoim i dalej te same "argumenty".Chyba nie dam tak rady dalej, tym bardziej, że to nie jest jedyny problem, przestaję mieć siłę, jeszcze spróbuję Waszych pomysłów, rad, ale wielkich nadziei nie mam....
    • dyderko Re: Niewolnica? 31.01.09, 10:34
      Asertywność to to czego nam potrzeba. Gdy mój wtedy jeszcze NM
      wyczyścił tylko sobie buty, ja obiad zrobiłam i podałam tylko sobie
      (ugotowałam ziemniaków tylko na jedną osobę, usmażyłam tylko jednego
      kotleta). Gdy moje prośby o posegregowanie ubrań do prania nie
      przynosiły skutku to prałam tylko swoje, jak się ocknął że nie ma
      nic czystego i musiał ubranie na następny dzień wyprać ręcznie
      (akurat pralka była zapakowana) to już sam ładuje pralkę i wiesza po
      wypraniu też (sam mi powiedział że wie że jak tego nie zrobi to ja
      wyciągnę swoje a jego rzeczom pozwolę skisnąć). Większe zakupy mu
      zminimalizowałam do przyjeżdżania po mnie raz w tygodniu do
      supermarketu i załadowania i rozładowania wszystkiego, ale to musi
      zrobić jeśli chce bym przy następnych zakupach nie zapomniała o
      takich sprawunkach z których tylko on korzysta, a te codzienne - jak
      nie kupi chlebka to nie dostanie na śniadanie, ja sobie jakoś
      poradzę, jak nie kupi surówki do obiadu i ja będę musiała wyjść to
      na obiad trafię do swoich rodziców (albo jego) a on sam będzie
      siedział w domu o głodnym pysku... A tak przy okazji, jak on Cię
      przekonuje do tego byś wyprasowała mu koszule?
      Wszystko się da osiągnąć pod warunkiem że on będzie miał świadomość
      że jak nie będzie o Ciebie dbał to Ty o niego też nie będziesz!
    • sarunia21 to jednak nie jestem sama! boshe mam takiego 01.02.09, 01:50
      samego stfora w domu !
      • aurita Re: to jednak nie jestem sama! boshe mam takiego 01.02.09, 20:28
        ja tez mam takiego samego i po 10 latach malzenstwa niewiele sie zmienilo ...
    • kicia031 Re: Niewolnica? 01.02.09, 21:27
      Wasz problem tak naprawde nie dotyczy prac domowych, prawda?

      To fundamentalny spor o role kobiety i mezczyzny, w ktorym twoj maz pelni role
      macho - zakompleksionego osobnika ktory czuje sie dobry tylko wtedy, gdy jego
      kobieta jest od niego gorsza.

      jak dla mnie, czeka was superpowazna rozmowa na tematwyznawanych wartosci, ale
      tez nie obiecywalabym sobie zbyt wiele - czlowiek, ktory nie szanuje swojej
      partnerki, ktory zajmuje sie wyliczaniem, kto kogo lepiej zgnebil i w tych
      kategoriach postrzega codzienne interakcje,,, no coz, slabo to wyglada.
    • niuska77 Mam taki pomysl 02.02.09, 12:09


      Pomysl zalezy (niestety) od sytuacji materialnej... Generalnie
      wiekszosc facetow ma podobnie i oczywiscie zaliczam sie do grupy :))
      Sama na razie nie mam na to kasy ale planuje (po przeprowadzce).
      Otoz - pralka - wyrecza nas w praniu...
      Zmywarka - wyrecza nas w zmywaniu...
      Gosposia - wyrecza nas - do uzgodnienia... Moze gotowac, prasowac,
      robic zakupy i sprzatac. Moze tylko sprzatac. Moze raz w tygodniu a
      moze 5x w tygodniu a moze raz na 2tyg...
      Niania - wyrecza nas przy dziecku (choc ja przenigdy bym nie
      skorzystala).

      Wg mnie - problem sprzatania faceta jest nie do przewalczenia
      (oczywiscie o ile sam wykazuje takie cechy - sa panowie, ktorzy w
      rownych czesciach dziela te obowiazki). Wiec zamiast kolejne lata
      sie szarpac i uprawiac jalowe dyskusje - bo efektow jak same
      widzicie nie ma - po prostu uzgodnijcie wysokosc budzetu domowego na
      pomoc. Jest to cena wolnego czasu Was obojga.

      Dawno temu zauwazylam, ze ludzie sie nie zmieniaja. Trwala zmiana
      zachowania wymaga aby dana osoba chciala to zmienic a czy Waszym
      zdaniem taka zmiana dla faceta po pierwsze jest wazna? a po drugie
      czy jemu sie oplaca? :)))
      Swoja droga - takiego wygodnictwa same ich uczymy - bo na poczatku
      zwiazku oni nam kwiatki, bileciki do teatru a my im deserki i
      obiadki... tyle ze potem kwiatkow i bilecikow nie ma (nie sa
      potrzebne do egzystencji) a obiadki i czyste ciuchy owszem :)))

      Przekichane rowno :))
      • smutnonaiwna Re: Mam taki pomysl 02.02.09, 13:51
        U mnie ten sposób nie zda egzaminu, bo na pomysł zakupu zmywarki zgodził się, ale kasę mam zorganizować sama.
        I tak jak pisałam wcześniej - najgorszy jest brak poszanowania dla tego co robię. A jak już tak koniecznie nie chce sprzątać to jest tyle rzeczy do zrobienia, że napewno się coś innego znajdzie.Ja kontraktu na służącą nie podpisywałam, mam dosyć i tyle.
        • maglinka Re: Mam taki pomysl 02.02.09, 14:09
          Ogólna teoria postępowania z mężczyzną:
          Sheryl Argov "Mężczyźni kochają zołzy"

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=85583069&a=85762801
          weź pod uwagę, że twój egzemplarz jak się nie zreformuje, to możesz dać do kasacji
        • kat-le Re: Mam taki pomysl 02.02.09, 15:17
          u mnie rowniez rozwiazanie z gosposia nie przeszlo. po co wydawac
          forse - skoro wiadomo od czego zona jest. bardzo wygodne stanowisko.
          moj maz nie ma problemu z wymienieniem moich powinnosci gorzej w
          druga strone.
        • niuska77 Re: Mam taki pomysl 02.02.09, 16:22

          A tu znowu ja nie rozumiem...
          Jak to 'kase zorganizowac sama'?
          Mamy odmienne zdanie na milion tematow z mezem ale kase i opieke nad
          dzieckiem sprawujemy wspolnie i wlasciwie nie umiem sobie wyobrazic
          inaczej.
          Jeszcze przed slubem jak mialam okresowe problemy z zatrudnieniem
          (ponad rok czasu bez pracy) - jeszcze nie maz utrzymywal mnie i
          swoich babskich wydatkow (ciuchy, fryzjer) nie musialam jakos
          specjalnie konsultowac - tylko trzeba bylo ustalic czy na to mamy
          kase na dany dzien...
          Do dziecka wstawal w nocy czesciej niz ja (podawal i odkladal po
          karmieniu) a rano zabieral dziecko z sypialni po karmieniu i zamykal
          drzwi i godzinke, dwie mialam spokojnego i nieprzerwanego niczym
          snu...
          Teraz jak tylko wraca z pracy oraz w kazdy weekend - zajmuje sie
          dzieckiem a ja krzatam sie przy kuchni, sprzatam wlasnie lub pracuje.

          Dlatego ja tak okrutnie na sprzatanie nie napieram bo tak czy siak w
          tym czasie ktos musi sie zajac dzieckiem a oni bawia sie najlepiej...
          Problem jest - niepowiem - choc nie demonizuje tego bo gosposia jest
          w planach a o zdanie meza nie musze pytac w tej kwestii bo jakby
          mial jakies 'ale' - trulabym i dziamgala a tego zaden facet nie
          znosi...
          'Sukcesy' moich przedmowczyn, systemy 'oko za oko' czy 'jak Kuba
          Bogu tak Bog Kubie' - i tzw. wychowywanie faceta to zwyczajne
          przymuszanie go do czynnosci, ktorych nienawidzi i ktore sa dla
          niego zupelnie nieistotne - wiec pytanie jak facet sie z tym czuje i
          jak dlugo to wytrzyma? Bo jak same Panie zauwazyly - ten balagan
          przeszkadza NAM wlasnie a oni moga potykac sie o stojace skarpetki,
          nie myc toalety miesiac i nie maja z tego powodu zmartwienia...
          Panie pisza, ze wypracowaly system i ze sukces... No ok - niech im
          bedzie. Ja bym poszukala drugiego dna...

          Zeby nie byc goloslowna:
          Tez to trenowalam - tez postanowilam nie sprzatac - efekt byl taki,
          ze aby przejsc przez pokoj trzeba bylo lawirowac pomiedzy stertami
          ciuchow, gratow i innych ciekawych przedmiotow a zeby zjesc obiad na
          czystym talerzu trzeba go bylo sobie umyc (niewspominajac, ze nie
          bylo gdzie usiasc i na czym tego talerza postawic). I wiecie co? On
          sobie najspokojniej w swiecie w tym burdelu funkcjonowal (a ja dzien
          w dzien w ogromnym napieciu). Cos tam wygrzebal ze sterty albo kupil
          jakis ciuch, obiadki jadal poza domem :)) Slowkiem nawet nie
          powiedzial, ze takie omijanie czegos na dywanie to jakis klopot.
          Przyjelam system papierowych talerzy :)) Zaden klopot - jadl na
          papierowych i pil z plastikow - ani slowkiem nie narzekal :))
          Byly listy, podzialy zadan i inne cuda.

          Ale urodzilo sie dziecko i zobaczylam, ze opieka nad nim sprawia mu
          ogromna frajde, ze potrafi poswiecic na zabawe caly weekend i nie
          robi z tego powodow fochow, ze moze on tez by poodpoczywal czasem...
          Ja jakos nie umiem sie tak zaangazowac w zabawy - ja sie bawie z
          dzieckiem jak dorosly z dzieckiem a nie jak dziecko z dzieckiem (a
          tak bawi sie maz), Ja owszem - moge poczytac, poukladac puzzle czy
          porozwiazywac zadania ale wyglupy... slabo mi idzie.

          Wiec co ja bede truc o sprzatanie - na swieta ma mi pomoc w 'grubej
          robocie' i przed przyjsciem gosci. Codzienne ogarnianie jest na
          mojej glowie bo to JA sie zle czuje w balaganie a przeciez nikt mi
          sprzatac nie kaze. Czy sprzatne czy nie - mezowi to bez roznicy.

          Facet to zupelnie inne zwierze. Nie musze tego rozumiec i nie bede
          tego zmieniac bo sama nie chce aby mi ktos narzucal wlasne pomysly
          na organizacje czasu - wrecz nienawidze kiedy mi sie mowi co mam
          robic.
        • coach_potato Re: Mam taki pomysl 06.02.09, 10:08
          Ja to mam alergię na stwierdzenie "mąż się zgodził"... Przepraszam,
          ale to mi się kojarzy z dworem arcyksięcia - Ty wnosisz prośbę, a on
          łaskawie się zgadza. Skoro masz sama kupić zmywarkę i sama za nią
          zapłacić to co on może się zgadzać albo nie?!
          Ja tam nie jestem jakąś wojującą feministką, ale uważam, że nigdzie
          nie jst napisane, że kobieta ma prowadzić dom sama (jeśli oboje
          pracują, bo jeśli ona nie pracuje i jej rolą jest praca w domu, to
          ok). Gospodarstwo domowe jest do licha wspólne, więc wspólnie o nie
          dbajmy. Jeśli facet potrafi patrzeć jak jego kobieta pada na pysk i
          nosem się podpiera sprzątając, gotując, itp, podczas gdy on zalega
          na kanapie (taki coach-potato ;)), to dla mnie to cham i burak, co
          nie ma szacunku dla swojej kobiety. I tyle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka