smutnonaiwna
29.01.09, 13:18
Co mam z nim zrobić? Oboje pracujemy; ja osiem godzin dziennie, on często zdecydowanie mniej, czasem musi popracować wieczorem w domu, ale do głowy mi wkłada jak to on jest zapracowany i jak ja tego nie doceniam, a ja naprawdę doceniam i szanuję, ale uważam, że jest źle zorganizowany, wszystko zostawia na ostatnią chwilę..., ale mniejsza z tym. Chodzi mi o to że w domu właściwie nic nie robi, poza odkurzeniem i umyciem podłóg raz na 2 miesiące; wyrzuceniem śmieci(zsyp obok mieszkania, więc się nie nachodzi, ale gadania przy tym, że hej, nie pozwala mi pustych opakowań, np. po wodzie, mleku wrzucać do kosza, bo zajmują miejsce, najlepiej, żeby stały na szafkach i dopiero, kiedy on raczy wybrać się ze śmieciami (raz na 3 dni) to wtedy mogę mu je "spakować". Powiedział, że w lodówce nigdy nie posprząta, naczynia zmywa z częstotliwością raz na pół roku ( i tak po wielkich perturbacjach), prasowanie rzeczy moich i jego to oczywiście moja działka, czasem mi deskę do prasowania rozłoży, pranie - ja, on raz na 2 miesiące jak ma natchnienie upierze sobie kilka koszul. Na moje stwierdzenie, że skoro nie chce zmywać to może pomyślelibyśmy o kupnie zmywarki, zgodził się...żebym kupiła, znaczy sama mam zorganizować pieniądze. Jeśli chodzi o prace "męskie" to gdy go o coś poproszę to zazwyczaj mi mówi, że ja to bym chciała mechanika z niego zrobić. Owszem po sezonie wymieni mi koła w samochodzie, raz na wiele, wiele miesięcy pojedzie do mechanika, gdy np. przegląd się kończy, płyny trzeba wymienić, ale to ja mam o tym pamiętać, o umyciu mojego samochodu mogę pomarzyć,owszem obiecał, ale na tym się skończyło, a ja ile razy mogę prosić?Przestałam, załatwiam sprawę sama, bo nie będę jeździć brudnym autem. Mówi, że po zakupi jeździ, ano jeździ...razem ze mną raz na 2-3 tygodnie po jakieś większe sprawunki, codzienne zostają na mojej głowie. A wiecie co w tym wszystkim jest najgorszego? To że on mi wmawia, że ja nic nie robię, nie potrafi uszanować mojej pracy, gdy posprzątam zaraz napaskudzi i to jest ok, bo ja zaraz sprzątnę, a gdy zwrócę uwagę to się czepiam, bezpodstawnie wmawia mi, że ja bym chciała, żeby to on wszystko robił, ale to nieprawda poza tym skąd takie domysły? W końcu kłotnia, zbuntowałam się i przestałam sprzątać, zmywać(zmywałam i sprzątałam tylko po sobie) itp., ale jego to nie rusza, gdy już się pogodziliśmy to on oczekuje, że ja cały ten bajzel po nim uporządkuję, bo on rzekomo nie ma na to czasu. Mogłabym się jeszcze trochę poużalać, ale już nie chcę. Gdzie popełniam błąd, o co chodzi?
Związek partnerski miał to być, hahaha, niezły żart. Nie mamy dziecka, ale jeśli pojawiłoby się to co? Nie wiem, może martwię się na zapas, ale i tak to co opisałam to tylko wierzchołek góry lodowej.