Dodaj do ulubionych

Boleści i klęczki

30.06.09, 01:30
Kto dał radę, podołał.
Podniósł się z boleści i klęczków.
Ile jest nas, które odnalazły już siłę aby smagać się ze swoją bezsilnością
wobec scenariusza życiowego na który nie mamy wpływu...Chcę wiedzieć.
Jak to uczyniłyście ?
Obserwuj wątek
    • wdowa120309 Re: Boleści i klęczki 30.06.09, 08:15
      Nie odpowiem ...ja jeszcze wciąż klęczę....wciąż targają mną boleści i nadal
      jestem bez silna wobec wielu spraw. Jestem na początku drogi ponad 3 miesiące to
      mało żeby powstać i iść dalej......tak trudno stawiać mi krok za krokiem.....te
      samotne decyzje i to wszystko samotne ....upadam ....lecz na siłe wstaję dla
      mojego jedynego słońca....Magdusi.
      • tilia7 Re: Boleści i klęczki 30.06.09, 09:09
        Dziś dokładnie trzy miesiące.Jedyne, co mogę powiedzieć to, że jestem zdziwiona,
        że udało mi się je w ogóle przeżyć.Może dlatego, że dla mnie czas się zatrzymał,
        dla mnie wciąż jest "dzień po", mimo, że w kalendarzu minęły trzy
        miesiące.Zostałam tu tylko ze względu na bliskich i dla Niego, żeby nie obciążać
        Jego duszy moją śmiercią.Dla siebie nie widzę jak dotąd żadnego sensu, żadnego
        celu.Człapię z dnia na dzień, nie patrzę w przyszłość dalej niż do wieczora, bo
        jak próbuję to robić to wpadam w panikę.Ból, rozpacz, cierpienie są moimi
        stałymi towarzyszami.I pustka.I,najgorsza chyba,bezsilność - że nic się już nie
        da zrobić.Że nie będzie Go już NIGDY,NIGDY,NIGDY...
        Jestem umęczona, wycieńczona tą walką nie wiadomo o co.I jak na razie nie jest
        ani odrobinę lepiej.Momentami mam wrażenie, że jest coraz gorzej:(((
        • justynakm1 Re: Boleści i klęczki 30.06.09, 11:23
          U mnie w sobote bedzie 4 miesieca. Tez jakos minely, jakby obok
          mnie. czesto czje sie jak ufoludek na siwcie, ktory jest taki nie
          moj... Kuba byl oficerem, zawsze podziwial moja sile, ktora teraz
          tez mi pomaga. Musze pracowac bo nikt rachunkow nie oplaci, musze
          czasem wysjc do ludzi. Wlasnie probuje zastanowic sie co ja robilam
          popoludniami przez ostatnie 4 miesiace i nie wiem... pewnie
          codziennie, jak i teraz, bladzilam po sklepach az do ich zamkniecia,
          oby tylko jak najpizniej trafic do pustego domu..wczoraj podobnie,
          zaraz zapadłam w sen. Ratuje sie nocowaniem u znajomych,
          czymkolwiek. Wiem, ze Kuba by chciał, zeby była silna. Wiem,ze to On
          mi te siłe daje. Tylko tak strasznie za Nim tesknie, gdyby chociaz
          chciał mi sie przysnic..
          • xxxkarolinkax Re: Boleści i klęczki 30.06.09, 20:05
            Ludzie powtarzają: "musisz być silna. nie wracaj do tego myślami.zajmij sie
            czymś"... ale tak nie można. nie da się nie myśleć o tym wszytskim, bo jak to
            zrobic? to tak jakby kazać nam zresetowac mózg. żeby wspomnień nie było.
            a to jedyne co mi teraz pozostało...

            cały czas jestem na kolanach.cały czas upadam. podnosze sie i znowu bęc. bo coś
            sie przypomni, bo coś usłysze, bo ktoś powie coś niewłaściwego.. czasem zwykła
            pierdoła sprawia, że znowu leże...

            ale tak to już chyba jest w tym naszym połamanym świecie. jak na kolejce
            górskiej - raz do góry,raz ostro w dół. brak momentów stabilizacji.
    • inseg Re: Boleści i klęczki 30.06.09, 21:44
      Dziękuję WAM.
      Jesteście kochane.Dzielne. Wielkie.
      Takich postów tu brakowało, dzieki Wam...
      Może ktoś jeszcze powie(napisze),jaką ma w sobie siłę.
      To mnie buduje. Wtedy wiem ,że i ja, dam radę !
      • tilia7 Re: Boleści i klęczki 30.06.09, 22:32
        Ja też mam wrażenie, że On daje mi siłę.Już dwa razy się zdarzyło, że w
        sytuacji, kiedy było już naprawdę tragicznie ze mną, nagle spływał na mnie jakiś
        nieopisany spokój.Naprawdę niezwykłe doświadczenie.Nawet nie tyle poczucie
        obecności osoby, ale takie ogromne poczucie bezpieczeństwa, taka całkowita
        pewność, że nic złego nie może mi się w tej chwili stać,że jestem otulona miłością.

        Myślę, że siłę tak naprawdę wszystkie mamy też w sobie.Bo to, że tu jesteśmy, że
        piszemy o swoich uczuciach, że każda z nas choć sama ledwo zipie z bólu, zawsze
        znajdzie jednak dobre słowo i wsparcie dla innych tu obecnych, to już świadczy o
        naszej sile - tej wielkiej wewnętrznej sile, charakterystycznej tylko dla
        kobiet.Problem tylko w tym, że w tej rozpaczy, samotności, bólu bardzo trudno tą
        siłę w sobie dostrzec, nauczyć się czerpać z niej, ale też umieć ją w jakiś
        sposób uzupełniać.A czasem jest i tak, że ją świadomie odrzucamy.Że mamy ochotę
        poddać się, paść i nie wstać, żeby tylko był już spokój, żeby skończyło się
        cierpienie
        • kasik2222 Re: Boleści i klęczki 01.07.09, 08:15
          ja pomalutku podnoszę się z klęczek, ale boli cały czas. Daję radę
          dla córeczki, która taty nie pamięta... Ale myślę że to może lepiej.
          Szkoda dzieci które pamiętają... przeżywają mocniej. Minęło rok i 7
          miesięcy, idę do przodu, zaczynam planować, śmiać sę , układać życie
          na nowo... bez mojego ukochanego, inne nowe życie. I mam nadzieję że
          będzie dobre, spokojne i szczęśliwe. Choc do szczęścia zawsze będzie
          brakować Jego. Ale daję radę. Muszę.
    • fiambala Re: Boleści i klęczki 15.07.09, 23:28
      We wrześniu minie dwa lata. Nie wiem ile dni minęło dzisiaj, nie
      liczę ich, czas w ogóle stracił swoje wszechobecne dotychczas
      znaczenie wyznacznika wszystkiego. Czas mija i już.

      Myślę, że dzisiaj już mogę powiedzieć że dałam radę. Mam gorsze dni,
      bywam smutna, bywa że tęsknię i że chciałabym, żeby czas się cofnął
      i żeby rzeczywistość wyglądała inaczej. Ale wiem już też, że to co
      było już nie wróci, więc staram się nie myśleć w
      kategoriach „gdyby…”. Jest jak jest, zamiast rozmyślać co by było
      gdyby, wolę skupiać siły na tym, żeby poukładać sobie to wszystko w
      inny sposób i być szczęśliwą. Bo to mój wybór w co włożę swoją pracę
      i siły.

      Nie klęczę już. Nie stoję i nie idę nawet. Biegnę. Czasami się
      potykam, upadam i boli, ale wstaję i biegnę dalej. Szukam punktów
      podparcia, jeśli przestają wystarczać, szukam nowych. Stałam się
      bardziej bezkompromisowa w ważnych kwestiach i bardziej wyrozumiała
      w tych, które są mniej ważne. Kiedy zastanawiam się czy coś zrobić
      czy nie, staram się więcej myśleć o sobie, niż o innych – walczę o
      siebie. Nie jest łatwo, ale warto.

      Co pomogło? Czas, nadzieja i świadomość, że jeśli ja sama nie będę
      chciała sobie pomóc, to nikt i nic mi nie pomoże. Ta myśl nie
      pojawiła się na samym początku drogi przez żałobę, ale wiem teraz,
      że warto gdzieś tam głęboko mieć tę świadomość, że jeżeli życie w
      żałobie nie jest tym, czego się chce, to pewnego dnia trzeba
      podnieść głowę i spojrzeć życiu w twarz i postanowić, że wyrwie się
      od niego wszystko, co możliwe. Wtedy bardzo potrzebna mi była
      nadzieja, że może być lepiej. I tą nadzieję znalazłam tutaj na
      forum, dzięki hafal, magdatysz, teraz jeszcze widzę ją w postach
      trelki, która rozpoczęła swoją walkę niedługo po mnie. Pomogło mi to
      zdać sobie sprawę, że można i trzeba samej sobie pomóc i można
      jeszcze być szczęśliwym chociaż wtedy tak trudno było w to uwierzyć.
      Kiedy teraz myślę o samym początku pamiętam jedynie dojmujące
      uczucie pustki, dezorientacji i zawieszenia i grubej szklanej ściany
      oddzielającej mnie od świata – ściana pozwala obserwować co się
      dzieje, ale nie daje możliwości włączyć się w jego rytm. To minie,
      chociaż może bardziej prawdziwe jest stwierdzenie, że to może minąć.
      Bo to zależy od każdej z nas.

      Zanim stało się „lepiej”, było „gorzej”, bo przyszła świadomość
      nieodwracalności tego, co się stało. U mnie to była kwestia kilku
      miesięcy, ale pewnie może zająć i lata. Każdy ma swój rytm, czas. I
      nie ma sensu tego przyśpieszać, „leczyć się” z żałoby na siłę, ale
      warto korzystać z każdej szansy, żeby sobie pomóc – praca, bo to
      jedna z nielicznych rzeczy, która daje złudzenie normalności,
      wyjście na kawę z przyjacielem, czyjeś ramię, w które można się
      wypłakać, każdy wyjazd, który może oderwać od codzienności, każda
      książka, która ma choć jedno zdanie, które pomaga. Po to, żeby
      pewnego dnia z pełną świadomością postanowić o powrocie do życia. I
      zacząć to życie kształtować, układać z takich klocków, jakie się ma.

      Wcale nie trzeba być silnym. Ale można. Długo tej siły się nie
      czuje, ale ona jest. To wypadkowa wielu maleńkich, chociaż na pewnym
      etapie heroicznych wyborów – zjeść śniadanie czy nie, wyjść do pracy
      czy nie, spotkać się z ludźmi czy nie, siedzieć wieczorem w domu we
      łzach czy zapisać się na przysłowiowy kurs garncarstwa. Te wybory z
      czasem stają się coraz łatwiejsze, wtedy dochodzą kolejne bardziej
      skomplikowane i jeszcze wszechobecne upadki. Upadki zdarzają się i
      zdarzać się będą. Upadek to nie jest koniec, to po prostu początek
      kolejnego etapu. Jeśli ma się taką świadomość, łatwiej jest upadek
      przetrwać. Będzie lepiej.

      Nie związałam się z nikim, ale nie zarzekam się, że tak będzie
      zawsze. Już wiem, że słowa które usłyszałam ponad rok temu, że
      znajdę w swoim życiu i sercu miejsce dla kogoś innego niż Grzesiek
      mogą być prawdziwe. Potrafię to sobie wyobrazić. Statystyka mówi, że
      przede mną długie życie. Nie chcę go przeżyć sama. Spotykam się z
      różnymi facetami, ale nie szukam na siłę. Każde kolejne spotkanie
      jest łatwiejsze. Może kiedyś poznam kogoś, kto mnie porwie i
      zafascynuje, w kim się zakocham i kogo pokocham :)

      Jestem ciekawa, co życie jeszcze dla mnie ma. I cokolwiek ma, wiem,
      że sobie z tym poradzę. Teraz wiem, że jestem silną kobietą. Mam
      nadzieję, że odnajdziecie w sobie choć troszeczkę nadziei. Warto.
      • tilia7 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 09:17
        Dziękuje, pięknie to napisałaś i bardzo prawdziwie.Wiesz, myślę, że te z nas,
        które są na początku drogi,tak jak ja,jeszcze zupełnie nie potrafią tak na to
        patrzeć, jeszcze wcale nie chcą z tej żałoby wyjść - bo człowiek ma wrażenie, że
        ta żałoba jest jedyną "rzeczą" jaką jeszcze ma i że jeśli jej braknie to już
        naprawdę zupełnie nic nie zostanie.Czasem nawet mnie złości to, że ktoś już
        odpuścił,że potrafi iść dalej, cieszyć się mimo bólu życiem.Więc posty zbyt
        entuzjastyczne i optymistyczne grają mi jeszcze na nerwach(jestem sama dopiero
        trzy i pół m-ca).Ale to,co napisałaś przemawia do mnie jakoś i mam nadzieję, że
        też w sobie tą siłę znajdę,choć na razie nie wiem nawet po co miałabym to
        robić.Życzę wszystkiego dobrego i oby było coraz łatwiej
        • digirec Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 15:07
          Witaj Inseg
          Bardzo sie ciesze ze napisalas.Ja ostatnio na Forum wchodze bardzo
          rzadko..sporadycznie .. i dzis gdy znow po dlugiej nieobecnosci zobaczylam Twoj
          post ucieszyłam sie.Nie wiem czy zauwazyłas ale chyba zadna z nas "stara
          stazem"nie odzywa sie(Magdatysz.. Hafal... kilka osob mozna by jeszcze
          wymienic)- nie wim czy z tych samych powodow co ja...a moze w obawie przez
          "zlinczowaniem" gdy sie powie ze mozna zyc dalej ,ze jest dobrze,ze dajemy
          rade!Moze to tylko moje odczucie a moze teraz inaczej patrze na to wszystko ale
          zbyt mało nadzieii jest na forum....
          Ale nie o tym mialam pisac(jak juz wogole skusiłam sie do napisania)!
          No wiec u mnie ..Pracuje,podjełam dalsza nauke (rok zakonczony ze srednia 4.3-
          to sie pochwaliłam:D)-wychowuje dzieci... zadnego faceta przy moim boku nie ma
          ale nie dlatego ze ich nie ma, ale z wyboru,nauczyłam sie zyc sama i na dzien
          dzisiejszy nie wyobrazam sobie aby jakis facet zamieszkal w moim domu.Chyba zbyt
          cenie sobie moja samodzielnosc-ale nie wykluczam ze moze kiedys z
          czasem...zaczne teskinic za byciem slaba kobietka....Jest inaczej niz kiedys ale
          to nie znaczy ze zle.Pokusze sie nawet o stwierdzenie ze jest dobrze.Moze nie
          stac mnnie na wiele rzeczy (finansowo) ale mam dzieci ,dom,prace-jestem
          zdrowa,mam marzenia .Mam rowniez wspomnienia do ktorych sie usmiecham-czasami z
          dziecmi siadamy i przypominany sobie rozne zabawne rzeczy z czasow jak zył
          Paweł-i widze to po dzieciach ze z czasem wszystko udaje sie jakos
          poskładac.Szczerze przyznam ze czasem bywaja i te gorsze dni- i moze to dziwne
          ale nie placze ,nie wzywam Go" w tych gorszych chwilach gdzie z czyms nie daje
          rady- ale w momentach radosci najbardziej mi Go brakuje .Śmierc naszych
          najblizszych powalila nas na ziemie-z czasem nauczylysmy sie podniesc
          głowe...podniesc sie na kolana..wstac z kleczek...wyprostowac sie...udalo nam
          sie trzymac głowe prosto i zaczac spogladac dalej niz w dzien
          dzisiejszy....zaczelismy isc -małymi kroczkami-ale isc! Dzis po 2 latach i 8
          miesiacach moge powiedziec ze ide prosto z głowa do góry-patrze z odwaga w
          przyszłosc ale i z głeboka pokora wstecz!
          Pozdrowiam wszystkie dziewczyny (naszych meskich rodzynkow szczegolnie)a jeszcze
          mocniej wszystkie dziewczyny stare stażem
          P.S Ostatnio z Trelka zastanawiałysmy sie nad załozeniem forum dla starych
          stazem co Wy na to:)??
          Przepraszam jeesli to nieskladnie napisalam ale chyba zbyt duzo chcialam napisac
          • dusia75 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 15:36
            Ooo Ela:)) Faktycznie dawno nic nie pisałaś. Podpisuję się pod Tobą
            obiema rękami. To co napisałaś to tak jakbym czytała moje myśli.
            Naprawdę dalej można żyć i cieszyć się z życia. To co wydarzyło się
            w naszym życiu już nie zmienimy, ale możemy pomału podnieść się z
            klęczek i żyć z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy, nie tylko
            dla naszych dzieci, ale i dla nas samych.
            Nauczyłam się żyć sama, podejmować decyzje i cieszyć się z mojej
            samodzielności. Nie powiem brak mi Adama, zwłaszcza w ważnych
            chwilach mojego życia, ale przez te ponad dwa lata już się chyba
            przyzwyczaiłam, że Go nie ma. Szczerze powiem, że pomimo różnych
            plusów i minusów codzienności jestem szczęśliwa. Pozdrowionka dla
            starych i nowych forumowiczów:)) Edyta
            • wdowa120309 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 17:37
              To co piszecie to bardzo pocieszające.....mam nadzieje że i ja za dwa może trzy
              lata powiem ....Stoję i patrzę przed siebie..... lecz na razie upadam co
              chwilka.... niedawno minęło dopiero 4 miesiące jak nie ma mojego Jarka. Ostatnio
              nic nie pisze bo jakos trudno mi sie pozbierac....juz było troszeczke lepiej a
              tu znów upadek i ciągłe łzy....załamania i podejmowanie trudnych decyzji które
              bardzo wyczerpują...(((
              Ciesze sie że napisałyście tak optymistyczne słowa bo to światełko w tunelu że
              będzie kiedys troche lepiej.....dziekuje i pozdrawiam
              • gaba2002 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 18:40
                Macie racje moje drogie.Ja już dawno nie pisałam.Oczywiście staram się być co
                najmniej raz w tygodniu ale nie zawsze mi się udaje.Czas wypełniam sobie na inne
                zupełnie rzeczy.I przyznaję,że z perspektywy 2 lat i 4 msc jest łatwiej
                żyć.Tak,tak jest łatwiej.Oczywiście myślami powracam do tego co by było
                gdyby...ale takich myśli jest coraz mniej.
                Nadal jestem sama z moją 7 letnią córeczką.Wypełniamy sobie czas nawzajem i tak
                naprawdę walka o przetrwanie zmusiła mnie abym wstała i szła dalej przed
                siebie,nie zważając na nic. Mam pracę,jesteśmy zdrowe,mamy
                gdzie mieszkać,cóż więcej można chcieć od życia?
                Wiara i nadzieja trzyma mnie przy życiu,że jeszcze
                kiedyś i do nas uśmiechnie się los.A z moim ukochanym mężem i tak kiedyś się
                spotkam.
                Czego Wam życzę.
                ściskam
                • tilia7 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 19:08
                  "cóż więcej można chcieć od życia?" - tego, co się przedtem miało, Tego, Kto był
                  najukochańszy, najlepszy, najważniejszy,jedyny...
                  Pewnie z biegiem czasu to się zmienia i oby, ale ja nie chcę w tej chwili
                  niczego innego, niż tego, żeby On przy mnie był.Niczym innym nie umiem się
                  cieszyć, niczego innego nie umiem chcieć.I nie jest tak, że nie chcę walczyć o
                  siebie, chcę i walczę, bo inaczej nie byłoby mnie tutaj.Ale rzeczywistość,
                  rozpacz, ból przytłaczają, odbierają nadzieję, wyczerpują siły.Brakuje sensu,
                  celu.I nade wszystko tego, żeby po prostu był, przytulił, ukochał...
              • tilia7 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 19:03
                wdowa120309 dobrze, że się odezwałaś, bo już martwiłam się o Ciebie.Ja też
                wpadłam w czarną rozpacz, ale staram się pisać, bo inaczej to już całkiem bym
                zwariowała
                Pozdrowienia serdeczne
                • digirec Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 20:51
                  Dobrze wiem co czujecie ,jak kazda z nas ktora to przeszla.Wiem ze bardzo wazne
                  jest by miec kogos obok siebie- kogos kto nie bedzie mowic uspokoj sie-dasz
                  rade---ale kogos kto bedzie sluchal i plakal razem z Toba...ja mam to szczescie
                  ze mam własnie takiego przyjaciela.Dla mnie jeszcze jedna wazną rzeczą była
                  wiara w Boga-na poczatku kłocilam sie z nim i obrazalam sie na Niego itd ale z
                  czasem wlasnie wiara w Niego pomogla mi trwac!w najgorszym czasie pomoglo mi
                  forum-ze jest ktos kto przechodzi to samo co ja kto rozumie moje
                  zachowanie...pamietam moje rozmowy z Ania -jej mąz zginal 3 msc wczesniej i jak
                  z Nia rozmawialam i ona opowiadala mi jak sobie radzi to ja widzialam w tym male
                  swiatełko ze za 3 msc ja moze poczuje to samo...moze tez bede sie
                  usmiechac,,,moze tez wyjde na piwo ze znajomymi. Minely te 3 msc i rzeczywiscie
                  u mnie było podobnie...Wiec dziewczyny jesli widzicie te swiatelko uczepcie sie
                  go idzie za nim...
                  Jeszcze i dla nas zaswieci słoneczko:)
                  Buziaczki
          • inseg Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 22:24
            digirec jak bardzo się cieszę, że Cię widzę. Już straciłam nadzieję, sądząc iż
            pozostałam tu sama ze starej gwardii. Jak nawiedzona zaglądam tu czasem
            jeszcze,błakam sie po forach jak zmora. Myślałam nawet, że może radzicie sobie
            lepiej niż ja. Macie za sobą już kleczki - boleści. Nauczyłyście się po swojemy
            żyć, stałyście się samodzielne, niezależne, silniejsze,dzielniejsze, liczycie
            tylko na siebie... Jednym słowem "sama je ,sama śpi, sama sobie liczy
            dni..."Podoba mi sie Twoje stwierdzenie"patrze z odwagą w
            > przyszłość ale i z głęboka pokorą wstecz!" Ze mna jest dokładnie tak samo...
            Nic już nie jest takie samo...ale jest
    • madzik2-4 Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 22:04
      Trudne pytanie,ja jeszcze nie znam odpowiedzi,minęło tak mało czasu.Dzieci
      dodają mi siły i tylko dla nich teraz jeszcze żyję,ale są takie chwile że
      najchętniej zamknęłabym drzwi,zamknęłabym serce....
      • inseg Re: Boleści i klęczki 16.07.09, 22:13
        Nie zamykaj drzwi ,nie zamykaj serca! Nie rób tego ....
        Na rany, dostęp powietrza zawsze działał gojąco i ziarninująco..Wyjdź do
        ludzi. Silne zranienia przysychają ..bliznowacieją. W zamknięciu rana goić się
        będzie gorzej, ba , nawet może gnuśnieć...
        Nie pozwól na to.
        Żyjesz dla dzieci ale i również dla siebie. Bądź dobra dla siebie troszeczkę.
        Bardzo Cię ściskam - inseg.
        • justynakm1 Re: Boleści i klęczki 17.07.09, 12:50
          Popieram Inseg!
          Ja wychodilam do ludzi, tzn błakałam sie po sklepach, zeby wrocic do
          domu po 21, bo na spotakania ze znajomymi nie mialam sily.. i chyba
          nadal w pełni jej nie mam, choc czasem to ja zapropnuje kawe i
          pogaduszki (zazwyczaj kolezanki dzownily do mnie), wiem, ze mnie
          kochaja i wspieraja. Wspiera mnie rodzona, z nimi mi najlepiej.
          Zaadoptowałam kota, zeby miec do kogo wracac (od wrzesnia zadomowi
          sie u mnie), a wieczorami jezdze na rowerze i wierze, ze Kubus jest
          ze mna bo tak kochal rowe i mnie tym zarazil.. jutro na kajakach
          pewnie polacze, wspominajac wspolne wypady na Mazury. ale najlepiej
          mi na sercu gdy widze jka On, z nieba, dba o kwaity na swoim
          grobie...i jak moge Mu powiedziec, ze BARDZO Go kocham.
        • madzik2-4 Re: Boleści i klęczki 17.07.09, 22:49
          Bardzo się staram,i wiem ze nie dobrze jest zamknąć się przed światem,to są
          tylko takie momenty.......chwile......inseg dziękuję...
    • jo39 Re: Boleści i klęczki 18.07.09, 16:53
      troche czuje sie wywolana do tablicy tymi postami.
      Coz, minely trzy lata, zaloba nie minela, zmienila swoj obraz -
      pilujacy ostry bol zamienil sie w uporczywe cmienie, z momentami
      gwaltownych zalamek, najczesciej w sytuacjach, kiedy szarpie
      mysl: 'gdzie jestes, do diabla tutaj teraz z nami powinienes byc...'
      na pytania najczestsze, tj 'czy sie juz otrzasnelas' odpowiadam
      spokojnie 'nie' bo to nie bloto bylo, zeby sie otrzasac, ani
      wietrzna ospa. Przestalam bez przerwy plakac - bo to nic nie daje.
      Przerazajaca jest perspektywa samotnosci - bo poprzeczke mam
      ustawiona wysoko, a spotykani ludzie (nie tylko plci meskiej) nie
      napawaja optymizmem. Daje rade na codzien, pozamykalam wiekszosc
      urzedowych spraw, ktore wlokly sie jak guma i mam swiadomosc, ze
      sama od siebie zaleze, podejmuje suwerenne decyzje. Czego i Wam
      Dziewczyny zycze - odetnijcie sie od obojetnych i przekazujacych Wam
      zla energie, pielegnujcie tych zyczliwych - warto.
      Pomysl forum starych stazem - rewelacja
      • tilia7 Re: Boleści i klęczki 04.09.09, 12:59
        Jak to jest możliwe,że człowiek leży i jednocześnie upada jeszcze
        bardziej?
        Uczyli mnie na geografii, że największa depresja na świecie to Morze
        Martwe.Chyba czas zmienic podręczniki.Znam większą depresję to moja
        Martwa Dusza.
        • inseg Re: Boleści i klęczki 04.09.09, 17:48
          aż mnie ciarki przeszły ;-(
    • wdowa120309 Re: Boleści i klęczki 04.09.09, 18:48
      Ja zaliczam po raz kolejny upadek..((( juz prawie na klęczkach byłam i znów
      upadłam...((( Ale ta dolina dlatego że dziś zaczynają sie wolne dni, samotności
      ( chociaż z Madzią) Nie będzie wieczornego oglądania telewizji.... przytulenia
      opowiastek i porannej kawusi i śniadanka do łóżeczka...((( Już niedługo będzie
      pół roku....a ja ciągle padam...(((( i coraz ciężej sie podnieść.
      • tilia7 Re: Boleści i klęczki 04.09.09, 19:15
        Tego właśnie nie rozumiem, że coraz ciężej się podnieść.Patrzę wstecz i przecież
        już tyle zniosłam, a mimo to wcale nie czuję, żebym była silniejsza, żeby mi
        było łatwiej wstać.Wręcz przeciwnie, nie tylko nie mam siły, ale czasem nawet
        ochoty, żeby się podnieść.
        Dziś wreszcie byłam u psychologa, trochę lżej na sercu jak człowiek to wszystko
        z siebie wyleje.Ona mówi, że mnie strasznie podziwia, bo na moim miejscu padłaby
        i leżała tak długo aż by jej się zrobiły odleżyny, a ja jednak wstaję i
        idę:powoli, koślawo, dwa do przodu trzy do tyłu, ale idę.Ona to widzi.Ja niby
        też, ale jakoś nie umiem z tego czerpać siły.I wciąż mam wrażenie, że tkwię w
        jednym strasznym miejscu,w jednym strasznym czasie.Jak te zaklęte
        księżniczki.Tylko już nie ma księcia, który mógłby pocałować i zdjąć zły urok:(((
        • wiolawarszawa Re: Boleści i klęczki 04.09.09, 20:31

          Ja też tego wszystkiego nie rozumiem.... im dłużej tym trudniej!!!
          Na początku nie wierzyłam działałam jak automat aby wszystko
          załatwić tak jak być powinno.... co nie przeszkadzało mi czekać az
          wróci.... później tyle spraw spadło na głowę, że doba zbyt mało
          godzin miała... i te pomieszanie z wiarą, że to nie prawda i wiedza,
          że to prawda.... dziś wiem, że nie wróci wiem, że to się wydarzyło a
          mimo to czekam i łapie się na tym, że jednak gdzieś pozostała
          odrobina nadziei, że WRÓCI.....
          Mówili, że z czasem będzie lżej.... a ja powiem, że to nie prawda bo
          wcale nie jest lżej... że tęsknie i tak bardzo mi Go brakuje- nie
          jako faceta- jako mojego Kochanie takim jaki Był..... a był mój i
          kochał mnie nad życie ze wszystkimi zaletami i wadami, których mam
          mnóstwo..... Straciłam człowieka dla którego byłam najważniejsza,
          najpiękniejsza i najkochańsza.... i świadomość, żę to koniec
          zadręcza mnie..... nie chcę innego... CHCĘ JEGO!!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka