Dodaj do ulubionych

nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba nie j

06.07.09, 20:44
Przyjechał kuzynk z synem (14 lat), córką (9 lat – w tym roku idzie
do 4 klasy, więc będzie miała 10 lat) i żoną.
Poprzednio byli u mnie kilka dni z synem – było ok. Syn grzeczny,
posłuszny, nie absorbujący – po prostu dobry dzieciak.

W tym roku też był bardzo grzeczny, ale jego siostra to istny demon.
Dzieciak ma ok. 160 zm wzrostu i wazy ok. 60 -65 kg.
Rodzice zapatrzeni w nią i zauroczeni. Podobno jest „mądra,
inteligentna, uzdolniona, kocha taniec, a problemy w szkole to wina
nauczycieli”
Dzieciak nie ma żadnej koordynacji ruchów, już w tym wieku chodząc
zaczyna się kołysać, nie mówiąc o tym, że nie złapie piłeczki
rzuconej łukiem z 10m.
Ma problemy w szkole, ponieważ ma MASAKRYCZNE ZALEGŁOŚCI. Nie czyta
tylko duka. Nie umie dzielić. Nie potrafi dobrze pisać (cyfry które
stawia i literki to kulfony o wielkości ok. 1,5-2 cm). Rodzice
jednak nie widzą problemu w córeczce tylko w nauczycielach.
Jak zrobili tzw „szybkie czytanie” w szkole – czyli oceny za
prędkość czytania, to rodzice zrobili awanturę nauczycielce, bo
dzieciak nie rozumie co czyta.
Na nic tłumaczenia nauczyciela, że to ćwiczenie ma oduczyć tzw.
dukania – rodzice wiedzą lepiej.
Dziecko to księżniczka, która rządzi wszystkimi – co chce, ma być
zrobione. Kłamie w żywe oczy, ale rodzice święcie jej wierzą, a jak
już się okazuje, że to było kłamstwo to mała zaczyna się śmiać i
rodzice tylko wzruszają ramionami.

A teraz opiszę jeden z dni tego dziecka

Wstaje rano ok. 6-7. Nie dlatego, że chce pobiegać czy pobawić się
na dworze. Jedyną rozrywką tego dzieciaka jest JEDZENIE!.
Zaraz jak wstanie leci do kuchni. Nie do łazienki żeby się umyć, nie
przebiera się, tylko w koszulce nocnej leci do kuchni. Tam nastawia
wodę w czajniku i przygotowuje sobie przedśniadanie czyli- zupkę
chińską. Robi to w garnku, chyba robi podwójną porcję. Potem siada
na kanapie, ale nie w pokoju z rodzicami bo usłyszeliby ją, nie w
pokoju gdzie nocuje, bo tam brat śpi i też mógłby się obudzić i
zabrać jej jedzenie. Siada na kanapie w pokoju gdzie śpię ja -
naprzeciwko mnie.
Zaczyna jeść, stukając łyżką o garnek i siorbiąc (pierwszego razu
jak usłyszałem to przez sen, to zbudziłem się w panice, bo myślałem,
że Z POBLISKIEGO LASU, DO POKOJU DOSTAŁ SIĘ WARCHLAK! to powinno dać
wyobrażenie sposobu jedzenie tego dziecka)
Do godz. 8-9 czyli do śniadania właściwego nic nie robi, no może nie
NIC, bo próbuje zwracać na siebie uwagę – „jestem śliczną
księżniczką”. Przebranie się zajmuje jej ok. 20-30 minut. Myli się
ten kto przypuszcza, że dzieciak zażyje rannej toalety i umyje zęby
(zje cukierka miętowego).
Siada do śniadania i je porcję dorosłego, mężczyzny. Na śniadanie
sama decyduje, co chce jeść – bo nie mogą to być warzywa i
niekoniecznie musi to być coś co jest już przygotowane rodzice
spoełniają zachcianki). Herbata słodzona 5 łyżeczkami cukru. Jeśli
zobaczy coś nowego na stole, to MUSI to otworzyć i spróbować. Tak
samo jak zauważy, że ktoś je coś co ona lubi, wtedy pochłonie to do
końca, byleby nie zostawić dla innych.
Po śniadaniu, idzie nad jezioro i tam się kąpie. Zanim nadejdzie
obiad, pochłania jeszcze drugie sniadanie czyli loda, dwie bułki z
czekoladą (słoik nutelli potrafi zjeść na drugie śniadanie) i
czasami jakiś gorący kubek.
Wracając w porze obiadowej pierwsze słowa jakie wypowiada wchodząc
po schodach – OBIAD JUŻ BYŁ!? (i są to słowa wypowiadane z
autentycznym strachem).
W końcu nadchodzi upragniony obiad. Porcja obiadowa, jak dla
dorosłego mężczyzny + dodatkowe ziemniaki. Oczywiście nie je
gotowanych warzyw (poza ziemniakami) – wybiera kalafiora, paprykę
itp. Potem po obiedzie sjesta. Zanim nadejdzie wieczór pochłonie
jeszcze dużą paczkę chipsów (ze strachem w oczach, czy ktoś nie
będzie chciał choćby jednego chipsa) i pół garnka mleka z płatkami,
osłodzonymi kilkoma łyżkami cukru.
Na kolację grill – dzieciak nie lubi kiełbaski z grilla, więc
rodzice kupują hamburgery i robią jej hamburgery. Podczas jednego
grilla zjadła 0,7 kg piersi z kurczaka, bo nikt nie pilnował
jedzenia. Poprawiła to 3-4 hamburgerami w bułce, z majonezem,
keczupem i serem. Rodzice szczęśliwi, ze dzieciak dużo je, „bo teraz
rośnie”. Na uwagę, czy pomyślała o innych zostawiając jeden kawałek
grillowanej piersi z kurczaka, na 5 pozostałych osób -wzrusza
ramionami i śmiejąc się - odpowiada, że "ojej ale to tak bardzo
smakowało!". Rodzice kwitują to, "oj nic się nie stało zjemy
kiełbaskę z grilla". Jeśli oni chcą jeść kiełbasę zamiast czystego
mięsa to ich sprawa, ale czemu zmuszają do tego innych w tym
własnego syna i czemu nie widzą, że takie zachowanie jest
niestosowne?

Myli się ten, kto zakłada, że to koniec.
Zanim nadejdzie noc pochłonie kolejną porcję zupki chińskiej i do
tego jakiś słodki deser /nieważne, że to brata – zje to po cichu w
kuchni, tak żeby nikt nie widział a rano sie wyprze/. Po tym
wszystkim idzie spać.

NIE MYJE SIĘ PRZEZ CAŁY TYDZIEŃ, „bo nie lubi prysznica”, a rodzice
pozwalają, „bo ma wakacje”.
Włosów nie szczotkuje - "bo nie lubię szczotek".

Jeśli się do niej zwrócić podniesionym tonem! (oczywiście my, bo nie
rodzice!) to... zaczyna ssać kciuk! 9 letnie dziecko! Ssie kciuk!

W tzw. międzyczasie wypija 1,5l Coca-Colę i 2l słodkiego soku
owocowego – byleby ktoś otworzył butelkę i zostawił bez nadzoru.
Potrafi zjeść suchą bułkę, jeśli zobaczy, że to ostatnia!
Paczka ciastek otwarta do kawy, znika, jeśli tylko ktoś odejdzie od
stołu.
1l słoik keczupu starczy dla niej na 3 dni.
Wpada w panikę jak ktoś wchodzi do kuchni – autentycznie wbiega
jeśli ktoś jest w kuchni i go obserwuje
Gdy na stole stoją ciastka i są goście to dzieciak stoi w drzwiach,
albo siedzi na kolanach u rodziców i obserwuje ciastka.

Zaczyna się trząść gdy ktoś sięga po ciastko. Obserwuje wtedy
szeroko rozwartymi oczami, jak ktoś to ciastko je.
Przyznam, że sięgałem po różne przedmioty leżące obok ciastek i
obserwowałem wewnętrzną walkę tego dzieciaka.

Zanim obiad jest gotowy, dzieciak podjada prosto z garnak –
przyłapana kłamie, ze tego nie robiła (pomimo iż jest ubrudzona
sosem z garnka - konsekwencji tego nie ponosi

Nie słucha się rodziców tylko stosuje metodę „przeczekania” a
rodzice udają, że nic się nie dzieje.
Najgorsze jest to, że widzą to wszyscy ale nie rodzice. Dzieciak
potrzebuje pomocy specjalisty – psychologa itd.
Niestety rodzice tego dziecka, strasznie reagują na jakiekolwiek
uwagi krytyczne dotyczące dziecka. Natomiast opowieści o tym , jak
zachowuja się normalne 9 latki, traktują jak „opowieści o genialnych
dzieciach"
Ich córka w tym wieku ma tylko jedną koleżankę – nie wiem czy to
jest normalne.

Na plaży była jeszcze inna dziewczynka. Starsza o ok. rok – dzieciak
szczupły i wysportowany.. Biegała bawiła się z psem. Rozmawiała jak
z normalne dziecko, mówiła pełnymi zdaniami nie używając
zdrobniałych form typu „pićko” zamiast napój, czy „dotek”
zamiast „dom”. Niestety umykało to uwadze rodziców – dla nich to
normalne dziecko było jekimś ewenementem i chyba „była dużo starsza”
od ich córeczki.

Kilka razy padło stwierdzenie „no my raczej nie możemy jeździć na
urlopy bo mamy małe dzieci” - i jako takie je traktują


nie mam pojęcia jak pomóc temu dziecku i jej rodzicom - nie wiem jak
można otworzyć im oczy.
Bezposrednie próby kończyły się obrazą i zaprzeczeniem.
Nie chcę ich zranić ani obrazić... ale szkoda mi tego dziecka bo
niedługi pójdzie do gimnazjum i spotkanie z rzeczywistością moze być
druzgocące.

wszelkie rady porady mile widziane
Obserwuj wątek
    • zielonatosia Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 06.07.09, 21:46
      zastanawiające jest to co piszesz, bo po pierwsze jak wytłumaczyć to, że starsze
      dziecko nie ma takich nawyków żywieniowych a młodsze ma, jak rozumiem starsze
      nie ma problemów z nauką a młodsze ma. Powodów może być kilka, może to dziecko,
      które miało problemy zdrowotne w dzieciństwie, a rodzice wina się za to i
      folgują jej we wszystkim. Może to dziecko z ciąży po komplikacjach, może
      wyczekana wymarzona dziewczynka. Faktem jest, że ją krzywdzą.
      Czy rodzice równie niezdrowo się odżywiają? Może pożycz "Super size me" na dvd ,
      jeśłi są kumaci to chociaż zrozumieją, że takie żarcie zabija.
      To mi wygląda ma kompulsywne jedzenie, albo na jakiś problem zdrowotny typu
      cukrzyca.
      Jak pomóc? Przez krótki czas pewno nie wiele możesz zdziałać. Na pewno nie
      krytykuj bezpośrednio, bo staniesz się wrogiem nr 1, jest tego dobry aspekt już
      do ciebie nie przyjadą i nikt nie będzie ci siorbał pod bokiem z samego rana:P
      Pewno zyskasz rozmową szczerą z tym rodzicem, który wyda ci się bardziej
      rozsądny. Próbować możesz, ale czy to coś da? nie wiem.
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 06.07.09, 22:13
        zielonatosia napisała:

        > zastanawiające jest to co piszesz, bo po pierwsze jak wytłumaczyć
        to, że starsz
        > e
        > dziecko nie ma takich nawyków żywieniowych a młodsze ma,

        starszy też ma nadwagę, jednak jego nawyki żywieniowe nie wyglądają
        tak samo jak siostry. Nie je łapczywie, chętnie się dzieli i nie
        pochłania takich ilości jedzenia. Jednak odżywia sie też niezdrowo.


        jak rozumiem starsze
        > nie ma problemów z nauką a młodsze ma.

        dokładnie


        Powodów może być kilka, może to dziecko,
        > które miało problemy zdrowotne w dzieciństwie, a rodzice wina się
        za to i
        > folgują jej we wszystkim. Może to dziecko z ciąży po
        komplikacjach, może
        > wyczekana wymarzona dziewczynka. Faktem jest, że ją krzywdzą.

        hmmm. to moze być jakiś powód - "cureczka tatusia"


        > Czy rodzice równie niezdrowo się odżywiają?

        nie w takiej skali. Raczej nie jedzą zupek chińskich i innych
        produktów typu hamburgery, kremy czekoladowe itp.

        Może pożycz "Super size me" na dvd
        > ,
        > jeśłi są kumaci to chociaż zrozumieją, że takie żarcie zabija.


        hmm jakiś pomysł jest :)

        > To mi wygląda ma kompulsywne jedzenie, albo na jakiś problem
        zdrowotny typu
        > cukrzyca.
        > Jak pomóc? Przez krótki czas pewno nie wiele możesz zdziałać. Na
        pewno nie
        > krytykuj bezpośrednio, bo staniesz się wrogiem nr 1, jest tego
        dobry aspekt już
        > do ciebie nie przyjadą i nikt nie będzie ci siorbał pod bokiem z
        samego rana:P
        > Pewno zyskasz rozmową szczerą z tym rodzicem, który wyda ci się
        bardziej
        > rozsądny. Próbować możesz, ale czy to coś da? nie wiem.


        dzięki za rady :)
        • verdana Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 06.07.09, 22:42
          Jeszcze dziwiniejsze jest to, ze przy takim odzywianiu ma tylko nie
          taka znowu straszna nadwagę, a nie jest otyła. Poza tym jest
          niewiarygodnie wysoka - jesli rośnie w takim tempie, to nic
          dziwnego, ze dużo je. Poza tym pretensje, że dziecko nie je kielbasy
          z grilla, a zjadlo kurczaka są co najmniej dziwne. Z jednej strony
          przedstawiasz ja jako kompletnie dziecinna i niezaradna - z drugiej
          gotuje sobie w garnku cinska zupkę, co filoofia nie jest, ale zwykle
          10-latka nadopiekunczych rodziców trzymana jest z daleka od
          garnków.
          • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 07.07.09, 06:35
            verdana napisała:

            > Jeszcze dziwiniejsze jest to, ze przy takim odzywianiu ma tylko
            nie
            > taka znowu straszna nadwagę, a nie jest otyła. Poza tym jest
            > niewiarygodnie wysoka - jesli rośnie w takim tempie, to nic
            > dziwnego, ze dużo je.


            no to by było jakieś wytłumaczenie

            Poza tym pretensje, że dziecko nie je kielbasy
            > z grilla, a zjadlo kurczaka są co najmniej dziwne.

            chodzi tutaj o to, że dzieciak najpierw zje to co jest przygotowane
            dla wszystkich /kurczak/ gdy nikt nie widzi, a dopiero potem to
            co "na pewniaka" jest jego /hamburgery/. Kiełbasę zostawi bo jest
            jej dużo. Gdyby były dwa kawałki kiełbasy to zjadłaby najpierw
            kiełbasę.


            Z jednej strony
            > przedstawiasz ja jako kompletnie dziecinna i niezaradna - z
            drugiej
            > gotuje sobie w garnku cinska zupkę, co filoofia nie jest, ale
            zwykle
            > 10-latka nadopiekunczych rodziców trzymana jest z daleka od
            > garnków.

            gotuje rano i wieczorem, gdy nikt nie widzi. Normalnie nie potrafi
            posmarować kromki chleba.
            T o"głód" zmusza ja do tego "gotowania"
            • lejdi111 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 07.07.09, 07:38
              mając nadwagę i nie myjąc się domyślam się jak ona pachnie. Czy rodzice tego nie
              czują?
            • cegielka612 Otyłość a wzrost 08.07.09, 11:20
              Właśnie ten wzrost jest niestety sygnałem i dowodem na to że dziecko
              jest otyłe. Przekarmione dzieci do okresu dojrzewania są wyższe niż
              ich rówieśnicy, aczkolwiek nie wyrastają z nich wyższi dorośli.
              Zachodzę w głowę jak można swojemu dziecku robić coś takiego, mam
              takich sąsiadów, mały ma 10 lat, waży na oko z 70 kg, biust ma dwa
              razy większy niż ja (a noszę B, więc nie tak super płasko) też jest
              wyższy od rówieśników. Dietę mają jaką mają - ważne żeby szybko
              zrobić, słodkie soki, w domu zawsze pączki czy jakieś batony, raz
              widziałam jak na kolację mały dostał paczkę chipsów. Sąsiadka ma
              teorię że to od antybiotyków. Ja się nie odzywam w tym temacie, bo
              to nie moja sprawa. Tobie też radzę odpuścić bo nic specjalnie nie
              zrobisz, przecież sam jej na dietę nie przestawisz skoro rodzice nie
              widzą problemu, a rozmowa wprost nie pomaga.
              Może dlatego tak mnie to niedbalstwo denerwuje, że sama kiedyś byłam
              pulchnym nastolatkiem i dużo mnie kosztowało pozbycie się nadwagi i
              wiem jaki to dramat. Dlatego własnemu dziecku na takie coś nie
              pozwole. Wprawdzie syn jest jeszcze mały - ma 1,5 roku - ale nie
              dostaje żadnych słodyczy, oprócz suszonych owoców typu morele czy
              rodzynki i też w ograniczonej ilości, nie pije dosładzanych napojów.
              Mimo że wiele osób go żałuje to ja mam to gdzieś, uważam że dopóki
              mam wpływ na to co je to nie będzie jadł śmieci.
              • nick.jednorazowy Re: Otyłość a wzrost 08.07.09, 11:53
                cegielka612 napisała:

                > Właśnie ten wzrost jest niestety sygnałem i dowodem na to że
                dziecko
                > jest otyłe. Przekarmione dzieci do okresu dojrzewania są wyższe
                niż
                > ich rówieśnicy, aczkolwiek nie wyrastają z nich wyższi dorośli.

                ciekawe
                nie wiedziałem
                ale to niestety niezbyt dobra wiadomość. Moje pierwsze wrażenie było
                takie, że dzieciak bardzo szybko rośnie, ale porównując ją do dzieci
                z jej przedizału wiekowego, faktycznie jest dużo wyższa. Rodzice
                raczej nie przekraczają 180 cm (chyba nawet 170 cm), więc brakuje
                jej 20 cm do rodziców (co chyba osiągnie w ciągu 2 lat... a co
                potem?)


                > Tobie też radzę odpuścić bo nic specjalnie nie
                > zrobisz, przecież sam jej na dietę nie przestawisz skoro rodzice
                nie
                > widzą problemu, a rozmowa wprost nie pomaga.

                wolałbym nie odpuszczać... ale chyba inaczej się nie da...
                może jak wróci do szkoły we wrześniu to coś się zmieni


    • kicia031 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 07.07.09, 09:58
      Czytajac to wszystko dochodze do jednego wniosku: mnostwo smieci sie
      je u ciebie w domu. Moje dzieci sa szczuple, bo u nas smieciowego
      zarcia sie po prostu nie kupuje. W zyciu nie widzialy chinskiej
      zupki, czy tym podobnych rarytasow. Niestety, na starszego wywieraja
      juz wplyw rowiesnicy, ale wiem, ze przynajm,niej w domu nie je
      paskudztw.
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 07.07.09, 16:50
        kicia031 napisała:

        > Czytajac to wszystko dochodze do jednego wniosku: mnostwo smieci
        sie
        > je u ciebie w domu.


        dochodzisz do błędnego wniosku
        nigdzie nie jest powiedziane, że to ja kupiłem chińskie instanty
        albo, że były u mnie w domu ;)
        ja się żywię normalnym pożywieniem

        Moje dzieci sa szczuple, bo u nas smieciowego
        > zarcia sie po prostu nie kupuje. W zyciu nie widzialy chinskiej
        > zupki, czy tym podobnych rarytasow. Niestety, na starszego
        wywieraja
        > juz wplyw rowiesnicy, ale wiem, ze przynajm,niej w domu nie je
        > paskudztw.

        tak czy inaczej, Twój post nie wniósł niczego do tego wątku.
        Po prostu skrytykowałaś cudze zachowanie, ale nie próbowałaś pomóc...

        NO COMMENT
        • mamakrzysia4 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 07.07.09, 17:18
          myśle że ta dziewczynka jest b.nieszczęśliwa a jej rodzice
          delikatnie mówiąc głupi. Ty możesz z nimi rozmawiać ale zapewne
          poczują się urażeni. Jedyny sposób to lekcja pokory jaką dostanie
          dziewczyna w gimnazjum. To takie szkoły gdzie wojskowa fala to
          ledwie podmuch wiatru na morzu....to wojna prawdziwa nastolatków z
          nastolatkami. Pamiętam jak moja znajoma radziła siostrze Ty Aśka
          lepiej się odchudz bo za rok idziesz do gimnazjum a tam tępią
          grubasów. A chodziło o jedno z lepszych gimnazjów w stolicy w
          bogatej dzielnicy

          Zastanawia mnie co na to szkolny pedagog?
        • cegielka612 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 08.07.09, 11:26
          Nawet jeśli nick.jednorazowy miał by tonę zupek chińskich w domu i 2
          tony czekolady to jego sprawa, a nawyki żywieniowe 9 latki to już
          inny temat. Przecież nie wywalasz z domu wszyskiego
          wysokokalorycznego bo przyjeżdża ciocia na diecie. Nick.jednorazowy
          jest zapewne dorosły i ma prawo jeść co mu pasuje, znając
          konsekwencje swojego postępowania. 9-latka pojęcia nie ma o tym jak
          to się odbije na jej zdrowiu zarówno fizycznym jak i psychicznym, bo
          kiedy będzie mieć lat 14 żaden chłopak się za nią nie obejrzy. Do
          tego wkrótce się okaże, że w sklepie odzieżowym będzie kupować to co
          na nią wejdzie a nie to co jej się podoba.
    • szachula30 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 07.07.09, 22:01
      Z tego co piszesz, to na rodziców nie ma co liczyć... zwracając im uwagę i
      próbując dowieść jak źle wychowują córkę, nic nie zyskasz. Raczej wrogów. Czy
      rozmawiałeś z dziewczynką? Pytałeś kiedykolwiek dlaczego tak postępuje? Jak
      wiem, że ma 9 lat, ale czasem właściwie postawione pytanie skłania dziecko do
      refleksji i uświadomienie sobie, że np. niekoniecznie robi wszystko ok, bo nawet
      jeśli rodzice akceptują takie zachowanie, to inni ludzie niekoniecznie to
      chwalą. Możliwe, że dziewczynką powinien zająć się psycholog, ale to już
      niekoniecznie Ty powinieneś załatwić.
      • marina2 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 08.07.09, 00:20
        Obawiam się,że nie możesz pomóc rodzicom.To oni kwalifikują się w krótkich
        abcugach na kozetkę.Dziecko jest puszczone luzem.Granice gdzieś we mgle.
        Jak im powiesz,że błądzą będziesz złą ciocią i tyle.
        Nie wszyscy ludzie chcą coś w sobie zmieniać.Świat ma się do nich dostosować.Czy
        tym rodzicom coś przeszkadza? Coś im się nie podoba?
        Z tego co piszesz już dziewczynka "zbiera " w szkole.Ciąg dalszy nastąpi.Dziecka
        szkoda.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 08.07.09, 18:55
      Zastanawiam się czy będzie Pani umiała pomóc dziewczynce i czy jest to w
      istocie Pani intencja . Z Pani długiego i dowcipnie napisanego postu, dla mnie,
      przebija jednak dużo krytycyzmu, może też i niechęci do niej i jej
      nieobiektywnych rodziców. Mniej jest wyrozumiałości czy próby diagnozy sytuacji.
      Rozumiem taką reakcję, ale jej nie popieram
      Trudno mi jest na podstawie tak skonstruowanego postu wywieźć prawidłowy
      wniosek, ale wydaje mi się, że ta dziewczynka może mieć kłopoty natury
      psychologicznej, które manifestują się objadaniem. Nie myślę tu wprost o
      zaburzeniach odżywiania, ale raczej o kompulsywnym jedzeniu, które jest
      przymusem lub rekompensatą. Może to jest nieświadoma odpowiedź na kłopoty w
      szkole, na szybkie dojrzewanie lub szybką zmianę figury i warunków fizycznych
      ciała, może na odrzucenie i niechęć rówieśników, może na brak własnej
      akceptacji. Mam wrażenie, że problem w mniejszej mierze jest dietetyczny, a w
      większej mierze psychologiczny. Trudno na nią jednak w ten sposób spojrzeć, bo
      swoim zachowaniem dziewczynka budzi raczej, jak rozumiem, niechęć. I tu koło
      się zamyka, bo z tej pozycji trudny jest start do zaprzestania takich
      autodestrukcyjnych działań. Jedyna pomoc teraz, to próba pokazania problemu i
      swoich wątpliwości rodzicom i zainteresowanie tym problemem mądrego psychologa
      lub pedagoga szkolnego. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 08.07.09, 20:13
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Zastanawiam się czy będzie Pani umiała pomóc dziewczynce i czy
        jest to w
        > istocie Pani intencja .


        Moim zamiarem jest pomóc temu dziecku i jej rodzicom... ale nie za
        wszelką cenę. Niestety nie mam zamiaru robić sobie wrogów, w
        brutalny sposób otwierając komuś oczy. Nie oszukujmy się - Matką
        Teresą nie jestem.

        > Z Pani długiego i dowcipnie napisanego postu, dla mnie,
        > przebija jednak dużo krytycyzmu, może też i niechęci do niej i jej
        > nieobiektywnych rodziców.


        Faktycznie odczuwam niechęć.
        Denerwuje mnie i mierzi, gdy ktoś robi sobie samemu krzywdę, a
        wszelkie próby pokazania rzeczywistości, wypiera obrazem zbudowanym
        w swoim wnętrzu.
        Niestety mam taki charakter (i nie mam zamiaru się zmieniać ;)), że
        w takich wypadkach zaczynam być złośliwy ("złośliwy" a
        nie "złośliwa" bo jestem mężczyzną - a przynajmniej niektóre Panie
        tak twierdzą :) )

        > Mniej jest wyrozumiałości czy próby diagnozy sytuacji

        niestety nie należę do osób wyrozumiałych - tak mnie wychowano i
        dobrze mi z tym, choć wiele osób mnie potępia z tego powodu :)
        Sam nie mam dzieci, jednak wkurza mnie gdy widzę oczywiste błędy w
        wychowaniu - jednak jako bezdzietny "nie mam prawa się wypowiadać" -
        może to dobrze a moze nie... nie mnie to oceniać. Wiem jednak, że
        czasem ktoś stojacy z boku, ma lepszą perspektywę na cała sytuację
        niż osoba wewnątrz.



        > Rozumiem taką reakcję, ale jej nie popieram
        > Trudno mi jest na podstawie tak skonstruowanego postu wywieźć
        prawidłowy
        > wniosek, ale wydaje mi się, że ta dziewczynka może mieć kłopoty
        natury
        > psychologicznej, które manifestują się objadaniem. Nie myślę tu
        wprost o
        > zaburzeniach odżywiania, ale raczej o kompulsywnym jedzeniu, które
        jest
        > przymusem lub rekompensatą. Może to jest nieświadoma odpowiedź na
        kłopoty w
        > szkole, na szybkie dojrzewanie lub szybką zmianę figury i warunków
        fizycznych
        > ciała, może na odrzucenie i niechęć rówieśników, może na brak
        własnej
        > akceptacji. Mam wrażenie, że problem w mniejszej mierze jest
        dietetyczny, a w
        > większej mierze psychologiczny. Trudno na nią jednak w ten sposób
        spojrzeć, bo
        > swoim zachowaniem dziewczynka budzi raczej, jak rozumiem, niechęć.
        I tu koło
        > się zamyka, bo z tej pozycji trudny jest start do zaprzestania
        takich
        > autodestrukcyjnych działań. Jedyna pomoc teraz, to próba pokazania
        problemu i
        > swoich wątpliwości rodzicom i zainteresowanie tym problemem
        mądrego psychologa
        > lub pedagoga szkolnego. Agnieszka Iwaszkiewicz



        Dziewczynka sama siebie akceptuje... albo tylko udaje. Natomiast w
        oczach rodziców jest "księżniczką" i za taką próbuje się
        przedstawić. Nie wiem jak uświadomić rodziców, że odżywianie dziecka
        zupkami chińskimi i pozwalanie na "pochłonięcie" całej dużej paczki
        chipsów, nie jest dobrym sposobem odżywiania.
        Co do budzenia "niechęci" to jest to raczej moje prywatne odczucie,
        nie zauważyłem aby u innych budziła niechęć.

        Nie wiem w jaki sposób uświadomić jej rodziców. Chciałbym to zrobić
        tak, aby nikogo nie urazić i najlepiej aby odczuli, że sami do tego
        doszli.
        Wszelkie delikatne sugestie to były strzały w płot.
        Konfrontacja z dziećmi z tego smaego wieku, spotkała się raczej z
        wyparciem.

        Może jest jakiś sposób, żeby dzieciak sam zrozumiał, że swoim
        postępowaniem robi sobie krzywdę.
        Jeśli powiem to wprost to poleci na skargę do rodziców i skutek
        będzie odwrotny.


        PS.
        Dziękuję za odpowiedź



        Zdaję sobie sprawę, że jeśli nic się nie zmieni to dzieciak zapłaci
        bardzo wysoką cenę, wolałbym tego uniknąć.
    • eastern-strix zal mi tej dziewczyny... 09.07.09, 01:07
      ...bo po pierwsze jest zagubiona a po drugie ma ciotke, ktora jej nienawidzi.

      a dlaczego Ty jej tak nienawidzisz,to ja nie rozumiem. tez mialam taka
      siostrzenice i zaprzyjaznilysmy sie mimo,ze panna mlodsza o 15 lat. byc moze ona
      potrzebuje starszej przyjaciolki. moze nie. ale na pewno nie potrzebuje
      zjadliwej ciotki.
      • nick.jednorazowy Re: zal mi tej dziewczyny... 09.07.09, 18:50
        eastern-strix napisała:

        > ...bo po pierwsze jest zagubiona a po drugie ma ciotke, ktora jej
        nienawidzi.
        >
        > a dlaczego Ty jej tak nienawidzisz,to ja nie rozumiem. tez mialam
        taka
        > siostrzenice i zaprzyjaznilysmy sie mimo,ze panna mlodsza o 15
        lat. byc moze on
        > a
        > potrzebuje starszej przyjaciolki. moze nie. ale na pewno nie
        potrzebuje
        > zjadliwej ciotki.

        czytaj ze zrozumieniem
        gdzie jest powiedziane, że jestem jej ciotką
        albo, że jej nienawidzę
        do nienawiści daleka droga... a brak miłości nie jest nienawiścią
    • morekac Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 09.07.09, 01:32
      Dzieciak nie ma żadnej koordynacji ruchów, już w tym wieku chodząc
      zaczyna się kołysać, nie mówiąc o tym, że nie złapie piłeczki
      rzuconej łukiem z 10m.
      Nie czyta tylko duka. Nie umie dzielić. Nie potrafi dobrze pisać
      (cyfry które stawia i literki to kulfony o wielkości ok. 1,5-2 cm).
      Jak zrobili tzw „szybkie czytanie” w szkole – (...)
      > dzieciak nie rozumie co czyta.

      A czy ta mała przypadkiem nie ma dysleksji?
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 09.07.09, 18:52
        morekac napisała:

        >
        > A czy ta mała przypadkiem nie ma dysleksji?


        O!
        i to jest post który może pomóc

        faktycznie o tym nie pomyślałem... może to jest jakiś powód
        dzieciak może mieć dyskelsję i nieśiwadomie uciekać przed tym w
        jedzenie.
        Rodzice są zbyt zapatrzeni żeby to dostrzec...

        to już jest jakiśtrop
        dzięki morekac
        • verdana Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 09.07.09, 18:59
          Nie sązę, aby dysleksja+aprobata rodziców powodowały "ucieczke w
          jedzenie", choć niezborność ruchów , problemy z czytaniem i pisaniem
          mogą rzeczywiscie sugerować dysleksję. Ale równie dobrze inne
          problemy - choćby inteligencję na graniczu normy, zaniedbanie,
          wolniejszy rozwój.
          • ratyzbona Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 09.07.09, 23:47
            Nie wiem czy ktoś tego wcześniej nie napisał ale ja pamiętam jak
            miałam dziesięć lat i wkacje. Co prawda nie z rodzicami ale na jakimś
            obozie czy wyjeździe. Nie myłam się prawie osiem dni ( ale kompałam
            się w jeziorze podobnie jak opisana dziewczynka więc miałam jakieś
            usprawiediliwenie) i jadłam takie ilości rzeczy że do dziś tęsknię za
            tymi czasami. Szybko czytać też nie umiałam - i prawdę rzekłwszy
            gdybym była rodzicem, i ktoś uczył moje dziecko czytać na czas bez
            zrozumienia też bym się wściekła. Tym co jest w tym poście
            najbardziej niepokojące to twoja postać - kogos kto od samego rana
            obserwuje każdy spożywany przez dziesięciolatkę posiłek, kto w jakiś
            chory sposób oblicza zawartość kaloryczną każdego jej posiłku. Z
            twojego postu wynika że dziewczyna je za dużo i że rodzice jej na to
            pozwalają. Może istotnie jest to problem ale z pewnością nie większy
            niż jakaś jadowita złośliwość twojego postu. Tak dzieci są nie
            doskonałe jedzą za dużo nie myją się w wakacje i czasem nie mają
            samych piątek w szkole.
            • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 08:11
              ratyzbona napisała:

              > Nie wiem czy ktoś tego wcześniej nie napisał ale ja pamiętam jak
              > miałam dziesięć lat i wkacje. Co prawda nie z rodzicami ale na
              jakimś
              > obozie czy wyjeździe. Nie myłam się prawie osiem dni ( ale
              kompałam
              > się w jeziorze podobnie jak opisana dziewczynka więc miałam jakieś
              > usprawiediliwenie) i jadłam takie ilości rzeczy że do dziś tęsknię
              za
              > tymi czasami.

              - zwróc uwage na mały detal który moze umknął twojej błyskotliwej
              inteligencji - BYŁAŚ NA OBOZIE BEZ RODZICÓW!!!
              Ja też jeśdziłem na obozy i pod namioty irobiłem różne głupie
              rzeczy.
              Wyobraź sobie teraz sytuację gdy odwiedzasz z dzieckiem rodzinę i
              pozwalasz dzieciakowi, aby nie mył się przez tydzień... pozwoliłabyś
              na to?
              Dziecko nie odpowiada za swoje czyny bo nie jest ich świadome.
              Jednak po to ma rodziców, aby wytłumaczyli co jest dobre, co złe, co
              wypada a co nie, comprende?

              > Szybko czytać też nie umiałam - i prawdę rzekłwszy
              > gdybym była rodzicem, i ktoś uczył moje dziecko czytać na czas bez
              > zrozumienia też bym się wściekła.

              Czytania na czas uczy się od bardzo dawna. Ma to na celu oduczenie
              dukania i wyrobienie nawyku składania całych wyrazów. Nikt nie
              sprawdza czy dziecko rozumie czytany tekst, bo nie to jest celem
              takiej nauki. CZytania ze zrozumienie muczy się zupełnie inaczej.
              Na ten temat możemy długo dyskutować ale nie o to chodzi, więc
              lepiej odpuśćmy sobie ten wątek

              > Tym co jest w tym poście
              > najbardziej niepokojące to twoja postać - kogos kto od samego rana
              > obserwuje każdy spożywany przez dziesięciolatkę posiłek,

              - niestety pewne obserwacje były nieuniknione :) nie da się nie
              zauważyć dziecka jedzącego zupkę chińską z garnka, jeśli to dziecko
              siada dwa metry od ciebie i budzi Cie stukaniem w garnek i
              siorbaniem - być moze ty odwróciłabyś się na drugi bok, lub niczym
              rusałka pobiegła do kuchni po dokładkę dla takiego dzieciaka.. ale
              ja jestem inny I WK...A MNIE TAKIE ZACHOWANIE BO DLA MNIE TO NIE
              JEST NORMALNE!


              > kto w jakiś
              > chory sposób oblicza zawartość kaloryczną każdego jej posiłku.

              - ??? wrózka czy co? w którym miejscu obliczałem zawartość
              kaloryczną?

              Z
              > twojego postu wynika że dziewczyna je za dużo i że rodzice jej na
              to
              > pozwalają.

              - prawie trafiłaś
              Wielkość porcji nie budzi moich objawów aż tak jak, sposób jedzenia.
              To dziecko je, tak jakby bało się, że ktoś mu zabierze to jedzenie.
              To właśnie może być przyczyną zwięszenia porcji /"bo potem może już
              nie być"/.


              > Może istotnie jest to problem ale z pewnością nie większy
              > niż jakaś jadowita złośliwość twojego postu.

              dziękuję, że zauważyłaś mój złośliwy charakter.
              Takiego się akceptuje i dobrze mi z tym :)

              > Tak dzieci są nie
              > doskonałe jedzą za dużo nie myją się w wakacje i czasem nie mają
              > samych piątek w szkole.

              SERIO!?!?! no to faktycznie rewolucyjne stwierdzenie

              nigdzie nie twierdziłem, że jest inaczej. Jednak 99% dzieci w tym
              wieku, ma jakieś zainteresowania - POZA JEDZENIEM

              Skoro jestem ztaki złośliwy, wredny itd itp
              to czemu z jej bratem mam świetny kontakt
              /jego rodzice twierdzą, że lepszy niż z nimi, bo przed nimi nie
              potrafi się otworzyć i rozmawiać o swoich zainteresowaniach, no i
              mnie się słucha a u nich posłuch raczej mniejszy/
              czemu dzieciaki moich znajomych darzą mnie sympatią i lubią mnie
              odwiedzać z rodzicami, jeździć na pikniki, na ryby czy po prostu na
              piesze wycieczki (od razu zaznaczam, że nie dodaję sobie, tylko mam
              dobry kontakt z dzieciakami)
              może faktycznie to wszystko ułuda i może rzeczywiście mam problem w
              kontaktach z dziećmi.... hmmm... ale w takim wypadku kilkanaście lat
              pracy jako prywatny korepetytor, powinno być straconymi latami...
              (pracowałem też socjalnie - więc miałem kontakt z młodzieżą która ma
              problemy z nauką, to są sto razy bardzeij wartościowe dzieciaki niż
              rozpuszczone "jedynaki")
              no i oczywiście dzieciaki które uczyłem kiedyś, a które mają teraz
              własne rodziny nie powinny kłaniać mi się z daleka i zatrzymywać
              żeby zamienić kilka zdań

              na marginesie dodam, że faktycznie przez chwilę myślałem, że może to
              tylko mój problem, i moze tylko ja zauważam dziwne zachowania tego
              dziecka...
              jednak pytania osób postronnych i ich spostrzeżenia, pozowoliły mi
              odrzucić tą tezę.

              Co do złośliwości :):):) taki jestem i takiego się lubię.

              Jeśli uważasz, że takie zachowanie dziecka jest normalne... cóż
              przyjmuję do wiadomości twoją opinię i wezmę ją pod uwagę.
              Jeśli nic nie zrobię w tej sprawie to za rok, dwa lata przekonamy
              się kto miał rację.
              Mam nadzieję, że ty,
              no i że to normalne zachowanie dziecka - choć trudno mi w to
              uwierzyć.
              Jeśli jednak nie.... to, przypomnę Ci to za dwa lata mailem,
              a wtedy niestety napiszę "a nie mówiłem..." (bo jestem złośliwy)
          • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 08:14
            verdana napisała:

            > Nie sązę, aby dysleksja+aprobata rodziców powodowały "ucieczke w
            > jedzenie", choć niezborność ruchów , problemy z czytaniem i
            pisaniem
            > mogą rzeczywiscie sugerować dysleksję. Ale równie dobrze inne
            > problemy - choćby inteligencję na graniczu normy, zaniedbanie,
            > wolniejszy rozwój.

            możesz mieć rację

            tylko teraz, jak sprawdzić co jest przyczyną

            zachoawnai dzieciaka - czyli tzw "pieszczenie się"
            moży być tylko grą, a może faktycznie to symptom czegoś innego

            • w_ania Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 10:49
              Witam cię.
              Nie wiem dlaczego ale po przeczytaniu posta od razu wiedziałam że jesteś facetem
              (chyba styl pisania i obserwacji) ;-)
              Nie powiem ci co zrobić i jak pomóc bo sama nie wiem. Ale tak sobie myślę, że
              może zamiast z rodzicami należało by pogadać z 10 latką zainteresować ją jakąś
              wycieczką choćby na jagody. (myślę że pójdzie jak w perspektywie będą jagody z
              cukrem. Uda sie połączyć wycieczkę z czymś zdrowszym niż hamburger. A może
              powiedz żeby pomogła zrobić w kuchni sałatkę owocową albo zasuszyć jabłka
              zamiast chipsów (będzie miała frajdę). Może ona się nudzi? nie ma koleżanek
              zainteresowań trzeba ja włączyć do domowej pomocy przez zabawę. A może rodzicom
              tak wygodniej kupić frytki i hamburgera zrobić grilla bo nie trzeba się wysilać
              a dziecko nie zna innego jedzenia.
              Fajnie jest robić coś razem (wiem z mojego dzieciństwa a teraz moje dzieci mi
              pomagają w kuchni choć maja dopiero 4 i 6 lat ale już wymieszać mikserem czy
              rozbić jajko czy wsypać mąkę potrafią i jakie sa z tego dumne) wczoraj moja 6
              latka przyszywała guziki - ale miała frajdę.
              Powodzenia i dużo cierpliwości.
              Ania
              • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 11:31
                w_ania napisała:

                > Witam cię.
                > Nie wiem dlaczego ale po przeczytaniu posta od razu wiedziałam że
                jesteś facete
                > m
                > (chyba styl pisania i obserwacji) ;-)

                ;) faceci zazwyczaj sa bardziej "brutalni" w wypowiedziach :)

                > Nie powiem ci co zrobić i jak pomóc bo sama nie wiem. Ale tak
                sobie myślę, że
                > może zamiast z rodzicami należało by pogadać z 10 latką
                zainteresować ją jakąś
                > wycieczką choćby na jagody. (myślę że pójdzie jak w perspektywie
                będą jagody z
                > cukrem. Uda sie połączyć wycieczkę z czymś zdrowszym niż
                hamburger. A może
                > powiedz żeby pomogła zrobić w kuchni sałatkę owocową albo zasuszyć
                jabłka
                > zamiast chipsów (będzie miała frajdę).

                O! I TO JEST POMYSŁ!!!!
                może się udać!!! sprawdzimy już wkrótce :):)
                wyprawa na jagody
                albo warzywny grill z wspólnie przygotowanych wcześniej potraw
                to jest myśl!!!

                > Może ona się nudzi? nie ma koleżanek
                > zainteresowań trzeba ja włączyć do domowej pomocy przez zabawę. A
                może rodzicom
                > tak wygodniej kupić frytki i hamburgera zrobić grilla bo nie
                trzeba się wysilać
                > a dziecko nie zna innego jedzenia.

                - faktycznie mozesz mieć rację, że wynika to z wygody rodziców

                > Fajnie jest robić coś razem (wiem z mojego dzieciństwa a teraz
                moje dzieci mi
                > pomagają w kuchni choć maja dopiero 4 i 6 lat ale już wymieszać
                mikserem czy
                > rozbić jajko czy wsypać mąkę potrafią i jakie sa z tego dumne)
                wczoraj moja 6
                > latka przyszywała guziki - ale miała frajdę.
                > Powodzenia i dużo cierpliwości.
                > Ania

                Dzięki za podpowiedź :)

                pozdrawiam
                jednorazowy
          • morekac Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 16:09
            Verdana, ale obawiam się, że rodzice może aprobują dziecko, ale nie
            starają się mu pomóc w rozsądny sposób. Może ma dysleksję, może to
            zaniedbanie, wolniejszy rozwój, ogólnie mniejsze możliwości...
            "Rodzice jednak nie widzą problemu w córeczce tylko w nauczycielach.
            Jak zrobili tzw „szybkie czytanie” w szkole – czyli oceny za
            prędkość czytania, to rodzice zrobili awanturę nauczycielce, bo
            dzieciak nie rozumie co czyta." Dziecko ma jakieś problemy w szkole,
            a rodzice prawdopodobnie nie starają się nic z tym zrobić (tak samo,
            jak nie starają się zapanować nad tym jedzeniem, bo być może
            istotnie młoda je za dużo różnych świństw).
            nick.jednorazowy - gotujcie na obiad mniej ziemniaków i ogranicz
            dostęp do paskudztw - jeśli oczywiście jest to w twojej mocy (a nie
            kuzynostwa)... Co z oczu, to i z serca. Nie będzie dokładek, zupek i
            nutelli, to nie zje za dużo... Czy to nie jest tak, że wszyscy teraz
            trochę przesadzacie z jedzeniem (te obiady z dokładkami ziemniaków,
            grille na kolację etc).
            A pannie powiedz, że budzi cię rano tym jedzeniem... albo po prostu
            zjedźcie tę zupkę razem. Może przy okazji pogadacie sobie o życiu.
            Co do jedzenia śniadania w piżamie, niemycia zębów, unikania
            kapieli, nieszczotkowanie włosów... to raczej często się zdarza w
            tym wieku, zwłaszcza na wakacjach.
    • reszka2 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 11:54
      Jednorazowy nicku, twój styl pisania kogoś mi przypomina, kogoś
      wcześniej baaardzo aktywnego na tym forum. Te same sążniste
      wypowiedzi, ten sam drobiazgowy sposob wyszczególniania uwag, te
      same skrupulatne odpowiedzi na każdy post. Czy twoje imię to nie
      jest Krzysztof przypadkiem? Och, wiem, że Krzysztofowie Lisowie
      rodzą się na kamieniu...
      Mniejsza z tym.
      Ogólny sens wypowiedzi jest taki.
      Dziewczyna ma problem, natury nie wiadomo jakiej, może nawet bardzo
      powaznej, a twoim problemem jest to, że jej nienawidzisz.
      Nienawidzisz tego co widzisz, bez wchodzenia w przyczyny - jej
      rozlazłości, tłustości, łakomstwa, niechlujnego wyglądu, braku
      koordynacji, braku postępów w nauce, kłamstwa. Guzik cię obchodzi
      jej dobro, ty chcesz jej po prostu dopieprzyć, poświęciłeś dużo
      czasu na wystukanie takiego sążnistego posta, a tak naprawdę
      pogardzasz nia i jej rodzicami. Owszem, nie są święci, ale ty też
      nie. Z twoich postów wylewa się pogarda dla innych i przekonanie o
      własnej doskonałości i braku potrzeby zmian. Siebie.
      Serdecznie współczuję. Tobie przede wszystkim. I ich rodzinie - to
      doprawdy straszne miec taką osobę w pobliżu.
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 12:34
        reszka2 napisała:

        > Jednorazowy nicku, twój styl pisania kogoś mi przypomina, kogoś
        > wcześniej baaardzo aktywnego na tym forum. Te same sążniste
        > wypowiedzi, ten sam drobiazgowy sposob wyszczególniania uwag, te
        > same skrupulatne odpowiedzi na każdy post. Czy twoje imię to nie
        > jest Krzysztof przypadkiem? Och, wiem, że Krzysztofowie Lisowie
        > rodzą się na kamieniu...

        :) niestety /a moze na szczęście/ nie jestem Krzysztofem L
        na tym forum jestem pierwszy raz - jak Babcię Kocham!
        ale to nie jest ważne

        > Ogólny sens wypowiedzi jest taki.
        > Dziewczyna ma problem, natury nie wiadomo jakiej, może nawet
        bardzo
        > powaznej, a twoim problemem jest to, że jej nienawidzisz.

        zastanów się poważnie nad znaczeniem słowa "nienawiść"
        to naprawdę głęboki uczucie
        w swoim życiu obdarzyłem tylko dwie osoby tak gorącym uczuciem
        /czemu niektóre kobiety mają tendencję do wolbrzymiania uczuć -
        "kochasz, nienawidzisz" itd?/

        > Nienawidzisz tego co widzisz, bez wchodzenia w przyczyny - jej
        > rozlazłości, tłustości, łakomstwa, niechlujnego wyglądu, braku
        > koordynacji, braku postępów w nauce, kłamstwa. Guzik cię obchodzi
        > jej dobro, ty chcesz jej po prostu dopieprzyć,

        - :) :) :)

        poświęciłeś dużo
        > czasu na wystukanie takiego sążnistego posta,

        - tak ci się tylko wydaje
        zazwyczaj piszę dużo i często
        /z zamiłowania jestem pisarzem :):):)/



        > pogardzasz nia i jej rodzicami. Owszem, nie są święci, ale ty też
        > nie.

        - oczywiście daleko mi do świętości. Mam swoje wady i przywary :) i
        staram się żeby nie były uciążliwe dla innych.
        Wiele czasu zajęło mi zaakceptowanie swoich wielu niedoskonałości -
        jednak w pewnym stopniu udało mi się to :)


        > Z twoich postów wylewa się pogarda dla innych i przekonanie o
        > własnej doskonałości i braku potrzeby zmian. Siebie.
        > Serdecznie współczuję. Tobie przede wszystkim. I ich rodzinie - to
        > doprawdy straszne miec taką osobę w pobliżu.

        z towjego postu wylewa się przypuszczalna niechęć do niejakiego
        Krzyszofa L.
        na początku założyłaś, ze ja to on, i tej wersji się trzymasz...
        może jednak znasz znaczenie słowa "nienawiśc" :)

        PS.
        Przeczytaj sobie post
        W_Ania - takiej rady oczekiwałem

        PS2.
        uprzedzając Twoje ew. pytania
        TAK
        jestem cholerykiem, despotą itp
        tak mnie wychowano i tak mi dobrze :)


        • sebalda Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 13:59
          Najpierw uwaga na marginesie: to, że ktoś ma cięty język, że pisze ironicznie,
          że lubi opisywać pewne sytuacje drobiazgowo, nie świadczy jeszcze o tym, że
          opisywany obiekt nienawidzi. Gdyby autor wątku nienawidził nieszczęsnej
          dziewczynki, czy niepokoiłby się o jej los? Napisał tutaj wyłącznie po to, żeby
          wylać niechęć do jakiegoś dziecka wobec nieznanych sobie i nieznających tego
          dziecka osób? Bzdura.
          Tak się składa, że zawodowo zajmuję się tematyką zagrożeń zdrowotnych i do
          największych wśród nich, obok palenia tytoniu, należy otyłość. Przeciętny
          człowiek nie ma pojęcia, jakie oprócz chorób serca ryzyko niesie za sobą
          otyłość. Wierzcie mi, ogromne i to w bardzo wielu aspektach naszego zdrowia. Na
          świecie trwa epidemia otyłości i bardziej cywilizowane kraje podejmują już
          zmasowane działania, aby tej epidemii zapobiegać, zwłaszcza u dzieci.
          U nas niestety w pewnych środowiskach nadal pokutuje model dobrze odżywionego,
          tłuściutkiego dziecka jako okazu zdrowia. Mój syn jest bardzo szczupły, żeby nie
          powiedzieć chudy, choć je dużo i dobrze, taką ma przemianę materii, ale nie raz
          słyszałam złośliwe uwagi, że chyba za słabo go karmię i że oprócz tego, że je
          obiad w szkole, powinnam jeszcze koniecznie gotować mu drugi obiad w domu.
          Czytam literaturę specjalistyczną, więc jej polecić nie mogę, ale może trzeba by
          było podsunąć rodzicom dziewczynki jakieś bardziej przystępne pozycje na ten
          temat. Jeśli tak uwielbiają swoją córeczkę, może to ich przestraszy, może
          świadomość zagrożenia dla zdrowia trochę ich ocuci?
          Dziecko jest wychowywane bezstresowo, bezkrytycznie, nie wydaje mi się, żeby
          mialo jakieś kompleksy czy problemy natury psychologicznej, ona jest zwyczajnie
          źle wychowywana i łakoma, ma ogromy apetyt, bo rośnie i im będzie grubsza, tym
          bedzie potrzebowała więcej jedzenia, żeby zaspokoić swój wilczy apetyt. Mała
          jest jeszcze na tyle młoda, że istnieje szansa, by zmienić jej nawyki
          żywieniowe, ale obawiam się, że tylko jakiś tragiczny wypadek, jakieś gwałtowne
          ocknięcie się rodziców mogłoby to zmienić. Oby nie było za późno. Jest wiele
          nastolatków, które przechodzą zawał serca i cierpią na bardzo poważne choroby z
          powodu otyłości.
          No i póki są u Ciebie, kupuj dużo owoców i warzyw, żeby zapchać ją czymś
          zdrowszym. A może masz w rodzinie kogoś cieszącego się autorytetem, jakąś
          babcię, kto przemówiłby do rozsądku rodzicom dziewczynki.
          Rozumiem Twoje współczucie, ja tak mam, jak widzę całkiem obce zatuczone do
          granic wytrzymałości dzieci, a co dopiero mówić o rodzinie.
          • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 20:19
            sebalda napisała:

            > Najpierw uwaga na marginesie: to, że ktoś ma cięty język, że pisze
            ironicznie,
            > że lubi opisywać pewne sytuacje drobiazgowo, nie świadczy jeszcze
            o tym, że
            > opisywany obiekt nienawidzi.

            - rzekłaś!



            ona jest zwyczajnie
            > źle wychowywana i łakoma, ma ogromy apetyt, bo rośnie i im będzie
            grubsza, tym
            > bedzie potrzebowała więcej jedzenia, żeby zaspokoić swój wilczy
            apetyt. Mała
            > jest jeszcze na tyle młoda, że istnieje szansa, by zmienić jej
            nawyki
            > żywieniowe, ale obawiam się, że tylko jakiś tragiczny wypadek,
            jakieś gwałtowne
            > ocknięcie się rodziców mogłoby to zmienić. Oby nie było za późno.
            > No i póki są u Ciebie, kupuj dużo owoców i warzyw, żeby zapchać ją
            czymś
            > zdrowszym.

            tak tez zrobiłem
            pozbyłem się wszystkich słodkości i zastąpiłem je owocami i warzywami

            mam tylko kilka dni na działanie! może coś zdziałam
        • reszka2 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 22:34
          Chrzanisz, bracie. Podobnie jak Krzysztofowi Lisowi (który zresztą bardziej mnie
          bawi niż wzbudza jakiekolwiek inne uczucia) zależy ci na biciu piany, drogi
          Krzysztofie.
          Guano obchodzi cię dobro tego dziecka.
          Jeśli jestes cholerykiem, despotą, niewyrozumiałym cwaniakiem, zdenerwowanym
          i obmierrzonym zadowolonym z siebie "podobno mężczyzną" to tej rodzinie nie
          pomożesz i dobrze o tym wiesz
          . Zeby zrozumieć i pomóc, trzeba być w środku,
          obserwator z zewnątrz nic nie zrobi. A twoje tokowanie na forum jest tylko i
          wyłącznie tokowaniem zadowolonego z siebie koguta z zapędami pisarskimi.
          Słodkich snów, Krzysiu.
          Och, przepraszam - jednorazowy nicku.
    • m-jak-magi Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 13:57
      musze powiedziec ze mimo iz wiele forumek zarzuca ci nienawisc do
      dziecka to ja jestem pod wrazeniem wnikliwosci z jaka starasz sie
      przedstawic problem.
      dziecko moim zdaniem jest zaniedbane przez rodzicow - przede
      wszystkim emocjonalnie.
      mam wrazenie ze wobec takiej postawy rodzicow nie ma sensu
      nawiazywac z nimi dialogu. po pierwsze bedziesz kolejnym popaprancem
      ktory niesprawiedliwie ocenia dziecko, jesli nie masz wlasnych to i
      tak zarzuca ci ze nie masz pojecia o czym mowisz.

      padla tutaj moim zdaniem jedna bardzo dobra rada. sprobuj dotrzec do
      dziewczynki.
      pokaz jej alternatywne formy spedzenia czasu - wycieczka do lasu,
      zwiedzanie miasta, jakies ciekawe muzeum.
      nawiaz z nia kontakt: niech ci opowie o swoich zainteresowaniach,
      kolegach kolezankach.
      byc moze jej powierzchownosc jest malo zachecajaca do nawiazania
      blizszego kontaktu ale wiem z odswiadzczenia ze w takich dzieciach
      moga sie czaic prawdziwe perelki - tyle ze warunki zyciowe i
      wychowanie ( a raczej jego brak ) skutecznie to maskuja.

      dziewczynce bedzie i zapewne jest w zyciu ciezko. jej poza moze byc
      ochronna.
      nie zapominajmy ze dzieci mimo swojej niewinnosci ( a moze wlasnie
      ze wzgledu na nia ) potrafia byc okrutne. dziewczynka zapewne nie
      raz slyszala ze jest gruba, brzydka,zarloczna. byc moze kompulsywne
      jedzenie jest forma odreagowania stresu, metoda na wyparcie tego co
      zle i niemile.

      wydaje mi sie ze zalezy ci na tej dziewczynce mimo ze jestes w
      stosunku do niej bardzo krytyczny.
      zachecam do wykonania takiej proby - byc moze dzieki temu
      dziewczynka pozna ze moze byc inaczej, dostrzeze ze jest alternatywa
      dla jedzenia - moze sie zmieni...
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 20:23
        m-jak-magi napisała:

        > mam wrazenie ze wobec takiej postawy rodzicow nie ma sensu
        > nawiazywac z nimi dialogu. po pierwsze bedziesz kolejnym
        popaprancem
        > ktory niesprawiedliwie ocenia dziecko, jesli nie masz wlasnych to
        i
        > tak zarzuca ci ze nie masz pojecia o czym mowisz.
        >

        - też tak myślę, dlatego nie wychylam się


        > padla tutaj moim zdaniem jedna bardzo dobra rada. sprobuj dotrzec
        do
        > dziewczynki.
        > pokaz jej alternatywne formy spedzenia czasu - wycieczka do lasu,
        > zwiedzanie miasta, jakies ciekawe muzeum.
        > nawiaz z nia kontakt: niech ci opowie o swoich zainteresowaniach,
        > kolegach kolezankach.
        > byc moze jej powierzchownosc jest malo zachecajaca do nawiazania
        > blizszego kontaktu ale wiem z odswiadzczenia ze w takich dzieciach
        > moga sie czaic prawdziwe perelki - tyle ze warunki zyciowe i
        > wychowanie ( a raczej jego brak ) skutecznie to maskuja.

        - zapowiedziałem wypad na ryby
        ale bez rodziców! no i oczywiście zjemy tylk oto co złowimy ;)
        moze jesli spróbuje ryb to odstawi chipsy :)

        potem jeszcze jakieś wypady do lasu
        i może piknik (gotowane jajka i pomidory)

        zobaczymy czy się uda
    • marianka_marianka Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 15:45
      Witam.
      A mnie się bardzo podoba Twój opis sytuacji - wnikliwy i ironiczny. Widać, że lubisz pisać:) Nie widzę tu słów ociekających nienawiścią, raczej nieakceptowanie takiego postępowania i skądinąd słusznie.
      Opis pobudki rozłożył mnie na łopatki:)
      Kilka przemyśleń:
      1.Z Twojego opisu to dziecko wygląda na upośledzone.
      2.Dlaczego to Ty masz organizować temu dziecku wolny czas? Od tego są jej rodzice. Rodzice wydają się z gruntu rzeczy leniwi, natomiast dziwi mnie ich beztroska w puszczaniu dziecka samopas nad wodę. Może jestem przewrażliwiona, ale na samodzielne wyprawy nad jezioro nie pozwoliłabym.
      3. Pomysł z jagodami rewelacyjny, ale samo zbieranie czarno widzę.
      Czy ta dziewczynka potrafi bawić się, czy grać w cokolwiek? Piłka, guma, rzucanie do celu, jazda rowerem. Jakieś gry zespołowe?
      Z Twojego opisu wygląda, że wszystko oprócz jedzenia będzie sprawiać jej trudność.
      4. Miałam prawie identycznego gościa podczas wakacji, z tą różnicą że dziewczynka nie była gruba, no i była starsza. Była lekko upośledzona i odstawała od rówieśników. Byłam z nią na jagodach i zebranie pełnego kubeczka jagód było ponad jej siły:) Natomiast zjedzenie jagód, które zebrali inni - błyskawiczne i bezproblemowe:) A swoje z trudem zebrane jagódki zachomikowała sobie na później. W moim przypadku winę ponosi matka - ojciec zmarł bardzo wcześnie. Matka rozpuściła ją jak przysłowiowy dziadowski bicz i wyręczała we wszystkim. W tej chwili dziewczynka jest pełnoletnia i dalej odstaje od rówieśników. Oczywiście nawet tego nie zauważa.

      Reasumując - nie pocieszę Cię co do metod wychowawczych, to nie Twoja działka.
      Natomiast, na pewno masz prawo zwrócić rodzicom uwagę na:
      - ranne pobudki;
      - zjadanie całych posiłków i dodatków przeznaczonych dla wszystkich domowników;
      - kłamstwa;
      Zastanawiam się, w czym rzekomo przejawia się mądrość, inteligencja i zdolności widziane przez rodziców, skoro dziecko 9 letnie nie umie czytać, na dom mówi "dotek", napój to "pićko" (!), ssie kciuk itp.

      A jak traktują starszego syna? Wygląda na to, że starszy dzieciak dzięki swojej inteligencji, przemyka się bez rozgłosu z klasy do klasy marząc o chwili kiedy będzie dorosły i zostawi swoją dziwaczną rodzinę:)
      Pozdrawiam.
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 20:29
        marianka_marianka napisała:

        > Witam.
        > A mnie się bardzo podoba Twój opis sytuacji - wnikliwy i
        ironiczny.
        (...)
        > Opis pobudki rozłożył mnie na łopatki:)


        cieszę się, ze Cię rozbawiłem

        > Kilka przemyśleń:
        > 1.Z Twojego opisu to dziecko wygląda na upośledzone.

        - myślę, że to efekt odseparowania od równieśników
        a raczej wolałbym żeby tak było

        > 2.Dlaczego to Ty masz organizować temu dziecku wolny czas? Od tego
        są jej rodzi
        > ce.

        - no comment



        > 3. Pomysł z jagodami rewelacyjny, ale samo zbieranie czarno widzę.

        jagody sprawdzimy za kilka dni ;)



        > 4. Miałam prawie identycznego gościa podczas wakacji, z tą różnicą
        że dziewczyn
        > ka nie była gruba, no i była starsza. Była lekko upośledzona i
        odstawała od rów
        > ieśników. Byłam z nią na jagodach i zebranie pełnego kubeczka
        jagód było ponad
        > jej siły:) Natomiast zjedzenie jagód, które zebrali inni -
        błyskawiczne i bezpr
        > oblemowe:) A swoje z trudem zebrane jagódki zachomikowała sobie na
        później. W m
        > oim przypadku winę ponosi matka - ojciec zmarł bardzo wcześnie.
        Matka rozpuścił
        > a ją jak przysłowiowy dziadowski bicz i wyręczała we wszystkim. W
        tej chwili dz
        > iewczynka jest pełnoletnia i dalej odstaje od rówieśników.
        Oczywiście nawet teg
        > o nie zauważa.
        >

        - właśnie dlatego wolałbym zareagować teraz i zrobić coś co naprawi
        sytuację - nei bardzo tylko wiem co
        zobaczymy czy się uda


        >>
        > A jak traktują starszego syna? Wygląda na to, że starszy dzieciak
        dzięki swojej
        > inteligencji, przemyka się bez rozgłosu z klasy do klasy marząc o
        chwili kiedy
        > będzie dorosły i zostawi swoją dziwaczną rodzinę:)
        > Pozdrawiam.
        >

        starszy jest dużo bardziej samodzielny, choć też jest raczej
        samotnikiem. Jednak potrafi sobie zagospodarować czas i jest
        naprawdę bystry.


        za kilak dni okaże sięczy coś udało mi się zmienić


        szanse nikłe ale... czasami wystarczy kilka dni
    • reszka2 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 10.07.09, 22:36
      Chrzanisz, bracie. Podobnie jak Krzysztofowi Lisowi (który zresztą bardziej mnie
      bawi niż wzbudza jakiekolwiek inne uczucia) zależy ci na biciu piany, drogi
      Krzysztofie.
      Guano obchodzi cię dobro tego dziecka.
      Jeśli jestes cholerykiem, despotą, niewyrozumiałym cwaniakiem, zdenerwowanym
      i obmierrzonym zadowolonym z siebie "podobno mężczyzną" to tej rodzinie nie
      pomożesz i dobrze o tym wiesz
      . Zeby zrozumieć i pomóc, trzeba być w środku,
      obserwator z zewnątrz nic nie zrobi, bo nie taka jest jego rola. A twoje
      tokowanie na forum jest tylko i wyłącznie tokowaniem zadowolonego z siebie
      koguta z zapędami pisarskimi. I proszę - ileż osób dało się nabrać na takież
      cudowne alter ego.
      Słodkich snów, Krzysiu.
      Och, przepraszam - jednorazowy nicku.
      • nick.jednorazowy Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 11.07.09, 07:40
        reszka2 napisała:

        > Chrzanisz, bracie. Podobnie jak Krzysztofowi Lisowi (który zresztą
        bardziej mni
        > e
        > bawi niż wzbudza jakiekolwiek inne uczucia) zależy ci na biciu
        piany, drogi
        > Krzysztofie.
        > Guano obchodzi cię dobro tego dziecka.
        > Jeśli jestes cholerykiem, despotą, niewyrozumiałym cwaniakiem,
        zdenerwowanym
        > i obmierrzonym zadowolonym z siebie "podobno mężczyzną" to tej
        rodzinie nie
        > pomożesz i dobrze o tym wiesz
        . Zeby zrozumieć i pomóc, trzeba
        być w środku,
        > obserwator z zewnątrz nic nie zrobi, bo nie taka jest jego rola. A
        twoje
        > tokowanie na forum jest tylko i wyłącznie tokowaniem zadowolonego
        z siebie
        > koguta z zapędami pisarskimi. I proszę - ileż osób dało się nabrać
        na takież
        > cudowne alter ego.
        > Słodkich snów, Krzysiu.
        > Och, przepraszam - jednorazowy nicku.

        Co On ci zrobił?
        rozkochał i porzucił?
        taka nienawiść i zawyżone poczucie swojej wartości jakie nosisz w
        sobie - to dopiero toksyczna mieszanina

        życzę zdrowia
        • nick.jednorazowy wrócilismy z ryb 11.07.09, 08:07
          wróciliśmy z ryb

          mała wstała rano poszła z nami (ja i jej brat) na ryby

          Na początku był problem, bo oczywiście nie chciała wyjść bez
          śniadania. Latała w koszulce nocnej niczym ćma, a zamiast światła
          była lodówka.
          Na szczęście uwaga, że czas na wyjście na ryby jest z góry ustalony
          i nikt nie bedzie czekał, poskutkowała jak kubeł zimnej wody.
          Na potwierdzenie tych słów zaczeliśmy nakładać buty (mieliśmy
          jeszcze sprzęt wziąć itd).
          Dzieciak miał zawsze metodę "strzelania focha". Siadał na fotelu i
          ślimacznymi ruchami nakłądała bluzkę i buty itp.
          Tym razem nie było rodziców którzy wstrzymywali by wyjście w
          oczekiwaniu na księżniczkę. Gdy staliśmy przed drzwaimi i
          zadzwoniłem kluczami, dzieciak w ekspresowym czasie wskoczył w
          ubranie (oczywiście bez porannej toalety - ale to potem będziemy
          próbować wpoić).
          Próbowała przemycić czekoladę ale się nie udało.

          Na rybach była wyjatkowo posłuszna!. Nie gadała, nie marudziła...
          Chyba widok wschodzącego słońca i porannej krwistej mgły
          zahipnotyzował ją do tego stopnia, że przez pierwszą godzinę nie
          wykrztusiła słowa - nie wiem czy kiedykolwiek coś takiego widziała.
          Złapanie pierwszej ryby (małej ale zawsze) - było takim przeżyciem,
          że trzy razy zmieniła kolor twarzy :) ale nie dała jej uwolnić.
          Wrzuciła ją do wiadra i strasznie dumna cały czas tam zaglądała.
          Dopiero na wyjściu wypuściła ją do wody :)

          Co prawda większych sukcesów wędkarskich nie było :) - co było do
          przewidzenia

          Ale wracając zachaczyliśmy o rybaków i kupiliśmy trochę ryby -
          będzie obiad ;)

          Na śniadanie zupa mleczna - ale z mleka wiejskiego a nie z kartonu :)

          po śniadaniu ruszymy na spacer i nazbieramy trochę grzybów -
          świetnie komponują się z rybami.

          Na grillu wieczorem (niestety jej rodzice uparli się na grilla -
          mają wakacje i koniecznie chca grilla - nie będę walczył), nie
          będzie hamburgerów itp., troszkę kaszanki, troszkę warzyw i chlebek
          zapiekany.

          Przed grillem jeśli bedzie czas pójdziemy na strzelnicę - może mała
          ma oko?

          pozdr
          i czekam na ew. pomysły


          PS.
          co do wypowiedzi reszka2
          "Jeśli jestes cholerykiem, despotą, niewyrozumiałym cwaniakiem,
          zdenerwowanym
          i obmierrzonym zadowolonym z siebie "podobno mężczyzną" to tej
          rodzinie nie
          pomożesz i dobrze o tym wiesz"
          ja w głównej mierze, chcę pomóc sobie... bo ten dzieciak będzie mnie
          odwiedzał co roku i jeśli nic nie zrobię, to potem będę cierpiał
          przy okazji każdej wizyty - comprende

    • pollyannadorosla Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 11.07.09, 08:53
      jeśli chcesz pomoc, to spróbuj trochę zaakceptować dziewczynkę, polubić ją dla
      niej samej, znaleźc w niej dobre cechy, zastanów się jak ona naprawdę się czuje,
      jakie ma problemy, z opisu wynika, ze to zaniedbane, osamotnione dziecko (mimo
      pozornego rozpieszczenia)
      nie rozmawiaj z nią o odchudzaniu, raczej zorganizuj wspólne wyjście na basen
      (razem z jej rodzicami), wymyśl dobrą zabawę

    • dorotamakota1 Re: nie mam pojęcia jak im pomóc!!! ale to chyba 11.07.09, 22:20
      Alllle długi wątek :D:D:D
      • w_ania No brawo brawo 17.07.09, 13:26
        Ni i pomałym kroczku uda się. Młoda bedzie miała fajne wakacje bo
        ciagle bedzier sie coś działo i nie bedzie czasu na jedzenie.
        Polecamzdecydowanie wycieczki moze jakieś ognisko i szaszłyki
        owocowe do jedzenia albozapiekane ziemniaczki lub jabłka.
        Mozesz tez zrobić wyprawe po skarb zakopać w lecie skrzynkę z czymś
        co lubi nie wiem książkami koralikami owocami cukierkami;-)
        (żartowałam z tymi cukierkami) i zrobić podchody. Jakieś strzałki
        jak do tego dojść z zadaniami do wykonania po drodze np zebrać 5
        kamieni zebrać 3 rózne zioła albo 3 różne liście róznych drzew.
        połaczyć to z edukacją. ułozyc piosenkę o wakacjach na melodię
        jakiejś znanej piosenki. itp. (trzeba jej zając czas aby nie miała
        czasu mysleć o jedzeniu.
        Ty przy tym też się świetnie będziesz bawił gwarantuję.

        Mozecie tez zrobić turniej gry w babingtona i wciągnać w to
        rodziców.
        Jesli jest jezioro to koniecznie jakiś konkurs gry w piłke plażową
        lub puszczanie latawca.

        rzucanie jajkiem do celu z procy polecam czadowa zabawa

        albo rzucanie się kisielem (bez cukru) ale to na jakiejś działce
        extra sprawa kiedyś na obozie rzucaliśmy sie kisielem były dwie
        druzyny jedna miała zółty a druga czerwony po tym wszyscy kąpali
        sie w jeziorze.
        Życie jest piękne! Jeśli prawidłowo dobierze się środki
        antydepresyjne...
        • w_ania Jeszcze coś 17.07.09, 13:30
          Jeszcze przypomniało mi się mozecie zrobić zabawki ze starej
          skarpety lub drewnianej chochli np karykatury kogoś z rodziny i
          wystawić teatr.

          życzę udanej zabawy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka