malamufka
10.07.09, 10:38
Nasza córeczka ma prawie 2,5 miesiąca. Ciąża nie była planowana, choć dziecko
było "w planach" - ale za rok. Trochę się jednak wszystko przyspieszyło. Okres
ciąży był cudowny - mąż traktował mnie jak królową, nosił na rękach, wspólnie
beczeliśmy na badaniach USG i nie mogliśmy się doczekać przyjścia na świat
dzieciątka.
Kiedy już się doczekaliśmy, wszystko się zmieniło. Mąż zrobił się potwornie
nerwowy i przesadnie reaguje na najbardziej błahy problem. Fakt, opieka nad
noworodkiem i maleńkim niemowlakiem jest czasochłonna i stresująca, ale każdy
mały uśmiech czy podniesienie główki wynagradza trudy. Małą zajmuję się sama,
mąż pracuje - czasami zdarza mu się ją ponosić na rękach 10 minut dziennie,
gdy wieczorem chcę się wykąpać, a mała nie śpi. Miałam wrażenie, że opieka nad
nią sprawia mu przyjemność, z wyjątkiem chwil gdy mała płacze - mąż tego nie
znosi.
Wczoraj odbyliśmy jednak poważną rozmowę, podczas której zakomunikował mi, że
nie chce więcej "dotykać się" do dziecka, że drażni go opieka nad małą, może
ją nosić przez 5 minut, a potem szlag go trafia, że on wcale nie chciał
dziecka, że dla niego to za wcześnie na bycie ojcem...
Zdębiałam. Jednocześnie powiedział, że ją kocha, ale ma dość gdy np. wysyłam
MMSem zdjęcie, jak mała pierwszy raz uniosła główkę "...bo ma to gdzieś".
Wyniósł się też na noc do drugiego pokoju (spaliśmy we trójkę, bo było mi
wtedy znacznie łatwiej ją karmić).
Jestem załamana. Mały człowieczek nikomu nie zawinił, kocham ją nad życie i
ranią mnie słowa (wypowiedziane przy Niej), że była niechciana. Oboje
wychowywaliśmy się bez ojców i mąż zarzekał się, że nie mógłby zostawić
kobiety z dzieckiem... teraz przyznał, że się nad tym zastanawia.
Do czasu urodzenia Małej byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie... a
teraz widzę, że on na siłę nie chce być szczęśliwy. Kiedy w zeszłym tygodniu
byliśmy na obiedzie w restauracji, starał się za wszelką cenę tę chwilę popsuć.
Z rodziny mam tylko mamę, która przez 4 lata opiekowała się dziadkiem po
wylewie, jednocześnie pracując. Nie mogę teraz "zwalić się" jej na głowę z
dzieckiem. Zostanę więc zupełnie sama, jeśli się rozstaniemy. Chcę walczyć o
to małżeństwo, chcę żeby to on trochę o nas powalczył.
Nie mam już siły.