eargrey
11.09.11, 10:07
Witam. Ja też jestem z rocznika `87. Dorastałam w jednym z najlepiej rozwiniętych obszarów Polski, gdzie podobno żyje się najlepiej, w mieście z morza i marzeń. Zgadzam się z autorką, że między Panią a osobami z naszego pokolenia może być różnica, gigantyczna różnica na tle pokoleniowym. Jesteśmy nową generacją, z nieco innych realiów i warunków gospodarczo - ekonomicznych. Ale mimo wszystko tak jak koleżanka, która pisała poniżej - świat wcale tak bardzo się nie zmienił. To wszystko co kolorowe, kuszące i piękne, postawy rozszczeniowe wiecznej młodości oraz ten nieprzyzwoity czasem pęd do bogactwa -dla mnie to wszystko bzdura. Jeszcze nie teraz, nie tu, nie w tym kraju. Mnóstwo moich przyjaciół, znajomych, z którymi kończyłam szkoły, licea, studia, do tych swoich kolorowych wakacji dorobiło się owszem - ale swoją cieżką, żmudną pracą, którą zaczęli już w wieku 14 lat gdy wystartowaliśmy wszyscy w wyścigu szczurów.Dziś pracują w zawodach. Grafik komputerowy w firmie multimedialnej, przyszła pani doktora na jednej z najlepszych polskich uczelni, zdolna pani architekt w dopiero co otwarym biurze projektów, własna działalność gospodarcza z zyskiem po pierwszym miesiącu ciężkiej pracy przez 24 godziny. Hej, jestem z Was DUMNA! Ja sama w czerwcu obroniłam dyplom magistra, jestem również na 4 roku prawa. Przez ostatni rok pracowałam w kancelarii prawniczej a od czerwca tego roku pracuje w jednej z najwięszkych na świecie agencji informacji prasowej. Jest to wielka korporacja, przez duże K. Prestiż. I dobry wpis do CV. Jednakże to lato, było pierwszym które odkąd 5 lat temu zaczęłam studia- spędziłam w Polsce. Wcześniej z początkiem lipca pakowałam plecak i wsiadałam w pociąg na Zachód. Do "granicy"a stamtąd stopem.Do Holandii, kraju miodem i mlekiem płynącego - pozornie przyjaznego. Pracowało się tam ciężko. Często narażając się na szykany pracodawców, którzy wychodzili z założenia że są kimś lepszym. Na pytania holendrów - skąd znamy angielski. Na historie opowiadane australijczykom - że po II wojnie światowej mówimy po polsku i, że tak - jest taki język jak język polski. Często musiałam zwyczajnie wiać z jednej pracy bo robiło się gorąco na linii pracowników a ja zwyczajnie się bałam. Ale wracałam do domu ucieszona bo miałam na swoje utrzymanie przez najbliższe kilka miesięcy. Poza tym byłam bogatsza o nowe doświadczenia. I utwierdzałam się w przekonaniu, że tam gdzie zawsze wracam- do Polski - jest moim miejscem.W którym chcę pracować, w którym chcę osiągnąć mój własny sukces. Znam 3 obce języki w stopniu zaawansowanym. Prace magisterską pisałam o systemach prawnych w krajach totalitarnych. Na prawie jestem jedną z najbardziej rozgadanych osób. Pragnę zostać notariuszem. Moja mama wychowuje mnie samotnie od 14 roku życia kiedy zmarł mój tato. To właśnie ona była i jest swoistym łącznikiem - między pokoleniem z okrutnych czasów PRL a współeczsnym konsumpcjonistycznym kapitalizmem. Ona nauczyła mnie pokory i goniła do lekcji.Dowoziła na kursy językowe. Krzyczała gdy nie chciało mi się wstać na zajęcia. Zmusiła mnie do myslenia, że ciężką pracą ludzie się bogacą. I, że w tej kwestii nigdy nic się nie zmieni. A moją pensje w wysokości 3.000 złotych dzielę na pół - "na życie teraz" i "życie na później". I każdego dnia dziękuję w duchu mamie i komuś tam na górze, że woda sodowa nie zaszumiała mi w głowie. Pozdrawiam.