zakreconaewa
18.04.05, 15:03
To takie smutne. Nie znam Cię(autorko listu), ale myślę zasługujesz na
miłość, na lepsze życie. Dobrze by było, gdyby mężczyźni komentowali ten
list. Dlaczego tak się dzieje? Moze my (kobiety) robimy coś źle i nie widzimy
tego? Dlaczego nasi mężowie nie chcą nam niczego wyjaśnić, nie próbują nas
zrozumieć, ani nie chcą, zebyśmy ich rozumiały?
Mam 37 lat. Jestem mężatką ponad 15 lat. Troje dzieci - najmłodsze 6 lat.
Kocham mojego męża, kocham dzieci i chcę żeby miały szczęśliwy, bezpieczny
dom. Nie, nie myślę o tym, żeby odejść. Ale bywają dni, że zyć mi się nie
chce. Chciałabym zniknąć, przestać istnieć, nie czuć nic, nie cierpieć.
Dzieje się tak wtedy, kiedy zbyt długo się nie kochamy - miesiąc, 6 tygodni.
Dłużej nie wytrzymuję, robię sceny, płaczę.... On się przełamuje, potem przez
kilka miesięcy jest względnie dobrze, tzn. 5 góra 6 razy w miesiącu, co
oczywiście i tak jest dla mnie za rzadko, ale można przeżyć, bo zawsze jest
to dla mnie przyjemne, w większości przypadków satysfakcjonujaco, a czasem
bywa po prostu cudownie. Chyba jemu też jest dobrze, przecież jesteśmy z soba
tak długo, trochę go znam, jestem prawie pewna, że seks jest dla niego
przyjemny i satysfakcjonujący. Na ogół ja inicjuję zbliżenia (to nie jest dla
mnie łatwe, bo boję sie usłyszeć, albo odczuć - nie), ale on sie chyba nie
zmusza, bo już w łóżku na ogół sie stara. Więc czemu tak często odpycha mnie
zupełnie od siebie. On wie, że ja wtedy cierpię, wiele razy mu to mówiłam,
ale nigdy nie udało mi się wyciągnąć od niego, co on wtedy czuje, dlaczego
tak sie zachowuje.