psztymucel
25.04.04, 13:49
Podobno jednym z najlepszych niemieckich pomysłów eksportowych jest sieć tzw.
dyskontów spożywczych, które przyjęły się w różnych krajach, po różnymi
nazwami. Sklepy te najczęściej oferują po tanich cenach gównianej jakości
towar. Jako pierwsza w Gliwicach pojawiła się niemiecka sieć "Plus", której
wyroby ze znaczkiem "wyprodukowano dla Plus Discount" szybko stały się
symbolem tanich produktów wśród których margaryna smakuje jak wosk do zniczy
nagrobkowych, oranżada ciągnie proszkiem do prania, a proszek do prania
zbryla się w pralce w twardy kamień. Myślał człowiek, ze nie może już być
gorzej, ale jednak szybko pojawiła się "Biedronka", która choć nie niemiecka,
przebiła "Plusa" w "jakości" towarów na lata świetlne i na dodatek jak
pluskwa rozpleniła się w mieście zajmując całkiem dobre budynki jak
kino "Apollo" czy też dom kultury w Łabędach. Szmelc i barachło sprzedawane
w "Biedronce" przewyższa wszystko co do tej pory można było nabyć, choć z
powodzeniem goni ją mający swą siedzibę przy ul. Tarnogórskiej dyskont "Lider
Price" nazywany przez mieszkańców Zatorza słusznie "Lider Szajsem", bo to
faktycznie jeden z liderów w tej gównianiej branży.
Niska cena produktów idzie w parze z jakością towarów, które są jak każdy
widzi. Poza tym jak pisze Newsweek w numerze 17/04: "Podobno droga do
szczęścia i bogactwa prowadzi przez pracę. Pracownicy supermarketów Biedronka
nie wierzą w te komunały - wynika ze śledztwa TVN i Newsweeka. Gdy Mariola
Chytroń zaczyna wspominać Biedronkę, robi się blada. - Rano szłam do pracy, a
po policzkach ciekły mi łzy - opowiada. Noce przespane na paletach z papierem
toaletowym, praca przez kilka miesięcy bez jednego dnia wolnego i krwotok,
którego dostała po przeładowaniu kilku ton towaru - to tylko początek jej
opowieści. - Czy pan wie, że ja się boję tego miejsca? Dziś nie mogę nawet
przejść w pobliżu sklepu z napisem Biedronka - mówi łamiącym się głosem.
Wytaczamy działo przeciw potężnemu, zagranicznemu inwestorowi, dającemu pracę
10 tysiącom osób i współpracującemu z kilkuset krajowymi przedsiębiorcami.
Ale reporterzy Newsweeka i telewizji TVN ponad wszelką wątpliwość ujawnili,
że sieć sklepów Biedronka w sposób systematyczny łamie nie tylko normy
moralne, ale też obowiązujące przepisy prawa. Sygnał o patologii wyszedł od
zdesperowanych pracowników, którzy w naszych redakcjach szukali nie tyle
sprawiedliwości, co szansy na poprawę swojego losu. Przez kilka tygodni nasi
dziennikarze obserwowali, co dzieje się na zapleczach sklepów.". Tyle
Newsweek.
Ja natomiast jestem ciekaw jak to wygląda w gliwickich dyskontach ?
Ile razy forumowicze spotkali się w nich z łamaniem zarówno praw klienta, jak
i pracownika ?
Czy ktoś zatruł się sprzedwanymi w nich produktami ?