Dodaj do ulubionych

jasnowidze

07.10.04, 16:41
Rozmowa z jasnowidzącą Teresą




Rozmawiała Małgorzata Goślińska 24-09-2004 , ostatnia aktualizacja 24-09-
2004 10:23





Małgorzata Goślińska: Ktoś tu ze mną do Pani przyszedł?

Teresa: Nie, jest pani sama. Widocznie nie ma tam pani przyjaciół.

Od kiedy widuje Pani osoby, których nie widzą inni?

- Od dziecka. Do 11. roku życia bawiłam się w nocy z Tadziem, moim młodszym
bratem, który zmarł, gdy skończyłam dwa lata. Te widzenia nasiliły się po
trzeciej śmierci klinicznej.

Dlaczego Pani umierała?

- Za pierwszym razem popełniłam samobójstwo. Byłam młoda i miałam ciężkie
życie. Mąż pijak mnie bił, córka była mała, dwa latka, a ośmioletni syn
niepełnosprawny. Pewnego dnia powiedział do mnie: "mama kurwa". Jak już moje
dziecko tak do mnie mówi, pomyślałam, to nie mam po co żyć. Nakarmiłam
dzieci, położyłam je spać i połknęłam wszystkie tabletki, jakie miałam w
domu. Popiłam je mlekiem i chyba to mnie uratowało, bo część zwymiotowałam.
Ale zdążyłam się trochę podtruć.

I zobaczyła Pani światełko w tunelu?

- Tunelu nie było, tylko duża łąka cała w żółtych kwiatuszkach. Szłam w
stronę słońca, było mi tak lekko, słodko, przyjemnie, ach, do tej pory czuję
ten zapach i smak. Ale słyszałam głos: "wracaj". Kiedy się obudziłam w
szpitalu, byłam strasznie nieszczęśliwa.

Więc otruła się Pani jeszcze raz?

- Wyprowadziłam się od męża. Najpierw mieszkałam w altance na działce, potem
u mamy, aż spotkałam obecnego męża. W 1983 roku wykryto mi raka macicy. W
czasie operacji znowu byłam na łące, a kiedy mnie wybudzili, lekarz
powiedział: "Aleś sobie raka wyhodowała, tak cię zeżarł, że za pół roku będą
cię wpieprzać robaki." Potraktowałam to jako żart, nie brałam żadnej chemii...

I umarła Pani po raz trzeci?

- Dopiero w 1989 roku. Dostałam udaru mózgu. Moja mama była po trzecim zawale
serca, mąż po wylewie, córka też chorowała, nie wytrzymałam tego psychicznie.

Po tym udarze zaczęła Pani jasnowidzieć?

- Myślałam, że zwariowałam i poszłam do bioenergoterapeuty. Jeździłam do
takich, zanim to weszło w modę, po kryjomu z chorym synem. Tym razem jednak
to ja miałam problem. Nigdy się nie bałam duchów, ale już mnie to zaczęło
męczyć. Spotykałam ich wszędzie - na ulicy, w autobusie.

Może to po prostu był tłum?

- Oni są inni, przezroczyści i nic nie mówią. Nie mogłam chodzić do kościoła,
bo widziałam, co myślą ludzie, a myśli księdza to aż mnie przerażały
rozwiązłością. Chyba dostałam zajoba, powiedziałam temu bioenergoterapeucie.

Co on na to?

- Że mam lepsze od niego pole widzenia. Nie wiedziałam, co to takiego.
Bioenergoterapeuta pokazał mi ścianę i powiedział: "Przełaź na drugą stronę".
I ja przeszłam! "Co widzisz", pyta on. Szaro, dym, stół, jakaś osoba. "Właź
mu do wątroby." Zobaczyłam zużytą gąbkę, same strzępy. Po dwóch tygodniach
ten mężczyzna, który mieszkał obok gabinetu bioenergoterapeuty, zmarł.
Okazało się, że miał raka.

Widzi Pani tylko to, co się dzieje obok?

- Kiedyś przyśnił mi się mój własny wypadek samochodowy. Co do joty!
Odwoziłam córkę do internatu. Zatrzymałam się przed przejazdem kolejowym. Z
naprzeciwka jechał maluch, chciał zdążyć przed zamknięciem szlabanów,
spieszył się, coś go zniosło i uderzył w moją skodę w lewy bok. Obróciłyśmy
się o 180 stopni, maluch wjechał w nas jeszcze raz od tyłu,
przekoziołkowałyśmy, a ja powiedziałam sobie: kurwa, wiedziałam!

No to może Pani śmiało przepowiadać przyszłość.

- Przede wszystkim zajmuję się oczyszczaniem. Przychodzą do mnie ludzie,
którzy mają problemy ze spaniem albo alkoholizmem, ktoś boi się wyjść z
mieszkania, innego coś gnębi po tym, jak popełnił morderstwo.

Pewnie wyrzuty sumienia.

- I dusza.

Dusza to przecież inaczej sumienie.

- Moja tak, ale jak wejdzie we mnie druga, na przykład tego zabitego? To się
nazywa opętanie, a ja tę drugą duszę wyprowadzam.

Jak?

- Od osoby opętanej biorę imię, nazwisko i datę urodzenia, ustawiam ołtarzyk,
modlę się, bo ja robię wszystko na podłożu siły boskiej, pytam o zgodę moich
opiekunów...

Kto to taki?

- Może ich pani nazywać aniołami. Tak, bo my mamy kilku aniołów, a nie
jednego. Ten jest od zdrowia, tamten od nauki... Duszę też muszę zapytać, czy
chce wyjść.

A jeśli powie "nie"?

- To się kłócimy.

Nie mści się potem na Pani za wypędzenie?

- Kiedyś jedna spaliła mi pokój, ale to dlatego, że ją nie do końca
wyprowadziłam. Mąż wszedł do pokoju i przerwał. Odtąd robię to w nocy, kiedy
nic nie zakłóca mi spokoju.

Mówią na Panią wariatka?

- Nazywali mnie czarownicą.

A Tadziu jeszcze czasem Panią odwiedza?

- Odkąd mama powiedziała księdzu, że się bawię ze zmarłym bratem, nie
przyszedł. To było w Częstochowie, a ten ksiądz odprawił chyba jakiś rytuał

Ja też muszę iść, już prawie północ. Będzie Pani tej nocy kogoś oczyszczała?

- Jak zwykle sprawdzę, co się dzieje u wszystkich osób, nad którymi
kiedykolwiek pracowałam energetycznie.

Ile ich Pani ma?

- Ponad setkę.

Pani nie sypia?

- Dwie, trzy godzinki. Zawsze byłam nocnym markiem. Zaczęło się od tych zabaw
z Tadziem. Potem pracowałam w kopalni, głównie na trzecią zmianę, bo dzieci,
a po tej operacji na raka zaczęłam haftować obrazy, dziergać w nocy swetry,
serwetki, szaliki.

Rak już nie dokucza?

- Miałam wizję, że są przerzuty. Pochodziłam sobie po swoich jelitach i
zobaczyłam krwawiące narośla. Wchodzę tam często i czyszczę je jak
sprzątaczka.

Teresa to dyplomowany jasnowidz. Ukończyła katowicką filię łódzkiego studium
psychotronicznego. Wróży z kart i za pomocą wahadełka. Mieszka w bloku w
Katowicach, przyjmuje w pokoju z meblościanką i kanapą, na biurku zamiast
czarodziejskiej kuli trzyma komputer i nie ma długich paznokci. Wygląda jak
najzwyklejsza babcia i jest piratem drogowym. Swoim daewoo nexią wyciąga 170
km/godz. Przyjmuje w Galerii "Wróżka" w Katowicach przy ul. Gliwickiej.
Wróżenie z kart kosztuje 60 zł, oczyszczanie jest darmowe.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka