25.01.05, 09:28
27.01.05 (czwartek) o godz. 17.00 w Klubie Filmowym "Silesia" w Katowicach ul.
Górnicza 5 odbêdzie siê przedpiemierowy pokaz filmu "...niech ¶wiat pamiêta o
nas..."
"Tragedia Górno¶l±zaków 1945 roku" w re¿yserii Stefana Skrzypczaka i Jerzego
Sobociñskiego.
Film ten próbuje przybli¿yæ tragiczne losy kilkudziesiêciu tysiêcy
Górno¶l±zaków - obywateli polskich i niemieckich - wywiezionych na niewolnicze
roboty do ZSRR, represjonowanych przez NKWD i UB. Wspomnienia zosta³y
uzupe³nione unikatowymi zdjêciami i fragmentami filmów archiwalnych z archiwów
polskich i niemieckich.
Obserwuj wątek
    • ballest Re: 27.01.05 25.01.05, 09:47
      Witom Laband,

      Cieszy mnie, zes juzas tu je!

      To zrobiyli taki film, to boua wtedy tragedia, dzisiej juz to prawie zapomniano
    • Gość: Ramon Re: 27.01.05 IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 25.01.05, 10:12
      Serwus Laband:-)
      • ballest Re: 27.01.05 25.01.05, 11:33
        widzisz Ramon, stracony syn se znod, choc tylko na chwila!
        • laband Re: 27.01.05 25.01.05, 11:50
          Jo abo inkszy Slonzok, co to za roznica. Gorole sie nos niy pozbydom, choc we
          odnich ustawie o miyjszosci nos niyma.
    • laband Re: 27.01.05 25.01.05, 21:34
      We czwartek 27.01.05 o godz. 9.00 w kosciele katolickim w Przyszowicach odbedzie
      sie msza w intencji ofiar Tragedii Górnoslaskiej.
      • ewerton Re: 27.01.05 25.01.05, 21:52
        Hi Laband!
        Nic sie niy zmiyniol,jak zawsze dobrze poinformwany.
        • Gość: Ramon Re: 27.01.05 IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 25.01.05, 21:56
          ewerton napisał:

          > Hi Laband!
          > Nic sie niy zmiyniol,jak zawsze dobrze poinformwany.

          Hallo Ewerton,
          tyn gist siedzou kajsik blank po cichu i zbierou co sie dauo, a teroski jedzie
          z tym koksym;-)

    • laband Re: 27.01.05 28.01.05, 13:57
      miasta.gazeta.pl/katowice/72,35019,2516508.html?a=19967089&v=3#opinie
      • ballest Re: 27.01.05 28.01.05, 14:14
        "Czerwonoarmiści szli rozochoceni i pijani, bo w Gliwicach, które właśnie
        zdobyli, rozbili gorzelnię. Nie spodziewali się żadnego oporu, gdy w
        Przyszowicach przywitał ich grad niemieckich pocisków. Gdy po trzech dniach
        walki ustały, Rosjanie policzyli, że zginęło 101 ich towarzyszy. Ponad
        czterdzieści zniszczonych czołgów dopalało się na okolicznych polach. Wojsko
        niemieckie uciekło, a wściekli zdobywcy wzięli odwet na cywilnych mieszkańcach.

        27 stycznia, w tym samym dniu, w którym wyzwalano obóz Auschwitz-Birkenau, od
        kul żołnierzy zginęły 63 osoby, potem jeszcze sześć innych. W większości byli
        Polakami (Przyszowice do II wojny światowej leżały tuż nad granicą, ale po
        polskiej stronie) i czekali na przybycie Armii Czerwonej z utęsknieniem.
        Okazało się, że żołnierze z gwiazdkami na czapkach wszystkich potraktowali jak
        wrogów. W jednym z domów zastrzelili wszystkich trzynastu mieszkańców. Na
        podwórku mężczyzn, a w piwnicy kobiety i dzieci. Wśród zamordowanych była np.
        cała pięcioosobowa rodzina Bartoszków - małżeństwo z trojgiem dzieci.
        Najmłodszy Erwin miał tylko dziesięć dni. Gdy masakra się skończyła, sąsiedzi
        zastali morze krwi. Kobiety miały obcięte piersi. Radziecki komendant kazał
        wykopać duży dół na cmentarzu. Nie było trumien, więc zwłoki zapakowano w worki
        i wrzucono do ziemi.

        - Pamiętam tamte straszne chwile, umierającego na podwórku sąsiada i rabunki -
        wspominał wczoraj pochodzący z Przyszowic bp Stefan Cichy. - Trzeba o tamtych
        wypadkach pamiętać, ale także uświadomić sobie, że nie doszłoby do tego, gdyby
        ludzie nie odwrócili się od Boga. Starły się dwie siły zła, a ginęli niewinni
        ludzie - dodał.

        Podczas mszy świętej zapalono 69 zniczy. Potem każdy z nich odbierał ktoś z
        krewnych zabitego i w procesji odnosił na pobliski cmentarz. Po niektóre znicze
        nikt jednak się nie zgłosił, bo rodzina ofiary z 1945 roku już nie żyje. -
        Właśnie dlatego nam nie wolno milczeć, dopóki jeszcze żyją osoby, które mogą
        poświadczyć, jak było naprawdę - mówi Krystyna Grodoń, jedna z inicjatorek
        wczorajszej uroczystości."
    • laband koniec swiate we Glywicach 28.01.05, 16:27
      Koniec świata w Gleiwitz



      ZOBACZ TAKŻE

      • Wyzwolenie Katowic - wspomina Marian Lubina (27-01-05, 23:36)


      Bartosz T. Wieliński 27-01-2005 , ostatnia aktualizacja 27-01-2005 23:33

      Zgwałcona przez trzech krasnoarmiejców mieszkanka Nakła Śląskiego poszła na
      skargę do NKWD. Sprawców szybko złapano. - Durnie, gdybyście zrobili to trzy
      wsie dalej na zachód, włos by wam z głowy nie spadł - usłyszeli od czekistów.
      Chwilę później całą trójkę rozstrzelano. Na polskim Górnym Śląsku Armii
      Czerwonej nie wolno było jeszcze kraść ani gwałcić. Po niemieckiej stronie
      Rosjanie mieli już wolną rękę.

      Kwiecień 1945 roku, Berlin, plac przed bunkrem, w którym ostatnie dni życia
      spędza Adolf Hitler. Pokonany wódz Rzeszy przechadza się wzdłuż szeregów
      najmłodszych żołnierzy Volkssturmu, którzy będą bronić Berlina przed Armią
      Czerwoną. Hitler poklepuje chłopców z uznaniem i z każdym zamienia kilka słów.

      - Skąd pochodzisz? - pyta jednego z nich

      - Z Maciejowa pod Zabrzem - odpowiada młody Volkssturmista. Kilka miesięcy
      wcześniej, w połowie stycznia 1945 roku bronił swojej rodzinnej miejscowości.
      Strzałami z pancerfausta zniszczył trzy rosyjskie czołgi.

      Spóźniona ewakuacja

      Armia Czerwona pojawiła się u granic Górnego Śląska 22 stycznia, w dziesiątym
      dniu trwania wielkiej ofensywy. Sowieci usiłowali obejść Górny Śląsk. Plan
      marszałka Iwana Koniewa, dowódcy 1. Frontu Ukraińskiego, zakładał odcięcie
      okręgu przemysłowego, a następnie szturm na śląskie miasta i zniszczenie
      okrążonych oddziałów Wehrmachtu. Na północy Koniew odnosił sukcesy: 23 stycznia
      jego wojska wkroczyły do Opola i centrum Gliwic, odcinając od tej strony Śląsk.
      Na południu Sowietom szło jednak fatalnie, ich oddziały utknęły jeszcze w
      Małopolsce. Kleszczy zamknąć się nie dało. - W sowieckich jednostkach panował
      bałagan. Dowódcy, jak i zwykli żołnierze, prawie ciągle byli pijani. Wygrywali
      dzięki przewadze oraz łatwości, z jaką poświęcali życie tysięcy żołnierzy -
      twierdzi Przemysław Nadolski, historyk Bytomia.

      - Dla Ślązaków wojna zaczęła się tak naprawdę z chwilą wkroczenia Rosjan.
      Owszem, wcześniej mężczyzn wcielano do Wehrmachtu i wielu z nich poległo, ale w
      śląskich miastach nie prowadzono walk, a na dodatek były poza zasięgiem
      alianckich bombowców - przypomina Bogusław Tracz, historyk z gliwickiego Muzeum
      Miejskiego, autor książki "Gliwice: rok pierwszy, rok ostatni".

      Kilka tygodni wcześniej gliwiczanie po raz pierwszy zobaczyli okrucieństwo
      wojny, gdy przez miasto przeszła kolumna wycieńczonych więźniów obozu
      koncentracyjnego w Oświęcimiu. Gliwice były ostatnim etapem na trasie tzw.
      marszu śmierci. Na oczach mieszkańców SS-mani zabijali więźniów, którzy nie byli
      w stanie iść dalej. Z Gliwic otwartymi wagonami więźniów przewożono do obozów
      koncentracyjnych w głębi Niemiec.

      Rosjanie wkroczyli do centrum Gliwic 23 stycznia po południu. Wcześniej w
      mieście wybuchła panika. Drogi zapełniły się uciekinierami. Na gliwickim dworcu
      działy się dantejskie sceny: dosłownie walczono o miejsce w opuszczającym miasto
      pociągu.

      - Dla wielu mieszkańców w styczniu 1945 roku nastąpił koniec świata. Całe
      rodziny popełniały samobójstwa - dodaje dr Zygmunt Woźniczka, historyk z UŚ.

      Nadolski: - Niemcy do ostatniej chwili zwlekali z ogłoszeniem ewakuacji.
      Chodziło o to, by śląski przemysł pracował tak długo, jak tylko się da. Gdy w
      końcu ludzie zaczęli uciekać, okazało się, że jest za późno. Sowieckie czołgi
      rozjeżdżały kolumny uciekinierów.

      Wódka pod hotelem

      Radzieccy żołnierze weszli do Gliwic od zachodu. Szybko złamano niewielki opór
      fanatyków z Volkssturmu. Później ruszyli w kierunku Zabrza. Tam już nie poszło
      im tak łatwo. Volkssturmistów wspierały świeżo ściągnięte z Węgier niemieckie
      pułki pancerne. Walki o Zabrze i okoliczne miejscowości trwały kilka dni.

      - Kolumna 30 czołgów pojawiła się na przedmieściach Zabrza 24 stycznia po
      południu. Jechali od strony Sośnicy. Gdy minęli kościół św. Józefa, z kościelnej
      wieży zaczął strzelać snajper. Jeden z czołgów odpowiedział ogniem. Dwie dziury
      po pociskach widać na murach kościoła do dzisiaj - opowiada Dariusz Walerjański,
      historyk z zabrzańskiego Muzeum Górnictwa Węglowego. Inny snajper ostrzeliwał
      Rosjan z wieży chłodniczej stojącej na terenie zabrzańskiej rzeźni. Mimo to
      Rosjanie przebili się do centrum Zabrza. Ostro broniła się załoga szpitala
      wojskowego założonego w hotelu Kochmanna, przy dzisiejszej ul. Wolności. W
      efekcie szpital spłonął. Kolumna zatrzymała się kilkanaście metrów dalej, pod
      hotelem Admiralpalast. - Oficerowie zaczęli wypełniać dokumenty zaświadczające o
      zajęciu "Goroda Gindenburg". Żołnierze ruszyli do piwnic hotelowych, gdzie
      odkryli ogromne zapasy wysokogatunkowych alkoholi - opowiada Walerjański.
      Krasnoarmiejcy postanowili zabrać trunki ze sobą. Wylali benzynę z beczek
      przytwierdzonych do kadłubów czołgów, a na jej miejsce wlali alkohol. Totalnie
      pijani ruszyli w kierunku Biskupic. Tam kolumnę zatrzymali Niemcy. Podczas
      strzelaniny zginęło kilku Rosjan. Biskupice zajęto dopiero 28 stycznia, a
      rosyjskie czołgi i piechotę musiało wspierać lotnictwo.

      Równie twardo broniło się Zaborze. Walerjański: - Podobno jeszcze przez kilka
      miesięcy na łąkach pod Zabrzem leżały wraki czołgów i szkielety żołnierzy.

      Legenda sowieckiego marszałka

      Bytom Rosjanie zdobyli dzień wcześniej. Na nic zdały się barykady i zapory
      przeciwczołgowe wybudowane na ulicach miasta. Nie pomogło też wysadzanie mostów.
      Pod ogniem katiusz niemiecka piechota i czołgi pospiesznie wycofały się w
      kierunku Kochłowic. Miasta usiłował bronić Volkssturm. Bezskutecznie. 28
      stycznia cały przemysłowy Śląsk był w sowieckich rękach. Ze wschodu nadeszły
      oddziały, które miały kilka dni wcześniej zamknąć Niemców w potrzasku. Zajęły
      Zagłębie Dąbrowskie, sforsowały Przemszę i ruszyły na Mysłowice, Katowice i
      Mikołów. Ale Niemców nie udało się okrążyć. Mimo ciężkich walk pod Żorami i w
      podrybnickich lasach, Wehrmacht zdołał wycofać się i umocnić na linii Odry.
      Rzekę sforsowano dopiero w połowie marca.

      Koniew o mały włos nie zapłacił za to głową. Żeby marszałek mógł uratować twarz
      przed Stalinem, wymyślono legendę o "złotych wrotach", które Koniew miał
      otworzyć Niemcom na południu, by umożliwić im ucieczkę i w ten sposób uchronić
      śląskie miasta przed walkami ulicznymi i niewyobrażalnymi zniszczeniami.
      Peerelowscy apologeci marszałka rozpisywali się o jego "bolszewickim
      humanitaryzmie" i wychwalali go jako zbawcę Śląska. O tym, że w styczniu 1945
      roku żołnierze Koniewa łupili i palili śląskie miasta nigdy nie wspomniano.

      W Polsce gwałcić nie wolno

      Z chwilą wkroczenia Rosjan, dla mieszkańców śląskich miast zaczęła się gehenna.
      Rosjanie polowali na kobiety i zabijali kryjących się w piwnicach cywilów.
      Tracz: - Wystarczyło mieć na sobie mundur kolejarza albo pocztowca. Na widok
      takiej osoby krasnoarmiejcy puszczali serię w kłębiących się w piwnicy ludzi.
      Dla nich rodzaj munduru nie miał żadnego znaczenia.

      W Gliwicach ciała zabitych układano w sztaplach. W lutym saniami zwożono je na
      stary cmentarz przy ul. Kozielskiej.
      • laband Re: koniec swiate we Glywicach 28.01.05, 16:28
        Nadolski: - Na przedwojennym polskim Śląsku żołnierzy trzymano krótko. Znany
        jest przypadek zgwałconej kobiety z Nakła Śląskiego, która złożyła skargę na
        NKWD. Czekiści ujęli i rozstrzelali gwałcicieli. Po niemieckiej stronie nie było
        już żadnych ograniczeń.

        Zaraz po przejściu frontu w Gliwicach założono sowiecki szpital wojskowy.
        Tysiące rekonwalescentów terroryzowało miasto. Do gwałtów i rabunków dochodziło
        w biały dzień. Szczupły garnizon sowieckiej żandarmerii nawet nie próbował reagować.

        Tracz: - Historycy od dłuższego czasu usiłowali odpowiedzieć na pytanie, czy
        Rosjanie mordowali na rozkaz, czy też ich barbarzyństwo było czysto
        spontaniczne. Ustalono, że wprawdzie formalnego nakazu nie wydano, to oficerowie
        przyzwalali na mordy i grabieże.

        Zabić osadników

        Na podwórze gliwickiego szpitala wojskowego wyciągnięto ciężko rannych
        niemieckich żołnierzy. Obłożono ich słomą, oblano benzyną i spalono żywcem. W
        Bytomiu złapanych cywili Rosjanie, mimo strasznego mrozu zmuszali do zdejmowania
        odzieży i butów. Nadolski: - Proboszcz kościoła Mariackiego został zastrzelony
        na progu fary. Odmówił krasnoarmiejcowi, gdy ten zażądał jego zegarka. Po chwili
        zabito też wikarego.

        Księża ginęli również pod Gliwicami. W Brzezince rozstrzelano czterech. Jednego,
        ciężko chorego wyciągnięto z łóżka. Inny kapłan usiłował uciekać. Sowieci zanim
        go zabili, gonili go po całej wiosce. Nie oszczędzono nawet francuskich i
        radzieckich jeńców wojennych uwięzionych w obozach przy gliwickich kopalniach.
        Walerjański: - Na Zandce, dzielnicy Zabrza, zastrzelono sowieckiego oficera. W
        odwecie Rosjanie wyciągnęli z domów ok. 80 mieszkańców dzielnicy. Zaprowadzono
        ich na tyły cmentarza ewangelickiego i tam rozstrzelano. Chwilę później spalono
        kościół św. Ducha.

        Do podobnych wydarzeń doszło w podbytomskich Miechowicach. Po tym, jak członek
        Hitlerjugend zabił rosyjskiego oficera, Rosjanie rozstrzelali kilkuset
        mieszkańców. Do dziś nie wiadomo, dlaczego wymordowano ponad stu mieszkańców
        podgliwickiego Bojkowa. Tracz: - Według jednej z wersji mord w Bojkowie był
        zaplanowaną czystką etniczną potomków niemieckich osadników z Frankonii, którzy
        przybyli tu w XVIII w. i od tego czasu tworzyli zamkniętą niemiecką społeczność.

        Ale ludzie wspominają, że byli też i dobrzy Rosjanie. Dzielili się ze Ślązakami
        żywnością, bronili kobiet przed gwałtami ze strony pobratymców i przed Polakami,
        którzy przyjeżdżali z Zagłębia szabrować. Walerjański: - Zima w 1945 roku była
        bardzo ciężka. Żywność i opał były praktycznie nie do zdobycia. Znam zabrzan,
        którzy zimę przeżyli właśnie dzięki "dobrym Ruskom".

        Pożar dla kroniki filmowej

        W styczniu nad wieloma śląskimi miastami unosił się dym i łuny pożarów. -
        Kamienice nie ucierpiały podczas walk. Zwykle podpalała je potem sowiecka
        soldateska, która plądrowała sklepowe magazyny w poszukiwaniu alkoholu i
        żywności - mówi dr Woźniczka. - W ten sposób w Gliwicach spłonęła m.in. pierzeja
        starych kamieniczek przy rynku oraz hotel Haus Oberschlesien. Ucierpiały też
        gliwickie kościoły. W Bytomiu spłonął cały kwartał kamienic przy rynku wraz z
        hotelem Lomnitz, w którym podczas plebiscytu urzędował Wojciech Korfanty.
        Płonęło także centrum Zabrza. Rosjanie kradli, co im wpadało w ręce. Wyrywali
        nawet krany. Usiłowali je później mocować do ścian na swoich kwaterach. Myśleli,
        że to wystarczy, by z kranu poleciała woda. Zdobyte niemieckie banknoty
        wykorzystywano jako podpałkę do ognisk.

        - Budynki często podpalano na użytek sowieckich kronik filmowych. Przed
        kamerami, w płonącej scenerii inscenizowano atak czołgów i piechoty - mówi dr
        Woźniczka.

        Zaraz po przejściu frontu na Śląsku pojawiały się specjalne oddziały tzw.
        trofiejszczyków. Ich zadaniem było wyszukiwanie i demontaż instalacji
        przemysłowych. Maszyneria ze śląskich fabryk trafiała później koleją do ZSRR. -
        Potrzeba było ponad roku, by uruchomić ponownie zabrzańskie zakłady Borsiga. Po
        wizycie Rosjan trzeba było je wręcz odbudować - mówi Walerjański.

        Nadolski: - Jeden z pracowników Huty Bobrek dwadzieścia lat po wojnie odwiedził
        jedną z sowieckich hut na Syberii. Ze zdziwieniem zobaczył działające urządzenia
        walcowni, którą Sowieci zdemontowali i wywieźli z Bytomia w 1945 roku.

        Podczas demontażu wiele instalacji zniszczono: np. miedziane kadzie z browaru w
        Bytomiu wyrywano ze ścian przy użyciu czołgów.

        Zły Polak, dobry Rosjanin

        Po wkroczeniu Rosjan władzę na Śląsku przejęły rosyjskie komendantury wojenne. W
        Katowicach i innych przedwojennych polskich miastach już po kilku dniach
        przekazano władze w ręce ludzi gen. Zawadzkiego i ppłk. Ziętka. Tymczasem po
        drugiej stronie przedwojennej granicy miastami rządzili Niemcy. Taki stan
        utrzymywał się do marca 1945 roku. Administrację tworzyli działacze założonej w
        ZSRR organizacji "Freies Deutschland" i Frontu Antyfaszystowskiego. Tracz: -
        Szybko odnaleźli się przedwojenni socjaldemokraci i komuniści, którzy uznali, że
        u boku Rosjan będą budować nowe, komunistyczne Niemcy. Kolaborację uznano za
        cenę, jaką trzeba zapłacić, by zachować Śląsk przy Niemczech.

        Nowa niemiecka władza rozpoczęła działanie od czystki we własnych szeregach.
        Potencjalni przeciwnicy polityczni oraz ci, którzy zbyt wiele wiedzieli o
        przeszłości nowych administratorów, zostali wytypowani do wywózki w głąb Rosji.
        - Rosjanom Niemcy bardziej pasowali jako administratorzy niż Polacy. Niemcy byli
        tutejsi, a nadciągających Polaków Rosjanie postrzegali jako uzurpatorów. Na tym
        tle dochodziło do konfliktów - mówi Walerjański.

        Przez dłuższy czas na Śląsku panowała trójwładza. Z jednej strony rządziła
        radziecka komendantura wojenna, z drugiej niemiecka i polska administracja.
        Sytuacja zmieniła się dopiero w połowie 1945 roku. Ze Śląska ruszyły na Zachód
        pierwsze wagony wypełnione wypędzonymi Niemcami. Ich mieszkania i dobytek
        przejęli polscy repatrianci z Kresów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka