Dodaj do ulubionych

Czym żyją Żerniki?

07.07.05, 14:53
No cóż,ci wykonawcy robót kanalizacyjnych, na pewno nie zasługują na
pochwałę,tak jak panie z Pogotowia.

Żerniki się burzą

Czwartek, 7 lipca 2005r.

Wkrótce nowożeńcy, którzy będą chcieli się dostać na własne wesele, będą
musieli przez rów skakać! Najpierw jednak będą musieli przemaszerować przez
targowisko! – mówi oburzona Ewa Kajzerek, prowadząca w Żernikach dom przyjęć.
Ponad setka mieszkańców uczestnicząca w spotkaniu z przedstawicielami Urzędu
Miasta i wykonawcami prac kanalizacyjnych w tej dzielnicy Gliwic nie
zostawiła na nich suchej nitki.



W ciągu ostatnich dni to drugie spotkanie w tej sprawie. I kolejne, z którego
mieszkańcy nie wyszli usatysfakcjonowani. Wszyscy podkreślają, że są
zadowoleni z samego faktu wymiany kanalizacji. Uważają jednak, że na głowie
został postawiony sposób jej wykonania. Mówią o zrywaniu raz już położonego
asfaltu, poprawianiu felernie ułożonych krawężników, kładzeniu nawierzchni na
połowie ulicy czy wręcz o przywracaniu gorszego standardu drogi.
– Gliwiccy urzędnicy chwalą się, że ten potężny kontrakt jest wykonywany z
pieniędzy Unii Europejskiej. Zapraszam do Żernik urzędników z Brukseli. Niech
zobaczą ten bałagan! Na pewno zabiorą te pieniądze – dodaje Ewa Kajzerek,
mówiąc o dodatkowych smaczkach, takich jak nieaktualne rzekomo plany
budowlane i pytania robotników do mieszkańców: a gdzie macie pociągnięty gaz?
Mieszkańcy Żernik bardzo emocjonalnie podchodzą do prowadzonych od grudnia
ubiegłego roku prac. Mają bowiem świadomość, że ta gehenna ma trwać dokładnie
dwa lata. Niektórym nerwy puszczały – aż prowadząca obrady Irena Pejk z Rady
Osiedla odbierała im głos. Pierwsze brawa, a następnie burę zebrał Robert
Mikrut z ulicy Śląskiej, który spokojnym głosem opowiadał:

Na mojej ulicy zerwano asfalt, po 3 miesiącach wykopano dziurę, włożono do
nie rurę, a nawierzchnię wysypano gruzem. Poproszę Urząd Miasta o refundację
kosztów korzystania z myjni samochodowej. Jaki był sens zrywania asfaltu na
pół roku? Gdybym ja tak prowadził przedsiębiorstwo, jak wy prowadzicie ten
remont, dawno bym zbankrutował. Henryk Błażusiak, prezes Przedsiębiorstwa
Wodociągów i Kanalizacji odpowiedział panu Robertowi, że obraża setki
inżynierów. Pytany o opóźnienia w prowadzeniu remontów prezes Błażusiak mówił
o dwóch, trzech dniach.
– Mamy to szczęście, że Unia dotuje nam budowę 150 kilometrów kanalizacji.
Naszym zadaniem jest odtworzenie dróg w takim stanie, w jakim znajdowały się
wcześniej. Jak był asfalt – wróci asfalt. Jak nie, to nie – klarował
Błażusiak.
Zasady, na jakich jest finansowany remont, tłumaczył wiceprezydent Janusz
Moszyński.
– Robimy go na warunkach narzuconych przez Unię Europejską. W związku z tym
urzędnicy będą pilnie patrzeć, czy np. wykonaliśmy asfalt tam, gdzie go nie
było. Gdyby tak się stało, to kontrakt ten nie zostałby rozliczony. I nie
jest to kwestia naszej niechęci – precyzował Moszyński.

Jeden z mieszkańców ulicy Gdańskiej mówił nam, jak wyglądał remont w jego
sąsiedztwie: – Nowy asfalt leżał do momentu, gdy okazało się, że źle zostały
osadzone krawężniki. No to zaczęto je zrywać. Czy to nie jest marnotrawstwo
unijnych pieniędzy? – zastanawia się proszący o anonimowość mężczyzna.

Joanna Heler - Dziennik Zachodni


Powtórki są wieczne;)))
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka