Dodaj do ulubionych

genius loci

26.09.01, 22:30
co decyduje o tym, czy jakieś miejsce nam się podoba, dobrze się w nim czujemy,
chcemy do niego wracać
Magi - Twoje pierwsze wypowiedzi o Gliwicach były takie entuzjastyczne - na co
najpierw zwróciłaś uwagę ? (pozytywną)
Obserwuj wątek
    • Gość: XJ600 Re: genius loci IP: *.necik.pl 27.09.01, 20:19
      Ciekawy temat wymyśliłas Meg. Szkoda, że nikt jak dotąd nie chciał się tu
      wypowiedzieć. Ze wzgledów nie tylko zawodowych, poznanie Waszych opinii było by
      dla mnie bardzo interesujące.
      Osobiście uważam, że istnieje wiele czynników decydujących o tym jaki mamy
      stosunek do danego miejsca. Jednym z nich na pewno jest skala architektury.
      Zarówno zbyt wielkie otwarte przestrzenie jak i miejsca klaustrofobicznie
      ciasne nie powodują przyjemnych doznań. To samo ze zbyt wysokimi budynkami.
      Osobiście nie czuję się dobrze spacerując miedzy szklanymi wiezowcami La
      Defanse. Miałem tam uczucie trochę podobne do tego jakie odczuwam podczas
      wspinaczki w Tatrach czy sztormu na morzu. Takie poczucie błachości swojego
      istnienia wobec potęgi natury ( w La Defanse to oczywiście nie wobec potegi
      natury, ale raczej obojętności niewzruszonych szklanych fasad).
      Sama architektura w dobrej skali nic jescze nie da. Musi się cos jeszcze tam
      dziać. Nie moze byc monotonii. Potrzebni tez są ludzie, którzy ta przestrzeń
      ożywią. Podczas projektowania urbanistycznego przywiązuje się do tego dużą
      wagę. Nalezy zastanowić się czy dane miejsce bedzie na tyle atrakcyjne by
      zachęcic ludzi do odwiedzania go.
      Osobiscie bardzo lubię miasta takiej wielkosci jak Gliwice czy Bielsko. Nie
      maja one jescze anonimowości wielkich metropolii ale też brak im sennosci
      małych misteczek. Oczywiscie nie znaczy to, że ani w wielkich aglomeracjach ani
      w małych miejscowościach nie mam swoich ulubionych miejsc.
      • meg_s Re: genius loci 27.09.01, 22:38
        Gość portalu: XJ600 napisał(a):

        > Potrzebni tez są ludzie, którzy ta przestrzeń ożywią.

        no właśnie, w projektowaniu przestrzeni publicznej zawsze jest coś z ruletki,
        "ludność" nie jest do końca obliczalna i samo wykonanie układanki z atrakcyjnych
        elementów, jeszcze nie ożywi miejsca,
        szczerze powiedziawszy, sama nie bardzo wiem, dlaczego w niektórych
        miejscowościach od razu czuję się dobrze, a w innych mimo że mi sie podobają - nie
        • Gość: piotlik Re: genius loci IP: *.warsnet.trzepak.pl 27.09.01, 22:50
          Eklektyczna architektura, bujna zieleń, obecność pięknych i wykształconych
          kobiet no i oczywiście porządna restauracja. :-).
          • Gość: meg Re: genius loci IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 06:56
            Gość portalu: piotlik napisał(a):

            > Eklektyczna architektura,

            czyżbyś potwierdzał opinię, że odrobina "bałaganu" potrafi udomowić otoczenie?
            a np plac dopracowany do ostatniego szczegółu i aż przesadnie wysmakowany,
            sprawia takie wrażenia jak kuchnia-laboratorium - podoba się na zdjęciu, ale
            wieje chłodem
            • Gość: Emma Re: genius loci IP: *.dip.t-dialin.net 28.09.01, 13:42
              A ja uwazam, ze bardzo duze znaczenie ma pogoda. Pamietam, jak bylam pierwszy
              raz w Paryzu i lalo caly czas, bylo zimno i tak naprawde nie mialam za duzo
              ochoty na dlugie spacery, albo przesiadywanie na swiezym powietrzu w
              przydroznych kawiarenkach. Tak samo bylo w Barcelonie. Tam znowu bylo tak
              goraco, ze tez najlepiej ucieklabym do klimatyzowanego pokoju hotelowego.
              Wieczory za to byly przyjemne, ale z 2 dzieci...... Mam za to wspaniale
              wspomnienia z miejsc, gdzie AZ TAK interesujaco nie jest, ale pogoda byla
              wspaniala. Po parugodzinnym spacerze i interesujacej dyskusji z inna osoba z
              mila checia spedzam czas w kawiarenkach, parkach, gdzie mozna poprostu polozyc
              sie na trawie i nawet troche "oko potrenowac" i wtedy uwazam, ze sa to
              najpiekniejsze miejsca na swiecie.
        • meg_s Re: genius loci 18.03.02, 00:02
          > Gość portalu: XJ600 napisał(a):
          >
          > > Potrzebni tez są ludzie, którzy ta przestrzeń ożywią.

          byłam dwukrotnie w Rzymie i w zasadzie mogłabym przysięgać że za każdym razem
          było to inne miasto - za pierwszym, nastawiona byłam na "podręcznikowe"
          zwiedzanie, za drugim miałam wspaniałe towarzystwo i czas na spacer, "chłonięcie"
          atmosfery, kieliszek wina w pięknym miejscu (no a poza tym zmieniła się relacja
          złotówki do "walut wymienialnych")
      • meg_s Re: genius loci 29.09.01, 00:58
        Gość portalu: XJ600 napisał(a):

        > Sama architektura w dobrej skali nic jescze nie da. Musi się cos jeszcze tam
        > dziać. Nie moze byc monotonii. Potrzebni tez są ludzie, którzy ta przestrzeń
        > ożywią. Podczas projektowania urbanistycznego przywiązuje się do tego dużą
        > wagę. Nalezy zastanowić się czy dane miejsce bedzie na tyle atrakcyjne by
        > zachęcic ludzi do odwiedzania go.

        tylko z tymi ludźmi różnie bywa (p.dalsze wypowiedzi) i rozwiązania które w
        jednych miejscowościach się sprawdzają, gdzie indziej zawodzą - wydaje mi się, że
        oprócz wiedzy projektanta, jest w tym znaczny element loterii
        • x600 Re: genius loci 29.09.01, 01:13
          meg_s napisał(a):

          >
          > tylko z tymi ludźmi różnie bywa (p.dalsze wypowiedzi) i rozwiązania które w
          > jednych miejscowościach się sprawdzają, gdzie indziej zawodzą - wydaje mi się,
          > że
          > oprócz wiedzy projektanta, jest w tym znaczny element loterii

          Ludzie są jednak do pewnego stopnia przewidywalni. Łatwo stwierdzic na przykład
          gdzie skrócą sobie drogę przez trawnik, a w którą część placu nie będą się w
          ogóle zapuszczać. Ludzi można nakierowywac poprzez umiejętne formowanie
          przestrzeni. Można ich przyciągać w pewne miejsca poprzez lokowanie w nich
          interesujących funkcji np usługowych. Można p[rzewidzieć jaka architektura ich
          odstraszy a jaka zainteresuje. Nawet można stwierdzić czy dany obiekt wywoła
          agresję. Np wszystkie nasze szare blokowiska to doskonały generator agresji i
          frustracji.

          • meg_s Re: genius loci 29.09.01, 01:56
            x600 napisał(a):

            > Nawet można stwierdzić czy dany obiekt wywoła agresję.

            czy architekt miejski przewidując taką reakcję mógł zablokować powstanie
            koszmarka w prestiżowym miejscu miasta?
            • Gość: XJ600 Re: genius loci IP: *.necik.pl 29.09.01, 21:28
              Koszmarek to rzecz względna. Jeżeli budynek spełniał wymagania planu
              miejscowego, wszlkie normy i przepisy to nie mógł. Czy budynek wywoła agresję
              powinien był przewidzieć projektant, ale cos mi się tu widzi, że każde z nas
              mówi o troche innym wywoływaniu agresji ;-)
              • meg_s Re: genius loci 29.09.01, 23:48
                Gość portalu: XJ600 napisał(a):

                > ale cos mi się tu widzi, że każde z nas
                > mówi o troche innym wywoływaniu agresji ;-)

                chyba tak

                • Gość: XJ600 Re: genius loci IP: *.necik.pl 30.09.01, 01:32
                  Oto przykład na wywoływanie agresji przez architekturę. Dom znanego architekta
                  Franka O. Gery'ego został ostrzelany przez sąsiadów z dubeltówki. Nie spodobał
                  się.
                  • Gość: Ee Re: genius loci IP: 157.158.202.* 18.03.02, 10:22
                    A ja mam straszną ochotę rzucać kamieniami w "akwarium" bankowe na ul.
                    Konstytucji
    • Gość: Magiczna Re: genius loci IP: *.bmj.net.pl 28.09.01, 14:20
      meg_s napisał(a):

      > Magi - Twoje pierwsze wypowiedzi o Gliwicach były takie entuzjastyczne - na co
      > najpierw zwróciłaś uwagę ? (pozytywną)

      Przede wszystkim mialam troszeczke inne podejscie do tego miejsca - nie do miasta
      jako takiego ale do miejsca, w ktorym mieszka ktos kogo kocham :)) Co nie znaczy,
      ze nie bylo rzeczy ktore mi sie spodobaly.

      1) duzo zieleni
      2) odmiennosc od stereotypu brudnego Slaska, co w praktyce oznacza brak kopalni
      na kazdym kroku i gorojacych nad miastem kominow
      3) miasto nie za male i nie za duze - ktos juz o tym wspominal; za duze na wies,
      za male na metropolie
      4) architektura - moze sie ze mna nie zgodzicie ale te odnowione kamienice na
      Zwyciestwa sa naprawde piekne!
      5) Rynek - w Gdansku nie ma tego typu Rynku
      6) atmosfera - nie umiem tego opisac slowami, to sie po prostu czuje.

      Jak mi sie cos jeszcze przypomni, to dopisze :))

      Magi
    • ivo Re: genius loci 28.09.01, 14:24
      ja naprzyklad kocham krakow, i to nie dlatego zeby by mi sie strasznie podobal, ale jako mloda
      licealistka pojechalam tam z ojcem, wszyskie dziewczyny w krakowie (byla wiosna) wtedy nosily
      granatowe kokardy we wlosach, wiec kupilam zaraz taka, i paradowalam po krakowie jak modelka
      diorowska. to uczucie z tamtych lat mam do dzisiaj, jadac tam ubieram moje najleprze ciuchy ide do
      najdrozszej knajpy, i czuje sie fantastycznie, czasami drobiazgi decyduja czy sie to miejsce lubi.
      pogoda tez swoje robi, to musze przyznac.
      • Gość: piotlik Re: genius loci IP: *.warsnet.trzepak.pl 28.09.01, 16:56
        Są takie dni, kiedy GENIUS LOCI stanowi stojąca na kuchennym stole półlitrowa
        butelka "Luksusowej" bądź "Wyborowej". Jednakże ona sama, pomimo że wypełnia
        swoją "obecnością" najbliższe otoczenie i jest niezbędna, ba! stanowi wręcz
        swoisty atrybut uczestników spotkania, nie jest wystarczająca. I tu właśnie
        potrzeba wyrafinowanego towarzystwa, a porywająca dyskusja na pewno zakończy
        się, w najlepszym wypadku, nad ranem. ERGO BIBAMUS!!!

        P.S. Do Meg - eklektyzm tak, ale łagodny, subtelny, a nie zabójczo drażniący
        oczy. Ale czy to możliwe?
    • Gość: piotlik Re: genius loci IP: 212.106.173.* 09.10.01, 23:24
      A rutyna, przyzwyczajenie, obawa przed zmianami, nowością?
      • meg_s Re: genius loci 10.10.01, 07:49
        myślę również , że w odbiorze subiektywnym pięknieje każde miejsce , w którym
        przeżyliśmy coś wspaniałego
        • meg_s Re: genius loci 17.03.02, 22:09
          to również temat na którym się znam
          • Gość: Ballest Re: genius loci IP: 2.3.STABLE* / 10.145.112.* 18.03.02, 10:28
            No na tym temacie musisz sie w Twoim zawodzie znac.
    • sebush Re: genius loci 18.03.02, 15:18
      Genius loci tkwi tez w ludziach z ktorymi sie
      spotykamy, z ktorymi kontajty rzezbia nas samych, a
      wszystko dopelnia piekna przestrzen architektoniczna,
      tylko nie zapominajmy o zieleni i przyrodzie!

      ;-)
      Sebush
      • Gość: meg Re: genius loci IP: 192.168.0.* 18.03.02, 16:13
        sebush napisał(a):

        > Genius loci tkwi tez w ludziach z ktorymi sie
        > spotykamy, z ktorymi kontajty rzezbia nas samych, a
        > wszystko dopelnia piekna przestrzen architektoniczna,
        > tylko nie zapominajmy o zieleni i przyrodzie!
        >
        > ;-)

        I DLATEGO GLIWICE SĄ PIĘKNE :-)))))
        > Sebush

    • Gość: Nu! Re: genius loci IP: *.bmj.net.pl 19.03.02, 08:27
      Miejsce które było ...
      Mam tu na myśli teren za autostradą; pola i łąki ciągnące się po lewej stronie drogi, jadąc do Łabęd. Teraz stoi tam Opel i inne zakłady, ale nim został zagospodarowany, to było to miejsce naprawdę niezwykłe, o którym mało kto wiedział, mało kto tam bywał, a obejmowało sobą w końcu kilkaset hektarów. O jego specyfice decydowało to, że praktycznie było to "miejsce" odizolowane od miasta, chociaż można tam było się dostać w 15/20 minut szybkim krokiem, idac od rynku. Którędy? Z pod pomnika, aleją wzdłuż Kłodnicy, następnie drogą wzdłuz działek do oczyszczalni ścieków, ale tam sie się droga niby kończyła ... wcale nie. Była ścieżka wzdłuż Kłodnicy, dla odważnych, z początku (jak odkryłem to miejsce)wygodna i bez problemu dało się jechać rowerem Korzystali z niej wtedy rowerzyści jako dojazd do Łabęd. Potem z roku na zarastała, aż do niewidzialności, stając się dróżka tylko dla traperów. Przejście tej ścieżki, wzdłuż niepachnacej zbyt mile Kłodnicy nagradzane był "wypłynięciem na suchego przestwór oceanu". Setki hektarów pustkowia wyłącznie dla Ciebie! A pustkowie to nie było takie puste. Były tam śródpolne drogi zapuszczone i nieprzejezdne, obrośnięte krzakami i bzem. Było samotne drzewo rosnące gdzieś pośrodku z amboną, na która można było sie wspiąć i siedzieć godzinami. Był przeuroczy lasek, widoczny do dzisiaj z autostrady, który, chociaż malutki się wydaje, to miał wszystkie cech dużego lasu, tylko w mikroskali. Żeby się tam dostać, trzeba było nieźle się nagimnastykować. Ale jak raz droga przez chaszcze została przetarta, chodziło się nawet nocą i to nie raz. A w lasku tym było się niczym na wyspie. Pewność całkowitego odcięcia od "cywilizacji" była ugruntowana otaczającymi polami i chaszczami. Każda ścieżka tam wydeptana, wydeptana była tylko przez ciebie. W pewnym miejscu rosły zawsze dorodne kanie. W innym urządzaliśmy sobie ognisko, po uprzednim wykarczowaniu kilku m3. Otaczała nas ściana zieleni zewsząd. Jak posadzono akurat kukurydzę, to efekt izolacji pogłębiał się. O innej porze roku widokiem niesamowitym były długie szeregi kwitnącego bzu, ciągnące się aż do Łabęd wzdłuż rowów melioracyjnych, częściowo pozarastanych, pozasypywanych i suchych już od lat dziesiątek. Te rowy też oczywiście składały się na poetykę tego miejsca, bo stanowiły w istocie skomplikowany system poniemieckich urządzeń melioracyjnych, i pełno tam było jakiś rynien betonowych, śluz, kanalików i kanałów. Kilka szczególnie głębokich i szerokich było jednak pełnych wody, i stanowiły naturalna przeszkodę w spacerach po tej zapuszczonej okolicy. Przeskoczyć ich się nie dało, jedyne droga to kilka z rzadka rozsianych mostków.

      Kiedy tam trafiłem po raz pierwszy, miejsce to było trochę "cywilizowane". Można tam było się dostać, bądź idąc wzdłuż Kłodnicy, bądź drogą czołgową wzdłuż Cmentarza Centralnego, przekraczając autostradę dosyć prosto i po kilku minutach byś już na miejscu, bądź, spacerując Szwajcarią, (która też kiedyś miejscem magicznym była i swoje genius loci miała), dotrzeć do końca głównej alejki, przeskoczyć (taak to była ta granica) autostradę i wejść na szeroką ścieżkę po drugiej stronie drogi, która to ścieżka była zapewne pozostałością drogi z drugiej strony jezdni, pamiątka po czasach sprzed budowlanych inicjatyw Hitlera. A po drugiej stronie ciągnął się las/lasek jeszcze, coś jakby odkrojona i porzucona resztka Szwajcarii i wychodziło się na prostą, szeroką polną drogę, która wiodła hen hen polami. Gdzieś na środku było jakby skrzyżowanie; można było skręcić w lewo i iść aż do Łabęd, albo prosto w stronę Kłodnicy. Wydawałoby się, że okolice Kłodnicy, to nie będą miały do zaoferowania spacerowiczowi jakiś większych atrakcji... Nic bardziej błędnego. Po pierwsze, to w tym rejonie Kłodnicę otaczał od strony pól wysoki wał. Po drugie, w pewnej od niego odległości, jakieś 30 metrów ciągnął się wał drugi (stary? zapasowy?) który zaczynał się już od samej starej oczyszczalni i biegł do samych Łabęd. i cóż w ty ciekawego? Otóż był on szczelnie zarośnięty z wszystkich stron grubą warstwą krzewów, nigdy nie przerzedzanych, przecinanych, "prześwietlanych", bzów, czerniny i innych, znanych tylko znawcom tych kwestii, oraz rosnącymi raz gęściej raz rzadziej starymi drzewami, dębami i innymi takimi... W czerninie pląsała non stop masa ptactwa, dokazując strasznie, na starych drzewach zaś czuwały ptaki drapieżne, które prawie zawsze można było zobaczyć, jak startują i lądują na tychże, wypatrując zdobyczy wśród pól i zapewne też na braci mniejszych. Jeżeli ktoś zaryzykowałby przedarcie się przez pokrzywy, rzepy, stosy suchych gałęzi i zielska rozmaite w głąb tego pasa zieleni, odkryłby, ze w środku, tzn. na wale jest po pierwsze ciemno jak w dżungli, po drugie grzbietem ciągnęła się ścieżka, zupełnie wygodna, która można była tym niesamowitym mrocznym korytarzem iść i iść. Oczywiście, jak odkryliśmy, że można izolację od miasta posunąć jeszcze dalej, przenieśliśmy te nasze ogniska i nasiadówki w owe gęstwiny. Dodam, że w tamtych okolicach już nikt nic nie siał, zewsząd roztaczała się wysoka, niekoszona od lat dzika trawa.
      Bo miejscami próbowano tam coś uprawiać, z nędznym skutkiem, jakieś niedorozwinięte kukurydze i sam nie wiem co jeszcze. Ale nic tam się nie udawało, czy za sprawa złej gospodarki, czy też dlatego, że na mapie stało jak byk, że to teren bagienny, podmokły. Na wiosnę i na jesieni woda stała na polach w ogromnych kałużach, po których pływały kaczki. I w końcu przestali tam siać cokolwiek, i wszystko zarosło ogromnym zielskiem ... I dziczenie, zapuszczenie narastać zaczęło w tempie błyskawicznym. Drogi szerokie, nierozjeżdżone traktorami pokryły metrowe pokrzywy, łopuchy ... ścieżka wzdłuż Kłodnicy, na której spotykało się kiedyś rowerzystów zamieniła się rowek ukryty w gęstej trawie. Rowerowe wycieczki w to miejsce stały się problematyczne. W końcu, niejako na dobitkę od strony, Centralnego nastąpiła jakaś awaria kanalizacji? wodociągów? i woda lub ściek po prostu wybił wielkim strumieniem ze studzienki rozlewając się i zalewając łatwe dotąd dojście na pola. I jeszcze: zamknięto dostęp do Szwajcarii płotem (jakim prawem?)... Trzeba było kluczyć jakimiś działkami, przechodzić przez dziury w ogrodzeniu ... żeby w ogóle dostać się do wiadomego przejścia.
      Zanim ta degradacja (z punktu widzenia spacerowicza) nastąpiła, spacery niedzielne i nie były tylko nudną rutyną, po miejscach wiadomych, nieciekawych, znanych za dobrze. Zwykle robiło się kółko albo dochodząc do pól od strony Kozielskiej i wychodząc tam ścieżką nad Kłodnicą, aby w końcu wylądować na Szwajcarii , albo na odwrót. Czasami szło się na cały dzień, czasami zostawało się na ognisku do białego rano, albo i wracało po ciemku.
      Dodam, że zawsze przytrafiało się coś ciekawego. Prawie zawsze zobaczyć można było sarny, w liczbie od kilku do kilkunastu, idąc spod nóg wylatywały dziwne (pewnie cietrzewie czy kuropatwy) ptaki. itd, itd.

      Piszę tak nieco patetycznie, bo miałem wtedy jakieś 16/17 lat. Tak się to wtedy odczuwało... młodość, kurcze.

      I tak się zastanawiam (chociaż odpowiedź znam), czy była jakakolwiek możliwość, nawet czysto teoretyczna, żeby dało się zachować tego rodzaju miejsca. W Krakowie to są Błonie, Kopiec, Las Wolski i okolice chronione jakimś specjalnym prawem. W Warszawie może Puszcza Kampinowska ?
      Nie wiem. Ale, jak się dowiedziałem znacznie później ze świetne książki "Ekologia krajobrazu", to właśnie takie zapuszczone tereny podmiejskie są często najciekawsze pod względem ekologicznym, owe "nieużytki". I nieźle się też wkurzyłem, kiedy, (gdy pojawił się pomysł z Oplem), jakiś baran z Nowin Gliwickich wyśmiewał się z ornitologów, którzy protestowali przed zniszczeniem ptasich siedlisk.
      Sorry. Może trochę to przydługie...
      • Gość: Pieron Re: genius loci IP: *.dip.t-dialin.net 19.03.02, 13:07
        Pyrsk !

        Te miejsce pamiyntom blank gynau. Zrobiouo na mie wrazynie i skiz tego niyroz
        za bajtla, a potym i kawalyra, brouech rower i jezdziouech tam. Potym i z
        lipstom sie tam pora razy wybrouech. Zgodzom sie tysz z tom poetykom tego
        miejsca i niydziwia sie ze napewno niyjednymu one jeszcze w gowie do dzis sie
        ostauo. Jo tam ale miou konsek dalyj i musiouech przejyzdzac przez stare
        Laband, tzw. Zakanau. Zakanau bouo tysz takim miejscym kere napewno nigdy niy
        zapomna. To boua tako ynklawa kaj dugo, pieronym dugo czuo sie ino Slonsk.
        Dzisiej jeszcze po czynsci tak je, ale cza sie nauazic po
        roztomaitych "dziurach" i przedewszyskim pieronym dobre oko miec coby to
        obeizec. Chyba ze sie pamiynto to jeszcze z downych czasow. Wtedy oczy idzie
        miec zamknione a i tak sie bezbuyndnie w take miejsca trefi, kaj sie przistowo
        i sznupie we myslach i wspomniyniach. Zakanau mo jeszcze i dzisiej jednorazowo
        atmosfera, chocioz niystety tyle dziesiontkow lot starauo sie take "genius
        loci" wyplynic, to dziynki ludziom kere to noszom w sercach niyudauo sie to
        nikomu. Ale wroca teroz do Twojego szkryflania. Piyknie to je napisane i
        mysla , co kozdego to ruszouo aby mauy konsek. No tosz zycza nom wszyskim coby
        juz nigdy take miejsca sie niy traciouy jak by ich nigdy niy bouo. Przeca
        konsek wrazliwym musi miec i nojwiynkszy .............. . No niywiym co
        naszkryflac za suowo.

        Pyrsk !
        • Gość: Nu! Re: genius loci IP: *.bmj.net.pl 19.03.02, 22:29
          Dzięki Pieron. To były wspomnienia, wiec można było pisać troche patetycznie.
          Tego sie nie da zapomnieć, oczywiście. Na tym polega siła magiczna takich miejsc, która wynika z jakiejś, że powiem tak filozoficznie, obiektywnej prawdy. Jak człowiek - ktoś - znajdzie się tam, gdzie ów genius loci sie znajduje, to nie ma takiej siły, żeby nie poddał się jakoś wpływowi otoczenia. Powiedzałbym, że otoczenie ma tutaj tak kolosalna przewagę nad człowiekiem, że nie pozostaje nic innego tylko kontemplować i próbować dociec, co sie właściwie dzieje.
          Powiadasz, że tam najbardziej odczuwałeś Śląsk... Myślę, że właśnie to się z tego bierze. W takich miejscach można się naocznie przekonać, że świat (tj. Śląsk) to nie abstrakcja, ale żywy konkret. Że to owe coś, co jest przyrodą a zarazem jest najściślej zwiazane z człowiekiem ma charakter jedyny, niewymienny, niezastępowalny czymś inny, podobnym. Masz pewność, że to miejsce jest jedyne w Kosmosie, że swoistośc rzeczy, na przykład śląskość obojętnie co by sie pod tym słowem nie kryło, to nie jest tylko pusta gra form, ale wyraz, przejawienie się prawdy o konieczności tego, że rzeczy są takie jakie są.
          • Gość: Pieron Re: genius loci IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.02, 13:03
            Mauo tego, take miejsca sie poradzom snic. Niywiym eli znocie to uczucie? Sni
            wom sie i w tym snie same juz niywiycie eli to je syn abo prowda. Wiycie ze juz
            kedys w tym miejscu, co wom sie sni, przeca`scie byli a niy rozumiycie czymu
            wom sie to prawie sni. To sie biere z tego "genius loci". Potym sie budzicie i
            jeszcze przez chwila mocie uczucie jakbyscie byli zawieszone miyndzy snym a
            prowdom. To je take odbicie odczuc, kere zescie doznowali w tych miejscach o
            kerych sam je godka. Tak aby mi sie zdowo. Z drugyj strony poradzi byc przeca
            konsek na okopyrtka. Tak piynkne je w stanie sie wymiyszac miyndzy snym a
            prowdom.

            Pyrsk !
    • Gość: Pieron Re: genius loci IP: *.dip.t-dialin.net 23.03.02, 07:43
      ciekawe eli ktos mo take miejsce (o kerym sam je godka) w nowych Gliwicach. Mom
      na mysli te blokowiska.
      • meg_s Re: genius loci 23.03.02, 08:24
        Gość portalu: Pieron napisał(a):

        > ciekawe eli ktos mo take miejsce (o kerym sam je godka) w nowych Gliwicach. Mom
        > na mysli te blokowiska.

        tam może się czuć szczęśliwy tylko "homo sovieticus", a takiego tak do końca nie
        udało się wyprodukować
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka