Gość: zbulwersowana
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.12.05, 07:23
tekst za Dz. Z. Trzy osoby straciły pracę w gliwickiej Straży Miejskiej.
Twierdzą, że to zemsta komendanta Andrzeja Nowaka, którego w czerwcu
podejrzewano o kradzież granitowej kostki brukowej z terenu Centrum
Ratownictwa. Pracujący strażnicy są nazywani przez Nowaka „śmierdzielami”
i „głupkami”. Wielu z nich nie wytrzymuje napięcia i szuka pomocy u
psychologów. Zarząd Miasta i większość radnych umywa ręce. Radzą strażnikom
szukać sprawiedliwości w sądach.
Dwójkę strażników: Piotra Grabowskiego i Joannę Osiej zwolniono, bo nie
przeszli testów sprawności. Grabowski w ciągu minuty wykonał 40 pompek, ale
były one „zbyt płytkie”. Joanny Osiej nie dopuszczono do trzeciego etapu
sprawdzianu. Oboje to sprawne osoby. Ona od 4,5 roku uprawia judo. On
wcześniej pracował w żandarmerii wojskowej. W poprzednich latach za oblanie
sprawdzianu karano upomnieniem. W przepisach nie ma ani wzmianki o tym, że
testy sprawności w straży są obowiązkowe.
– Jesteśmy związkowcami i nie zgadzaliśmy się z tym, że komendant zrobił z
komendy prywatny folwark. Czarę goryczy przelała sprawa kostki. Nowak się na
nas mści – mówią zwolnieni.
Pracę straciła także Danuta Maruda, która przez kilka lat była w Straży
Miejskiej kadrową. Kiedy poskarżyła się w wydziale kontroli gliwickiego
magistratu na rażące nieprawidłowości w jednostce oraz podejrzenia o
fałszowanie dokumentów, została zwolniona. Twierdzi, że zamiast skontrolować
jednostkę, urzędnicy przetrzepali jej papiery.
Pani Danuta twierdzi, że w dniu zniknięcia kostki brukowej, szef kazał jej
sfałszować listę obecności. Na tej podrobionej wpisał sobie wcześniejszą
godzinę wyjścia z pracy. Z podejrzeń o kradzież został jednak oczyszczony i
wrócił na swoje stanowisko.
Komendant Nowak nie chciał rozmawiać z DZ. Powiedział „nie” i basta. Listę
pytań przesłaliśmy mu faksem do komendy. Zaprzeczył wszystkiemu:
„W kontaktach z podwładnymi i innymi osobami nie używam
określeń „śmierdziel”, bądź „głupek”. Nie zastraszam podwładnych. Strażnicy
nie płacą za żadne szkolenia, kandydaci do pracy w charakterze strażnika
miejskiego płacą za kurs podstawowy i czynią to z własnej woli.” •
Na odprawach Nowak wyzywa nas od śmierdzieli i głupków. Zwolnił dobrych
pracowników, związkowców, bez porozumienia z nami. Komendantem kieruje chęć
zemsty i urażona duma. Mści się na nas. To nasiliło się po aferze z kradzieżą
kostki brukowej. Kiedy go oczyszczono, opadły nam ręce – mówi Krzysztof
Kleczka, szef zakładowej organizacji związkowej.
Chce wykończyć związkowców. On zna tylko „prawo Nowaka”. To zemsta za to, że
nie tolerujemy patologii – dodaje Joanna Osiej, była strażniczka.
Była kadrowa Danuta Maruda długo tolerowała łamanie prawa przez Nowaka. W
końcu odważyła się iść na skargę do magistratu.
– Nasza główna księgowa straciła uprawnienia. Na polecenie komendanta
zatrudniłam na część etatu panią, która oficjalnie piastowała to stanowisko.
Widziałam ją tylko w dniu przyjmowania do pracy. Są podejrzenia, że wszystko
i tak podpisywała za nią była główna księgowa, w tym czasie sprawująca
funkcję zastępcy. Kiedy zrobiło się głośno o kradzieży kostki, ta pani
poprosiła o rozwiązanie umowy. Powstał problem, kto podpisze dokumenty.
Zastępczyni komendanta kazała mi „z tym coś zrobić”, bo „nie chciała się
mieszać”. To było niezgodne z prawem, jak zresztą wiele innych rzeczy w
jednostce – opowiada Maruda.
Maruda poszła do wydziału kontroli w Urzędzie Miejskim. Tam ją wysłuchano i
przysłano kontrolę. Tyle tylko, że kontrolerzy wzięli się za... kadrową:
wytknięto jej m. in., że na skargę do magistratu poszła bez zgody przełożonej.
– Prawdziwym powodem było odmówienie podpisania listy płac za czerwiec. Było
tam nazwisko księgowej zatrudnionej na polecenie komendanta głównej. W
czerwcu ani razu nie była w pracy – mówi Danuta Maruda.
I opowiada też o tym, jak wbrew prawu strażnicy na własny koszt badali się i
płacili za obowiązkowe szkolenia. Komendant zakazał jej wydawania pracownikom
zaświadczeń o ukończeniu kursów. Żeby mieć podkładkę, kazał Marudzie napisać
samej sobie naganę i włożyć ją do akt. Powód? Kadrowa rzekomo zagubiła
dokumenty.
Danuta Maruda twierdzi, że w czerwcu na polecenie szefa sfałszowała listę
obecności pracowników – właśnie w dniu, kiedy z terenu gliwickiego Centrum
Ratownictwa zniknęła kostka brukowa. Kostka trafiła na prywatną posesję
komendanta, a później cudownie się odnalazła. Na oryginalnej liście obecności
komendant „wypisał” się z pracy o godz. 15.30, na podróbce – dużo wcześniej.
Strażnicy spotkali się z komisją do spraw bezpieczeństwa. Na posiedzeniu nie
było kworum. Prezydent Frankiewicz w liście do przewodniczącego RM Stanisława
Ogryzka napisał, że spory pomiędzy komendantem a pracownikami powinny
załatwiać sądy pracy.
Ale na tym lista zarzutów podwładnych wobec Nowaka się nie kończy. Piotr
Grabowski i Joanna Osiej twierdzą, że zostali zwolnieni bo, że nie godzili
się na styl rządzenia komendanta. Oficjalnie przyczyną utracenia przez nich
pracy było niezdanie testów sprawnościowych. Grabowski miał robić zbyt
płytkie pompki, a Osiej nie dopuszczono do trzeciego etapu sprawdzianu.
Decyzja komendanta jest o tyle dziwna, że Grabowski raczej ułomkiem nie jest
(był kiedyś w żandarmerii wojskowej), a Osiej od ponad 4 lat ćwiczy judo.
Strażnicy przy przyjmowaniu do pracy muszą przechodzą dwa obowiązkowe
szkolenia. Muszą być sprawni umysłowo i fizycznie. Nigdzie jednak nie
napisano, że co roku powinni być poddawani testom sprawności. Nie dzieje się
tak ani w Katowicach, ani np. w Dąbrowie Górniczej. Nowak stworzył własny
regulamin: jego ludzie raz w roku w trzech podejściach muszą przebiec 1200
metrów, w minutę zrobić 40 pompek, 40 brzuszków i rzucić piłką lekarską na
odległość co najmniej 8 metrów. Jeszcze w ubiegłym roku niesprostanie testowi
oznaczało upomnieniem. W tym roku oznacza zwolnienie z pracy.
Co roku testy sprawnościowe przechodzą policjanci. Reguluje to rozporządzenie
komendanta głównego. Jeśli jednak nie zaliczą testu, mają szansę na poprawkę
i nie są z tego powodu wyrzucani z pracy.
Andrzej Nowak nie chciał rozmawiać z DZ – zażądał przedstawienia pytań na
piśmie, a odpowiedź przysłał faksem. Twierdzi, że nie używa wobec podwładnych
obelżywych słów i że ich nie zastrasza. Utrzymuje, że zwolnień pracowników
dokonał na podstawie przepisów, m.in. Ustawy o strażach gminnych, statutu
Straży Miejskiej w Gliwicach, regulaminu pracy. Wyjaśnia także, że zwolnieni
strażnicy na 7 dni przed terminem poprawki zostali pisemnie zapoznani z
konsekwencjami niezaliczenia testów.
Według Nowaka strażnicy nie płacą za żadne szkolenia, a kandydaci za kurs
podstawowy „płacą z własnej woli”. Za badania okresowe pracowników płaci
gliwicka straż. Osoba starająca się o przyjęcie do pracy wykonuje badania na
własny rachunek.
Komendant twierdzi też, że nieprawdą jest, iż wydał byłej kadrowej polecenie
sfałszowania listy obecności w dniu kradzieży kostki brukowej. Co prawda w
2000 r. nie wydano pracownikom zaświadczeń za kurs zlecony przez Straż
Miejską w Gliwicach, ale nikt nie protestował. Zapewnia też, że była kadrowa
wymyśliła sobie rzekomą naganę, bo z jej akt wynika, że nigdy nie była
karana. •
Kom. Jacek Sikora, ekspert ze Szkoły Policji w Katowicach:
- Wykonanie 40 pompek w minutę to bardzo trudne ćwiczenie. Prawidłowa pompka
polega na tym, że przy wyprostowanym tułowiu, wychodząc od wyprostowanych
ramion, uginamy te ramiona, aż między nimi a przedramionami powstanie kąt
ostry. Następnie wraca się do prostych ramion i znowu się je ugina. Nie
spotkałem się z pojęciem „płytka pompka”. Być może chodzi