Ciekawa jestem Waszej opinii, bo idę w środę do gin-endo z wynikami
badan,które mi zlecił. Ważne: Nigdy się nie leczyłam na tarczycę i
nie mam żadnych dolegliwości.
Mam FT3: 3,01 (norma 1,71-3,71), TSH: 1,482 (n: 0,350-4,940), FT4:
1,08 (n:0,70-1,48), czyli w normie, ale podwyższone przeciwciała:
anty-TPO: 387,05 (n: 0-5,61) i anty-TG: 37,87 (n: 0-4,11).
USG tarczycy: gruczol polozony typowo, dolne bieguny powyzej
wyciecia mostka. Utkanie niejednorodne. Cieśń szer. 5 mm. PRAWY płat
wym. 42x15x24 mm. LEWY wym. 55x11x13 mm. W dolnym biedunie zmiana
lita o wyrażnym zarysie granic, w 1/6 plynna o wm 13x10x8 mm. wezly
niepowiekszone.
[ I dla porownania mam USG sprzed 9 lat: plat prawy 20x26x49 mm i
plat lewy 21x21x42 mm, ciesn gr 7 mm. Echostruktura nieznacznie
podwyzszona jednorodna bez zmian ogniskowych. ]
Czy to oznacza Hashimoto? A jezeli tak to czy ma sens zaczynanie
jakiegos leczenia, choc NAPRAWDE NIE MAM TEERAZ ZADNYCH OBJAWOW?
Pisze 'teraz', bo w momencie wykonywania badania (4 mce temu) bylam
pod wplywem ogromnego, dlugotrwalego i wrecz niewyobrazalnego stresu
wywolanego koniecznoscia umieszczenia bliskiej osoby w szpitalu
(wbrew jej woli). Wtedy walilo mi serce i czulam niepokoj, ale
pozniej juz nie mialam takich objawow. A moze powinnam powtorzyc te
przeciwciala? Co sadzicie? Bo nie chcialabym wpakowac sie w branie
lekow, skoro nie mam dolegliwosci, wiec i motywacji

Sorry za tak
dlugiego posta. Jakie jest Wasze doswiadczenie? Co radzicie?