Bardzo proszę o pomoc. Z zamieszczonego na forum testu na niedoczynność mi
wyszło 30pkt, mojej mamie -24. Teraz zamierzam przypuścić atak w kierunku
jakiegoś lekarza. Skierowania raczej nie dostanę, bo moje hormony są w
normach. Ale ja widzę: ciągle jestem zmęczona, notorycznie mam zimne nogi, nic
nie jestem w stanie zrobić, rodzina chce mnie wysłać do psychologa, bo niby
mam depresję, a ja przede wszystkim jestem osłabiona i to jest jedyny powód
mojej depresji! Po za tym od zawsze jestem gruba! Nigdy nie byłam tak
szczupła, jak rówieśnicy. Do tego obie mamy opuchniętą twarz. Ja może trochę
mniej, ale też to widzę...
Zastanawiam się jeszcze nad zrobieniem tych przeciwciał antyTg i antyTPO, ale
jak znam życiem, to nic mi nie wyjdzie. Mi zazwyczaj nic nie wychodzi w
badaniach, chyba że jest już baaardzo źle. W poprzednich latach miałam
niedobory magnezu i żelaza. Obecnie zrobiłam sobie przerwę miesięczną w
żelazie i chcę zrobić ferrytynę.
Zastanawiam się jednak, jakie badania na
niedobory powinnam jeszcze zrobić? Bo w zasadzie innych nie robiłam. Wręcz
uważam, że będzie mi trudno niektóre zrobić, bo ja się jednak ratuję jakimiś
suplementami - witaminy musujące, teraz uzupełniam cynk (trafiłam z tym
cynkiem, bo paznokcie naprawdę zrobiły się dzięki niemu lepsze). Wcześniej
łączyłam moje objawy ze skutkami herbatek odchudzających, które wyniszczyły
mój organizm (tylko,że to było 6 lat temu), ostatnio podejrzewałam jakieś
choroby metaboliczne typu nietolerancje pokarmowe/celiakia... Ale przeciwciała
celiakowe nie wyszły i zapewne inne też nie wyjdą (wydaje mi, że nadal mam
problem z żelazem, które razem chyba z cynkiem odpowiada zdaje się za ilość
przeciwciał), a do gastrologa jestem umówiona dopiero we wrześniu.
Z moją mamą jest jeszcze ten problem, że ona ma pewne niepokojące mnie
symptomy - strasznie się poci na twarzy. Reszta ciała nie jest aż tak potliwa,
chociaż też się poci, ale z twarzy to się dosłownie jej rzeka leje!

Części
rzeczy nie może robić, bo wręcz z niej kapie! Lekarka (pierwszego kontaktu) na
razie kieruje się w stronę cukrzycy. Mama ma iść jutro/pojutrze zrobić cukier,
ale obiecała mi, że jak znajdę, jakie badania na niedobory ma zrobić, to się
nad nimi zastanowi.
W swoim przypadku postanowiłam się ratować, jak umiem. Od mniej więcej pół
roku biorę Kelp/jod/tran (wychodzę z założenia, że nawet jak na tranie piszą
tylko ilość kwasów nienasyconych, to jod też tam jakiś jest, choć może w
niewielkich ilościach). I chciałabym się zapytać, jak długo go można brać?
Pytam, bo... od wtorku zmieniłam Kelp na Spektrum (tabletki do ssania:
jod+witaminy) i dziwnie się po nim poczułam. Czułam ucisk górnej części szyi,
później trochę też dolnej. Dopiero wczoraj trochę przeszło. Do tego miałam
ogromnego powera, którego normalnie nie miewam, ale może to ze strachu, bo w
sprawie tarczycy to ja już trochę naczytana jestem i zdaję sobie sprawę z
możliwości Hashimoto i Greve-Bassedowej. Więc moje pytanie brzmi: czy biorąc
zalecane dobowe dawki jodu, mogłam przedawkować czy jest to raczej protest
tarczycy, że w Spektrum nie ma żelaza, które, jak słyszałam w Kelpie
występuje? Nie wiem, czy ten Kelp, który biorę (będzie trzeci tydzień, jak nie
biorę żelaza, a od wtorku, także Kelpu), to należy liczyć jako suplement z
żelazem i czy powinnam jeszcze dłużej odczekać z tym badaniem na ferrytynę?
Dodam jeszcze, że zawsze miałam za niskie ciśnienie, a jak przestałam brać
żelazo, to mam wrażenie, że ono jest jeszcze niższe i że to właśnie od tego...
Po wysiłku mam też czasami pulsowanie całego ciała - dolnej części szyi
również. Jak brałam gdzieś koło grudnia Plusza z jodem, to też miałam podobne
objawy, razem z pulsującą tarczycą.
Z góry dziękuję za okazane serce.