belkam
17.02.12, 23:23
Obecnie mam 32 lata. W wieku 17 lat rok byłam na Letroxie (po rodzaju leków wiem,że leczono mnie na niedoczynność, bo lekarz nawet mi nie powiedział co i jak). Po roku leczenia pojechałam na 2 tyg. nad morze i po powrocie ponoć cudownie wyzdrowiałam, bo TSH było ok i to wszystko...
i tak to zostawiłam, bo wiedzy nie miałam wówczas żadnej na ten temat, posłuchałam lekarza i zapomniałam o tarczycy.
Minęło parę lat i co jakiś czas sprawdzałam tsh u rodzinnego (zawsze była norma) i na tym się kończyło: "nie ma pani tarczycy, a objawy zawsze były.
I z biegiem lat czuję się fatalnie, mam mnóstwo objawów niedoczynności, bo robiłam test i przede wszystkim poczytałam więcej i jakoś mi ta tarczyca spokoju nie daje...
choć wyniki mam w normie. Poradźcie mi co mam robić,bo już sama nie wiem...
Moje wyniki z 5.01.2012:
TSH 1,453 (norma 0,380-4,310) poprzedni wynik jakiś rok wcześniej 0,89
FT4 12,72 (norma 10,60-21,00) 20,38%
FT3 4,85 (norma 3,20-5,90) 61,11%
i oczywiście wszystko w normie?
Jako 17-latka miałam stwierdzoną tarczycę z USG,mama też choruje na niedoczynność.
Dziewczyny poradźcie czy przy tych wynikach jest się czego obawiać, czy powinnam być leczona? Czy to nie ta droga??? Objawów mam mnóstwo, czuje się jak stara babcia, rano wstanę i już mam dość, tyje bez powodu, włosy wypadają i gdyby nie farby, to masakra jestem już tak siwiusieńka , mam mega sklerozę i całe mnóstwo objawów niedoczynności, a lekarze nie chcą mnie skierować do endokrynologa pomimo nawet tego,że się kiedyś leczyłam... wrrr Co o tym myślicie. Mam problem z tarczycą czy nie? Różnica między FT3 a FT4(60% i 20%) przy dobrym TSH może świadczyć o hashimoto??
Poradźcie mi czy mam problem czy szukam tej tarczycy u siebie niepotrzebnie?