konicz4
12.07.13, 10:50
Chciałabym poznac waszą opinię o moich wynikach i objawach.
Otóż rok temu w czerwcu miałam zapalenie ucha i od wtedy mniej więcej zaobserwowałam wiele denerwujących objawów. Przede wszystkim od sierpnia 2012 dręczą mnie szumy uszne - non stop. Przez 4 miesiące zażywałam Microser/Vertigen, ale to nie pomogło, takoż miłorzęb japoński.
Poza tym w tym roku przytyłam tak, że nie mieszczę się w niektóre ubrania z tamtego roku (i tak pozostałam w rozmiarze 38-40, ale w pasie mi przybyło centymetrów), co więcej jesienią tamtego roku stałam się bardzo zmęczona, senna już o godzinie 21 (!), było mi bardziej zimno niż innym (potrafiłam siedzieć w kurtce jak poszłam do ciotki, mimo że ona chodziła boso po domu), zaczęły mi bardziej wypadać włosy, teraz mam przerzedzone brwi, mniej więcej od roku mam bardzo skąpe miesiączki i mniej śluzu płodnego w cyklu, jestem drażliwa, płaczliwa przy "byle głupocie", rano miewałam spuchnięte palce, ciagle mam spuchniete powieki, od zawsze mój metabolizm nie działa na najwyższych obrotach (do codziennego wypróżniania mi daleko), no i mam dużo siniaków na nogach.
Najbardziej przeszkadzają mi chyba te szumy. Już myślałam, że mają coś wspólnego z przysadką mózgową, ale moje internetowe poszukiwania doprowadziły mnie do połączenia szumów z... hashimoto.
Przeczytałam gdzieś, że kobieta w wieku rozrodczym powinna mieć tsh w okolicach 1, a moje tsh w roku 2012 wynosiło 2,130 (cieszyłam się ze środka normy, bo moja mama miała 0,8). Tak więc w kwietniu tego roku zrobiłam badania krwi.
Wyszły tak: TSH 3,310 uIU/ml (0,270-4,200)
fT3 5,75 pmol/l (4-8,3) 40.70%
fT4 18,38 pmol/l (9-20) 85.27%
anty-TPO 151,90 IU/ml (<8,0)
(poza tym dość niskie WBC 4,5 K/uL przy normie 4,0-10,9 i PLT 190 K/uL przy normie 140-440 - to by tłumaczyło siniaki; reszta morfologii ok).
Lekarz rodzinny stwierdził, że wyniki są dobre, anty-TPO to mógł taki wyskok się zdarzyć, a z TSH w normie nie może mnie wysłać do endokrynologa...
Dobra, przeczytałam, że mój wynik a-TPO jest "nieswoisty", przy Hashimoto to powinien być >500. Zrobiłam więc badania na anty-TG, wyszło 244,70 przy normie <18,0.
Ogólnie rzecz biorąc teraz czuje się lepiej niż jesienią i w zimie. Ale mimo tego, że staram się wypijać dodatkowo 1,5 l wody mineralnej dziennie, żeby mój organizm nie zatrzymywał wody, to powieki mam podpuchnięte i wory pod oczami pozostały, nie puchną mi jednak rano palce. Poza tym objawy jw.
Ponad miesiąc temu zrobiłam usg tarczycy - nie ma zmian w miąższu, a wielkość: pr: 15x24x45mm l: 14x18x43mm (program wyliczył objętość 13.518 ml).
Próbowałam zarejestrować się do endokrynologa prywatnie, ale rejestracja jest tylko jednego dnia rano, a nie zawsze mogłam wtedy dzwonić, a moje próby przez 3 tygodnie spełzły na niczym - ciągle zajęte (jak zadzwonię innego dnia to sekretarka mówi, żeby dzownić "wtedy a wtedy o 8").
Wydaje mi się, że moje wyniki nie są takie złe, może fT3 trochę mniej niżby wypadało, no i te przeciwciała... Wiem, że samopoczucie to sprawa indywidualna, a lekarze często je lekceważą, jak są "normy", ech. Doradźcie więc, czy "dobijać się" do endo, czy moje "problemy" to pikuś i szkoda kasy na lekarzy.