Witam Was wszystkich. Może ktoś jest w podobnej sytuacji... Po ciąży biochemicznej zaczęłam szukać "winowajcy". Jako, że moja mama ma niedoczynność tarczycy to tarczycę jako pierwszą zaczęłam podejrzewać. Zrobiłam wyniki sama z siebie i oto co wyszło:
TSH 10.02 - 4,505 (norma 0.55 -4.78)
FT3 10.02 - 5,56 (norma 3.5 -6.5)
FT4 10.02 - 15,18 (norma 11.5 -22.7)
Mój ginekolog powiedział żeby się tym TSH nie martwić bo hormony tarczycy są w normie. Powiedział, że jeśli chcę się uspokoić to żeby zrobić przeciwciała i ewentualnie USG. Badania krwi zrobiłam i wyszło tak:
TSH 31.03 - 4,404 (norma 0.55 -4.78) widać, że spada...
Anty-TPO 31.03 <28 (norma <60)
Anty-TG 31.03
231.7 (norma <60)
Prolaktyna 16,84 (norma dla nieciężarnych: 2.8 - 29.2)
Na USG dopiero czekam ale strasznie zaczynam się martwić tym co czytam. Objawy w sumie mam ale może na siłę ich szukam... W 2009 roku przytyłam ok 8 kg i od tamtej pory nie mogę schudnąć. Na szczęście udaje mi się utrzymać wagę na poziomie 68 kg. Jestem wiecznie zmęczona, mam suchą skórą, suche włosy, podkrążone oczy. Okresy jak najbardziej regularne.
Czytałam, że przy Hashimoto to te przeciwciała TPO powinny byc podwyższone a ja mam w normie... Już sama nie wiem co o tym myśleć... Może ktoś pomoże mi się uspokoić. Planujemy dzidzię a to wszystko zaczyna mnie bardzo martwić...