jak już napisałam warto zobaczyć i jeśli ktoś ma możliwość to kilka razy w roku. okolica piekna, ceny wschodnioniemiecke, poza sezonem cala masa noclegów (okolica wodna - tu jeżdżą na weekendy i wakacje Berlińczycy). oprócz ogrodu Foerstera olbrzymie założenie ogrodowe Palacu Sanssouci. wstęp do ogrodu za friko, sklep - wiadomo.
tu możecie zobaczyć plan ogrodu.
część centralna
A, najbardziej spektakularna, to słynna niecka, gdzie rosną wszystkie wodolubne i jest bajorko z
żabamy.
B - to wiosenny ogród z wiadomych względów mniej atrakcyjny,
C - niedostępna część prywatna z trawniczkiem, rzeźbami, miejscami do
przysiadnięcia,
D - ogród jesienny gdzie szykowały się do zakwitnięcia chryzantemy i marcinki,
E - ogród kamienny czyli skalniak wśród olbrzymich drzew.
my przyjechaliśmy pod wieczór, musieliśmy się streszczać przed zamknięciem sklepu wiec obeszliśmy sobie spacerkiem, chłonąc całość nie wnikając za bardzo w szczegóły. to był czas kwitnięcia liliowców, przetaczników, monard, floksów, rudbekii, szałwii, host, róż i wszelkich możliwych letnich, zaczynały kwitnąć dalie. wszystko pięknie utrzymane, wszystkie rośliny opisane, widać codzienna ciężką prace. zero ludzi, oprócz nas jakaś tubylczyni z książką no i Frausturmbannführer strażniczka, o której niżej.
jeden bemol, przy wejściu do ogrodu tablica informacyjna, wyłącznie po
miemiecku, gdzieś z brzegu narysowany znaczek "zakazu fotografowania" z wyjaśnieniem, mój szprechający chłop przetłumaczył, ze zabrania się robienia zdjęć profesjonalnych takich ze statywem, które mogą być wykorzystane w publikacjach, ani słowa o aparatach-idiotach. dysponując tylko takim idiota robię zdjęcia i nagle słyszę pukanie w szybę ale nikogo za ta szyba nie widzę oprócz porcelanowego kota. chodzę sobie dalej i pstrykam i nagle widzę kobietę w wieku balzakowskim lubieżnie rozwalona na jednej z ławek, obserwująca nas spoza ciemnych okularów. gdy przechodzimy obok pani wydaje z siebie bulgot. zrozumiałam, ze to do mnie i mojego aparatu. oczywiście olałam ten fakt i zdjęcia robiłam dalej, Frau pojęła, ze gadamy w niezrozumiałym narzeczu i już nie próbowała bulgotać dalej ale enerdówkiem powiało mocno. moje zdjęcia są niestety słabe ale pewnie gdybym miała "normalny" aparat to Frau wyrwała by mi go z reki. w sklepie zupełnie inny klimat, obsługują dwie młode, uśmiechnięte, gadające językami panny, które NRD znają z tv.
okolica urocza, można podjechać pod sam ogród samochodem a można od innej strony dojść uliczka, przy której urokliwe domki a ogródki obsadzane roślinami zakupionymi po sąsiedzku.
reszta tu
zdjęcia z innych por roku można obejrzeć np. tu
www.panoramio.com/photo/70754436
www.panoramio.com/photo/70754329
www.panoramio.com/photo/70754357
www.panoramio.com/photo/70754374
www.panoramio.com/photo/72359817