Dodaj do ulubionych

autoagresja

25.07.04, 18:46
i znów mnie nosi, zeby sobie coś zrobić..
wróciła fascynacja ostrymi przedmiotami..
nożyk łagdnie tnący moją skórę..
przeliczyłam po raz kolejny kolorowe pastylki
w których ponoć zamknięte jest moje szczęście..

co zrobić jesli nie można inaczej?
co zrobić kiedy mysli nie dają spokoju?
kiedy każda próba skierowania emocji na zewnątrz to poczucie winy..
i jeszcze gorzej..
jesli tylko w ten sposób można osiągnąć spokój..
Obserwuj wątek
    • looserka Re: autoagresja 25.07.04, 18:50
      nevada_blue napisała:


      > jesli tylko w ten sposób można osiągnąć spokój..
      >
      >

      ...a jeśli nie?
      • cafe_lorafen Re: autoagresja 25.07.04, 19:11
        Nevadka a ja sobie ywszarpalam skore spod paznokcia i znowu mam rane, palce
        pogryzione, rany porozdrapywane.
        Brzydka teraz jestem.
        Ja to robie nieswiadomie, ale Ty chcesz swiadomie sie okaleczac ?
        Juz do apteczki cos na uspokojenie lyknac !
        A poza tym chyba najlepiej zrobisz jak pozawracasz jutro glowe psychiatrze.

        P.S. Nie rob niczego, czego ja bym nie zrobila :)))
        • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 20:08
          ja do tej pory podrapałam sobie ramiona - sa cale opuchniete..
          i poklułam nadgarstek szpilka..
          to nie do konca ja..
          po prostu mysli sa zbyt silne..
          nie da sie nad nimi panowac..
          probowałam..

          nie moge iść jutro do lekarki - dzieli mnie od niej 400 km..
          nie mam doraźnych uspokajaczy..
          tylko leki przeciwlękowe..
          one nie na to nie działają..
          • elaenna Czy zauważyłaś... 25.07.04, 20:55
            kiedy dopada Cię potrzeba (przymus) kaleczenia się. W jakich sytuacjach? Czy
            nie wtedy, kiedy jesteś bezczynna, nie masz nic pilnego do zrobienia? Kiedy
            masz wolne ręce?
            Mnie się kiedyś coś podobnego zdarzało w takich sytuacjach. Nie używałam
            narzędzi, tylko własnych paznokci.
            Pozdro
            Elżbieta
            • rzeznia_nr_5 Re: Czy zauważyłaś... 25.07.04, 21:13
              elaenna napisała:

              > Czy nie wtedy, kiedy jesteś bezczynna, nie masz nic pilnego do zrobienia?
              > Kiedy masz wolne ręce?
              > Mnie się kiedyś coś podobnego zdarzało w takich sytuacjach.


              Znaczy z nudów tak?Bo tak by wynikało z tego co napisałaś.
              • orlando10 Re: Czy zauważyłaś... 25.07.04, 21:16
                rzeznia_nr_5 napisał:

                > Znaczy z nudów tak?Bo tak by wynikało z tego co napisałaś.

                Heh, rzeźnia, miałam napisać to samo :-)
              • elaenna Nic podobnego!!! 25.07.04, 21:25
                Nawet mi do głowy nie przyszła taka sugestia!!!
                Przypuszczam (po sobie), że w momencie braku jakiejś celowej aktywności
                fizycznej lub umysłowej, zaczynają dochodzić do głosu mechanizmy autoanalizy,
                które podświadomość próbuje usunąć, podsuwając potrzebę skierowania uwagi np.
                na ból. Lub jakiś podobny mechanizm. Zauważyłam przez lata nerwicy,
                że "niesytuacyjne" lęki pojawiały się wtedy, kiedy przestawałam być aktywna,
                miałam czas na wypoczynek. Stąd zresztą, tak sądzę, była kompulsywna praca -
                była to ucieczka od siebie, od swoich myśli o sobie, od próby zagłębienia w
                siebie.
                I dlatego pytałam.
                Nie obrażę się na Ciebie, Rzeźnia, tylko dlatego, że mnie nie znasz i sądzisz,
                że mogłabym sobie robić jaja z bardzo poważnego problemu.
                Pozdro
                Elżbieta
                • nevada_blue Re: Nic podobnego!!! 25.07.04, 21:48
                  kiedy?

                  kiedy mnie coś zezłości - nie umiem kierowac złości na zewnatrz..
                  kumuluje ją w sobie..
                  podonie jak inne negatywne emocje..
                  nawet krzyczeć nie potrafie..

                  kiedy się czegoś boję..
                  a boję się życia..
                  przyszłości..
                  ludzi..

                  historia samookaleczeń sięga u mnie czasów podstawówki..
                  podobnie jak moja nerwica - jeśli to nerwica, bo diagnozy nie mam..
                  teraz jestem na studiach..
                  kiedyś kaleczyłam sobie twarz..
                  w styczniu pierwszy raz wzięłam do ręki nożyk..

                  te myśli..
                  przychodzą co jakiś czas, "napadowo"..
                  dręczą kilka dni aż stają się zbyt silne..
                  wtedy biorę nożyk..
                  może być igła, cyrkiel..
                  albo własne paznokcie..
                  i po jakimś czasie znów jest spokój..

                  aż do następnego razu..
                  • elaenna Wiele osób nie potrafi uzewnętrzniać swoich uczuć. 25.07.04, 22:00
                    Na pewno możliwość "wydalenia" z siebie złości, lęku, agresji rozładowuje je.
                    Ale wiem, że nie jest łatwo się tego nauczyć.

                    > te myśli..
                    > przychodzą co jakiś czas, "napadowo"..
                    > dręczą kilka dni aż stają się zbyt silne..

                    Jakie myśli? Możesz napisać?

                    Czemu nie próbujesz skonsultować się z lekarzem? Jesteś na studiach, więc masz
                    chyba dostęp do lekarza akademickiego.
                    Być może rozwiązanie Twojego problemu nie jest takie trudne. Po co się męczyć?

                    Pozdrawiam
                    Elżbieta

                    • nevada_blue Re: Wiele osób nie potrafi uzewnętrzniać swoich u 25.07.04, 22:14
                      myśli: natretne, nie dające się przegonić, nie pozwalające się na niczym
                      skupić..
                      noż na moim ciele, ostrze łagodnie, powoli przecinające skórę, pragnienie, ból,
                      potem krew, jest w tym coś pociagającego, fascynującego..
                      i ten spokój..

                      jestem pod opieką lekarza od końca marca..
                      lekarka wie o samookaleczeniach i próbach samobójczych..
                      zapowiedziała mi psychologa od października..
                      dopiero, bo studiuję w innym mieście niż mieszkam i na wakacje wracam
                      do "domu"..
                      teraz dzieli mnie od niej prawie 400 km..
                      • insignificant Re: Wiele osób nie potrafi uzewnętrzniać swoich u 25.07.04, 22:17
                        sorry ,ze powiedzialem cos glupiego:((ale czasem chcialbys sie pociac,a jakos
                        brak mi tej odwagi...
                      • elaenna Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:34
                        Sądzę, że moja i Twoja sytuacje bardzo się różnią.
                        Nie wiem, jak Ci pomóc. Czy nie masz żadnego kontaktu ze swoją lekarką,
                        telefonu? W końcu psycholog to nie student, nie ma wakcji od czerwca do
                        października. Może udałoby się coś przyspieszyć, gdybyś powiedziała lekarce, że
                        nie radzisz sobie, a leki nie pomagają.
                        A czy w miejscowości, w której mieszkasz (albo w sąsiedztwie) nie ma poradni
                        zdrowia psychicznego? Może tu udałoby się coś zwojować? Może z resztą idź do
                        zwykłego internisty, może on Ci coś przepisze.
                        Mam wrażenie, że będzie Ci bardzo trudno dociągnąć do października. Z Twoich
                        listów ja odbieram nie tylko przymus kaleczenia się, ale wręcz fascynację tym.
                        Bez wątpienia potrzebujesz pomocy. Czy nie ma w Twoim otoczeniu kogoś, komu
                        mogłabyś zaufać, poprosić o wsparcie?

                        Jeśli tylko świadomość, że ktoś z daleka Cię wspiera, ma jakiekolwiek znaczenie
                        dla Ciebie, to wiedz, że ja to robię. Bardzo Ci współczuję.

                        Trzymaj się!!!
                        Pozdrawiam
                        Elżbieta


                        • rzeznia_nr_5 Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:39
                          elaenna napisała:


                          > Nie wiem, jak Ci pomóc. Czy nie masz żadnego kontaktu ze swoją lekarką,
                          > telefonu? W końcu psycholog to nie student, nie ma wakcji od czerwca do
                          > października. Może udałoby się coś przyspieszyć, gdybyś powiedziała lekarce,że
                          > nie radzisz sobie, a leki nie pomagają.


                          Lekarza,lekarza a to są durne rady.Nie masz nic do powiedzenia to tylko:do
                          lekarza.A lekarz co niby zrobi?Najwyżej w psychiatryk wyśle bo co innego
                          poradzi niby.Zresztą już była napewno u lekarza i mu o tym powiedziała.
                          • insignificant Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:40
                            a ja musze chyba na psychoterapie bzdurna pojsc aby zwalczyc te leki yeee
                            • rzeznia_nr_5 Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:42
                              insignificant napisał:

                              > a ja musze chyba na psychoterapie bzdurna pojsc aby zwalczyc te leki yeee


                              Nie będą te to będą inne.Pozbędziesz się jednego problemu to ujrzysz kolejne.
                              • an_a1 Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:58
                                Zamknij oczy, ujrzysz rzeczy, jakimi są...
                                Ana
                            • aneta10ta Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:57
                              Maniakalnie wręcz polecam!
                              Aneta
                          • aneta10ta Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:56
                            Coś ttzeba robić. Nie można się chlastać bez końca!
                            A lekarze, no cóż, bywają różni. Na moim oddziale zwoływanie konsylium nie jest
                            niczym wyjątkowym.
                            Aneta
                          • elaenna A Ty masz lepszy pomysł? 25.07.04, 22:57
                            To go podaj.

                            E.
                            • rzeznia_nr_5 Re: A Ty masz lepszy pomysł? 26.07.04, 00:21
                              elaenna napisała:

                              > To go podaj.
                              >


                              Nie ale to jest żadna rada.Już lepiej zamknąć buzię.
                        • nevada_blue Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 22:49
                          nie mam żadnego kontaktu z moją lekarką w tej chwili..
                          najwcześniej zobaczę się z nią we wrześniu..
                          tu mogłabym pójść do poradni, ale się boję..

                          widzisz, moi rodzice o niczym nie wiedzą..
                          i chcę, żeby tak pozostało..
                          kiedy jestem tam - gdzie studiuję - czuję się swobodniej..
                          tu boję się zrobić krok gdziekolwiek..

                          fascynacja..
                          widzisz, tu chodzi o ten spokój..
                          cudowny, cichy spokój..
                          choć na chwilę..

                          nie chodziło mi o współczucie..
                          chciałam tylko z kimś o tym porozmawiać..
                          nie bardzo mam z kim..
                          • aneta10ta Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 23:02
                            A my na forum to pies?
                            Aneta
                            • nevada_blue Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 23:05
                              miałam na myśli w realu Anetko :)
                              dlatego to tu piszę, bo poza forum nie bardzo mam z kim porozmawiać..
                              • aneta10ta Re: Bardzo trudna sytuacja! 25.07.04, 23:08
                                Jeśli Ci to robi rożnicę... Syty głodnego nie zrozumie, a tu wszystscy jesteśmy
                                jak w rodzinie.
                                Aneta
                          • elaenna Mieszkasz w małej miejscowości? 25.07.04, 23:06
                            Jeśli tak, to zrozumiałe, że masz ograniczone możliwości zwrócenia się
                            anonimowo do lekarza.
                            Nie wiem, czy to dobrze, że Twoi Rodzice nie wiedzą o Twoich problemach, ale to
                            Twój wybór.
                            Pewnie z tych samych powodów nie chcesz podzielić się nimi z nikim ze
                            znajomych?
                            Piszesz, że pragniesz spokoju. Rozumiem, że ogarnia Cię on wtedy, gdy potniesz
                            się, natrętne myśli odchodzą, bo zaspokoiłaś ich imperatyw. Czy tak jest?
                            E.
                            • nevada_blue Re: Mieszkasz w małej miejscowości? 25.07.04, 23:15
                              moja miejscowość nie jest taka mała..
                              ale moją mamę zna tu wielu ludzi..

                              mieszkam zaraz niedaleko sporego miasta wojewódzkiego..
                              mogłabym pójść tam..
                              ale się boję..
                              no bo co? zaproponują psychiatryk, co innego?
                              do szpitala nie pójdę..

                              nie mogę powiedzieć o tym rodzicom..
                              po prostu nie..
                              mam paru zaufanych znajomych, ale w tej chwili są oni daleko..
                              poza tym nie mogą mnie przecież pilnować bez przerwy..

                              tak jest właśnie - schemat:
                              przychodzą myśli - dręczą mnie czasem przez kilka dni - w końcu stają się zbyt
                              silne - poddaję się im - gdy się tnę przychodzi spokój - to trwa kolejne kilka
                              dni - potem przechodzi - do następnego razu..

                              ostatni raz "napadło" mnie miesiąc temu..
                              teraz wróciło..
                              • elaenna Skoro lekarz akademicki Cię nie zamknął, 25.07.04, 23:49
                                to i inny może nie będzie taki wyrywny. Może, przynajmniej na razie, do
                                października, dałby Ci jakieś prochy...

                                Wiesz, wydaje mi się, że jest szansa, by te myśli nie wracały. Na pewno
                                przyzwoita psychoterapia mogłaby usunąć przyczynę takich myśli, niepokoju,
                                przymusu. Tyle, że to wymaga czasu. Dopiero w październiku (i to jak dobrze
                                pójdzie - bądźmy realistami) będziesz mogła zacząć tę psychoterpię. Do tego
                                czasu możnaby podjąć jakieś działania doraźne - brać lekarstwa. Jest ich tyle,
                                że na pewno coś się da dobrać. Leki pewnie nie usuną przyczyny, ale złagodzą
                                objawy - przestaną nachodzić Cię natrętne myśli, wróci spokój. Czyż nie tego
                                potrzebujesz?

                                Przemyśl możliwość pójścia do jakiegoś lekarza w mieście wojewódzkim, gdzie
                                nikt Cię nie zna. W zakresie leczenia psychiatrycznego nie obowiązuje żadna
                                rejonizacja, więc nie będzie z tym kłopotu. Pogadaj z lekarzem. W końcu, co Ci
                                szkodzi? Najwyżej nie weźmiesz tego, co Ci przepisze, jeśli uznasz, że to nie
                                dla Ciebie.

                                Ale sądzę, że w ten sposób, stosunkowo prosty, mogłabyś sobie bardzo pomóc. Co
                                o tym myślisz?

                                E.
                                • nevada_blue Re: Skoro lekarz akademicki Cię nie zamknął, 26.07.04, 00:17
                                  lekarka dwa razy proponowała mi szpital, ale odmówiłam..
                                  boję się, że rodzice mogliby się dowiedzieć..
                                  nie mam ochoty z nimi o tym rozmawiać..

                                  nie znam tu lekarzy - to raz
                                  dwa - nie stać mnie na prywatnego, a państwowo się dość długo czeka..
                                  to potrwa tylko kilka dni..
                                  i potem znów będzie spokój..
                                  nie sądzę, żebym w tym czasie znalazła tu lekarza..
                                  • elaenna Nie za bardzo mnie przekonuje Twój sposób myślenia 26.07.04, 00:40
                                    Po pierwsze, jakkolwiek rozumiem Twoją niechęć do podzielenia się z rodzicami
                                    Twoimi problemami, to jednak w końcu jesteś dorosła i lęk przed nimi jest już
                                    nieuzasadniony. A odnoszę wrażenie, że bardziej zależy Ci na zachowaniu
                                    pozorów "grzecznej córeczki" wobec nich, niż na zadbaniu o własny interes.
                                    Przecież ani podjęcie leczenia, ani pobyt w szpitalu nie narazi Cię na karę z
                                    ich strony. W końcu są Twoimi rodzicami. A rozmawiać o szczegółach z nimi nie
                                    musisz. Zadbaj o siebie!

                                    I druga sprawa - jest jeszcze lipiec. Do października zostało ponad 2 miesiące.
                                    Przez ten czas może się dużo wydarzyć. To, że nie znasz żadnych lekarzy, to
                                    może nawet i dobrze. Często łatwiej rozmawia się z ludźmi obcymi. niż
                                    znajomymi.

                                    Piszesz, że "to potrwa tylko kilka dni i potem znów będzie spokój". Może i tak,
                                    ale ile razy ten cykl powtórzy się do października?

                                    Z tego, co napisałaś, odpowiadając lirze korbowej (boshe, kto wymyślił taki
                                    nick!), wynika, że ta tendencja do okaleczania się trwa już ile? 10 lat? Czy,
                                    kiedy byłaś dzieckiem, też robiłaś to pod wpływem natrętnych myśli? Czy były
                                    tej samej treści, co te obecne?

                                    A wtedy, kiedy mama ostrzegła Cie, że będziesz miała ślady na twarzy, co
                                    odpowiedziałaś?

                                    E.

                                    • lira_korbowa Mały wtręt w obronie nicka 26.07.04, 00:56
                                      Dlaczego, ach dlaczego moja lira tak Ci się nie podoba?? Notabene niczego nie
                                      trzeba było wymyślać - lira korbowa (inaczej organistrum), średniowieczny
                                      instrument smyczkowy - jak najbardziej istnieje! I ładnie gra...
                                      • elaenna Ach, instrument, w rzeczy samej, piękny. 26.07.04, 01:03
                                        Nie wątpię, że i Ty jesteś piękna:-) Ale zwróć uwagę, jak strasznie
                                        nieporęcznie odmienia się ten nick przez przypadki. Stąd me westchnienie.
                                        Głównie zresztą na niedoróbki polskiej gramatyki, które w takiej sytuacji
                                        wymagają odmiany imion własnych.
                                        Nie przyjmuj, proszę, mego westchnienia do siebie. Postaram się przyzwyczaić:-
                                        )))
                                        Pozdrawiam i dobranoc
                                        Elżbieta
                                    • nevada_blue Re: Nie za bardzo mnie przekonuje Twój sposób myś 26.07.04, 10:15
                                      kiedy byłam mała robiłam to mimowolnie, nie rozumiałam dlaczego i co robię..
                                      prawdopodobnie tendencja do samookaleczen utrwaliła się, zmieniła tylko formę..

                                      rzeczywiście bardzo mi zależy na utrzymaniu pozorów..
                                      nie chce sie wdawać z nimi w jakiekolwiek rozmowy na ten temat..
                                      po prostu nie..

                                      do lekarza spróbuję się zgłosić..
                                      chociaż nie wierzę, że to miałoby coś zmienić..
                                      a do szpitala nie pójdę..
                              • lira_korbowa Re: Mieszkasz w małej miejscowości? 25.07.04, 23:53
                                Twierdzisz, że nie możesz powiedzieć rodzicom. A jak Ci się udało przed nimi
                                ukryć swoje autoagresywne działania, w szczególności owe dwie próby samobójcze
                                (brrrr)? Myślisz, że się mama nie domyśla, nie martwi?
                                Może jednak trzeba porozmawiać?
                                • nevada_blue Re: Mieszkasz w małej miejscowości? 26.07.04, 00:08
                                  nie umiem rozmawiać ze swoimi rodzicami - nigdy tego nie robiłam..
                                  jestem grzeczną córeczką dobrych rodziców, która nie ma problemów..
                                  poza tym to nie miałoby sensu..
                                  ojciec by mnie tylko dobił, matka miałaby poczucie winy, że coś źle zrobiła..
                                  a ja byłabym znów wściekła na siebie..

                                  to nie problem ukryć się kiedy do "domu" wraca się tylko na wakacje..
                                  bo studiuję w innym mieście niż mieszkam i przez większą część roku jestem
                                  gdzie indziej.. obie próby miały miejsce w tym roku, rodzice nic o nich nie
                                  wiedzą.. obie były lekowe - budziłam się dobę lub dwie potem w marnym stanie,
                                  ale nie zgłaszałam nigdzie ze strachu, żeby nie powiadomili rodziców..

                                  oni nawet nie domyslaja sie, że ich córka ma depresję i bierze leki..
                                  pociełam kostki, żeby nie było widać..
                                  zresztą kiedyś kaleczyłam sobie twarz..
                                  wiedzieli o tym..
                                  to ciągnęło się parę lat..
                                  nie było na ten temat rozmowy..
                                  mama tylko zapytała mnie kiedyś czy jestem świadoma, że to samookaleczenia i
                                  żebym do niej nie przychodziła potem z pretensjami, ze mam pokiereszowaną
                                  twarz..
                                  miałam wtedy jakieś 12 lat - nie rozumiałam tego, co robiłam..
                                  teraz też chyba nie do konca rozumiem..
                                  • lira_korbowa Re: Mieszkasz w małej miejscowości? 26.07.04, 00:36
                                    > nie umiem rozmawiać ze swoimi rodzicami - nigdy tego nie robiłam...
                                    No właśnie... a może już czas spróbować? Rodzice też nie umieją - ale to nie
                                    znaczy, że nie chcą.

                                    > ojciec by mnie tylko dobił, matka miałaby poczucie winy, że coś źle zrobiła...
                                    Skąd ta pewność? To nie jest ani Twoja wina, ani tym bardziej matki. Tylko
                                    choroby, o którą nikt się nie prosił. Jesteś pewna, że rodzice by nie
                                    zrozumieli?

                                    > mama tylko zapytała mnie kiedyś czy jestem świadoma, że to samookaleczenia i
                                    > żebym do niej nie przychodziła potem z pretensjami, ze mam pokiereszowaną
                                    > twarz..
                                    > miałam wtedy jakieś 12 lat - nie rozumiałam tego, co robiłam..
                                    Ja rozumiem, że po takim tekście schowałaś się do skorupy. Ale minęło tak dużo
                                    czasu od tamtej pory... przechowujesz w pamięci to, co wtedy odebrałaś.

                                    Nie gniewaj się, że Ci nie przytakuję, nie denerwuj, że "bronię" rodziców, bo
                                    nie o ich komfort mi chodzi. Owszem, wyrosłam z wieku studenckiego, swoje też
                                    przeżyłam, i próbuję patrzeć z tej perspektywy. Może warto zwrócić się o
                                    wsparcie do rodziców? Jakoś nie wierzę, że mogą chcieć źle dla własnej córki,
                                    albo że jest im ona tak dalece obojętna. Ale skąd mają wiedzieć, co jets grane?
                                    Trochę chaotycznie piszę, ale na gorąco.
                                    pozdrawiam - L.

                                    • nevada_blue Re: Mieszkasz w małej miejscowości? 26.07.04, 10:23
                                      nie twierdzę, że rodzice się o mnie nie martwią czy że jestem im obojętna..
                                      nie jestem..
                                      dbali i dbają o mnie jak potrafili najlepiej..
                                      szczególnie mama..
                                      po prostu ja nie umiem z nimi rozmawiać..
                                      nigdy nie przychodziłam do nich ze swoimi problemami..
                                      poza tym znam ich 20 lat - potrafię szczegółowo przewidzieć ich reakcję..
                                      nie chcę z nimi rozmawiać..
                                      boję się tego..
                                      • elaenna No właśnie... 26.07.04, 11:00
                                        >nie chcę z nimi rozmawiać..
                                        >boję się tego..

                                        Może tu jest pies pogrzebany. Boisz się. Czego się boisz? Konfrontacji?
                                        Odrzucenia? Obojętności, zlekceważenia, tego, że mogliby się zmartwić, zmienić
                                        o Tobie opinię?
                                        Mówisz, że dobrze ich znasz. Czy na pewno? Siebie też dobrze znasz? Potrafisz
                                        powiedzieć, dlaczego się tniesz?
                                        Dlaczego odrzucasz szansę, jaką jest skorzystanie z pomocy osób, które Cię
                                        kochają tak, jak potrafią, choć może nie potrafią tej miłości okazać tak, jak
                                        Ty tego potrzebujesz?
                                        I czy odrzucając tę pomoc jesteś pewna, że poradzisz sobie sama?
                                        Czy jest tak, że kiedyś, dawno temu zranili Cię (jedno albo oboje) tak, że
                                        zamknęłaś się przed nimi?

                                        Wiesz, mam córkę trochę starszą od Ciebie. Bardzo ją kocham. Nigdy świadomie
                                        nie zrobiłam (i nie zrobię) niczego, co mogłoby ją skrzywdzić. Ale czy nie
                                        zrobiłam czegoś nieświadomie? Czegoś, co ją mogło zranić? Nie wiem. Ale nie mam
                                        pewności.
                                        Spróbuj pomyśleć o próbie porozmawiania z rodzicami, może tylko z mamą.
                                        Twoje "nie, bo nie" zamyka usta rozmówcy, ale Ty możesz porozmawiać ze sobą na
                                        ten temat.

                                        Pozdrawiam
                                        E.

                                        • nevada_blue Re: No właśnie... 26.07.04, 11:16
                                          boję się konfrontacji - nie umiem z nimi rozmawiać, zaraz mam ochotę płakać i
                                          jestem brana za histeryczkę, która wymysla sobie problem..
                                          poza tym nie chcę ich martwić..
                                          szczególnie mamy..
                                          miałabym potem straszne poczucie winy..

                                          proszę, zamknijmy temat moich rodziców..
                                          nie porozmawiam z nimi i tak..
                                          nie mam tyle odwagi..
                                          w wątku głównym pytałam jak sobie poradzić z uzewnetrznianiem emocji..
                                          jeśli na samą myśl o ich wyrażeniu mam poczucie winy..
                                          • grof Re: No właśnie... 26.07.04, 12:06
                                            Witaj Nevadko!

                                            > w wątku głównym pytałam jak sobie poradzić z uzewnetrznianiem emocji..
                                            > jeśli na samą myśl o ich wyrażeniu mam poczucie winy..

                                            Niestety myślę, że sama sobie nie poradzisz. I na pewno na forum też takiej
                                            rady nie otrzymasz. Jedynym wyjściem jest psychoterapia... szkoda, że dopiero
                                            od października...
                                            Tymczasem, jedynym wyjściem jest chyba rozmowa z nami, skoro nie masz nikogo, z
                                            kim mogłabyś porozmawiać na żywo... Może to przyniesie Ci choć trochę ulgi...
                                            Tak bardzo chciałabym Ci jakoś pomóc, ale nie potrafię...
                                            G.
                                          • eulogete Re: No właśnie... 26.07.04, 12:20
                                            Nevado, chciałabym ci jakoś pomóc, choć nie bardzo wiem jak...
                                            Wydaje mi się, że powinnaś spróbować pójśc do psychiatry, może w tym wiekszym
                                            mieście - może uda ci się trafić bez wcześniejszej rejestracji. Może skoro nie
                                            radzisz sobie z rozmową z rodzicami, a najwyraźniej kontakty z nimi nie robią
                                            ci dobrze, nie warto u nich spędzać całych wakacji?

                                            Wiesz, wydaje mi sie że skoro rodzice nie zareagowali na twoje samookaleczanie
                                            sie kiedy byłaś dzieckiem, to mają powód do poczucia winy niezależnie od tego,
                                            czy powiesz im to czy nie.

                                            I ostatnia sprawa: czy skoro poprzedni taki napad samookaleczania był mniej
                                            wiecej miesiac temu, to czy nie wiąze się z napięciem przedmiesiączkowym?
                                            • nevada_blue Re: No właśnie... 26.07.04, 13:56
                                              ostatni "napad" związany był z sytuacją stresową - sesja - "radością" z powodu
                                              końca roku akademickiego i powrotem do "domu" oraz krótkim konfliktem na
                                              Duplikacie.. przeniosłam tamte złe emocje na siebie..

                                              nigdy nie odczuwałam tzw. PMS i samookaleczanie również się z nim nie wiąże..
                                              nie potrafię jedynie powiedzieć dlaczego to wróciło teraz..
                                              • eulogete Re: No właśnie... 26.07.04, 14:17
                                                Hmmm
                                                trzy lata temu udało mi sie wytrzymać z moją mamą prawie dwa tygodnie, po czym
                                                nabyłam bilecik powrotny do domu i wróciłam stwierdzajac ( w duchu) że dłużej
                                                nie zdzierżę,
                                                ostatnio jakby moja tolerancja wzrosła, ale widujemy się co najwyżej po 3 dni...
                                                Całe wakacje? niewykonalne.
                                                Stara baba ze minie a nie umiem z własna matką rozmawiać o ważnych dla mnie
                                                sprawach. A gadki o pogodzie albo ploty o rodzinie za bardzo mnie drażnią kiedy
                                                mam dosyć własnych problemów.

                                                Myślę sobie po cichutku, że między tobą i rodzicami "nie gra" bardzo mocno,
                                                pomimo "poprawnego" zachowania wszystkich stron. Jeśli tak, to prawdopodobnie
                                                powalczysz z tym w czasie terapii. Na razie trzeba do niej dotrwać. Może nawet
                                                zwykły lekarz pierwszego kontaktu przepisze ci leki uspokajające?

                                                Nie masz workka treningowego albo kupy drewna do porąbania? Można się na tym
                                                genialnie wyżyć jak sie nie umie wyładować złośći na ludziach (z workim
                                                treningowym było mi całkiem fajnie dopóki córy nie próbowały się na nim huśtać
                                                i nie wyrwały haka z sufitu)

                                                Trzymaj się
                                                • insignificant Re: No właśnie... 26.07.04, 16:12
                                                  ja nawet nie moge studiowac przez lęki weic mnie nie dobijajcie ludzie...
                                                  • an_a1 Re: No właśnie... 26.07.04, 17:19
                                                    Studiuj lęk...
                                                    Ana
                                                • insignificant Re: No właśnie... 26.07.04, 16:12
                                                  baby opanowały to forum aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!
                                                  • nevada_blue jak sobie życzysz... 26.07.04, 16:41
                                                    już milczę..
                                                  • eulogete Re: No właśnie... 26.07.04, 17:48
                                                    bo to baby częściej chorują na depresję
                                                  • rzeznia_nr_5 Re: No właśnie... 26.07.04, 17:52
                                                    eulogete napisała:

                                                    > bo to baby częściej chorują na depresję


                                                    Mówi się że tylko częściej łażą do lekarzy.
                                                  • eulogete Re: No właśnie... 26.07.04, 18:18
                                                    cholera w życiu nie widziałam żeby się mówiło samo
                                                    kto mówi że częściej chodzą do lekarzy?
                                                  • rzeznia_nr_5 Re: No właśnie... 26.07.04, 18:20
                                                    eulogete napisała:

                                                    > cholera w życiu nie widziałam żeby się mówiło samo(tu miał być przecinek
                                                    rozumiem)
                                                    > kto mówi że częściej chodzą do lekarzy?

                                                    Lekarze.
                                                  • eulogete Re: No właśnie... 26.07.04, 18:25
                                                    Jak miło pisać do mądrali, co sam się domyśli, dzie należało postawić
                                                    przecinek...
                                                    A nie przyszło do głowy, że kobitki częściej potrzebują pomocy lekarza?
                                                  • rzeznia_nr_5 Re: No właśnie... 26.07.04, 19:38
                                                    eulogete napisała:

                                                    > Jak miło pisać do mądrali, co sam się domyśli, dzie należało postawić
                                                    > przecinek...
                                                    > A nie przyszło do głowy, że kobitki częściej potrzebują pomocy lekarza?


                                                    Nie częściej potrzebują tylko tak już mają w naturze że lubią się komuś
                                                    w rękaw posmarkać.
                                                  • lira_korbowa Re: No właśnie... 26.07.04, 20:20
                                                    rzeznia_nr_5 napisał:

                                                    > eulogete napisała:
                                                    > A nie przyszło do głowy, że kobitki częściej potrzebują pomocy lekarza?
                                                    >
                                                    >> Nie częściej potrzebują tylko tak już mają w naturze że lubią się komuś
                                                    >> w rękaw posmarkać.

                                                    I bidoki muszą smarkać lekarzowi w kitel, bo mężczyzna-wojownik-myśliwy swojego
                                                    rękawa udostępnić nie chce...
                                                  • insignificant Re: No właśnie... 26.07.04, 20:36
                                                    ja mogę odostępnic ..tylko ,ze ja jestem niesmialy hehe :))
                                                  • lira_korbowa Re: No właśnie... 26.07.04, 20:46
                                                    Iiii, to nie problem. Tylko że ja już dawno temu się oduczyłam smarkania.
                                                    Raczej wrzody hoduję. Nie piskam ani u lekarza, ani nawet w samotności...
                                                  • rzeznia_nr_5 Re: No właśnie... 26.07.04, 20:55
                                                    lira_korbowa napisała:

                                                    > Iiii, to nie problem. Tylko że ja już dawno temu się oduczyłam smarkania.
                                                    > Raczej wrzody hoduję. Nie piskam ani u lekarza, ani nawet w samotności...


                                                    Lira-Terminator
                                                  • lira_korbowa Re: No właśnie... 26.07.04, 21:21
                                                    W dzieciństwie się zaczytywałam książkami o Indianach - kamienna twarz, zero
                                                    emocji. I tak mi jakoś zostało... no dobra, może nie do końca
                                          • Gość: luxocculta Re: No właśnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 21:03
                                            chyba jestem w podobnej sytuacji do Ciebie...od dawna sie okaleczam i nie
                                            wiedzialam dlaczego to robie teraz wlasciwie tez tego nie wiem...bylo to dla
                                            mnie normalne dopoki ludzie nie zaczeli o tym gadac i mowic ze to chore...wtedy
                                            zaczelam sie tego wstydzic ciagle sie balam ze ktos zauwazy...nie potrafie z
                                            NIKIM rozmawiac o swoich uczuciach boje sie o tym mowic..raz bylam u psychologa
                                            (wtedy chodzilo tez o alkohol bylam przez to w szpitalu lekarka powiedziala ze
                                            wyladuje w zakladzie albo mam isc do psychologa)i wlasciwie nie wiem czemu ale
                                            tak cholernie sie balam nie moglam tam wytrzymac moze z dwa zdania do tej
                                            kobiety powiedzialam na szczescie nie zmuszali mnie zebym znowu tam poszla..nie
                                            wiem czemu taka jestem mam 15 lat wlasciwie niczego mi nie brakuje(mam calkiem
                                            normalne zycie) wiec dlaczego jestem taka...nieszczesliwa???kompletnie siebie
                                            nie rozumiem momentami sie nienawidze i dobija mnie fakt,ze to wszystko moja
                                            wina, bo przeciez gdybym sie postarala moglabym byc szczesliwa...gdybym tylko
                                            byla inna...
                • kika20 Re: Nic podobnego!!! 01.08.04, 12:53
                  Mam podobny problem z aktywnością.W momencie gdy po duużym wysiłku psychicznym
                  okazało się że mam miesiąc wakacji i "nic do zrobienia oprócz odpoczynku"
                  dopadła mnie nerwica...Nie potrafię biernie odpoczywać : poleżeć, mieć dużo
                  wolnego czasu i zeroplanów i problemów.Zawsze muszę mieć zorganizowany
                  czas.Nawet jakmam wolne od rana biegam, sprzątam, gotuje, piore, jednym słowem
                  spokojnie poleżeć nie mogę ...A nie daj boże mam wolny czas
                  niezaplanowany ...Coś w tym jest że uciekam w aktywność fizyczną, pracę żeby
                  tylko uciec od swoich problemów, myśli jednm słowem uciec od siebie!
      • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 20:01
        looserka napisała:

        > ...a jeśli nie?

        masz jakis pomysł?..
        • looserka Re: autoagresja 25.07.04, 22:24
          nevada_blue napisała:

          > looserka napisała:
          >
          > > ...a jeśli nie?
          >
          > masz jakis pomysł?..
          >

          Wiesz, z Twojego pierwszego postu wnosiłam, że myślisz o skrajnej i ostatecznej
          formie autoagresji....dobrze, że nie. Każdy idzie własnym tropem myślowym, ja
          nie miałam nidgy tendencji do samookaleczania, za to natrętne myśli samobójcze.
          Nie,nie mam pomysłu, wiem tylko,że podobno takie zaburzenia osobowości są
          trudne w leczeniu. Twój lekarz/terapeuta wie o nich?
          >
          • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 23:24
            myśli o samookaleczeniu się idą w parze z myślami samobójczymi..
            moja lekarka wie o tym..
            podobnie jak o dwóch próbach samobójczych..
            ale teraz nie mam z nią kontaktu..
    • rzeznia_nr_5 Re: autoagresja 25.07.04, 19:27
      Ja tam nigdy nie miałem takich ciągot ale rozumiem że przy duzym napięciu
      psychicznym którego nie ma jak rozładowac i gdzie skierowac może to
      przynosić ulgę.
      • orlando10 Re: autoagresja 25.07.04, 19:44
        rzeznia_nr_5 napisał:

        > Ja tam nigdy nie miałem takich ciągot ale rozumiem że przy duzym napięciu
        > psychicznym którego nie ma jak rozładowac i gdzie skierowac może to
        > przynosić ulgę.

        Ja też nigdy nie miałam, ale ból fizyczny na pewno łatwiej znieść od
        psychicznego... Nigdy się nie cięłam, ale organizm załatwiał sprawę inaczej -
        miałam rozmaite choroby psychosomatyczne, kiedy to mogłam skupić się na bólu
        fizycznym i chociaż na parę godzin zapominałam o tym drugim...
    • an_a1 Re: autoagresja 25.07.04, 21:30
      Tnij żywe mięso aż do kości, jeśli taka jest Twoja natura.
      Ponownie oferuję Ci moje kostki. Wolałabym te u rąk, bo i tak noszę koszule z
      długimi rękawami.
      Ana
      • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 21:38
        dziękuję Ci za poświęcenie :)
        nie umiałabym zrobic Ci krzywdy..
        najmniejszej..
        wszystko kieruję na siebie..
        w tym problem..
        • insignificant Re: autoagresja 25.07.04, 21:40
          tnijcie sie o ile macie odwagę mnie tego brak!!!
          • an_a1 Re: autoagresja 25.07.04, 22:23
            Chciałabym Ci jakoś pomóc, lecz nie wiem, czego Ci brak: sznytów czy odwagi,
            aby je sobie wykonać.
            Ana
            • insignificant Re: autoagresja 25.07.04, 22:29
              lubię krew ale wiesz..
              • aneta10ta Re: autoagresja 25.07.04, 22:32
                Właśnie nie wiem. Ileż to razy o tym rozmyślałam...
                Każde z moich ramion już zostało naznaczone...
                Ana
                • insignificant Re: autoagresja 25.07.04, 22:32
                  no trudno mi sie jakos pociac sam nei wiem pozniej ktos mogłby to zobaczyc..
                  • aneta10ta Re: autoagresja 25.07.04, 23:13
                    A może byś popełnił jakiś dłuższy utwór liryczny?
                    Może w patrzeniu na krew innych znalazłbyś pożądane ukojenie?
                    Aneta
                • aneta10ta Re: autoagresja 25.07.04, 23:05
                  Jeżuuuuu!!!
                  Nie wytrzymam z nią, choć usiłuję zachować spokój icierpliwość.
                  Aneta
        • orlando10 Re: autoagresja 25.07.04, 22:15
          nevada_blue napisała:

          > wszystko kieruję na siebie..
          > w tym problem..

          łatwiej skrzywdzić siebie niż kogoś innego, prawda? problem z wyrażaniem
          agresji? Czy dlaczego kierujesz ją przeciwko sobie?
          • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 22:31
            orlando10 napisała:

            > łatwiej skrzywdzić siebie niż kogoś innego, prawda? problem z wyrażaniem
            > agresji? Czy dlaczego kierujesz ją przeciwko sobie?

            łatwiej..
            rzeczywiście mam z tym problem..
            dlatego własnie..

            nie umiem wyrazac negatywnych emocji..
            kumuluje je w sobie, a potem kieruję na siebie..
            sama myśl o tym, że mogłabym skierować je na zewnątrz to poczucie winy..
            i jeszcze gorzej..

            nawet jeśli emocje nie dotyczą mnie..
            jeśli na przykład jestem świadkiem czyjejś kłótni..
            przenoszę te emocje na siebie..
            i wyładowuję również na sobie..
            • aneta10ta Re: autoagresja 25.07.04, 22:35
              Miałam odwrotny problem. Wspólpraca z psycho pomogła.
              Trwale.
              Aneta
              • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 22:38
                dobrze wiedzieć :)
                ja zaczynam od października..
                tak mi zapowiedziała lekarka..
                • insignificant Re: autoagresja 25.07.04, 22:39
                  powodzenai!!!
                • aneta10ta Re: autoagresja 25.07.04, 23:15
                  Skąd taka zwłok?
                  Aneta
                  • nevada_blue Re: autoagresja 25.07.04, 23:17
                    studiuję i leczę się w innym mieście niż mieszkam..
                    na wakacje wracam do "domu"..
        • an_a1 Re: autoagresja 25.07.04, 22:20
          nevada_blue napisała:

          > nie umiałabym zrobic Ci krzywdy..
          > najmniejszej..
          Może i mnie fizyczne cierpienie przyniosłoby ulgę...

          > wszystko kieruję na siebie..
          > w tym problem..
          Najtrudniejszy jest ten pierwszy raz.
          Pozdrawiam
          Ana




      • insignificant Re: autoagresja 25.07.04, 22:38
        an_a1 nie tnij swego cialka jak komus je pokazesz kiedys? ;-)
        • an_a1 Re: autoagresja 25.07.04, 23:17
          Nie umiesz odczuć ... Straciłam nadzieję...
          Ana
          • insignificant Re: autoagresja 25.07.04, 23:23
            jestem i czuję ale inni tego nie dostrzegają...
            moze napisze jakis nowy wiersz.. :>
            • insignificant Re: autoagresja 26.07.04, 16:13
              niedlugo ruch feministyczny powstanie tutaj:)
              • aneta10ta Re: autoagresja 26.07.04, 17:22
                Na podstawie czego tak twierdzisz?
                Aneta
              • eulogete Re: autoagresja 26.07.04, 18:27
                marne szanse - feministki nie mają problemów z wyrażaniem agresji
            • aneta10ta Re: autoagresja 26.07.04, 17:24
              Najlepiej długi. Dasz onym szansę na opanowanie czutania.
              Aneta
              • insignificant Re: autoagresja 26.07.04, 20:04
                nevada nie mowilem zebys nie pisala masz pisac o tym co Ci doskwiera itd!!!
    • huckleberry-wild Re: autoagresja 31.07.04, 21:02
      założyc bloga.... :)
    • anetal0ta Weź się no! Ja sie boję...Nie lubię żadnego 23.08.04, 21:12
      krojenia. Ciarki mnie biorą...
    • majkaa18 Re: autoagresja 25.08.04, 01:20
      tez to przechodzilam..bol fizyczny choc przez chwile zagluszal cierpienie mojej
      duszy...pozniej minelo, na szczescie
      • nevada_blue Re: autoagresja 25.08.04, 12:39
        a u mnie jakos nie chce minąć
        i ciągnie się od lat
        wraca i wraca, i wraca
        bez konca
        błędne koło
        wczoraj znów wydrapałam sobie ranę na ręce
        choć obiecałam sobie tego nie robić
        nawet nie wiem kiedy
        to wszystko bez sensu..
        • lucyna_n Re: autoagresja 25.08.04, 17:34
          przytulam, co ja wiecej moge?
          ale do pazdziernika na szczescie juz nie tak daleko...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka