andrzej585858
13.04.14, 09:14
Bardzo ciekawy artykuł - historia genderyzmu w pigułce:
"Płeć kulturowa weszła do debaty ONZ już na początku lat 90. ubiegłego wieku. Nie miała jednak wiążącego charakteru. Dopiero konferencja pekińska w sprawie kobiet w 1995 r. zmieniła ten stan rzeczy. W Raporcie Pekińskim perspektywa płci kulturowej staje się sednem dokumentu, a równouprawnienie płci kulturowej głównym celem do realizacji.
ONZ W SIECI GENDER
Jak istotne znaczenie nadano gender w tym dokumencie, świadczy statystyka użytych w nim pojęć. Termin "płeć kulturowa" występuje w raporcie 272 razy, wyrażenie "mężczyźni i kobiety" - 39 razy, "matka" lub "macierzyństwo" - 28 razy, "współmałżonek" - 5 razy, a "małżeństwo" - 27 razy. Od tego momentu gender rozpoczęła marsz przez instytucje. Ale proces "oswajania" cywilizacji zachodniej z genderyzmem rozpoczął się już w latach 60. ubiegłego wieku. Radykalne ruchy feministyczne i homoseksualne odgrywały coraz większą rolę w międzynarodowych instytucjach i zaczęły wywierać wpływ na procesy międzyrządowe. Prestiżowe Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne zdominowane przez genderystów wykreśliło homoseksualizm z listy chorób.
Rewolucja genderowa dokonała dekonstrukcji uniwersalnej rzeczywistości zawartej w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (UDHR), a język, pojęcia ją opisujące, takie jak matka, ojciec, macierzyństwo, ojcostwo, zniknęły z dokumentów na rzecz pojęć związanych z płcią kulturową (perspektywa płci kulturowej, równość pk, rola pk, tożsamość pk, analiza pk, neutralność pk, fizyczność pk, dyskryminacja pk, parytet, normy, luka, uprawnienie, wymiar, podział, stereotypy, kwestie, troski, zasady, różnorodności etc.). Pod pozorem równych praw, likwidacji dyskryminacji z wykorzystaniem międzynarodowych instytucji globalnego zarządzania i manipulacji językowych wymusza się na większości społeczeństwa akceptację warunków mniejszości. Stąd już krok do totalitaryzmu - bo przecież narzucenie genderowych treści do dokumentów dotyczyć będzie wszystkich obywateli. Język jest elementem kluczowym w marszu gender przez instytucje. Powoduje powolne zmienianie świadomości społecznej i - co za tym idzie - chaos pojęciowy dekonstruujący uniwersalną rzeczywistość.
W 1979 r., gdy gender wywierała już znaczący wpływ na kultury zachodnie, w przyjętej Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (CEDAW), Konwencji, która wydawałoby się, powinna najbardziej troszczyć się o macierzyństwo, słowo "matka" nie pojawia się ani raz. W Konwencji o prawach dziecka (CRS) z 1989 r. słowo "matka" występuje tylko raz. Co ciekawe, w żadnym traktacie poświęconym prawom człowieka nie występuje słowo "ojciec" (M. A. Peeters, "Polityka globalistów przeciwko rodzinie").
RODZIC A I RODZIC B
To, co kiedyś oznaczało rodzaj gramatyczny (męski, żeński i nijaki), postmodernistyczna inteligencja przystosowała do nowej "religii", nazywając gender płcią kulturową. Płeć u koryfeuszy tej ideologii nie jest już określana biologicznie, jako płeć męska i płeć żeńska, ale kulturowo, kształtowana w procesie wychowania i socjalizacji. Nie rodzimy się kobietami i mężczyznami, ale sami decydujemy o naszej płci. Genderyzm zrodził się z ruchów feministycznych i homoseksualnych, które początkowo dążyły do równouprawnienia w sensie społecznym, wprowadzając płeć kulturową do dyskursu politycznego. Zanegował cywilizację judeochrześcijańską, opartą na małżeństwie kobiety i mężczyzny, kobiecość, męskość i heteroseksualność, traktując jako stereotyp prowadzący do dyskryminacji. Aby temu zapobiec, genderyści rozpoczęli dekonstrukcję kultury.
Człowiek stawia się na miejscu Boga. Sam decyduje o swojej płci i rolach społecznych. Tworzy kulturę egoistyczną i hedonistyczną. Jej celem są przemiany świadomości, działania społeczne i polityczne o zasięgu międzynarodowym. A efektem są programy wychowawcze przedszkolne i szkolne, które mają kształtować nowego człowieka, z jednoczesnym usunięciem wpływu rodziny na kształtowanie osobowości dziecka, z prawnymi konsekwencjami, np. karaniem rodziców za nieposyłanie dzieci na lekcję wychowania seksualnego w szkole, gdzie są deprawowane od 4. roku życia na podstawie programu WHO. W rubrykach oficjalnych dokumentów pojawiają się określenia dekonstruujące rodzinę: nie ma matki i ojca, lecz rodzic A i rodzic B; nie ma żony i męża, lecz partner i partnerka. W wielu krajach "rodzinami" stają się związki jednopłciowe adoptujące dziecko lub wychowujące dziecko partnera. A pomoc dla kraju czy instytucji uzależniona jest od realizacji genderowych dokumentów ONZ czy UE (np. równościowe przedszkole w Polsce czy pomoc biednym krajom Afryki), czyli od wprowadzania przez nie restrykcyjnej polityki antynatalistycznej (czytaj: aborcyjnej i antykoncepcyjnej).