samanta_ewa
22.09.11, 10:02
atarzyna Surmiak-Domańska: W "Nim zapadnie noc" pokazuje pan kulisy pracy właścicieli galerii sztuki, jakby był pan jednym z nich. Jak się pan przygotowywał do pisania?
Michael Cunningham: Znam ten światek całkiem nieźle. Paradoksalnie nie znam osobiście zbyt wielu pisarzy. Większość moich przyjaciół to artyści plastycy. Dla potrzeb researchu skorzystałem z uprzejmości pewnego właściciela galerii. Pozwolił mi przez kilka tygodni kręcić się po swoim salonie. Przysłuchiwałem się, jak pracownicy negocjują z nowym artystą, którego dopiero chcą pozyskać, a jak rozmawiają ze starym, zasiedziałym. Podpatrywałem, jak dopieszczają ego jednego, a drugiego traktują obcesowo. Pomagałem przygotować wystawę, byłem na wernisażu, rozmawiałem z artystą tuż po nim. Aż w końcu, i to był rodzaj egzaminu dojrzałości, założyłem garnitur i przez jeden dzień sam udawałem marszanda. Z przykrością muszę przyznać, że nie udało mi się sprzedać ani jednego obrazu.
Więcej... wyborcza.pl/1,115412,10316457,Rozmowa_z_Michaelem_Cunninghamem.html#ixzz1YfN7MeCh