j-zef.zawadzki
07.08.05, 11:56
Kardynał Christoph Schönborn na łamach „New York Timesa” wypowiedział
oficjalnie, publicznie to, o czym wiedzą ludzie myślący : „ewolucja tak”, ale
człowiek nie jest tylko jej wytworem , człowiek jest nie jest bytem
przypadkowym, jak tego chcą neodarwiniści.
Kościół nigdy nie twierdził i nie twierdzi, że człowiek jest wynikiem
ewolucji tylko , co wcale nie oznacza, że teorię ją wyjaśniającą uznaje za
fałsz. Kościół tylko do niej dopowiada: “człowieka stworzył Bóg”, w procesie
ewolucyjnym jest miejsce na Bożą interwencję. I taka jest prawda o ewolucji.
Jan Paweł II nie mówił niczego innego i wygląda na to , że Kardynał, nie
zrozumiał Jego słów. Nasz Papież w przesłaniu do Papieskiej Akademii Nauk z
22 października 1996 r. wypowiedział takie pamiętne, historyczne
zdania : „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś
więcej niż hipotezą. Zwraca uwagę fakt, że teoria ta zyskiwała stopniowo
coraz większe uznanie naukowców w związku z kolejnymi odkryciami dokonywanymi
w różnych dziedzinach nauki. Zbieżność wyników niezależnych badań –
bynajmniej nie zamierzona i nie prowokowana – sama w sobie stanowi znaczący
argument na poparcie tej teorii”. Dziwię się , że kardynał Schönborn skupia
się wyłącznie na pierwszym zdaniu Jana Pawła II „czepiając” się
wyrażenia „czymś więcej niż hipotezą”. Następne zdania jednoznacznie jednak
mówią, że Papież miał na myśli teorię, a nie hipotezę i używa
pojęcia „teoria”. O co więc Kardynałowi chodzi , gdy stawia pytanie co Jan
Paweł II miał na myśli wypowiadając pierwsze z zacytowanych zdań? Nie zna
następnych części tej wypowiedzi Papieża ? Co ciekawe, że zdaje się nie
rozumieć jej także ks. profesor Michał Heller , członek Papieskiej Akademii
Nauk, gdy stwierdza w Tygodniku Powszechnym ( Heller M.), że „ słowo –
hipoteza- tłumaczyłbym w tym przypadku nieświadomością ludzi odpowiedzialnych
za ostateczną redakcję dokumentu, czym jest teoria naukowa”. Dobre sobie. Jan
Paweł II był również sensu stricte naukowcem i doskonale
rozróżniał „hipotezę” i „teorię”, świadomie też odczytywał swoje teksty .
Nikt przytomny nie może mieć wątpliwości , że zwracając się do Papieskiej
Akademii Nauk Jan Paweł II wypowiadał się o teorii ewolucji , a nie
hipotezie, literacko, trochę przekornie, określając ją w pierwszym zdaniu
jako „coś więcej niż hipoteza”. W istocie , teoria jest „czymś więcej” niż
hipotezą. Wprawia mnie w zdumienie, że poważni, utytułowani ludzie nauki – w
tym przypadku również Kościoła - tego nie pojmują i szukają dziury w całym.
Może nie od rzeczy będzie krótko zatrzymać się przy poglądach samego Karola
Darwina na temat naszego pochodzenia. Od razu pragnę podkreślić, że teoria
ewolucji wcale , jak może się niektórym wydaje, nie wyjaśnia dokładnie,
jednoznacznie ( jak na teorię przystało ) w jaki sposób powstał Homo sapiens.
Wiemy na ten temat co nieco , ale wszystko jest dość mętne, niekompletne, nie
potrafimy odpowiedzieć definitywnie choćby na takie podstawowe pytania jak :
1) co sprawiło, że linia rozwojowa człowiekowatych dała odgałęzienie
prowadzące do człowieka? , 2) jakie czynniki odpowiedzialne są za -
ewolucjoniści ukuli taki termin – „wybuchową” ( w sensie szybką ) ewolucję
naszego mózgu, 3) jak doszło do powstania ludzkiej mowy? Nie mamy również
jednoznacznej odpowiedzi na tak podstawowe pytanie - dlaczego nasi przodkowie
przyjęli postawę dwunożną? Jak , w takim razie, można zasadnie twierdzić, że
dysponujemy pewną wiedzą na temat pochodzenia człowieka?
Karol Darwin wypowiedział się na ten temat w dziele :”O pochodzeniu
człowieka” ( Darwin K. ).W rozdziale pierwszym zajmuje się „Dowodami
pochodzenia człowieka od niższej formy ustrojowej” i tak oto rozpoczyna
epokowy wywód: „Jeśli chcemy upewnić się, czy człowiek pochodzi od
jakiegokolwiek tworu, który istniał kiedyś na ziemi, to należy w pierwszym
rzędzie dowieść, że w organizmie ludzkim zachodzą jakieś zmiany, czy to w
budowie ciała, czy też psychiczne i jeśli w samej rzeczy takie zamiany
zachodzą, to czy przekazują się one na potomstwo tak samo jak zachodzi u
tworów niższego rzędu. Również należy upewnić się , że zmiany takie zachodzą
wskutek przyczyn ogólnie znanych i że podlegają prawom działającym na
wszystkie organizmy, jak np. prawa zmienności współczynnej lub prawa , które
powodują dziedziczność skutków używania nadmiernego względnie zaniechania
użytku niektórych organów. Trzeba również czy ród ludzki może podlegać tym
samym ułomnościom, którym podlegają zwierzęta, czy płodzi typy potworne oraz
czy kiedykolwiek w budowie ludzkiego organizmu, daje się zauważyć powrót do
typu pierwotnego. ” Wielki Anglik stawia jeszcze inne podobne zagadnienia i
dalej stwierdza „wszystkie zostaną rozwiązane twierdząco, zupełnie tak samo,
jakbyśmy rozpatrywali kwestie dotyczące zwierząt niższego rzędu”. I w tym
miejscu należy postawić podstawowe pytanie : czy „twierdzące” rozwiązanie
powyższych zagadnień dowodzi , że człowiek pochodzi od „tworu, który istniał
kiedyś na ziemi?” Karol Darwin twierdził, że tak , ale opierał się ty tylko
na własnym przekonaniu, bo z punktu widzenia biologa, czy logika to nie są
żadne dowody. Dlaczego niby zachodzące w ludzkim organizmie „jakieś zmiany,
czy to w budowie ciała, czy też psychiczne….” mają dowodzić pochodzenia
człowieka od niższej formy ustrojowej? Ojciec ewolucjonizmu niczego, niestety
tu nie dowodzi. Godzi się zauważyć , że powołując się na dziedziczenie
skutków używania bądź nie określonego organu, popełnia błąd J.Lamarcka
zawarty w jego prawie ewolucji o dziedzieczeniu cech nabytych. Fałszywość
tego prawa zadała druzgocący cios lamarckowskiej teorii ewolucji, uważanej za
pierwszą tego typu teorię. Zanim jeszcze rozwinęła się genetyka, niemiecki
biolog August Weismann brutalnymi, acz bardzo prostymi i obrazowymi
doświadczeniami wykazał fałszywość prawa, które było fundamentem teorii
wielkiego Francuza . Weismann rozumował tak: skoro cechy nabyte są
dziedziczone to potomstwo myszy, którym obcięto ogonki, powinno rodzić się
bez ogonków właśnie. Ogonek występował jednak u potomstwa, wyraźnie nic sobie
z tego nie robiąc, że nie mieli go rodzice. Wydaje się , że Darwin popełnia
jeszcze inny błąd . Stwierdza mianowicie , że „identyczność budowy
poszczególnych części organizmu należących do tej samej grupy, wówczas
dopiero staje się zrozumiałą, kiedy przypuścimy wspólne ich pochodzenie, a
również weźmiemy pod uwagę późniejsze ich dostosowanie się do zmienionych
warunków” Problem jest jednak w tym, że podobieństwo w budowie – nigdy
identyczność – można tłumaczyć również funkcją i środowiskiem ( narządy
analogiczne ), a niekoniecznie wspólnym pochodzeniem ( homologia ). Weźmy
przykład np. oka ośmiornicy i oka jakiegokolwiek kręgowca, również naszego :
podobieństwo uderzające, a jednak nie oznacza wspólnego pochodzenia. Wydaje
się, że homologia narządów nadużywana jest jako argument na rzecz teorii
ewolucji. Owszem, pięknie tłumaczy podobieństwo w budowie ( nie identyczność
przecież )np. kończyn kręgowców, ale równie dobrze podobieństwo to można
tłumaczyć funkcją. Wygląda na to, że Darwin i inni ewolucjoniści, i nie
zdawał sobie do końca sprawy z roli sprzężenia określonej struktury z jej
funkcją: to funkcja organu, narządu narzuca określoną budowę, tak
zwyczajnie , jak np. jest to w przypadku łopaty, młotka, koła jako elementu
pojazdu, parasola. W końcu, by pozostać już przy kończynach, sztandarowym
przykładzie homologii, kończyny kręgowców służą w ostatecznym rachunku do
poruszania i to stąd płetwa ryby, walenia, no