Gość: MACIEJ
IP: *.ny325.east.verizon.net
19.05.03, 21:36
gabrielacasey napisała:
> Dwa dni temu na ekonomicznych stronach on-line czytalam o
> deflacji w Stanach:
Ukazuje nam sie GABBI na forum gospodarka z cala armia klakerow.
G.Roche wychwala ja za:
1- logiczny sposob myslenia
2- wyraza podziw dla wiedzy i jezyka
3- cierpliwosc w stosunku dla motlochu.
No i SAM TOmasz z Princeton wychwala za Kulture.
A ja tak mysle,ze jak sie pisze o deflacji w Stanach,to dobrze byloby:
A-Podac zrodla z ktorych sie korzysta
B-Napisac wyraznie,czy ta deflacja jest,czy jej nie ma
C-Porownac dla przykladu z inflacja/deflacja w Polsce.
U niektorych nawet niezle wyksztalconych GRZECZNOSC JEST SYNONIMEM KULTURY.
No wiec kultura,to SOLIDNOSC I RZECZOWOSC ORAZ GRZECZNOSC.
> w przeciwienstwie do analitykow Wybiorczej
> Brytyjczycy i Amerykanie widza w owej deflacji powazne
> niebezpieczenstwa - mimo spelzniecia cen hurtowych i w detalu do
> niewiarygodnie niskiego poziomu (co moze grozic bankructwami;
> handel na poziomie kosztow wlasnych), rynek nadal slaby, ludzie
> nie kupuja.
> Dzisiaj Wybiorcza o deflacji w Niemczech. I dopiero dzisiaj (bo
> nie o USA mowa) dostrzega, ze z tym zjawiskiem wiaza sie
> niebezpieczenstwa nie mniejsze niz z inflacja.
No wiec gdzie blizej do deflacji,w Polsce czy w USA?