borsuk68
30.05.08, 01:46
Witam wszystkich,
Bardzo rzadko udzielam sie na forum z powodu braku czasu. Postanowilem jednak
podzielic sie ze wszystkimi moimi wlasnymi przemysleniami na temat Kanady oraz
refleksjami powstalymi w ciagu tego czasu, jaki tu spedzilem. Pewnie powstaly
juz tego typu przemyslenia, przyznam sie, ze nie zadalem sobie nawet trudu,
zeby to sprawdzic. Sylwek zawsze przeciez moze moj post usunac, jesli cos tu
powielilem. Chcialbym podkreslic, ze sa to moje prywatne poglady I daje
wszystkim pelne prawo do niezgadzania sie ze mna w poszczegolnych przypadkach,
jak I w calej rozciaglosci. Chcialbym rowniez podkreslic, ze wybralem zycie w
Kanadzie I nie zamierzam wracac do Polski, bo nie jest mi tutaj zle, ale
pomysl napisania tych kilku slow powstal pod wplywem widoku pelnych radosci
postow typu “Mamy wizy!!!!”. Ja tez pamietam swoja radosc, ale dzisiaj, majac
praktyczna wiedze I swoje doswiadczenia reaguje na podobne posty z nieco
mieszanymi uczuciami, co wcale nie oznacza, ze mam zamiar kogokolwiek odwodzic
od zamiaru osiedlenia sie w Kanadzie.
Chcialbym poruszyc kilka problemow:
1. Zycie w Kanadzie – moim zdaniem.
Jest calkowicie odmienne od zycia w Polsce. Jesli chodzi o zalety, to przede
wszystkim spokoj, bezpieczenstwo I zazwyczaj nieco wyzszy status majatkowy
(choc w wiekszosci przypadkow niestety oblozony sporymi kredytami – rzadko
widuje sie tu osoby, ktore nie maja zadnego kredytu). Jesli chodzi o wady, to
zdecydowanie brak mi tutaj jakiejs tajemnej atmosfery, ktora towarzyszy zyciu
w Polsce. Tutaj glownie sie pracuje, w tygodniu wlasciwie nie widuje sie
zadnych znajomych, po pracy odwiedza sie jedynie calkowicie bezduszne sklepy.
Chcialoby sie wyskoczyc do “warzywniaka” za rogiem, czy do jakiegos fajnego
sklepiku z codziennym porannym pieczywem ? Niestety, nic takiego tutaj nie ma,
a do sklepu trzeba jechac samochodem, przy czym pieczywo jakie znamy mozna
kupic tylko w polskich sklepach. Tu uwaga: praktycznie tylko GTA oferuje
naprawde dobre polskie sklepy. Z calym szacunkiem dla Ciebie – Adamie, w
miejscach takich jak Edmonton zaopatrzenie I jakosc towarow w polskich
sklepach pozostawia wiele do zyczenia.
Wedlug mnie, codzienne zycie w Polsce jest jakies takie bardziej radosne I
spontaniczne, za to tutaj czuje sie bezpieczniej I zdecydowanie stabilniej.
2. Kanada jako panstwo – dla swoich obywateli.
Tutaj nie mam prawie zadnych zastrzezen – jest tak, jak byc powinno. Panstwo
jest zdecydowanie “proobywatelskie”, prawo jest szanowane, egzekwowane na
kazdym kroku, urzednicy sa niezwykle mili, poza tym czesto przez telefon,
ustnie mozna wiele rzeczy zalatwic – nie przedstawiajac zadnych pisemnych
dowodow. Panstwo ufa obywatelom znacznie bardziej, niz ma to miejsce w Polsce.
Jesli chodzi o wady, to niezrozumiala jest dla mnie nieskonczona chec do
sciagania do tego kraju wszelkiej masci Hindusow I Pakistanczykow. Wiem –
wszyscy nazwa mnie zaraz rasista, ale zeby zrozumiec moja do nich niechec
trzeba pomieszkac troche w ich sasiedztwie. Nie przeszkadzaja mi inne nacje,
ale ci sa calkowicie wyjatkowi I maja niewiarygodne ulatwienia przy wjezdzaniu
tutaj. Zaczynaja bialych ludzi powoli wypierac w jakies bardziej odlegle
rejony, bo niestety nie da sie zyc w community, ktore sklada sie w 90% z tych
ludzi
3. System bankowy.
Bardzo podobny, troche inny ze wzgledu na wszechobecne czeki, ktore w Europie
wymarly juz bardzo dawno temu.
4. System ubezpieczen (nie zdrowotnych).
Dla mnie koszmar. Zyje w kraju, w ktorym firmy ubezpieczeniowe opanowaly
okradanie ubezpieczonych do perfekcji. Dlaczego ? Juz wyjasniam.
Pamietam piekne czasy, kiedy w Polsce wybito mi szybe w samochodzie. Co wtedy
zrobilem ? Zglosilem szkode, szybe mi wymieniono, pieniadze mi zwrocono, bo
przeciez place ubezpieczenie. Co zrobilem w podobnej sytuacji w Kanadzie ?
Wymienilem szybe na swoj koszt.
Wszystkie firmy ubezpieczeniowe stosuja cos, co sie nazywa “deductible”. W
moim przypadku bylo to $500 I oznaczalo, ze za szkody do $500 firma nie placi,
a jesli sa wieksze (np $2000), to I tak ja z tego musze z wlasnej kieszeni
zaplacic $500. Proste I genialne. Ostatnio moja klientka oskarzyla mnie, ze
jej porysowalem drzwi wejsciowe do domu. Szkoda zostala wyceniona na $750 I
sum eta musze wylozyc z wlasnej kieszeni, bo w mojej cudownej umowie
ubezpieczenia “deductible” wynosi $1000…
5. Telefonia.
Stacjonarna ok, lokalne polaczenia za darmo – chociaz co miesiac musze placic
“System access fee” – tego zazwyczaj nie mowia przy podpisywaniu umowy.
Oferuja np. Abonament za $29, a potem bezczelnie doliczaja $6 za dostep do
systemu tak, jakbym co miesiac ten dostep tracil, chociaz umowe mam podpisana
na 2 lata. W ogole w Kanadzie pelno jest przeroznych dodatkowych “fee” – tak
jak np. bardzo rozpowszechnione I wszedzie stosowane “Administration fee”,
ktore nigdy nie wiadomo czego dotyczy, czyli za co placimy. Przez jakis czas
nawet stosowano tutaj “Air tax” w sieciach komorkowych, ale ktos to zaskarzyl
do sadu I musieli sie wycofac. No ale wracajac do telefonii – poza tym “fee”,
ktore mnie irytuje jest ok. W kazdym razie nie do porownania z TPSA.
Telefonia komorkowa – istna dzungla I zacofanie w stosunku do europejskich
operatorow. Zakres oferowanych aparatow jest po prostu zalosny w porownaniu z
Europa, a abonamenty – co najmniej dziwne. Ja jestem szczesliwy, bo jestem w
sieci Fido I mam naliczanie sekundowe. W innych sieciach tego nie ma ! W
Polsce naliczanie sekundowe jest standardem od wielu lat I nikt by sie nawet
nie wychylil, zeby zaoferowac naliczanie minutowe, bo by go konkurencja
smiechem zabila. Podobnie jak z rozmowami przychodzacymi – czesto trzeba za
nie placic – jakies wczesne lata 90-te w Polsce. Kolejna rzecz – long
distance. Wystarczy, ze wyjade 20 km poza GTA I juz jestem “na long distance”
– co slono kosztuje. Pamietam, ze w Polsce mozna byc w Szczecinie I dzwonic do
Krakowa w tej samej cenie. Teraz juz chyba nawet cala Europa sie
“zunifikowala”. Generalnie jakosc sieci komorkowej jest w Kanadzie znacznie
gorsza. Byc moze dlatego, ze telefonia stacjonarna zawsze byla za darmo I
pozniej sie to wszystko rozwinelo. Aha – za mozliwosc zadzwonienia na numer
alarmowy – 911 trzeba tutaj placic. Pamietam, ze w Europie nie potrzebna jest
nawet karta SIM, zeby zadzwonic na 112.
6. Podatki.
Moim zdaniem – duzy plus dla Kanady. Co prawda te dochodowe sa na mniej wiecej
takim samym poziomie jak w Polsce, ale nie ma “podatku zdrowotnego” – polski
ZUS. Tutaj mam swoj biznes I nie place zadnego ZUS-u. Z tego co wiem, to w
innych prowincjach cos sie placi, ale to tez jakies symboliczne pieniadze. Jak
zatrudnialem pracownika, to placilem tzw. WSIB w wysokosci 5% jego
wynagrodzenia (w Polsce jest chyba ponad 40%).
Oprocz tego w sklepach zaplacimy duuuzo mniej. W drogim Ontario, gdzie jest I
GST I PST maksymalnie musimy zaplacic 13% (5% GST I 8% PST). W innych
prowincjach – np. Alberta - nie ma w ogole PST. W dodatku bardzo duzo towarow
(np. cala zywnosc) nie jest w ogole objetych podatkiem. W Polsce mamy dla
porownania VAT 22% na wiekszosc rzeczy.
7. Ruch uliczny.
Tutaj odniose sie tylko do Ontario, poniewaz w innych prowincjach sprawa
wyglada troche inaczej. Dla mnie ruch uliczny w Kanadzie jest koszmarny. Nie
ma sie co dziwic – mnostwo ludzi przyjechalo tutaj z krajow, gdzie asfalt nie
jest zjawiskiem powszechnym, a samochody oglada sie na zdjeciach. Dlatego o
jakosci kierowcow trudno sie wypowiadac bez zgrzytania zebami. Dla oslody
mozna tylko powiedziec, ze nie ma tu podatku drogowego.