tomasdyg
20.04.05, 08:59
Reklama jednego z banków internetowych -codziennie emitowana przez telewizję.
Bohaterowie to ojciec i syn. Ojciec -grany przez M. Konrada- prowadzi rozmowę
z synem na temat zalet banku, używając zwrotu "nie ma bata synu", co w
nomenklaturze półświatka tłumaczy się jak nie ma "chuja", zachwycony synalek
odpowiada tatusiowi: "zajeb...", nie kończąc równie wulgarnego słowa -
"zajebiście". Co prawda, oba słowa możemy znaleźć w słowniku języka
polskiego, nie mniej, nie zaleca się ich używania.
Jakie waszym zdaniem są granice, których media, nawet w spotach reklamowych
nie powinny przekraczać. Czy takie częściowo zakamuflowane, ze zmrużeniem
oka, nadawanie treści wulgarnych (nie w wydzielonych godzinach) uważacie za
dopuszczalne. Czy, wreszcie ta reklama nie powinna zainteresować urzędasów z
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Rady Etyki Mediów, które to ciała,
jeśli nawet nie mają podstaw do interwencji (a KRRiTV, chyba ma) w tym
wypadku nie powinny zająć stanowiska. Wreszcie pytanie dotyczące etyki pana
Marka, czy w imię "robienia szmalu" wolno wszystko, nawet mrugając okiem?