mamka_a
27.11.08, 13:02
Witam! Przeczytałam wiele waszych opowieści i każda ma coś z mojej,
typowy układ teściowa i młode małżeństwo z dzieckiem. Chciałabym
poznać opinie postronnych osób co myśłą o mojej sprawie.
Mianowicie mieszkamy z moimi rodzicami i to oni zajmują się na co
dzień dzieckiem bo oboje pracujemy. Moja teściowa mieszka z
pozostałą rodzina zaledwie 2 km oto kilka przykładów na c ją stać:
1. Po urodzeniu nawiedzała nas przy każdej sposobności każdy
weekend spędzaliśmy razem cały, wpadała jeszcze w tygodniu(choć
pracuje zawodowo). Teraz widujemy się w tylko raz w weekend i
czasem w tygodniu jak tylko przyjeżdżamy leci wyrywa nam ja z rąk i
zabiera jakby jej nie widział miesiącami (nie odwiedzasz babci
wogółe) Mówi do niej moje dziecko, córeczko (sama kiedyś
stwierdziła, ze zawsze chciała mieć córeczkę i końcu się doczekał)
2. Jak tylko pojawi na horyzoncie ja przestaje istnieć nie
dopuszcza mnie do dziecka ona ja karmi , przewija, cały czas trzyma
na rękach nosi mimo, że wie że tego nie lubię (żeby nie uczyć
dziecka) jednym słowem nie opuszcza jej na krok.
3. Wymyśla, żebyśmy gdzieś wyszli a mała jej podrzucili a jak
wychodzimy z nią to po co ją tam zabieracie zostawcie ją u nas ja
się nią zajmę.
4. relacja mój mąż jego mama to długa historia są bardzo ze
sobą związani i mąż ma wyrzuty że ją zostawił samą tam z mężem
alkoholikiem ale to nie moja wina, że tak sie jej życie ułożyło) Jak
próbuję rozmawiać z mężęm o tej sytuacji Ciągle słyszę bo mamusie
chce tylko pomóc…. chce dla nas dobrze ….a ja sobie coś wymyślam
jakiś głupoty w końcu ona chce dobrze
Każde spotkanie z nią to dla mnie źródło stresu i wściekłości.
Rzadko proszę ją o pomoc a ona sama się wprasza „jeszcze się
zastanowimy co zrobić” „ to zdecydujemy” Rozumiem, kocha swoja
wnuczkę ,chce z nią spędzać czas ma do tego prawo, ale nie mogę
wytrzymać jak ona ją zagarnia dla siebie, próbuje decydować o niej
nie pozwala mi się do niej zbliżyć. W końcu to my jesteśmy
rodzicami a ona tylko babcia i swoje dzieci wychowała. Z drugiej
strony musze powiedzieć nigdy nic złego od nie usłyszałam. Zła
jestem na siebie ze pomimo wielu sytuacji nie odezwałam się ani
słowem nie zwróciłam uwagi , bo nie chce robić zgrzytów w rodzinie
ale sytuacja stała się kryzysowa mąż chce ja zabrać na wakacje z
nami żeby się zajęła mała na samą myśl ogarnia mnie gęsia
skórka .Nie chce spędzić z nią 2 tyg pod jednym dachem bo chyba
oszaleje po co mi wakacje na których nie będę mogła odpocząć tylko
będę się denerwować i stresować. Nawet z dzieckiem swobodnie pobyć
tylko ciągle będzie mi ja zabierała.
Proszę o radę