Dodaj do ulubionych

wojna podjazdowa

27.11.08, 13:02
Witam! Przeczytałam wiele waszych opowieści i każda ma coś z mojej,
typowy układ teściowa i młode małżeństwo z dzieckiem. Chciałabym
poznać opinie postronnych osób co myśłą o mojej sprawie.
Mianowicie mieszkamy z moimi rodzicami i to oni zajmują się na co
dzień dzieckiem bo oboje pracujemy. Moja teściowa mieszka z
pozostałą rodzina zaledwie 2 km oto kilka przykładów na c ją stać:
1. Po urodzeniu nawiedzała nas przy każdej sposobności każdy
weekend spędzaliśmy razem cały, wpadała jeszcze w tygodniu(choć
pracuje zawodowo). Teraz widujemy się w tylko raz w weekend i
czasem w tygodniu jak tylko przyjeżdżamy leci wyrywa nam ja z rąk i
zabiera jakby jej nie widział miesiącami (nie odwiedzasz babci
wogółe) Mówi do niej moje dziecko, córeczko (sama kiedyś
stwierdziła, ze zawsze chciała mieć córeczkę i końcu się doczekał)
2. Jak tylko pojawi na horyzoncie ja przestaje istnieć nie
dopuszcza mnie do dziecka ona ja karmi , przewija, cały czas trzyma
na rękach nosi mimo, że wie że tego nie lubię (żeby nie uczyć
dziecka) jednym słowem nie opuszcza jej na krok.
3. Wymyśla, żebyśmy gdzieś wyszli a mała jej podrzucili a jak
wychodzimy z nią to po co ją tam zabieracie zostawcie ją u nas ja
się nią zajmę.
4. relacja mój mąż jego mama to długa historia są bardzo ze
sobą związani i mąż ma wyrzuty że ją zostawił samą tam z mężem
alkoholikiem ale to nie moja wina, że tak sie jej życie ułożyło) Jak
próbuję rozmawiać z mężęm o tej sytuacji Ciągle słyszę bo mamusie
chce tylko pomóc…. chce dla nas dobrze ….a ja sobie coś wymyślam
jakiś głupoty w końcu ona chce dobrze
Każde spotkanie z nią to dla mnie źródło stresu i wściekłości.
Rzadko proszę ją o pomoc a ona sama się wprasza „jeszcze się
zastanowimy co zrobić” „ to zdecydujemy” Rozumiem, kocha swoja
wnuczkę ,chce z nią spędzać czas ma do tego prawo, ale nie mogę
wytrzymać jak ona ją zagarnia dla siebie, próbuje decydować o niej
nie pozwala mi się do niej zbliżyć. W końcu to my jesteśmy
rodzicami a ona tylko babcia i swoje dzieci wychowała. Z drugiej
strony musze powiedzieć nigdy nic złego od nie usłyszałam. Zła
jestem na siebie ze pomimo wielu sytuacji nie odezwałam się ani
słowem nie zwróciłam uwagi , bo nie chce robić zgrzytów w rodzinie
ale sytuacja stała się kryzysowa mąż chce ja zabrać na wakacje z
nami żeby się zajęła mała na samą myśl ogarnia mnie gęsia
skórka .Nie chce spędzić z nią 2 tyg pod jednym dachem bo chyba
oszaleje po co mi wakacje na których nie będę mogła odpocząć tylko
będę się denerwować i stresować. Nawet z dzieckiem swobodnie pobyć
tylko ciągle będzie mi ja zabierała.
Proszę o radę
Obserwuj wątek
    • zezloszczona Re: wojna podjazdowa 27.11.08, 14:41
      to nieciekawa sytuacja ale im dłużej będziesz biernie czekać tym
      będzie gorzej. Jeśli jego mama jedzie z Wami na wakacje to Twoja też
      niech jedzie, dlaczego Twoja ma by gorsza? Wtedy może Twój mąz
      zroumie, że to troche niezdrowa sytuacja. Szanujcie teściową ale nie
      powinna mówic do Waszej córeczki dziecko moje, no chyba że to tak
      mimowolnie i z przyzwyczajenia. Twoja teściowa zapewne chce cała
      swoja miłość przelać na wnuczkę bo napewno dużo jej przykrości
      spotkało ze strony męża ale nie tędy droga. A jak to jest z jej
      życiem towarzyskim, ma jakieś zajęcia? koelżanki albo
      zainteresowania? Szkod mi tej kobiety ale jak raz pozwolisz na takie
      wyjazdy to uwierz mi będzie tak co roku i Twój mąż zawsze znajdzie
      powód żeby ją z Wami zabierać a może zorganizujcie jej wyjazd z jej
      koleżanką. Musicie mieć więcej swobody i swoje życie, swoje wyjzady
      i wakacje, bez mam,tylko Wasza trójka. Trzymaj się bo wiem że to
      trudna sytuacja, powodzenia.
      • julinka12 Re: wojna podjazdowa 27.11.08, 15:35
        Jak się czyta takie opowieści o teściowych to rzeczywiście scyzoryk
        otwiera się w kieszeni.Ja swoją teściową sprowadziłam na właściwe
        tory,bo szybko nauczyłam się mówić słowo "nie" i reagowałam
        natychmiast na jej idiotyczne pomysły.
        Przede wszystkim powiedziałabym jasno i wyraźnie teściowej,że nie ma
        wpadania bez zapowiedzi.Wyznaczcie jeden dzień w tygodniu-sobotę lub
        niedzielę,na spotkanie przy obiedzie czy też dwie godzinki przy
        kawce u was w domu czy u teściowej-nie ma znaczenia(ja tak zrobiłam).
        Wy jesteście młodzi,macie małe dziecko i potrzebę bycia razem-to
        teściowej też trzeba uzmysłowić.
        Sprawą chyba najważniejszą jest nauczenie się mówić nie.Zapewne
        spowoduje to zgrzyty w rodzinie,teściowa będzie robić fochy,być może
        nawet buntować twojego męża przeciwko tobie ale wierz mi to jest
        jedyna metoda.Ona już nabrała przekonania że ma władzę absolutną bo
        do tej pory się nigdy nie sprzeciwiałaś jej wybrykom.Musisz jasno i
        wyraźnie jej powiedzieć,choć wiem że to trudne,że to wy jesteście
        rodzicami,przyjeliście określony schemat wychowywania dziecka i
        teściowa ma się do niego dostosować.Tak samo w kwestii odsuwania
        ciebie od dziecka.Jeżeli zauważysz że ona już wyciąga łapy po
        malutką,żeby móc znowu pobawić się w "mamę" to nie zostawiaj ich sam
        na sam.Chodź za nimi,obserwuj,niech teściowa czuje twój oddech na
        plecach a gdy coś ci się nie spodoba nie bój się teściowej tego
        zakomunikować.Pamiętaj to jest twoje dziecko i to ty wyznaczasz
        granice.
        A jeśli chodzi o zabranie teściowej na wakacje to jasno i
        wyraźnie ,najlepiej drukowanymi literami mężowi trzeba powiedzieć że
        nie życzysz sobie towarzystwa teściowej na wspólnych wakacjach ani
        teraz ani nigdy w przyszłości.To jest wasz czas i chcesz byście byli
        tylko w trójkę.Jeżeli mąż dalej będzie obstawał przy swoim to niech
        jedzie sam ze swoją mamą a ty i córeczka zostajecie w domu.Ja wiem
        że to jest drastyczna metoda ale inaczej naprawdę się nie
        da.Teściowa musi się nauczyć,że musi szanować ciebie,twój dom-bo ty
        jesteś jego panią i wasze małżeństwo.A szanowny małżonek musi
        zrozumieć,że to nie mamusia ale ty jesteś dla niego najważniejsza i
        twoje zdanie.Ja ze swej strony życzę ci powodzenia a zmiany zacznij
        od zaraz.Pamiętaj słowo"nie"to klucz do sukcesu.
        • ank-a01 Re: wojna podjazdowa 27.11.08, 20:03
          Zgadzam się z "koleżankami" z netu. Nie dawaj teściowej dziecka - zacznij mówić:
          "to jest moje dziecko i ja się nim zajmę".
          Ja miałam podobną sytuację- teściowa wręcz wyrywała mi córę z rąk. Przez moją
          głupotę wzieła małą na wczasy - (bo chciała razem z teściem pomóc)oczywiście
          beze mnie, ja nie byłam potrzebna, bo przecież ona "zna swoją córcię" (też do
          mojego dziecka tak mówiła)- i zraziła ją bakterią coli, którą leczyłam 2 lata.
      • mamka_a Re: wojna podjazdowa 28.11.08, 07:15
        Niestety, niema żadnych zainteresowań, ani bliższych znajomych cały
        wolny czas spędzała z moim męzem(miała z nim najlepszy kontakt
        spośród rodzenstwa) a teraz ma żal że nie ma z kim rozmawiać (i
        ciągle takie rzeczy mu mówi w mojej obecności)....
        Myślicie że nie próbowałam mu wyperswadować wakcji z mamą to
        usłyszałam że to nie moja sprawa!!! on musi ja zabrać bo nigdzie nie
        była... ręce opadają.
        • zezloszczona Re: wojna podjazdowa 28.11.08, 08:31
          Oj to nie zazdroszcze. Twój mąż jest bardzo związany z matką a
          powienien być z Tobą. Powiedz mu że to Ty potrzebujesz najbardziej
          jego bliskości i oddania a nie jego mama. Tworzycie rodzinę we
          trójke..oczywiście tesciowa też ale tą "dalszą" rodzinę. Dziewczyny
          mają rację, powiedz, ze nie jedziesz na takie wakacje bo się
          krępujesz jego mamy, nie czujesz się swobodnie przy niej i dla
          Ciebie to żaden odpoczynek. chce to niech jedzie sam z nią. Powiedz
          mu że pojedziecie gdzieś razem (we 3) gdy wróci. Musicie się siebie
          nawzajem uczyć, poznawać w różnych warunkach a obcowanie z teściową
          temu nie sprzyja. Rozumiem, że jego mama jest może samotna ale to
          nie jest powód żeby Wam przeszkadzała w tak ważnych dla Was
          chwilach. Przecież ma swoje lata i to ona powinnia to wiedzieć i nie
          pchac się do młodych. Robi Wam tym krzwydę. Zapytaj czy ona też
          brała swoją mamę na wakację ze swoim mężem a jesli myślisz, że nie
          da rady to poproś o pomoc kogoś kto ją zna, niech jej to wytłumaczy,
          najlepiej kogoś starszego, może sąsiadkę. Musi to zrozumieć. Jeżeli
          Twój mąż dalej będzie chciał ją zabrać to powiedz mu stanowczo albo
          najlepiej napisz mu w liście i możesz się śmiać ale wtedy
          przynajmniej będzie mógł dokładnie przeanalizować krok po kroku
          Twoje słowa. Nie brnij w to dalej! Ja to chciałabym sie odizolować
          prawie całkeim od tesciowej bo jak sobie przypomne wczorajszy dzień
          to mi z nerwów tak ręce drża i serce stuka jak głupie. Pozrdrawiam i
          daj znać co postanowiałaś.
          • julinka12 Re: wojna podjazdowa 28.11.08, 15:27
            Rzeczywiście sytuacja nie do pozazdroszczenia.Jednak ja jestem
            zdania że tylko uporem możesz zyskać,bo jeżeli się poddasz to już po
            Tobie.Jak widać małżonek nie potrafi i chyba też nie za bardzo chce
            uwolnić się spod skrzydeł mamusi.Jego upór w kwestii zabrania jej na
            wakacje jest dobitnym tego przykładem.I to stwierdzenie że to nie
            Twoja sprawa!!!Jak widać mamusia i synek tworzą świetny duet,co na
            nieszczęscie odbija się na Tobie.Ale ja na Toim miejscu nie
            odpuściłabym ani na jotę.Gdyby i mąż nie odpuszczał to postawiłabym
            go pod ścianą-albo wyjazd waszej trójki-albo nie jedziemy nigdzie,bo
            teściowa będzie jak piąte koło u wozu.Ja rozumiem że ta kobieta może
            czuć się samotna,nawet nieszczęśliwa ale na Boga nie można jej
            pozwolić na wchodzenie z buciorami w Wasze życie.Mąż jest przecież
            dorosłym facetem i zdaje sobie sobie zapewne sprawę z tego,że to Ty-
            jego żona jesteś jemu najbliższa a nie mama.Wszelakie decyzje o
            Waszym wspólnym życiu podejmujecie we dwoje a nie w trójkącie z
            teściową.Możesz ją wziąć pod uwagę ale nie musisz,bo to życie
            Twoje,Twojego męża i Waszej córeczki.Uświadom to mężowi jak
            najszybciej.I w sprawie wakacji nie ustępuj.Głowa do góry.
            • mamka_a Nowe fakty 01.12.08, 07:56
              Rozmówiłam się z moim lubym, powiedziałam albo jedziemy sami w 3
              albo niech sobie jedzie z nimi sam (mamą i rodzeństwem bo oni też
              jadą to nowa wersja wydarzeń). Więc stwierdził, że możemy jechać
              sami jak tak bardzo chce, ale dalej umawia się z nimi na wspólny
              wyjazd rozumiecie coś bo ja nie bardzo?
              Owszem jego argumentacja jest częściowa słuszna że tak będzie
              wygodniej dla nas, będzie się miał kto zając dzieckiem jak będziemy
              chcieli gdzieś wyjść albo poopalać się wiadomo z takim malcem nie
              jest łatwo trzeba ciągle pilnować mieć oczy dookoła głowy. Nawet
              zaproponowałam kompromis tydzień z nimi tydzień sami to NIE głupota
              itp.
              Mam wrażenie że ciągle liczy że mnie złamie i zgodzę się na wspólny
              rodziny wyjazd, żeby nie robić im przykrości… Nawet myślałam, ze dla
              świętego spokoju się zgodzę (może to wcale nie taki głupi pomysł)
              ale po niedzielnej wizycie rodziny nie wyobrażam sobie 2 tyg. razem
              wykluczone.

              • simone-balbina Re: Nowe fakty 01.12.08, 09:42
                witam,
                ten udział świekry w waszym życiu jest niewątpliwie toksyczny.
                Świekra swoim zachowaniem wzbudza w twoim mężu wyrzuty sumienia, a
                on nie chce jej urazić i zapomina oczywiście o rodzinie, którą
                założył. To, że nigdy nie powiedziała Ci nic przykrego, to nie jej
                zasługa, tylko Twoja, ponieważ nigdy się nie sprzeciwiłaś i pewnie
                zawsze robisz dobra minę do złej gry. Dałaś palec, wzięła cała rękę.

                Powinnaś natychmiast postawić granicę świekrze, a z mężem bardzo
                poważnie porozmawiać; daj mu do zrozumienia, że sobie nie życzysz
                życia w trójkącie; powiedz mu, że chcesz być dla niego
                najważniejsza; pokaż mu to forum, niech napisze jaki ma problem, a
                MY koleżanki mu coś poradzimy :)

                Weź też, razem z mężem, pod uwagę, że dziecko, to nie choroba.
                Trudno - jak się ma dziecko, to trzeba nie raz rezygnować z innych
                przyjemności, nawet tych na wakacjach. Jeśli tak podejdziecie do
                sprawy, to sami stwierdzicie, że świekra nie jest wam do niczego
                potrzebna.
                • mamka_a Re: Nowe fakty 01.12.08, 17:07
                  Brawo simon-balbina. mam dokładnie takie same odczucia, puki jestem
                  po ciuchu i nie narażam się(nie mówie NIE na jej wybryki) to też nic
                  mi nie mówi, ale wiem że swoje myśli bo daje mi to do zrozumienia w
                  każdy inny sposób, a do tego wie że ma ciche przyzwolenie swojego
                  syna i pozwolenie na welkie złośliwości pod miom adresem...
                  Tylko co zrobić z bym problemem wszelkie moje uwagi pod jej adresem
                  i jej zachowania kończą się awanturą...
                  W końcu ja chcę jechać na wakacje sama z rodziną wiem, ze nie będzie
                  już tak jak przedtem,bo będzie lepiej z takim maluszkiem
                  baraszkującym po plaży... ahhh
        • marzena604 Re: wojna podjazdowa 22.12.08, 23:08
          To niech ją weźmie, a Ty z dzieckiem w domu zostań, albo jedźcie gdzieś indziej
          same. Wakacje z teściową-o matko! Chyba bym się z mężem rozwiodła jakby mi taką
          atrakcję zafundował. Nie daj się, bo będzie gorzej. Zanim się obudzisz to biedna
          mamusia będzie z Wami mieszkała.
    • sylwka-net Re: wojna podjazdowa 12.12.08, 13:31
      heh... "mamka"...- dokładnie wiem, co przeżywasz...to samo przeżywałam po narodzinach pierwszego dziecka.Czułam się tak, jakby to jej się narodziło dziecko a ja była jedynie macicą obudowaną jakimś kobiecym ciałem, no i oczywiście "mamką":) Tak, moja teściowa pragnęła mieć wnuka."Żeby go przebierać, karmić, wozić w wózeczku, nosić na rękach" - dopiero po pewnym czasie okazało się, że rzeczywiście traktuje małe dzieci jak zabawki, jak żywe lalki, właśnie do przebierania w różne ubranka(nieważne czy wygodne, bawełniane - byle "ładne"), karmienia "butlą"( bo "cyca" nie ma - jak ja nienawidzę tago określenia piersi kobiety karmiącej!!!), śpiewania kołysanek rzewnym wibratto...Dopuki są maleńkie- są śliczne i kochaniutkie a potem rosną i już są tylko do "naprawy".
      Ja popełniłam ten bląd, że tak jak ty, za dużo jej pozwoliłam robić przy dziecku, zbytnio się zbliżyła do niego i poczuła się... "druga matką"(na prośbe męża,który nie spodziewając się konsekwencji poprosił mnie, żebym pozwoliła jego mamie trochę zająć się naszym synkiem, bo ona "tak bardzo marzyła o wnuku").Doszło do tego, że ja po porodzie musiałam nie dość, że zajmować się maluszkiem to jeszcze teściową, która dostawała histerii, bo np.nie mogli z teściem przygotować wody do kąpieli(za zimna, za ciepła, nie taka...krzyczeli na siebie,sprzeczali-w końcu ja przygotowałam wszystko, wsadziłam nalucha do wody i myślałam, że pęknę z tłumionej irytacji!Bez teściowej wszystko poszłoby szybciej, sprawniej i co najważniejsze - SPOKOJNIE!!)Wytrzymałam jakoś te 2 tygodnie(rodziłam w innym mieście niż mieszkałam z mężem) i szybciutko "zwinęłam obóz". Ale ziarno zostało zasiane - przy każdej wizycie u niej ja "w progu" traciłam wszelką władzę rodzicielską. Już zaczęłam myśleć, że jestem jakaś niedorozwinięta, ociężała umysłowo czy po prostu... mnie nie ma,widząc,że MOJE zdanie dotyczące MOJEGO dziecka nic nie znaczy, że nic nie potrafię zrobić dobrze, że patrzy mi się na rece, czy nie robię małemu krzywdy przewijając(były uwagi, ze go"złamię", wyrwę bioderka itp. bzdury), jak go karmie(źle, bo się krztusi, a"czy mam tłusty pokarm?", a główka mu się poci- za mocno go trzymam),ubieram nie tak( bo trzeba inaczej)...Teraz ,jak to piszę(a minęło 5lat)dziwię się, jak ja to wytrzymałam?? Domyślam się, że jeszcze działały hormony, które w czasie ciąży zrobiły ze mnie spolegliwą, zgodną,uśmiechniętą, przygrubą "mamuśkę";))Pomogła mi rozmowa z drugą synową mojej teściowej( mieszka w Anglii od 6 lat) - okazało się, ze mama naszych mężów jest po prostu przerosłą dziewczynką, która co chce to musi mieć, bo inaczej histeria albo, jak my to nazywamy,"globusy";)Jest egoistyczna jak małe dziecko a jedNoczeście stara się wszystkim pokazać, że jest odwrotnie. Jak jej się znudzi "zabawa", to ucieka w pseudochoroby i ta nią się trzeba zająć(bo przecież tym okrutnym drapaniem w gardle zaraziła się od dzieci).Wyglądu jej zazdroszczę, ale charakter ma okropny (rozmamłanie z "bojachceniem" a jednocześnie snobizm z gazetową wiedzą o świecie, dzieciach i chorobach, jest niesprawiedliwa, stronnicza i zamknięta na racjonalne argumenty), co zreszta potwierdzają wszyscy bliscy członkowie rodziny, nawet jej mąż,który kiedy może to ucieka z domu, bo nie może jej słuchać.
      Moja teściowa wtrąca się we wszystko, co dotyczy naszych dzieci( o moim mężu nie wspomnę, bo to oczywiste;]), choć sama przyznaje, że Jej synami zajmowała się babcia, bo ona pracowała. Ja rozumiem i podziwiam pracujące mamy, ale przeciez to polega na tym, że dziecko zostawia się z kimś(babcia, opiekubka)raniutko a po pracy leci się na złamanie karku, żeby z dzieckiem być, wziąć do domu,wytulić,wycaławać,pobawić się, poprzebywać, wynagrodzić sobie i jemu chwile rozłąki. Teściowa:"Ja to miałam dobrze.Rano w drodze do pracy podrzucałam syna mojej mamie, jak przychodziłam to dziecko nakarmione, czasem poszłam na spacer, mogłam sobie wyjść na zakupy, wracałam do mamusi, dziecko w wózek i do domu, bo już wieczór. W domu kąpiel, butla i spał od razu.Ani razu nie zapłakał, taki grzeczny".Sama przyznaje, że nie ma doświadczenia z małymi dziećmi, bo jej dzieci wychowała babcia. Mam wrażenie, że moimi dziećmi chciała nadrobić to, co ją ominęło. Bo teraz to ma na to czas i ochotę. Dziwne, ale prawdziwe.
      W każdym razie - my-"synowe"- stworzyłyśmy wspólny front, swoisty ruch oporu i wspólnie prostujemy meandry rozumowe teściowej;) Grzecznie, rzeczowo, krótko. Czasem w żartach. I co najważniejsze - wiemy, ze wszystko jest z NAMI w porządku. Co więcej - ja zostałam wychowana w duchu szacunku dla starszych, więc gdyby nie pomoc "bratowej" pewnie dusiłabym w sobie wszystko jeszcze dłużej a moje małżeństwo już by nieistniało.Naprawdę. Na szczęście... mojego męża wychowała babcia:)
      Teraz ja mam dwoje dzieci, młodsze to dziewczynka (teściowa była wniebowzięta-pierwsza wnuczka), ale nauczona doświadczeniem i wsparta obserwowanymi popisami wychowawczymi teściowej trzymam ją na dystans - po kazdej wizycie miałam z dziećmi problemy i musiałam minimum 2 tyg poświęcić, żeby moje dzieci znów SAME jadły, w kuchni przy stole a nie przed telewizorem karmione na kanapie, wyciszałam agresję(sposób na grzeczne dziecko- włączyć tv i niech ogląda, co chce. A 5-letni chłopiec chce:piratów, potworów, rekinów, smoków, żołnierzy itp. Wszystko to można, ale w odpowiedniej dla dziecka formie i nie kilka godzin dziennie!!!), walczyłam z histeryczną żądaniowością i uczyłam na nowo zasad. Od teściowej moje dzieci słyszą, że są "nienormalni","nadpobudliwi","okropni","nerwowi","uparci","niesłuchani","brudasy" i ...że"na pewno mają robale"(bo nie może w nich wiącej wcisnąć jedzenia). Pozmawiałam z nią wielokrotnie, tłumaczyłam, prosiłam, mówiłam jej,które jej zachowania, słowa, postawy wobec dzieci są według mnie (i znajomego psychologa)niepoprawne i jakie później dają rezultaty, często przyznawała mi rację i po pewnym czasie...znów to samo.
      Przynajmniej tyle dobrego, że już nie kryję, co mnie boli i mówię.Czasami doprowadzam ją do łez(jak to mała dziewczynka - powiedz, że robi coś źle to uderza w płacz)i ja też później płaczę,bo mi przykro, bo powinnam jej pozwolić, bo to mama, babcia...itp.Ale tak być musi - serce chowam w kieszeń i spokojnie z nią rozmwiam. Nie działa? Nic to. Ograniczam wizyty do minimum. Tylko wciąż te święta mącą mój spokój;)
      Mamko! Apeluję do Ciebie! Odsuń teściową na bezpieczną, zdrową odległość! Później może być tylko gorzej. Jeśli zacznie sobie rościć prawa do wychowywania Twojego dziecka to będzie Ci naprawdę ciężko.Wam wszystkim. A dziecko tylko ucierpi na tym, jeśli będzie otrzymywało sprzeczne sygnały od każdej z "mam".Życzę Ci z całego serca wytrwałości i mam nadzieję, że mniej łez wylejesz niż ja. Pozdrawiam!
      • zosiapilka Re: wojna podjazdowa 04.01.09, 22:41
        Sylwka-net jak czytałam ten post to prawie jakbym czytała o mojej teściowej. Ona też po urodzeniu dzieci wracała do pracy, a jej dziećmi zajmowała się babcia. A gdy ja urodziłam dziecko to zachowywała się tak jakbym urodziła je dla niej. Uważała za oczywiste, że będę wypełniała jej polecenia, a poglądy na wychowywanie dzieci to miała jak z kosmosu. Najbardziej mnie rozwaliła tym jak przestraszyła się strasznie faktu, że dziecko ma ciemiączko - kobieta, która 'wychowała' troje dzieci nie wiedziała co to jest!!! Wszystko jej zdaniem robiłam nie tak: za często karmiłam, za chłodno ubierałam, używałam pampersy itd itp. Traktowała mnie tak jak nianie jej dziecka, która oczywiście powinna we wszystkim jej słuchać i była bardzo oburzona faktem, że mam swoje zdanie. Potrafiła na przykład nie oddać mi płaczącego z głodu dziecka, bo uważała, że nie powinnam jej karmić. Musiałam prawie siłą ją wyrywać. Gdy próbowałam z nią porozmawiać na ten temat tzn, że to moje dziecko i będę wychowywać ją jak uważam za stosowne, to wpadła w furię i nawrzeszczała na mnie i nawyzywała mnie. Nie odzywałam się do niej przez miesiąc, zaparłam sie i w końcu mnie przeprosiła. No ale oczywiście nie mogło się to tak po prostu skończyć. Stwierdziła pewnie wtedy, że na synową się nie nadaję i zaczęła robić wszystko aby mnie skłócić z mężem. Zaczęły się intrygi, kłamstwa i oszczerstwa na mój temat. Potrafiła na przykład powiedzieć mojemu mężowi, że nasza sąsiadka powiedziała jej, że w czasie, gdy on pracuje, to ja przyjmuje różnych panów. Opowiadała, że biorę narkotyki, że jestem chora psychicznie. Przy tym stosowała perfidny szantaż emocjonalny. Gdy któreś z jej dzieci próbowało jej się sprzeciwić, to od razu okazywało się, że jest bardzo chora, to na serce, to na raka. Po pewnym czasie okazywało się, że jednak nic jej nie jest, ale wtedy już osiągnęła swój cel-posłuszeństwo synków.Doszło do tego, że się wyprowadziłam od męża, bo miałam dosyć tej sytuacji. Na szzęście mój mąż przejrzał na oczy i teraz znowu jesteśmy razem. A ona swoimi intrygami doprowadziła do tego, że nikt z nią nie chciał gadać. W końcu ze swoim mężem wyprowadziłą się do innego miasta :-))))
        Teraz to tak się boi by mnie nie urazić, że po trzy razy powtarza, że będzie tak jak ja chcę. Ale już jej nie ufam i na pewno nie zaufam.
        Acha i ona uważa się za świętą...tak mi powiedziała

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka