barbasiasty
03.03.09, 11:19
Moja historia zaczyna się od pewnego wątku teściowa przeczytała listy moje do
mojej mamy w jakich okolicznościach mniejsza z tym w każdym bądź razie w
liście tym wypowiedziałam dwa zdania swoje na temat mojej teściowej-i zaczęło
się....teściowa żaliła się że przyjęła mnie pod swój dach że ją obrażam czego
jej nie powiedziałam wprost co o niej myślę.Ja stwierdziłam że po co jak
niezależnie od tego co bym powiedziała i tak wszystko obróciło by się
przeciwko mnie milczenie jest zlotem...poza tym chodziło o moje uczucia i oto
co mi powiedziała teściowa wtedy w tamtej chwili i do konkretnej sytuacji.
Zawsze w miarę byłam cierpliwa i na jej kąśliwe uwagi reagowałam milczeniem
bądź spokojna odpowiedzią. Teraz myślę że trzeba wrzasnąć i powiedzieć co się
naprawdę myśli odczepiła by się i nie dawała miłych rad bo ona swoje przeżyła
i wie.Poza tym co uważałam za słuszne z jej mądrych rad wykorzystałam ale są
pewne tematy z którym się nie zgadzam i nie potrafię robić czegoś przeciwko
sobie.Najzabawniejsze jest to że wszystko było by nadal "ok" tylko wścibstwo
mojej teściowej przeszło chyba granice, a jak sama twierdziła że ona nie
chciała się wtrącać ale czy czytanie cudzych listów podsłuchiwanie rozmów nie
jest wtrącaniem się? Dla niej taka sytuacja pewnie nie. Najbardziej bawi mnie
to że kiedy potrzebowałam jej pomocy kiedy było mi naprawdę ciężko i nie
miałam z kim pogadać ona odwracała się twierdząc ze ona nie chce się wtrącać
.Zarzuciłam jej w tym liście "że dla moich dzieci jest babką nie babcią", bo
jaką jest babcią jeżeli obiecała dziecku że weźmie je na spacer czy przyjdzie
się pobawić, a nie dotrzymała słowa. Tym bardziej że dziecko widziało jak w
owym czasie babcia grzebała w ogródku.Jak wytłumaczyć to dziecku?