gascodavama
30.10.07, 22:56
Komu potrzebny jest przewodnik lokalny?
Turystom?
W programie wycieczki napisano przecież "opieka pilota-przewodnika",
więc jasne że oprowadzać powinien pilot. Za darmo, po co płacić
jakiemuś przewodnikowi. Że nie ma uprawnień? To w autokarze tyle
opowiadał, a teraz chowa identyfikator i jakoś dziwnie się
zachowuje, gdy ktoś z boku zaczyna się dłużej przypatrywać? Tu ma
mówić, kiedy widzimy o czym mowa!
Organizatorowi wycieczki?
Przewodnik to dodatkowy koszt: cena wzrośnie, klient gotów się
wystraszyć i pójść do konkurencji. Poza tym jak go znaleźć? Trzeba
by umówić się naprzód w konkretnym miejscu i czasie... Dodatkowe
kłopoty. "Pilot-przewodnik" niech się martwi. Chce jechać to niech
ryzykuje. Nikt za niego kilku tysięcy, czy choćby kilkuset euro
mandatu, jak go policja turystyczna złapie, płacić nie będzie.
Kandydat na pilota dopytuje się o przewodników lokalnych?... Aha!
Trasy nie zna! Amator jakiś! Niech w domu siedzi, nie pojedzie.
Pilotowi?
Chyba początkującemu! Stare repy dadzą sobie radę, nie pierwszyzna.
Wynegocjują w biurze wyższą stawkę. Za wiedzę i doświadczenie.
Turysta będzie miał taniej (pozornie), organizator mniej problemów.
Że łamanie prawa? Że opinia o polskich dzikich pilotach? No cóż, jak
się chce zarobić...
Kto, oprócz przewodników lokalnych - rzecz jasna - na takim
podejściu do sprawy, traci?
Turyści: bo żaden obcy, choćby nawet "częstobywały" pilot, nie zna
miejscowych realiów tak, jak przewodnik, który tu mieszka na stałe.
Organizator: bo wydaje o sobie świadectwo braku profesjonalizmu, a
to kiepsko rokuje na przyszłość.
Pilot: początkujący, bo nie dostanie roboty. Stary rep: bo za parę
srebrników funduje sobie strach i stres, daje przykład
nieposzanowania prawa i uprawia nieuczciwą konkurencję.