Dodaj do ulubionych

Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty

30.10.08, 20:35
Dziewczyny otwieram wątek w którym opowiadajcie o swoich historiach
szczęśliwych ciąż, których początek wydawał się dramatyczny i
nierokujący.
To bedzie jeden z najbardziej terapeutycznych wątków dla tych
wątpiących i załamanych.Niech Wasze szczęśliwe historie uskrzydlą
nas oczekujace tak długo i często tracące nadzieje...Przecież
niepojeta jest potega naszego umysłu !
Tak chciałabym móc opowiedzieć tu o moim przypadku .... Niestety
narazie chetnie naładuję się pozytywnie tym co Wy napiszecie, choć
moja jedna historia sprzed 6 lat też moze dodawać otuchy.
A było to tak ( wiem ,ze niektóre z Was znają juz ta moja historie,
ale ja kocham ja opowiadac bo jest sprzeczna z teorią medycyny o
przyroście hcg)
W 31d cyklu w 2 dni po zatrzymaniu @ czułam się bardzo zmęczona,
senna i podejrzana jednym słowem. Zrobiłam test sikany i zobaczyłam
baardzo bladą, niemal niewidoczną druga kreskę.Ktoś mi podpowiedział
że najlepiej jak zrobie badanie z krwi to sie upewnie czy to nie
jest złudzenie.Zrobiłam i tego samego dnia miałam wynik : hcg 9.41.
Nie mieściło sie to w żadnej normie a laboratorium jest naprawde
bardzo dobre, zresztą ta baaardzo blada kreska była potwierdzeniem
tej niskiej bety. Pielegniarka której to pokazałam powiedziała, to
pewnie puste jajo płodowe. Przeryczałam 3 dni i powtórzyłam
badanie.Jakiez było moje zdumienie gdy zobaczyłam bete ponad
100mlU/ml. 9 mscy później urodziłam o czasie zdrową córeczkę 3850g
ważącą.
To był taki mój przypadek z hcg smile
Czy zechcecie dodać nam siły swoimi wspomnieniami ?
Obserwuj wątek
    • madziuchna23 Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 31.10.08, 08:35
      cieszę się, że założyłaś taki wątek smileoby jak najwięcej pozytywnych przykładów
      było a Tobie teraz wszystkiego najlepszego życzę smile
      • gocha500 Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 31.10.08, 09:20
        super zabcia to daje nadieje!ale cus mi sie zdaje ze teraz trez
        mialas jakies przejscia z betka czy moze mi sie tylko zdaje???
        • anick5791 Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 31.10.08, 11:42
          Ten wątek to świetny pomysł, tylko gdzie te pokrzepiające historie...?
    • memphis90 Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 31.10.08, 23:37
      To ja opowiem:
      5 tc, pracowałam na chirurgii, wysłali mnie na blok operacyjny. 3h stałam "na
      hakach", po powrocie na oddział okazało się, że plamię. Pobiegłam migiem na
      ginekologię, powalczyłam ze znieczulicą (żaden z tamtejszych ginekologów nie
      chciał mnie, cholera, obejrzeć- do dziś szlag mnie trafia na totalną znieczulicę
      w tym szpitalu), dotarłam do lekarza. P. doktor mnie zbadała, powiedziała, że
      wczesna ciąża, że sama dobrze wiem jak się sprawy mają, że luteina+ zwolnienie i
      trzeba czekać. Albo się utrzyma, albo nie. Mam zrobić betę teraz i za dwa
      tygodnie i jeszcze łykać jod w tabletach (bo mam chorą tarczycę). Zrobiłam betę,
      dowlokłam się na przystanek, autobus, dom, łóżko. Leżę. Plamienie ucichło, ale i
      tak się martwię, boję się nawet iść siku. Dzwonię do mojego endokrynologa, każe
      natychmiast wywalić jod, zanim dostanę przełomu tarczycowego. Wywalam. Siedzę w
      domu dwa tygodnie, coraz bardziej znudzona, gotuję, robię zakupy, nawet
      sprzątam- w końcu co ma być to będzie itd- wreszcie wracam do pracy. Powtarzam
      betę- wynik dokładnie taki sam, jak te 2 tyg wcześniej. Miękną mi nogi, ręce się
      trzęsą, normalnie załamałam się w tym laboratorium. Ale coś mi nie pasowało, że
      ten wynik taki w 100% identyczny, więc oglądam karteczkę. Okazuje się, że pani
      wydała mi duplikat wyniku sprzed 2 tyg... Nie wiadomo, co we mnie bardziej
      buzuje- wściekłość na taką (!!!) pomyłkę, czy radość, ze beta piękna i idzie w
      tysiącewink Pracuję sobie radośnie dalej, przestałam tylko chodzić na blok
      operacyjny- w końcu w ciąży jestem! Łapię jakąś durną infekcję, więc przechodzę
      na luteinę podjęzykową- oooooohyda totalna, ale czego się nie robi dla dziecka?
      Plamię jeszcze dwa razy, ale jakoś ciąża się toczy... Nie mam ginekologa- w
      poradni czeka się tygodniami, na prywatnego mnie nie stać (wszystkie pieniądze
      wkładamy w przeprowadzkę do mojego rodzinnego miasta), do szpitalnego już nie
      pójdę. Czekam na przeprowadzkę... Pakuję kartony, znoszę lżejsze pudła do auta,
      pucuję mieszkanie. Fasolek nie protestuje, jakoś się chyba zaaklimatyzował we
      mnie na dobre. Po przeprowadzce zmieniam lekarza... A on- zagląda we mnie- "ale
      pani ma tu nadżerkę, to ona plami"... Czyli- 6 tyg łykałam tą cholerną, wstrętną
      luteinę na darmo; przez 6 tyg stresowałam się zagrażającym poronieniem, którego
      nigdy nie było!!! Choć, rzecz jasna, lepiej rozpoznać coś na wyrost, niż coś
      ważnego przeoczyć... A Fasolka zamieniła się już w małego Ssaka i nie pamięta
      już stresu, jaki zafundowala mamusi na początku swojego istnieniasmile
      • zabcia35 memphis :) 03.11.08, 11:29
        Memphis cudowna ta Twoja historia smileWyobrażam sobie ile musiałaś
        przeżyc stresów ale jaki cudowny finałsmile
        Jak Ty sie miewasz?
        Ja znów przezywam koszmar, narazie finału brak....
        • memphis90 Re: memphis :) 04.11.08, 00:20
          Miewam się dobrze, dziękujęsmile Po porodzie wpadłam w baby-blues głęboki jak
          studnia (nie uwierzyłabym wcześniej, że mając moją kochaną kruszynę mogę zalać
          się łzami, że nie zobaczę nowego Batmama... Hormony:/)- ale postawiłam się na
          nogi i adaptuję do życia pozbawionego snu...

          > Ja znów przezywam koszmar, narazie finału brak....
          Ojejjj... Trzymam kciuki, żebyś wreszcie doczekała się szczęśliwego happy- endu.
          Zasłużyłaś na niego!
          • zabcia35 Re: memphis :) 04.11.08, 11:05
            Gratuluje! No popatrz dla mnie czas płynie inaczej bo ciągle drepcze
            w miejscu. Nawet nie wiedziałam że kruszyna już jest z Tobą a nie w
            Tobiewink Ucałuj kruszynę ode mnie, a siebie mocno uściskaj.
            Dziekuję że zagladasz jeszcze na to forum, i prosze zagladaj
            nadal.Czasem rozpaczliwie Cie poszukuje.
            A u mnie szczęsliwy finał jeszcze nie tym razem. Własnie byłam
            wczoraj na usg...dziś zaczęło się krwawienie,wiec kolejny raz finał
            bardzo smutny.
            Pozdrawiamm najcieplej jak potrafię
            • memphis90 Re: memphis :) 05.11.08, 23:23
              Ojej, tak strasznie mi przykrosad Los jest czasem taki niesprawiedliwy, a
              czekanie na cud- trudne! Ale może kiedyś okaże się, że to wszystko ma jednak
              jakiś głębszy sens, że jest po coś, że nie jesteśmy tak doświadczani z czystego
              przypadku? O wiele łatwiej byłoby znieść porażki... Trzymam za Ciebie kciuki,
              nie daj się zwątpieniu. Na pewno się w końcu uda!
    • gamma76 Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 05.11.08, 10:44
      Fajny wątek! U mnie był klasyk - wczesna ciąża (wg moich obliczeń - 5 tydz., wg gina - 7) na usg - brak zarodka. Płacz, smutek, tłumaczenie ginowi, że mam długie okresy, może jeszcze za wcześnie i dlatego, może sprzęt słaby a on nie - to 7-my tydz. robimy zabieg, po długim weekendzie będzie mieć pani z głowy (sic!). Po tygodniu stresów poszłam do innego lekarza, ciąża żywa, 6-ty tydzień, czyli wyszło na moje. Teraz moje szczęście to już 4-letni facet! Pozdrawiam, i wierzcie do końca!
      • orso_orso Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 05.11.08, 12:53
        Witam,

        juz kiedyś opisywałam swój przypadek ale pozwolę sobie ponownie
        napisać.
        Pierwsza ciąża tak wyczekiwana, niestety zakończona zabiegiem
        łyżeczkowania w IMiD, beta niby rosła ale nie tak jak potrzeba, było
        plamienie, na USG w 12 tyg. brak bicia serduszka, druga ciąża
        stracona w 9 tyg. znowu zabieg w IMiD, znowu łzy ... trzecia ciąża
        początek piękny, potem znowu plamienie - stres i jedziemy na izbę
        przyjęć do IMiD robią mi USG i co słyszę brak akcji serca, robimy
        zabieg, nawet nie potrafiłam płakać, wyszłam na korytarz i wyłam,
        mąż razem ze mną! Ale nie było w tym dniu dla miejsca, kazali mi
        przyjechać za 3 dni, chyba, że bym dostała krwotoku to wtedy na
        ostry dyżur. Nie wiem czemu ale na drugi dzień z tym plamieniem
        pojechałam do zupełnie innego lekarza (nie powiedziałam o diagnozie
        w dnia wcześniejszego) i co się okazało po USG u niego ... serduszko
        bije, ciąża rozwija się prawidłowo, mam się oszczędzać, dużo
        odpoczywać, przyjmować leki.
        18.10 mój synek Jaś skończył roczek!!!!

        Trzymam mocno kciuki za wszystkie Was przyszłe mamusie!!
    • perelka110 Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 05.11.08, 14:54
      I ja się przyłączę. Pierwsza ciąża oczekiwana przy długich
      staraniach. Na usg w 8tc lekarz każe przyjść mi za 2 tyg na kolejne
      usg bo ma niezbyt dokładny obraz i od tego zaczyna się moje
      bieganie. Niestety ciąża obumarła - diagnoza zaśniad niezupełny. No
      cóż chyba tak miało być. Pół roku oddczekałam i udało się. Ale
      pojawiły się problemy - plamienia dosyć intensywne, znowu pobyty w
      szpitalu, duphaston, leżenie i to nieszczęsne oczekiwanie na cud.
      Czekanie do 12tc może się uda. Po 12tc jak ręką odjął wszystko co
      złe minęło, a ja zaczęłam czuć że żyję i żyje moja fasolka. Do końca
      ciąży wszystko przebiegało idealnie. Dziś mój synek ma roczek i
      nieźle daje mamie w kość. A w kwietniu pojawi się jeszcze jeden
      członek rodziny (jeszcze nie wiemy czy braciszek czy
      siostrzyczka).Wszystkim życzę tylko samych pogodnych dni i
      szczęśliwych zakończeń.
      • mahti Re: Niewiarygodny finał ciązy spisanej na straty 30.11.08, 22:27

        ja mialam nie ciekawe przezycia z 1 ciaza, lekarz do ktorego chodzilam
        powiedzial ze bedzie mi trudno zajsc w ciaze z powodu policystycznych jajnikow.
        zaszlam po 1.5 rocznym staraniu sie. znowu spoznial mi sie okres, ale u mnie to
        norma bo nie miewalam regularnych okresow , ale kupilam test i zrobilam go bez
        wiekszego entuzjazmu bo tyle juz ich sie narobilam i kazdy negatywny a tu 2
        kreski i szok smile. poszlam wiec do lekarza powiedzialam o tescie i umowilismy sie
        na 2 dzien na usg. usg potwierdzilo ze jest pecherzyk ciazowy ale lekarz
        powiedzial ze o jego zawartosci nie bedzie sie wypowiadal. umowilismy sie na
        nastepne usg za 2 tyg. powiedzial mi tez ze z powodu malej i twardej macicy 1
        ciaza zazwyczaj konczy sie poronieniem,pocieszyl jak nie wiem. na nastepne usg
        szlam z dusza na ramieniu, w czasie usg pokazala sie pusta macica, bez zadnego
        pecherzyka zaczelam plakac lekarz zaczol mnie pocieszac ze tak ostatnio bywa ze
        pecherzyki sa puste i samoistnie obumieraja i pod koniec usg pokazal sie
        pecherzyk. lekarz zbaranial ja tym bardziej. jeszcze w ten dzien umowilam sie do
        innego lekarza na usg i okazalo sie ze jest ciaza 6 tc bylam szczesliwa jak nie
        wiem smile. od samego niemal poczatku bylam nastawiana ze nie donosze tej ciazy z
        powodu malej i twardej macicy, donosilam do 8 mies niemozliwe stalo sie mozliwym
        latwo nie bylo co raz pobyt w szpitalu na podtrzymaniu. dzis syn ma 8 lat smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka