Dziewczyny otwieram wątek w którym opowiadajcie o swoich historiach
szczęśliwych ciąż, których początek wydawał się dramatyczny i
nierokujący.
To bedzie jeden z najbardziej terapeutycznych wątków dla tych
wątpiących i załamanych.Niech Wasze szczęśliwe historie uskrzydlą
nas oczekujace tak długo i często tracące nadzieje...Przecież
niepojeta jest potega naszego umysłu !
Tak chciałabym móc opowiedzieć tu o moim przypadku .... Niestety
narazie chetnie naładuję się pozytywnie tym co Wy napiszecie, choć
moja jedna historia sprzed 6 lat też moze dodawać otuchy.
A było to tak ( wiem ,ze niektóre z Was znają juz ta moja historie,
ale ja kocham ja opowiadac bo jest sprzeczna z teorią medycyny o
przyroście hcg)
W 31d cyklu w 2 dni po zatrzymaniu @ czułam się bardzo zmęczona,
senna i podejrzana jednym słowem. Zrobiłam test sikany i zobaczyłam
baardzo bladą, niemal niewidoczną druga kreskę.Ktoś mi podpowiedział
że najlepiej jak zrobie badanie z krwi to sie upewnie czy to nie
jest złudzenie.Zrobiłam i tego samego dnia miałam wynik : hcg 9.41.
Nie mieściło sie to w żadnej normie a laboratorium jest naprawde
bardzo dobre, zresztą ta baaardzo blada kreska była potwierdzeniem
tej niskiej bety. Pielegniarka której to pokazałam powiedziała, to
pewnie puste jajo płodowe. Przeryczałam 3 dni i powtórzyłam
badanie.Jakiez było moje zdumienie gdy zobaczyłam bete ponad
100mlU/ml. 9 mscy później urodziłam o czasie zdrową córeczkę 3850g
ważącą.
To był taki mój przypadek z hcg

Czy zechcecie dodać nam siły swoimi wspomnieniami ?