To miał być fantastyczny orgazm - leżałam z rozchylonymi udami, a on miarowo,
dokładnie z wypełniającym ciało po brzegi dopchnięciem, idealnie we mnie
wchodził klęcząc na podłodze przy kanapie. Ja – jak zwykle przy boskiej
przedekstazie i minifali skurczów rozkoszy zapowiadających tsunami –
mruczostękałam „Hm, jesteś wspaniały, jaki wielki, jest bosko …” itp itd, bo
było naprawdę idealnie i czułam, że zamienią się te doznania w fantastyczny
orgazm, megaorg...