Dodaj do ulubionych

Łęczyczanin a łęczycanin

27.02.18, 22:45
Różnie ludzie mówią wink
Słowniki nie rozróżniają sad
Google preferuje łęczyczanina.
Korpus JP preferuje łęczycanina.
Wygląda na to, że łęczycanin,za sprawą mediów, wypiera łęczyczanina.

Nie wiem, co o tym myśleć.

Kornel
Obserwuj wątek
    • ur-nammu Re: Łęczyczanin a łęczycanin 28.02.18, 00:29
      kornel-1: „Łęczyczanin a łęczycanin
      Wygląda na to, że łęczycanin,za sprawą mediów, wypiera łęczyczanina.”


      Zacznę od hasła w SJP PWN
      Łęczycanin (mieszkaniec Łęczyckiego) -anina, -aninie; -anie, -an
      łęczycanin (mieszkaniec Łęczycy) -anina, -aninie; -anie, -an”

      tiny.pl/gn8ff
      Identyczny wpis zawiera Nowy Słownik Ortograficzny PWN z zasadami pisowni i interpunkcji, opr. Edward Polański, Warszawa 1999.

      Elektroniczny Słownik Języka Polskiego XVII i XVIII wieku także odnotowuje tylko formę łęczycanin. Patrz: tiny.pl/gn8f5

      Narodowy Korpus Języka Polskiego odnotowuje formę łęczycanin. Patrz: tiny.pl/g4183

      Sprawę rozstrzyga jednoznacznie Słownik poprawnej polszczyzny PWN pod red. Witolda Doroszewskiego:
      „Łeczyca ... łęczycanin (nie: łęczyczanin) ...”
      (Wytłuszczenie moje – UN)

      Formę łęczyczanin i Łęczyczanin – obok form łęczycanin i Łęczycanin, a więc identycznych z zarejestrowanymi w opracowaniach profesjonalnych – podaje SJP.pl i słowniki na nim oparte. Patrz: tiny.pl/gn8f1
      Ponieważ jednak SJP.pl nie jest słownikiem tworzonym przez zawodowych językoznawców (w zakładce „więcej o słowniku” czytamy: „Redakcją słownika zajmują się hobbyści”), brak jest podstaw do traktowania go jako miarodajnego opracowania.
      Na marginesie zauważę, że pewną wskazówką może być też przymiotnik utworzony od Łęczycy, który wszak brzmi łęczycki, nie: łęczyczki.

      Z powyższego wynika, że poprawną formą jest odpowiednio łęczycanin i Łęczycanin.
      • kalllka Re: Łęczyczanin a łęczycanin 28.02.18, 01:15
        Łęczynianki maja czyczki a Łęczycanie piersi są.
        A ja mam dobra dykcję, o!
        • arana czyczki i piersi 28.02.18, 07:32
          kalllka napisała:

          > Łęczynianki maja czyczki a Łęczycanie piersi są. A ja mam dobra dykcję, o!


          Hehe, czyczki mi umknęły, ale że Łęczycanie piersi są to wiadomo od dawna!
      • arana Re: Łęczyczanin a łęczycanin 28.02.18, 07:50
        ur-nammu napisał:

        > Z powyższego wynika, że poprawną formą jest odpowiednio łęczycanin i Łęczycanin.

        Ależ Ur..., zabrzmiałeś w tej wypowiedzi tak poważnie! A gdzie he, he!?
        • ur-nammu Re: Łęczyczanin a łęczycanin 28.02.18, 15:38
          arana: „A gdzie he, he!?
          Utknęło mi w obolałym gardle, a psik!

          Dziękuję Ci za link do Słownika nazw własnych, dobrze bowiem wiedzieć, że istnieje opracowanie PWN, które formę łęczyczanin traktuje jako równoprawną z formą łęczycanin. Nie zmienia to oczywiście faktu, że właśnie forma łęczycanin jest częściej rejestrowana w wydawnictwach językoznawczych, co pewnie wiąże się między innymi z jej udokumentowaną tradycją sięgającą XVII wieku (Pasek, Pamiętniki: „Łęczycanie y kuiawianie rozumieiąc że ...”) oraz przykrym powtórzeniem głoski cz w dwóch sylabach występujących tuż obok siebie w wersji konkurencyjnej (właśnie wtedy powstają skojarzenia z czyczkami, a ja w tym względzie będę za niepohamowanym mazurzeniem).
          • arana Poznańskie straty pana P. 28.02.18, 18:04
            Niepohamowane mazurzenie - mówisz? To nie pozwól nigdy wydawać się w Poznaniu. Zobacz jak w XIX w. przerobili tam pana Paska!



            • kalllka Re: Poznańskie straty pana P. 28.02.18, 19:53
              Pasłek to bardzo dobry przyklad mazurzenia.. a do tego Chryzostom!
              • arana Złotouste mazurzenie? 01.03.18, 06:59
                kalllka napisała:

                > .. a do tego Chryzostom!


                Bo złotousty czy z innego powodu?
                • kalllka Re: Złotouste mazurzenie? 01.03.18, 12:34
                  Właśnie! taki bizantyński Pasłek..
                  PS
                  W zbiorach podań o Łęczycy głównie Boruta; miny stroi i miesza czyczan rdzennie polskich, w kotle ze smoła..czarci pomiot!
                  • arana Pasłek 01.03.18, 14:29
                    kalllka napisała:

                    > Właśnie! taki bizantyński Pasłek..

                    Już drugi raz piszesz Pasłek. Bo Pasłek z Pasłęku?
                    • kalllka Re: Pasłek 01.03.18, 14:51
                      Ano aranosmile taki barokowy żarcik..
                      PS
                      A może,hmm, rokokowy..
                      • arana Re: Pasłek 01.03.18, 15:12
                        A wiesz, że sama tak o nim pomyślałam, gdy przeczytałam (dawno temu), jak to ministrantowal do mszy z rękami zbrukanymi krwią, a ksiądz to pochwalił!


                        • kalllka Re: Pasłek 01.03.18, 15:36
                          W piast perfectum postacie Chryzostoma Jana łecza nas w temacie końcówki zupana.
                          I Forma żeńska / często odwrócona/ czy piersi są Jana czy tez Chryzostoma?
                        • kalllka Re: Pasłek 01.03.18, 16:21
                          Stuła księzowska niedaleko pasa książęcego opasa. To jasne!
                          ..gdy się Jankow i starej wydrze żyło- polityczny sponsoring kwitł, na prawo i lewo, nie mniej niż obecnie.
                          Nie dziwota tedy, ze ręce krwią umywal / niczym lady Mackbeth/ gdy mu bliżej Korybuty stały
                          • kalllka Re: Pasłek 01.03.18, 23:28
                            Chyba jednak popasa, ta stuła
                        • stefan4 Re: Pasłek 01.03.18, 19:57
                          arana:
                          > gdy przeczytałam (dawno temu), jak to ministrantowal do mszy z rękami zbrukanymi krwią, a ksiądz to pochwalił!

                          Ksiądz, jak widać, nie był z tych, co by Szymonowi Piotrowi kazali schować miecz po urżnięciu ucha Malchosowi, słudze arcykapłana...

                          Fajny tekst do studiowania przemian ortografii zaszłych przez ostatnie 300 lat. Jan Złotousty pisze na przykład:
                              * roskosz, by co prędzéj wnijść pod dach
                          • ur-nammu Re: Pasłek 01.03.18, 22:57
                            stefan4: „właściwie od czego jest ,,rozkosz''? od niem. ,,kosztować''? czy od fr. cauchon?”
                            Według Brücknera rozkosz pochodzi od rozkochania. Dłuższy wywód można znaleźć pod hasłem kochać: tiny.pl/gn62p

                            stefan4: „a właściwie dlaczego dzisiaj piszemy ,,otóż''? samo ,,-ż'' to taka przyrośnięta partykuła wzmacniająca, na ogół nie mająca mocy zmieniania ,,-o-'' w ,,-ó-'';’
                            Można wymienić kilka przykładów zmieniania o w ó: co – cóż, kto – któż, czego – czegóż, kogo – kogóż.

                            stefan4: „przywarł zaraz fórtkę
                            • stefan4 Re: Pasłek 02.03.18, 03:15
                              ur-nammu:
                              > Według Brücknera rozkosz pochodzi od rozkochania. Dłuższy wywód
                              > można znaleźć pod hasłem kochać: tiny.pl/gn62p

                              Tam stoi:
                                  ,,od koch-, powtarzającego się w złożeniu rozkosz, co jest
                                  i w serbskiem i ruskiem''
                              • ur-nammu Re: Pasłek 02.03.18, 14:50
                                stefan4: „Tam stoi: ,,od koch-, powtarzającego się w złożeniu rozkosz, co jest i w serbskiem i ruskiem''”
                                Tak, ale całość jest opisana w haśle kochać, tak więc to ono stanowi w tym wypadku punkt wyjścia.

                                stefan4: „Ale skoro to jest od porta, to jakim prawem dzisiaj pisze się przez ,,u''?”
                                Wystarczy tu przypomnieć przeszłość czasownika tłumaczyć (dawniej tłomaczyć i tłómaczyć, por. tiny.pl/gnvlh , tiny.pl/gnvlc ) czy rzeczownika stulecie (dawniej stolecie i stólecie, por. tiny.pl/gnvlx ).
                                W dawnej forcie też musiało się dokonać przejście w wymowie do pochylonego o, choć pewnie najwcześniej w zdrobnieniu zapisywanym kiedyś fórtka, by z czasem pozostać tylko w wersji wymowy znanej dziś jako u.
                              • apersona Re: Pasłek 04.03.18, 20:39
                                ur-nammu:
                                > Dzisiejsza furt(k)a nie pochodzi od niemieckiego Furt (bród),
                                > lecz od Pforte (brama), a to z kolei – od łacińskiego porta.

                                Mnie ta porta przeszła przez myśl, ale potem zobaczyłem, że furtka jest wymieniona tutaj wśród germanizmów i wywodzona od Furt. Ale skoro to jest od porta, to jakim prawem dzisiaj pisze się przez ,,u''?


                                A czy głębszy rodowód tych słów: furta, furtka, Pforte, porta, Furt, ford, bród, brama nie jest wspólny wszak wszystkie oznaczają jakieś przejście przez mur, ogrodzenie, rzekę, góry, coś istniejącego od zarania ludzkości.
                                • stefan4 Re: Pasłek 04.03.18, 23:53
                                  apersona:
                                  > A czy głębszy rodowód tych słów: furta, furtka, Pforte, porta, Furt, ford, bród,
                                  > brama nie jest wspólny wszak wszystkie oznaczają jakieś przejście

                                  Hmmm... Gdybyśmy szli po znaczeniach, to należałoby do tej rodziny włączyć słowa całkiem inaczej brzmiące, jak drzwi, gate, czy Eingang. Gdybyśmy szli po brzmieniach, to mnie porta kojarzy się z noszeniem a nie z brodem; za to bród kojarzy się z brodą, brudem, bratem, barcią i niemieckim chlebem; a Furt z angielskim fart (za przeproszeniem), niemieckim fuhr (= pojechał) i z froterką.

                                  Kiedy pokrewieństwo znaczeniowe i brzmieniowe współistnieją, to mamy podejrzenie wspólnego rodowodu, ale i wtedy potrzebna jest silniejsza argumentacja. Mamy skłonność dorabiać pokrewieństwo znaczeniowe na siłę
                                  • arana Sprzeczka, argumenty, prowokacja, absurd 05.03.18, 08:00
                                    stefan4 napisał:

                                    > Kiedy pokrewieństwo znaczeniowe i brzmieniowe współistnieją, to mamy podejrzenie wspólnego rodowodu, ale i wtedy potrzebna jest silniejsza argumentacja.
                                    >
                                    > Językoznawcy mają zapewne bardziej niezawodne sposoby badania rodowodów słów.
                                    > Pewnie czasem błądzą, ale i tak bym się z nimi nie sprzeczał, bo ja nabieram się częściej.


                                    Masz rację, Stefanie, zawsze potrzebna jest dobra argumentacja. Trzeba też mieć świadomość własnych ograniczeń - patrz: artykuł Walczaka. Ale sprzeczkę widzę nieco inaczej, bo jako element twórczy - podobnie jak absurd.

                                    A wracając do furtki. Dzięki góglowi i skanom zapisów z epoki, możemy sami sprawdzać argumenty językoznawców, które kiedyś musieliśmy przyjmować "na wiarę". Zatem spójrzmy, jak w literaturze przebiegał zapis furtki:
                                    tu,
                                    tu,
                                    tu.

                                    One sprawiają, że przekonują mnie w tym furtkowym względzie wywody Ura - przynajmniej na razie, lecz zawsze mam w pamięci art. Walczaka oraz własne i cudze przemyślenia (ha, swoistą furtkę!) na temat absurdu i prowokacji.

                                  • apersona Re: Furta 05.03.18, 22:01
                                    stefan4 napisał:

                                    > Gdybyśmy szli po brzmieniach, to mnie porta kojarzy się z noszeniem a n
                                    > ie z brodem; za to bród kojarzy się z brodą, brudem
                                    > , bratem, barcią i niemieckim chlebem; a Furt z angielskim
                                    > fart (za przeproszeniem), niemieckim fuhr (= pojechał) i z fr
                                    > oterką
                                    .

                                    > Kiedy pokrewieństwo znaczeniowe i brzmieniowe współistnieją, to mamy podejrzeni
                                    > e wspólnego rodowodu, ale i wtedy potrzebna jest silniejsza argumentacja.

                                    Angielski i niemiecki słownik twierdzi, że ford i Furt są spokrewnione z fahren, faran ang-sax, ferry Fahre (prom) a więc i fuhr (= pojechał) i furą oraz Fuhre (trans-portem czyli prze-noszeniem).
                                    Co do brodu, to przejścia p,f > b,v są częstym zjawiskiem podobnie jak przestawki głosek (gród > gard, kras > Karst)
                                    Brama wcześniej była nie jako brzmienie tylko jako znaczenie Pforte przejście przez góry np. Brama Morawska Mährische Pforte, Burgundische Pforte (Bourgondische Poort nl) nie wiem jak się o takich miejscach wyrażali starożytni wink
                                • ur-nammu Re: Pasłek 05.03.18, 00:13
                                  apersona: „A czy głębszy rodowód tych słów: furta, furtka, Pforte, porta, Furt, ford, bród, brama nie jest wspólny wszak wszystkie oznaczają jakieś przejście przez mur, ogrodzenie, rzekę, góry, coś istniejącego od zarania ludzkości.”
                                  Tak, wiele wskazuje na to, że cofnięcie się w czasie prowadzi do wspólnego źródła.
                                  Dzisiejszą furt(k)ę przejęliśmy od niemieckiego Pforte, które z kolei pochodzi od łacińskiego porta (brama, drzwi; wejście, dostęp).
                                  Niemiecki Furt pochodzi od łacińskiego portus (port; schronisko). Rzuca się w oczy podobieństwo łacińskich słów porta i portus. Innym wyrazem do nich podobnym jest czasownik portare (nieść; jechać). Jego źródłem ma być praindoeuropejskie per(ə) (przewieźć, przeprowadzić, przedostać się). Greckim odpowiednikiem łacińskiego portare był czasownik perā́n (περᾶν), a rzeczownikiem był póros (πόρος). To właśnie stąd – wedle legendy – pochodzi znane nam w Europie imię Krzysztof, czyli Christophoros, będące połączeniem Χριστος (Chrystus) i φορος (nosiciel), czyli ‘niosący Chrystusa’.
                                  • stefan4 hau, hau! 05.03.18, 10:33
                                    ur-nammu:
                                    > Greckim odpowiednikiem łacińskiego portare był czasownik
                                    > perā́n (περᾶν), a rzeczownikiem był póros (πόρος). To właśnie
                                    > stąd – wedle legendy – pochodzi znane nam w Europie imię Krzysztof, czyli
                                    > Christophoros

                                    Chyba istotnie nie miałem racji. Jakoś tego -φορος-a zawsze łączyłem nie z porta, a raczej z łacińskim fero, ferre, tuli, latum, które również oznacza ,,nosić'' (stąd m.in. referat, relacja, translator; a ,,przyniosłem tulipana'' to ,,tulipam tuli''). Ale okazuje się, że to falszywy trop:
                                        * łacińskie fero jest od PIE bhereti (czy stąd jest ,,beret''? wink )
                                        * greckie -φορος jest od PIE per- (nie wiem, jaka końcówka...).

                                    Chyba jednak nie tylko ja się nabrałem. Przy importach greki do łaciny często kalkowano greckie -φορ- na łacińskie -fer-. Np.
                                        * διαφοράdifferentia = różnica
                                        * φώσφοροςLucifer = niosący światło
                                    • arana A jednak gwiazda, choć planeta... 05.03.18, 16:58
                                      stefan4 napisał:
                                      >     * φώσφοροςLucifer = niosący światło
                                      • stefan4 Re: A jednak gwiazda, choć planeta... 06.03.18, 01:33
                                        arana:
                                        > A jednak gwiazda, choć planeta...

                                        No, fakt, jeśli jakiś Schwartzenegger, albo inna Jolie, mogą być gwiazdami, to i Wenus się ta godność należy...

                                        - Stefan
                                  • kalllka Re: Pasłek 05.03.18, 10:42
                                    Si, tutti attraversiamo..
                                    ma non tutti troppo forte
                                  • apersona Re: Furta i Świna - toponimy i migracje 16.03.18, 21:05
                                    ur-nammu napisał:

                                    > apersona: „A czy głębszy rodowód tych słów: furta, furtka, Pforte, po
                                    > rta, Furt, ford, bród, brama nie jest wspólny wszak wszystkie oznaczają
                                    > jakieś przejście przez mur, ogrodzenie, rzekę, góry, coś istniejącego od zarani
                                    > a ludzkości.”

                                    > Tak, wiele wskazuje na to, że cofnięcie się w czasie prowadzi do wspólnego źród
                                    > ła.
                                    > Dzisiejszą furt(k)ę przejęliśmy od niemieckiego Pforte, które z k
                                    > olei pochodzi od łacińskiego porta (brama, drzwi; wejście, dostęp).
                                    > Niemiecki Furt pochodzi od łacińskiego portus (port; schronisko).
                                    > Rzuca się w oczy podobieństwo łacińskich słów porta i portus. In
                                    > nym wyrazem do nich podobnym jest czasownik portare (nieść; jechać). Jeg
                                    > o źródłem ma być praindoeuropejskie per(ə) (przewieźć, przeprowadzić, pr
                                    > zedostać się). Greckim odpowiednikiem łacińskiego portare był czasownik
                                    > perā́n (περᾶν), a rzeczownikiem był póros (πόρος). To właśnie stą
                                    > d – wedle legendy – pochodzi znane nam w Europie imię Krzysztof, czyli [
                                    > i]Christophoros[/i], będące połączeniem Χριστος (Chrystus) i φορος
                                    > ] (nosiciel), czyli ‘niosący Chrystusa’.

                                    Dawne wzmianki o Schweinfurcie w Frankonii, gdzie dzięki płyciznom przeprawiano się przez rzekę Men od starożytnosci czyli źródła do ewolucji niem.Furt/ang. ford (bród) a przy okazji też i świna, jako że nazwa pochodzi nie od górnoniemieckiego Schwein (świnia) lecz od Swin (nl. Zwin - płytka zatoka morska lub ujście rzeki zalewane okresowo przez morze) jak Świna i Świnoujście.
                                    Czy znacie polski odpowiednik słowa Swin?

                                    Widać tu też ślady migracji: Frankowie przybyli do Frankonii (pn wsch Bawaria) z okolic Maas i Schelde (obecnie Niderlandy)

                                    720 Suinuurde.[39]
                                    791 Suuinfurtero (erste urkundliche Erwähnung).[39]
                                    804 Suuinfurte.[39]

                                    ? Swinfurt.[41]
                                    ? Swinvordi.[41]
                                    1254 Swinvorde

                                    ? Sweinvort.[41]
                                    ? Sweinfurt.[41]
                                    ? Schweinfurt

                                    Vermutlich nicht das Schwein, sondern der Swin hat der Stadt ihren Namen gegeben. Das Wort stammt wahrscheinlich nicht aus dem Althochdeutschen, sondern wurde von den Franken aus ihren ursprünglichen Gebieten um Maas und Schelde mitgebracht. Im Hölländischen bezeichnet Zwin (Aussprache Swin) einen Priel, einen Wasserlauf in Watt und Marsch. Das Zwin ist ein versandeter Meeresaltarm in Flandern; Swin bedeutet im eigentlichen Sinn abnehmen. Das Wort war auch im Altsächsischen in Gebrauch, worauf mehrere Orte namens Swinford auf den Britischen Inseln hinweisen.[39] Ferner auch Swinemünde an der Swine. Swin wird zudem auch von einem von Quellen durchzogenen Sumpfgebiet hergeleitet.[40] Die (erste) Furt wird 1,5 km östlich der heutigen Altstadt auf Höhe eines Altwassers des Mains, dem heutigen Sennfelder Seenkranz vermutet, einem Sumpf und Quellengebiet.


                                    de.wikipedia.org/wiki/Schweinfurt#Geschichte Herkunft des Stadtnamens - pochodzenie nazwy miasta niestety nie ma polskiej wersji.


                          • arana Otóż, któż, cóż 02.03.18, 06:56
                            stefan4 napisał:
                            >     * a otoż mamy gości
                          • arana e pochylone 02.03.18, 07:45
                            stefan4 napisał:


                            > Proszę też zwrócić uwagę na te wszystkie -é- zamiast -e-. Dzisiaj, jakby ktoś wymawiał w tych miejscach -y-, to uważalibyśmy go za jakiegoś regionała.


                            Nie, takiego e w literackiej polszczyźnie było pełno jeszcze w XIX w.
            • ur-nammu Re: Poznańskie straty pana P. 01.03.18, 01:00
              arana: „To nie pozwól nigdy wydawać się w Poznaniu. Zobacz jak w XIX w. przerobili tam pana Paska!”
              Zapewniam Cię, Arano, że przenigdy nie pozwolę się wydać w Poznaniu, zwłaszcza gdy trafię tam w roku 1840.
              A nieco poważniej dodam, że nie ma znaczenia, co zrobiono z Paskiem w pierwszej połowie XIX wieku, gdy zasady edytorskie nie były jeszcze tak dopracowane, jak to nastąpiło kilka dekad później. W tym względzie istotne jest tylko to, co przekazuje zachowany rękopis: polona.pl/item/pamietniki,MTEzNDIxMA/360/#info:metadata (karta 233r, 14 wiersz od góry). A ten przekazuje tylko c.
              • arana Touché!, uf! (pełne ulgi) i odrobina niepokoju 01.03.18, 06:47
                Ur-nammu (serwując argumentem ostatecznym): W tym względzie istotne jest tylko to, co przekazuje zachowany rękopis: polona.pl/item/pamietniki,MTEzNDIxMA/360/#info:metadata (karta 233r, 14 wiersz od góry). A ten przekazuje tylko c.

                Ja: Touché! Opuszczam broń i z uśmiechem udaje się na upatrzoną pozycję.


                UR: ... zwłaszcza gdy trafię tam w roku 1840.

                Zatem nie grozi Ci zagłada ortograficzna? Ach, oddycham z ulgą! Bądź jednak czujny również w innych sprawach, bo stratę poniosłoby niewielkie, acz sympatyczne, forum z XXI wieku.


      • stefan4 Re: Łęczyczanin a łęczycanin 28.02.18, 11:46
        kornel-1:
        > Nie wiem, co o tym myśleć.

        Najlepiej myśleć, że jesteśmy dużym krajem z dużym i bogatym językiem, mającym oboczności. I że nie ma potrzeby, żebyśmy wszyscy mówili dokładnie tak samo.

        ur-nammu:
        > Zacznę od hasła w SJP PWN
        [...]
        > Elektroniczny Słownik Języka Polskiego XVII i XVIII wieku
        [...]
        > Narodowy Korpus Języka Polskiego
        [...]
        > Sprawę rozstrzyga jednoznacznie Słownik poprawnej polszczyzny PWN
        [...]
        > Ponieważ jednak SJP.pl nie jest słownikiem tworzonym przez zawodowych
        > językoznawców

        Jestem daleki od odmawiania Jaśnie Oświeconym Językodawcom prawa do publicznego prezentowania własnych poglądów i własnego wyznania. Niech sobie swobodnie mówią i piszą. Jednak w dyskusji potrzebne są argumenty bardziej przekonujące niż stwierdzenie, że ja w moim własnym języku mam mówić tak
        • arana uzus 28.02.18, 13:37
          stefan4 napisał:

          > Czy ktoś mógłby sprawdzić, jaki jest usus lokalny? Bo ja jestem zaciekłym usużaninem względnie ususaninem (nie lubiącym jednak USA).


          Dawno to zrobiłam i podałam wyniki w tym wątku o 9.13.
          • stefan4 Re: uzus 28.02.18, 14:04
            arana:
            > Dawno to zrobiłam i podałam wyniki w tym wątku o 9.13.

            Aha, fakt. Wygląda na to, że do niedawna było ,,Łęczyczanin'', a potem zmieniło zdanie i zrobiło się ,,Łęczycanin''. No cóż, vox populi equo versicolore vehit...

            - Stefan
            • arana Re: uzus 28.02.18, 15:02
              stefan4 napisał:

              . Wygląda na to, że do niedawna było ,,Łęczyczanin'', a potem zmieniło zdanie i zrobiło się ,,Łęczycanin''.

              Wiesz, chyba to trochę inaczej. Pamiętam z dawnych lat uwagę jednej z autorek "Kultury języka polskiego", że przy spornych końcówkach (dyskusja dotyczyła problemu Łasku czy Łaska) główną rolę odgrywają czynniki zwyczajowe. Czyli zasada jest stara, tylko słowniki nie zawsze ją stosują.

              Wiem, że bardziej podoba Ci się regularny model końcówek, który podał Randy, ale tak to już jest z językiem, że zawsze coś odstaje.
          • ur-nammu Re: uzus 28.02.18, 15:55
            stefan4: „Bo ja jestem zaciekłym usużaninem względnie ususaninem (nie lubiącym jednak USA).”
            A ja często nie mogę wyjść ze zdumienia, z jaką łatwością niektórzy wyrażają swój tak jednoznaczny stosunek (‘nie lubię’) do tak niejednoznacznych zbiorowości.
            • stefan4 Re: uzus 28.02.18, 16:17
              ur-nammu:
              > z jaką łatwością niektórzy wyrażają swój tak jednoznaczny stosunek (‘nie lubię’)
              > do tak niejednoznacznych zbiorowości
              .

              Człowieku, uśmiechnij się wreszcie!

              - Stefan
              • ur-nammu Re: uzus 28.02.18, 16:44
                stefan4: „Człowieku, uśmiechnij się wreszcie!”
                Stefanie Czwarty, nie zachowuj się jak zabawiacz, który poucza publiczność, kiedy powinna się śmiać z jego dowcipu.
    • randybvain Re: Łęczyczanin a łęczycanin 28.02.18, 01:21
      Mieszkańcy Łużyc to Łużyczanie, a nie Łużycanie
      Mieszkańcy Koszyc to koszyczanie, a nie koszycanie
      Mieszkańcy Głubczyc to głubczyczanie, a nie głubczycanie
      Mieszkańcy Łęczycy to zatem łęczyczanie, a nie łęczycanie.

      Forma słownikowa wskazuje albo na seplenienie albo na rozpodobnienie.
      • arana czynniki zwyczajowe 28.02.18, 09:13
        randybvain napisał:


        > Forma słownikowa wskazuje albo na seplenienie albo na rozpodobnienie.


        Zapomniałeś dodać, że dobór tego czy innego kryterium jest wynikiem zwyczajowej lub teoretycznej konwencji. W tym wypadku słowniki chyba przychylają się do zwyczaju: p. nazwa spółdzielni mieszkaniowej.

    • dar61 Janowic na Iwaszkiewicza kosym okiem 28.02.18, 21:55
      Różnie ludzie mówią. Słowniki nie rozróżniają

      Piękny przykład walki lokalności z narzucaniem norm słownikowych.
      Jeśli miałbym wybierać, mieszkając tam, wolałbym godkę lokalną.
      Gdyby trzeba było wybrać jakąś metodę na skuteczniejszą komunikatywność, lepsza byłaby opcja uniwersalności końcówek.
      Ciekawe zaś by było, gdyby gdzieś, nawet na całej Słowiańszczyźnie, znalazłyby się konkurencyjne Łęczyca i np. Łęcycza.
      Kusząca też jest droga szukania starodawnych różnic gwary, gdzie i Kielcanina by odróżniać od Międzyrzeczanina i Międzyrzecanina.
      Szukałbym różnych mazurzeń u Mazurów i nie tylko.

      Google preferuje [...] Korpus JP preferuje
      Życie uczy, że czasem statystyka wchłania i błędne wyszukiwania, też lokalne preferencje, a nawet narzucanie woli.
      Nie brałbym efektów wyszukiwania poważnie.
      • arana Efekty wyszukiwania i liczby 01.03.18, 14:54
        dar61 napisał:

        > Nie brałbym efektów wyszukiwania poważnie.


        Hm, a czy wyszukiwanie nie ma czegoś wspólnego z liczbami? A liczby przecież to całkiem poważna inwestycja naukowa w przeciwieństwie do językoznawstwa, które według niektórych nauką nie jest.
        • stefan4 Re: Efekty wyszukiwania i liczby 01.03.18, 20:02
          arana:
          > w przeciwieństwie do językoznawstwa, które według niektórych nauką nie jest.

          Według których?!

          https://t1.ftcdn.net/jpg/01/64/76/50/400_F_164765099_uGq3zTY3jsfoBrnpggbdtUSFD6k9E6Nz.jpg

          - Stefan
          • arana Nauka? 02.03.18, 06:55
            stefan4 napisał:

            > Według których?!


            Pisząc, użyłam żartobliwie hiperboli, ale przecież pełno takich, którzy uważają, że jeśli coś nie jest ścisłe, to nie jest nauką. A w językoznawstwie pełno przecież wyjątków. Więc z dumą przyznają się do gramatycznego nazizmu, nieprzepadającego za wyjątkami ani wariantami, które zaburzają idealny porządek.

            Nauka? - mówią - tylko ścisła. Reszta to absurd. A ja go cenię, bo dla mnie to wiedza zaskakująca.
            • stefan4 Nauka! 02.03.18, 09:05
              arana:
              > Pisząc, użyłam żartobliwie hiperboli, ale przecież pełno takich, którzy uważają,
              > że jeśli coś nie jest ścisłe, to nie jest nauką. A w językoznawstwie pełno
              > przecież wyjątków.

              Objętość rośnie (czyli gęstość maleje) ze wzrostem temperatury
        • dar61 Efekt afektywny 04.03.18, 15:47
          czy wyszukiwanie nie ma czegoś wspólnego z liczbami

          Może i taki mieć.
          Ich efektu liczbowego - liczb swą skalą niewidocznych - oczekują mroczne siły z tła.
          Siły te mają popartą swym wpływem merkantylnym taką potrzebę, by wyszukiwarkowanie napędzało IM hordę szukających. Ku NIM, ku ICH kiesom.
          Wtedy efekt skali jest - tym smarowaniem mechanizmu - pożądany. Przez tło, rzadko przez szukającego.

          Gdybyśmy tak wierzyli wyszukiwaniu językowych zjawisk, natychmiast musielibyśmy zrezygnować ze znaków diakrytycznych, jakże rzadkich w Korpusie.
          O interpunkcji, zwykle w Inter-strefie w rozsypce, nie wspomnę, bo żal ściska.

          Lubię, lubuję się wnikać w badania znawców języka, w sensie właśnie naukowym.
          Częściej jednak wtedy, gdy owi badacze biorą się za rozbiór historyczny, entomologiczny wręcz. Bo mowa/ język, jak i motyl - zwiewna jest i znika za szybko. Za szybko szczególnie w fazie larwalnej, niepisanej.
          Strefa badaczy tłumaczących społeczny odbiór języka na pograniczu prawie językowej polityki znaczeń mnie wręcz od nich odpycha. Bo ci w ideologię potrafią skręcać, w statystykę właśnie, w magię liczb - i w socjotechnikę.
          Kończy się to potem spinowaniem, wkręcaniem plus manipulowaniem.
          Nauka staje się twórcą tworzywa, nie jego analizatorem.
          Nie dziwi, że sekowanym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka