ronner 07.05.05, 18:46 Od jakiegos czasu nurtuje mnie skad sie wziela i czy na pewno poprawna w jezyku polskim jest wymowa typu: "ezelde, (SLD), "peezel" (PSL oczywiscie i np. ofenZywa. Czy ktoś mógłby zaspokoic moją ciekawość? Z góry dziękuję i pozdrawiam! Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
d.su Re: Peezel 08.05.05, 12:32 uważam, iż jezd abzoludnie niepoprawna... Jag się ma katarek to się tag bówi... nie cierpię tej maniery a wzięła się może z lenistwa i ogólnego rozmemłania? Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Peezel 09.05.05, 10:43 d.su napisała: > uważam, iż jezd abzoludnie niepoprawna... Jag się ma katarek to się tag bówi... Jak się ma zerową wiedzę na temat języka polskiego i dużo zarozumiałości, to się tak myśli... > nie cierpię tej maniery W przypadku połowy ludności Polski to nie maniera, tylko lokalna cecha języka... Odpowiedz Link
dutchman Re: Peezel 09.05.05, 15:15 W przypadku polowy ludnosci Polski ? Skad taki pomiar jesli spytac wolno...? dutchman Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Peezel 10.05.05, 10:57 dutchman napisał: > W przypadku polowy ludnosci Polski ? Skad taki pomiar jesli spytac wolno...? Z badań japońskiego badacza Naoko... Czy to takie ważne, czy 30% czy 60% Chodzi o to, że jest to najnormalniejsza wymowa w Małopolsce, nie dam sobie głowy uciąć, ale chyba też nie jest też niezwykła w Wielkopolsce z przyległościami dialektalnymi (czyli Pomorzu Gdańskim). Jakoś wiele cech dialektu małopolskiego łatwo przeszło na Wrocław, więc też by mnie tam to nie zdziwiło. Nawet jeśli jakiś Małopolanin zwykle mówi standardem, tj. po mazowiecku, to też czasem się mu to może przytrafić, gdy się nie sili na wymowę wyuczoną. I to jest sedno mojej wypowiedzi. Udźwięcznianie to cecha regionu, a nie grupy społecznej. Dlatego irytuje mnie utożsamianie wymowy peezel z "wsiokami". Czasem ktoś prześmiewczo "udaje polityka ludowego" mówiąc coś w stylu "ja z peezelu, spod Pułtuska", co dopiero dowodzi nieznajomości sprawy przez tego pożalsięboże satyryka, bo wymowę "peezel" czy "ezelde" łatwiej usłyszeć u krakowskiego lub rzeszowskiego profesora niż u mazowieckiego chłopa lub lumpenproletariusza. Odpowiedz Link
ronner Re: Peezel 09.05.05, 16:10 No wlasnie nie jestem do konca przekonany czy jest to blad czy tylko reginalizm, mnie tez troche ta wymowa drazni, tylko do tej pory bylem przekonany ze jest to blad, powszechny ale blad. Jezeli jednak jest to wymowa regionalna zmieniam zdanie. Odpowiedz Link
kicior99 Re: Peezel 09.05.05, 16:33 do tej pory tylko w ustach Rymanowskiego slyszalem peezel Odpowiedz Link
emka_1 kicior, 09.05.05, 16:48 słuchasz jedynie w ustach rymanowskiego? nie ryzykuj, bo moze cię połknąć, o przeżuciu i wypluciu nie wspominając p.s. wiekszość polityków tak wymawia, może to wymóg przy wstępowaniu do partii. Odpowiedz Link
kicior99 Re: kicior, 10.05.05, 11:47 juz w zadnych =((( Rymanowski tu juz nie dociera. Na jego peezel zwrocilem uwage bodaj w roku 93 jeszcze w eremefie. Odpowiedz Link
kr_kap Re: Peezel 12.05.05, 23:19 > Od jakiegos czasu nurtuje mnie skad sie wziela i czy na pewno poprawna w > jezyku polskim jest wymowa typu: "ezelde, (SLD), "peezel" (PSL oczywiscie i > np. ofenZywa. Czy ktoś mógłby zaspokoic moją ciekawość? Z góry dziękuję i > pozdrawiam! Mnie podobnie rażą wszelkie jeźli, myźli i tym podobne, bo brzmią mi niepoprawnie, ale może da się podciągnąć te różnice pod regionalizm. Znalazłam u prof.Miodka, z "Jaka jesteś polszczyzno": "Za staranniejszy, bo zgodny z pisownią, uważany jest przez większość wariant bezdźwięczny, ale status nomy ortofonicznej mają oba brzmienia - tak jak za równoprawne uznawane są realizacje dźwiękowe typu wykonaliśmy-wykonaliźmy; zrobiliśmy-zrobiliźmy. Opisane tu zróżnicowanie fonetyczne Polaków uwarunkowane jest regionalnie (...) I tak - jeśli na początku drugiego wyrazu, wchodzącego w skład jakiegoś połączenia, stoją samogłoski a, e, i, o, u lub głoski r, l, m, n, wówczas rodowici Wielkopolanie, Ślązacy i Małopolanie udźwięczniają koniec pierwszego wyrazu, inni Polacy zaś - wymawiają go bezdźwięcznie. Ci pierwsi zatem powiedzą spiZ natury, braD ojca, słoiG mleka, ojcieDZ Adama, braD i siostra, woreG Ryśka; drudzy - spiS natury, braT ojca, słoiK mleka, ojcieC Adama, braT i siostra,worek Ryśka." Kto by pomyślał, prawda ? Odpowiedz Link
kr_kap Re: Peezel 12.05.05, 23:22 za "nomę" zamiast "normy" i inne literówki najmocniej przepraszam. jakieś zwierzęta siedzą mi w oczach Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Peezel 13.05.05, 09:29 kr_kap napisała: > > rodowici Wielkopolanie, Ślązacy i Małopolanie [...] > > Kto by pomyślał, prawda ? No tak, kto by pomyślał? Przecież Wielkopolanie, Ślązacy i Małopolanie to taka nieliczna, ledwo zauważalna grupka... Ech... > Odpowiedz Link
kr_kap Re: Peezel 13.05.05, 13:04 Ech, nie postępuj tak okrutnie "Kto by pomyślał", że tak jest poprawnie, to, że się tak mówi - słyszę. Ale łączyłam to, nie wiedzieć czemu, z zasadami, które każą akcentować trzecią od końca sylabę słów: pisaliśmy, czytaliśmy, itd., a wedle których akcentowanie drugiej i wymawianie "ź" zamiast "ś" ("iiiźmy") jest niepoprawne. Jestem rodowitą Małopolanką i wiem, że siła nas, siła ! Odpowiedz Link
tawananna Re: Peezel 15.05.05, 18:06 Opisane realizacje są uznawane za jak najbardziej poprawne, ale są to udźwięcznienia międzywyrazowe (braD ojca itd.), a nie śródwyrazowe. Śródwyrazowe mogłyby być jakąś analogią do w/w, chociaż o ile udźwięcznienia międzywyrazowe słyszę powszechnie, peeZel jest raczej rzadkością (na oko, tzn. na ucho ). Odpowiedz Link
kr_kap Re: Peezel 16.05.05, 11:10 No tak, to analogia miała być. Kiedyś miewałam wrażenie, że w podobnych przypadkach (też nie peezel, ale trudno mi teraz sobie przypomnieć) udźwięcznianie śródwyrazowe pełniło w mowie różnych osób funkcję emfatyczną, więc nawet jeśli niepoprawne i specyficzne dla konkretnej jednostki - tak kombinowałam - i tak się broni. Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Peezel 16.05.05, 14:51 tawananna napisała: > Opisane realizacje są uznawane za jak najbardziej poprawne, ale są to > udźwięcznienia międzywyrazowe (braD ojca itd.), a nie śródwyrazowe. > Śródwyrazowe mogłyby być jakąś analogią do w/w, chociaż o ile udźwięcznienia > międzywyrazowe słyszę powszechnie, peeZel jest raczej rzadkością (na oko, tzn. > na ucho ). Oczywiście - są one rzadsze. Analogia jest w miarę prosta - zarówno międzywyrazowe, jak i te śródwyrazowe są na granicy morfemów, a przynajmniej na końcu sylaby. Pewnie trudno utrzymać tezę, że lidżba, proźba (ogólnopolskie), czy jeźli (małopolskie, choć nieobligatoryjne) składają się w świadomości użytkowników z morfemów: licz-ba, proś-ba, jeś-li (*lik-Iba, *pros-Iba, *jest-li), już prędzej ezelde - es-el-de. Dlatego też wydaje mi się, że udźwięcznianie przez dźwięczne obstruenty (ogólnopolskie) i sonoranty (tylko małopolskie, wielkopolskie i śląskie) to kwestia końca sylaby, niekoniecznie morfemu. Na rzecz końca sylaby (albo i morfemu) przemawia np. to, że nikt nie udźwięcznia skrótowca pesel, który sylabifikuje się pe-sel, a normalne (choć może i zanikające) w wymienianych dialektach jest udźwięcznianie skrótowca PSL, który sylabifikuje się pe-es-el. Z tego by wynikało, że sylabifikuje się czo-snek, a nie czos-nek, (bo wtedy ja mówiłbym czoznek) co akurat jest zgodne z moją intuicją... Dlatego np. gdzie indziej umieszczałbym postacie "chromozom" i "ofenzywa". > Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Peezel 16.05.05, 14:54 tawananna napisała: > Opisane realizacje są uznawane za jak najbardziej poprawne, ale są to > udźwięcznienia międzywyrazowe (braD ojca itd.), a nie śródwyrazowe. Ale Miodek wspomniał też -źmy. Historycznie, to jest międzywyrazowe, ale obecnie, to taka sama "granica wyrazów" jak w niech-by czy proś-ba... Odpowiedz Link
pam31 Re: Peezel 30.05.05, 01:30 To możesię przydać wymawiaącym "jaBŁko" UPODOBNIENIA Jeśli w wyrazie lub między wyrazami artykulacja (wymowa) jednej głoski dostosowuje się do artykulacji (wymowy) drugiej – mówimy o upodobnieniu Rodzaje upodobnień: ubezdźwięcznienie : ławka [ łafka] udżwięcznienie: prośba [proźba] słuchać go [słuchadź go] pod względem miejsca artykulacji: zdziwić [ździwić] las szumi [lasz szumi] Jeśli upodobnienie następuje w wyrazie, jest upodobnieniem wewnątrzwyrazowym (rybka) [rypka], jeśli między wyrazami – międzywyrazowym (czytać głośno) [czytadź głośno]. Jeśli upodobnienie przebiega w kierunku odwrotnym niż cały wyraz, nazywamy je wstecznym (rozsypać) [rossypać], jeśli postępuje w tym samym kierunku, co wyraz (krzak) [kszak] - postępowym W wielu wyrazach następuje utrata dźwięczności w wygłosie: chleb [chlep] oraz uproszczenie grup spółgłoskowych: kościuszkowski [kościuszkoski] (Jest to fragment pracy "Fonetyka Polska" A Mączyńskiej Odpowiedz Link
zakkahletz Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 18.07.05, 22:23 Mówcie co chcecie, ale tu nikt i nic mnie nie przekona: w/g mnie tylko ćwoki upodabniają (co właściwie nie powinno być zwane upodobnieniem, a utożsamieniem; kolejny wspaniały przejaw konsekwencji jęz. polskiego) spółgłoski szeleszczące na granicach wyrazów (nie chodzi mi o wewnątrzwyrazowe granice morfemów !), tzn. mówi np. "lasz szumi". Tfu, syf malaria. :[[ A co do opcjonalności wstecznego międzywyrazowego udźwięczniania spółgłosek, to założę się, że Miodek jako ważna figura w polskim światku lingwistycznym na pewno sam przyłożył rękę do uznania tego za jeden z "normalnych" wariantów. Nie przezwycięży przecież swojego pochodzenia i związanych z nim cech swojej mowy, więc woli lobbować za swojakami. Lubię i szanuję kolesia za swadę, z jaką krzewi wiedzę o języku i ciekawość tegoż, ale wnerwiają mnie te jego "bydź może" etc. Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 19.07.05, 09:35 zakkahletz napisał(a): > ale wnerwiają mnie te jego "bydź > może" etc. A mnie wnerwiają mazowiecko-kresowe "być może" i co mi zrobisz? Skoro sam(a) tego określenia używasz, to stwierdzę równie autorytarnie, że jesteś ćwokiem. O! Odpowiedz Link
dutchman Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 19.07.05, 20:29 Ni bardzo rozumiem: czy jest cos dziwnego w zwyklym "być może" ? Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 20.07.05, 10:47 dutchman napisał: > Ni bardzo rozumiem: czy jest cos dziwnego w zwyklym "być może" ? A niby dlaczego udźwięczniać międzywyrazowo mają tylko obstruenty, a sonoranty już nie? Tak naprawdę zaś, to była reakcja na wyzywanie od ćwoków tych, którzy mówią dialektem (nawet nie gwarą środowiskową czy lokalną) małopolskim, wielkopolskim i śląskim... Skoro ktoś uważa pewne cechy fonologiczne tych dialektów za dziwne i ćwokowate, to może oczekiwać takiej reakcji zwrotnej wobec dialektu mazowieckiego. Tak naprawdę, to OK - skoro w dialekcie mazowieckim (i chyba kresowych, zwłaszcza północnych, bo co gwar lwowskich - nie byłbym tego taki pewny) - sonoranty nie mają mocy udźwięczniającej, to niech sobie taka cecha będzie. Skoro uznano, że jest to cecha "standardowego polskiego", to też OK - z kilku dialektów, któryś musi być faworyzowany. Ale poniżanie osób mówiących dialektem innym, niż ten, który akurat stanowi podstawę dla "standardu", to już przesada. Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 20.07.05, 11:15 zakkahletz napisał(a): > Mówcie co chcecie, ale tu nikt i nic mnie nie przekona: w/g mnie tylko ćwoki > upodabniają (co właściwie nie powinno być zwane upodobnieniem, a utożsamieniem; Mówię więc, co chcę. Co więcej, jestem na 95% pewny, że gdyby nagrać jakąś twoją spontaniczną wypowiedź (np. w rozmowie ze znajmymi, a nie podczas przemówienia), to sam byś musiał siebie nazwać ćwokiem, bo byś się zdziwił, jak naprawdę wtedy mówisz... > > kolejny wspaniały przejaw konsekwencji jęz. polskiego) spółgłoski szeleszczące > na granicach wyrazów (nie chodzi mi o wewnątrzwyrazowe granice morfemów !), > tzn. mówi np. "lasz szumi". Tfu, syf malaria. :[[ Zaraz - uzgodnijmy protokół rozbieżności: Chodzi ci o asymilację spółgłosek szeleszczących na granicy wyrazów. Co to są według twoich definicji spółgłoski szeleszczące? Tylko ż i sz? Czy też s,z,c,dz,ć,dź (koronalne frykatywy i afrykaty)? Nawet przyjmując szeroką definicję "szeleszczących", to nie łapią się tu np. spółgłoski zwarte. Czy uzgadnianie dźwięczności też uważasz za ćwokowate? Np. wymowę "ruk krovy" ("róg krowy") albo "brad damjana" ("brat Damiana")? A co z idącym dalej niż u(bez)dźwięcznienie "bradź dźatka" ("brat dziadka")? Czy obecność "szeleszczącego"(?) "dź" sprawia, że przejście "t" w "dź" można nazwać ćwokowatym? > > A co do opcjonalności wstecznego międzywyrazowego udźwięczniania spółgłosek, to > > założę się, że Miodek jako ważna figura w polskim światku lingwistycznym na > pewno sam przyłożył rękę do uznania tego za jeden z "normalnych" wariantów. Różnice w fonologii różnych dialektów polszczyzny zauważono (i usankcjonowano przez "odpowiednie władze", czy też autorytety) zanim Miodek poznał słowo "językoznawstwo" ) Zajrzyj na sąsiednie forum "Słownictwo gwarowe", tam Artur Czesak może ci podrzucić odnośniki do odpowiednej literatury. >Nie > > przezwycięży przecież swojego pochodzenia i związanych z nim cech swojej mowy, Czyli uważasz, że pochodzenie z Tarnowskich Gór, Krakowa, Rzeszowa, Lwowa, Poznania, Katowic, Zakopanego albo Wadowic jest gorsze niż pochodzenie z Małkini, Otwocka, Suwałk, Wilna albo Warszawy i należy się od niego odcinać? Ciekawe podejście... > wnerwiają mnie te jego "bydź > może" etc. Cóż bardziej wnerwiającego w "bydź może" niż w "bydź dobrym" albo "bydź głupim"? (Te dwa ostatnie są normalne w "standardzie" i dialekcie mazowieckim.) Cóż bardziej wnerwiającego w udźwięcznianiu przez sonaranty w udźwięcznianiu przez obstruenty? Odpowiedz Link
zakkahletz Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 20.07.05, 12:35 1) Przez "spółgłoski szeleszczące" w jęz. polskim rozumiem: s,z,ś,ź,sz,ż,ć,dź, cz,dż. 2) Według mnie, "lasz szumi" jest tak samo ćwokowate (NIE MA TO CECH REGIONALIZMU, więc proszę się nie obrażać ze względu na miejsce zamieszkania/pochodzenia) jak "bradź dziadka". Natomiast "brad dziadka" lub, dajmy na to, "laz zachęca do spacerów" to zupełnie inna sprawa - to standardowe dla całego kraju udźwięcznienie wsteczne, nie do uniknięcia w potocznej (nie mówię o hiperpoprawnej "aktorskiej", w stylu "M jak miłość") mowie, i tego NIE uważam za ćwokowate. 3) Przyznam, że przytyki regionalne (w odróżnieniu od pktu 2 !) to był trochę kij w mrowisko, ale nie spodziewałem się, że dyskusja będzie aż tak zażarta i parę osób na serio skieruje ku mnie ostrza swego gniewu. Bardzo przepraszam urażonych. Na swoją obronę mam tylko to, że bardzo lubię zarówno Kraków z jego piękną gwarą, jak i np. Wrocław z jego specyficzną mieszanką germańsko-kresową. 4) Stanowczo zapewniam, że jestem osobą świadomą swojej mowy i umyślnie ją kształtującą, toteż NIE pojawiają się w niej zjawiska z pktu 2, natomiast "krakowszczenie" tylko czasem, dla zabawy lub z chęci upodobnienia się do mistrzów takiego mówienia (tzn. gdy jestem w Krakowie, na zasadzie "Kiedyś wlazł między wrony ..."). 5) Co się tyczy Miodka, to "bydź może" nieprecyzyjnie się wyraziłem: chodzi mi nie o zapoczątkowanie takiej tendencji, a o konsekwentne jej lansowanie (ale to i tak tylko domysły). 6) "Bydź może" vs "bydź dobrym": udźwięcznianie przez sonoranty to NIE standard, a przez obstruenty - TAK. Ale w tym przypadku przyznaję, że ciut za daleko się posunąłem i może to wyglądać na jakiś faszyzm lingwistyczny, którego krzewicielem nie chciałbym być. Dlatego za to również przepraszam. Odpowiedz Link
piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 21.07.05, 10:52 zakkahletz napisał(a): > 2) Według mnie, "lasz szumi" jest tak samo ćwokowate (NIE MA TO CECH > REGIONALIZMU, więc proszę się nie obrażać ze względu na miejsce > zamieszkania/pochodzenia) jak "bradź dziadka". Jak się człowiek spieszy, to nie takie rzeczy wychodzą (np. "angielskie" "ash" w miejsce "ałe" w słowach typu "widziałem" - źródło - Biedrzycki, Leszek. 1978. "Fonetyka angielskich i polskich rezonantów. Porównanie samogłosek i spółgłosek rezonantowych." Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe. - itd.) Oczywiście, jest to cecha całego języka polskiego (i wielu innych języków) i jeżeli występują jakieś różnice regionalne, to mogą wynikać z różnego akcentu, różnej melodyki, czy czegoś w tym stylu (melodyka itp. to dosyć mgliste, tj. trudne do jednoznacznego pomiaru, pojęcia). W każdym razie, uważam, że w normalnej, niezbyt starannej mowie, taka asymilacja jest normalna. Jest też w gruncie rzeczy niezauważalna (chyba, że ktoś ma wyczulone ucho...) Choć, w staranniejszych przemowach może nie być odpowiednia... >Natomiast "brad dziadka" lub, > dajmy na to, "laz zachęca do spacerów" to zupełnie inna sprawa - to standardowe > > dla całego kraju udźwięcznienie wsteczne, nie do uniknięcia w potocznej (nie > mówię o hiperpoprawnej "aktorskiej", w stylu "M jak miłość") mowie, i tego NIE > uważam za ćwokowate. OK. Swoją drogą "M jak miłość" to bardzo dobry przykład na to jak się nie mówi po polsku (choć niektórzy by chcieli, aby właśnie tak mówiono). Aktorzy tam rzeczywiście artykułują, a nie mówią > 3) Przyznam, że przytyki regionalne (w odróżnieniu od pktu 2 !) to był trochę > kij w mrowisko, ale nie spodziewałem się, że dyskusja będzie aż tak zażarta i > parę osób na serio skieruje ku mnie ostrza swego gniewu. Bardzo przepraszam > urażonych. Na swoją obronę mam tylko to, że bardzo lubię zarówno Kraków z jego > piękną gwarą, jak i np. Wrocław z jego specyficzną mieszanką germańsko-kresową. Czy tam naprawdę coś germańskiego zostało? Ja w mowie Wrocławian jeśli już zauważam jakieś cechy regionalne (większość zapewne mówi czymś na kształt standardu, ze względu na wymieszanie różnych tradycji), to są to cechy małopolskie (udźwięcznianie przez sonoranty, afrykatyzacja "tsz") nawet bardziej niż kresowe. Widocznie co bardziej typowe kresowe cechy zostały "poprawione", a mniej zauważalne cechy małopolskie przetrwały. Chyba zresztą właśnie Dolny Śląsk przyjął oprócz Kresowiaków także Małopolan i zmałopolizowanych Kresowiaków z Lwowszczyzny i podział na Północ i Południe w niektórych cechach dialektalnych przesunął się także na Ziemie Odzyskane... > 4) Stanowczo zapewniam, że jestem osobą świadomą swojej mowy i umyślnie ją > kształtującą, toteż NIE pojawiają się w niej zjawiska z pktu 2, > natomiast "krakowszczenie" tylko czasem, dla zabawy lub z chęci upodobnienia > się do mistrzów takiego mówienia (tzn. gdy jestem w Krakowie, na > zasadzie "Kiedyś wlazł między wrony ..."). Ja niestety nie potrafię imitować akcentu inicjalnego W ogóle mam trudności z kontrolowaniem akcentu - druga od końca i już, żadna mi tam "opera", czy "matematyka" nie będzie zaburzać systemu - zawsze mi to wypominała nauczycielka rosyjskiego, a i w angielskim też to ma znaczenie... > 6) "Bydź może" vs "bydź dobrym": udźwięcznianie przez sonoranty to NIE > standard, a przez obstruenty - TAK. Ale w tym przypadku przyznaję, że ciut za > daleko się posunąłem i może to wyglądać na jakiś faszyzm lingwistyczny, którego > > krzewicielem nie chciałbym być. Dlatego za to również przepraszam. OK. Ja wiem, jaki jest standard. Wiem, że różnica we wpływie sonorantów i obstruentów przejawia się też w innych miejscach. Jednak i owszem, nie cierpię, kiedy ktoś propaguje "rasizm" dialektowy... Odpowiedz Link