07.05.05, 18:46
Od jakiegos czasu nurtuje mnie skad sie wziela i czy na pewno poprawna w
jezyku polskim jest wymowa typu: "ezelde, (SLD), "peezel" (PSL oczywisciewink i
np. ofenZywa. Czy ktoś mógłby zaspokoic moją ciekawość? Z góry dziękuję i
pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • d.su Re: Peezel 08.05.05, 12:32
      uważam, iż jezd abzoludnie niepoprawna... Jag się ma katarek to się tag bówi...
      nie cierpię tej maniery
      a wzięła się może z lenistwa i ogólnego rozmemłania?
      • piotrpanek Re: Peezel 09.05.05, 10:43
        d.su napisała:

        > uważam, iż jezd abzoludnie niepoprawna... Jag się ma katarek to się tag bówi...

        Jak się ma zerową wiedzę na temat języka polskiego i dużo zarozumiałości, to się
        tak myśli...

        > nie cierpię tej maniery

        W przypadku połowy ludności Polski to nie maniera, tylko lokalna cecha języka...
        • dutchman Re: Peezel 09.05.05, 15:15
          W przypadku polowy ludnosci Polski ? Skad taki pomiar jesli spytac wolno...?
          dutchman
          • piotrpanek Re: Peezel 10.05.05, 10:57
            dutchman napisał:

            > W przypadku polowy ludnosci Polski ? Skad taki pomiar jesli spytac wolno...?

            Z badań japońskiego badacza Naoko... wink
            Czy to takie ważne, czy 30% czy 60% Chodzi o to, że jest to najnormalniejsza
            wymowa w Małopolsce, nie dam sobie głowy uciąć, ale chyba też nie jest też
            niezwykła w Wielkopolsce z przyległościami dialektalnymi (czyli Pomorzu
            Gdańskim). Jakoś wiele cech dialektu małopolskiego łatwo przeszło na Wrocław,
            więc też by mnie tam to nie zdziwiło. Nawet jeśli jakiś Małopolanin zwykle mówi
            standardem, tj. po mazowiecku, to też czasem się mu to może przytrafić, gdy się
            nie sili na wymowę wyuczoną. I to jest sedno mojej wypowiedzi. Udźwięcznianie to
            cecha regionu, a nie grupy społecznej. Dlatego irytuje mnie utożsamianie wymowy
            peezel z "wsiokami". Czasem ktoś prześmiewczo "udaje polityka ludowego" mówiąc
            coś w stylu "ja z peezelu, spod Pułtuska", co dopiero dowodzi nieznajomości
            sprawy przez tego pożalsięboże satyryka, bo wymowę "peezel" czy "ezelde" łatwiej
            usłyszeć u krakowskiego lub rzeszowskiego profesora niż u mazowieckiego chłopa
            lub lumpenproletariusza.
    • zbigniew_ Re: Peezel 09.05.05, 08:34
      A nie jest to jakis "małopolonizm"?
      • ronner Re: Peezel 09.05.05, 16:10
        No wlasnie nie jestem do konca przekonany czy jest to blad czy tylko
        reginalizm, mnie tez troche ta wymowa drazni, tylko do tej pory bylem
        przekonany ze jest to blad, powszechny ale blad. Jezeli jednak jest to wymowa
        regionalna zmieniam zdanie.
        • kicior99 Re: Peezel 09.05.05, 16:33
          do tej pory tylko w ustach Rymanowskiego slyszalem peezel
          • emka_1 kicior, 09.05.05, 16:48
            słuchasz jedynie w ustach rymanowskiego? nie ryzykuj, bo moze cię połknąć, o
            przeżuciu i wypluciu nie wspominającsad

            p.s. wiekszość polityków tak wymawia, może to wymóg przy wstępowaniu do partii.
            • kicior99 Re: kicior, 10.05.05, 11:47
              juz w zadnych =((( Rymanowski tu juz nie dociera. Na jego peezel zwrocilem
              uwage bodaj w roku 93 jeszcze w eremefie.
    • kr_kap Re: Peezel 12.05.05, 23:19
      > Od jakiegos czasu nurtuje mnie skad sie wziela i czy na pewno poprawna w
      > jezyku polskim jest wymowa typu: "ezelde, (SLD), "peezel" (PSL oczywisciewink i
      > np. ofenZywa. Czy ktoś mógłby zaspokoic moją ciekawość? Z góry dziękuję i
      > pozdrawiam!

      Mnie podobnie rażą wszelkie jeźli, myźli i tym podobne, bo brzmią mi
      niepoprawnie, ale może da się podciągnąć te różnice pod regionalizm. Znalazłam
      u prof.Miodka, z "Jaka jesteś polszczyzno":

      "Za staranniejszy, bo zgodny z pisownią, uważany jest przez większość
      wariant bezdźwięczny, ale status nomy ortofonicznej mają oba brzmienia - tak jak
      za równoprawne uznawane są realizacje dźwiękowe typu wykonaliśmy-wykonaliźmy;
      zrobiliśmy-zrobiliźmy.
      Opisane tu zróżnicowanie fonetyczne Polaków uwarunkowane jest regionalnie
      (...) I tak - jeśli na początku drugiego wyrazu, wchodzącego w skład jakiegoś
      połączenia, stoją samogłoski a, e, i, o, u lub głoski r, l, m, n, wówczas
      rodowici Wielkopolanie, Ślązacy i Małopolanie udźwięczniają koniec pierwszego
      wyrazu, inni Polacy zaś - wymawiają go bezdźwięcznie. Ci pierwsi zatem powiedzą
      spiZ natury, braD ojca, słoiG mleka, ojcieDZ Adama, braD i siostra, woreG Ryśka;
      drudzy - spiS natury, braT ojca, słoiK mleka, ojcieC Adama, braT i siostra,worek
      Ryśka."

      Kto by pomyślał, prawda ?
      • kr_kap Re: Peezel 12.05.05, 23:22
        za "nomę" zamiast "normy" i inne literówki najmocniej przepraszam. jakieś
        zwierzęta siedzą mi w oczach
      • piotrpanek Re: Peezel 13.05.05, 09:29
        kr_kap napisała:

        >
        > rodowici Wielkopolanie, Ślązacy i Małopolanie

        [...]
        >
        > Kto by pomyślał, prawda ?

        No tak, kto by pomyślał? Przecież Wielkopolanie, Ślązacy i Małopolanie to taka
        nieliczna, ledwo zauważalna grupka...
        Ech...
        >
        • kr_kap Re: Peezel 13.05.05, 13:04
          Ech, nie postępuj tak okrutnie wink

          "Kto by pomyślał", że tak jest poprawnie, to, że się tak mówi - słyszę. Ale
          łączyłam to, nie wiedzieć czemu, z zasadami, które każą akcentować trzecią od
          końca sylabę słów: pisaliśmy, czytaliśmy, itd., a wedle których akcentowanie
          drugiej i wymawianie "ź" zamiast "ś" ("iiiźmy") jest niepoprawne.

          Jestem rodowitą Małopolanką i wiem, że siła nas, siła ! wink
      • tawananna Re: Peezel 15.05.05, 18:06
        Opisane realizacje są uznawane za jak najbardziej poprawne, ale są to
        udźwięcznienia międzywyrazowe (braD ojca itd.), a nie śródwyrazowe.
        Śródwyrazowe mogłyby być jakąś analogią do w/w, chociaż o ile udźwięcznienia
        międzywyrazowe słyszę powszechnie, peeZel jest raczej rzadkością (na oko, tzn.
        na ucho wink).
        • kr_kap Re: Peezel 16.05.05, 11:10
          No tak, to analogia miała być.

          Kiedyś miewałam wrażenie, że w podobnych przypadkach (też nie peezel, ale trudno
          mi teraz sobie przypomnieć) udźwięcznianie śródwyrazowe pełniło w mowie różnych
          osób funkcję emfatyczną, więc nawet jeśli niepoprawne i specyficzne dla
          konkretnej jednostki - tak kombinowałam wink - i tak się broni.
        • piotrpanek Re: Peezel 16.05.05, 14:51
          tawananna napisała:

          > Opisane realizacje są uznawane za jak najbardziej poprawne, ale są to
          > udźwięcznienia międzywyrazowe (braD ojca itd.), a nie śródwyrazowe.
          > Śródwyrazowe mogłyby być jakąś analogią do w/w, chociaż o ile udźwięcznienia
          > międzywyrazowe słyszę powszechnie, peeZel jest raczej rzadkością (na oko, tzn.
          > na ucho wink).

          Oczywiście - są one rzadsze. Analogia jest w miarę prosta - zarówno
          międzywyrazowe, jak i te śródwyrazowe są na granicy morfemów, a przynajmniej na
          końcu sylaby. Pewnie trudno utrzymać tezę, że lidżba, proźba (ogólnopolskie),
          czy jeźli (małopolskie, choć nieobligatoryjne) składają się w świadomości
          użytkowników z morfemów: licz-ba, proś-ba, jeś-li (*lik-Iba, *pros-Iba,
          *jest-li), już prędzej ezelde - es-el-de. Dlatego też wydaje mi się, że
          udźwięcznianie przez dźwięczne obstruenty (ogólnopolskie) i sonoranty (tylko
          małopolskie, wielkopolskie i śląskie) to kwestia końca sylaby, niekoniecznie
          morfemu.
          Na rzecz końca sylaby (albo i morfemu) przemawia np. to, że nikt nie udźwięcznia
          skrótowca pesel, który sylabifikuje się pe-sel, a normalne (choć może i
          zanikające) w wymienianych dialektach jest udźwięcznianie skrótowca PSL, który
          sylabifikuje się pe-es-el.
          Z tego by wynikało, że sylabifikuje się czo-snek, a nie czos-nek, (bo wtedy ja
          mówiłbym czoznek) co akurat jest zgodne z moją intuicją...

          Dlatego np. gdzie indziej umieszczałbym postacie "chromozom" i "ofenzywa".
          >
        • piotrpanek Re: Peezel 16.05.05, 14:54
          tawananna napisała:

          > Opisane realizacje są uznawane za jak najbardziej poprawne, ale są to
          > udźwięcznienia międzywyrazowe (braD ojca itd.), a nie śródwyrazowe.

          Ale Miodek wspomniał też -źmy. Historycznie, to jest międzywyrazowe, ale
          obecnie, to taka sama "granica wyrazów" jak w niech-by czy proś-ba...
          • pam31 Re: Peezel 30.05.05, 01:30


            To możesię przydać wymawiaącym "jaBŁko"
            UPODOBNIENIA

            Jeśli w wyrazie lub między wyrazami artykulacja (wymowa) jednej głoski
            dostosowuje się do artykulacji (wymowy) drugiej – mówimy o upodobnieniu
            Rodzaje upodobnień:
            ubezdźwięcznienie : ławka [ łafka]
            udżwięcznienie: prośba [proźba] słuchać go
            [słuchadź go]
            pod względem miejsca artykulacji: zdziwić [ździwić] las szumi [lasz
            szumi]

            Jeśli upodobnienie następuje w wyrazie, jest upodobnieniem wewnątrzwyrazowym
            (rybka) [rypka], jeśli między wyrazami – międzywyrazowym (czytać głośno)
            [czytadź głośno].


            Jeśli upodobnienie przebiega w kierunku odwrotnym niż cały wyraz, nazywamy je
            wstecznym (rozsypać) [rossypać], jeśli postępuje w tym samym kierunku, co wyraz
            (krzak) [kszak] - postępowym
            W wielu wyrazach następuje utrata dźwięczności w wygłosie: chleb [chlep] oraz
            uproszczenie grup spółgłoskowych: kościuszkowski [kościuszkoski]

            (Jest to fragment pracy "Fonetyka Polska" A Mączyńskiej
            • zakkahletz Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 18.07.05, 22:23
              Mówcie co chcecie, ale tu nikt i nic mnie nie przekona: w/g mnie tylko ćwoki
              upodabniają (co właściwie nie powinno być zwane upodobnieniem, a utożsamieniem;
              kolejny wspaniały przejaw konsekwencji jęz. polskiego) spółgłoski szeleszczące
              na granicach wyrazów (nie chodzi mi o wewnątrzwyrazowe granice morfemów !),
              tzn. mówi np. "lasz szumi". Tfu, syf malaria. :[[

              A co do opcjonalności wstecznego międzywyrazowego udźwięczniania spółgłosek, to
              założę się, że Miodek jako ważna figura w polskim światku lingwistycznym na
              pewno sam przyłożył rękę do uznania tego za jeden z "normalnych" wariantów. Nie
              przezwycięży przecież swojego pochodzenia i związanych z nim cech swojej mowy,
              więc woli lobbować za swojakami. Lubię i szanuję kolesia za swadę, z jaką
              krzewi wiedzę o języku i ciekawość tegoż, ale wnerwiają mnie te jego "bydź
              może" etc.
              • piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 19.07.05, 09:35
                zakkahletz napisał(a):
                > ale wnerwiają mnie te jego "bydź
                > może" etc.

                A mnie wnerwiają mazowiecko-kresowe "być może" i co mi zrobisz? Skoro sam(a)
                tego określenia używasz, to stwierdzę równie autorytarnie, że jesteś ćwokiem.
                O!
                • dutchman Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 19.07.05, 20:29
                  Ni bardzo rozumiem: czy jest cos dziwnego w zwyklym "być może" ?
                  • piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 20.07.05, 10:47
                    dutchman napisał:

                    > Ni bardzo rozumiem: czy jest cos dziwnego w zwyklym "być może" ?

                    A niby dlaczego udźwięczniać międzywyrazowo mają tylko obstruenty, a sonoranty
                    już nie?

                    Tak naprawdę zaś, to była reakcja na wyzywanie od ćwoków tych, którzy mówią
                    dialektem (nawet nie gwarą środowiskową czy lokalną) małopolskim, wielkopolskim
                    i śląskim... Skoro ktoś uważa pewne cechy fonologiczne tych dialektów za dziwne
                    i ćwokowate, to może oczekiwać takiej reakcji zwrotnej wobec dialektu
                    mazowieckiego. wink
                    Tak naprawdę, to OK - skoro w dialekcie mazowieckim (i chyba kresowych,
                    zwłaszcza północnych, bo co gwar lwowskich - nie byłbym tego taki pewny) -
                    sonoranty nie mają mocy udźwięczniającej, to niech sobie taka cecha będzie.
                    Skoro uznano, że jest to cecha "standardowego polskiego", to też OK - z kilku
                    dialektów, któryś musi być faworyzowany. Ale poniżanie osób mówiących dialektem
                    innym, niż ten, który akurat stanowi podstawę dla "standardu", to już przesada.
              • piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 20.07.05, 11:15
                zakkahletz napisał(a):

                > Mówcie co chcecie, ale tu nikt i nic mnie nie przekona: w/g mnie tylko ćwoki
                > upodabniają (co właściwie nie powinno być zwane upodobnieniem, a utożsamieniem;

                Mówię więc, co chcę. Co więcej, jestem na 95% pewny, że gdyby nagrać jakąś twoją
                spontaniczną wypowiedź (np. w rozmowie ze znajmymi, a nie podczas przemówienia),
                to sam byś musiał siebie nazwać ćwokiem, bo byś się zdziwił, jak naprawdę wtedy
                mówisz...

                >
                > kolejny wspaniały przejaw konsekwencji jęz. polskiego) spółgłoski szeleszczące
                > na granicach wyrazów (nie chodzi mi o wewnątrzwyrazowe granice morfemów !),
                > tzn. mówi np. "lasz szumi". Tfu, syf malaria. :[[

                Zaraz - uzgodnijmy protokół rozbieżności:
                Chodzi ci o asymilację spółgłosek szeleszczących na granicy wyrazów.
                Co to są według twoich definicji spółgłoski szeleszczące? Tylko ż i sz? Czy też
                s,z,c,dz,ć,dź (koronalne frykatywy i afrykaty)?
                Nawet przyjmując szeroką definicję "szeleszczących", to nie łapią się tu np.
                spółgłoski zwarte. Czy uzgadnianie dźwięczności też uważasz za ćwokowate? Np.
                wymowę "ruk krovy" ("róg krowy") albo "brad damjana" ("brat Damiana")?
                A co z idącym dalej niż u(bez)dźwięcznienie "bradź dźatka" ("brat dziadka")? Czy
                obecność "szeleszczącego"(?) "dź" sprawia, że przejście "t" w "dź" można nazwać
                ćwokowatym?
                >
                > A co do opcjonalności wstecznego międzywyrazowego udźwięczniania spółgłosek, to
                >
                > założę się, że Miodek jako ważna figura w polskim światku lingwistycznym na
                > pewno sam przyłożył rękę do uznania tego za jeden z "normalnych" wariantów.

                Różnice w fonologii różnych dialektów polszczyzny zauważono (i usankcjonowano
                przez "odpowiednie władze", czy też autorytety) zanim Miodek poznał słowo
                "językoznawstwo" smile ) Zajrzyj na sąsiednie forum "Słownictwo gwarowe", tam
                Artur Czesak może ci podrzucić odnośniki do odpowiednej literatury.

                >Nie
                >
                > przezwycięży przecież swojego pochodzenia i związanych z nim cech swojej mowy,


                Czyli uważasz, że pochodzenie z Tarnowskich Gór, Krakowa, Rzeszowa, Lwowa,
                Poznania, Katowic, Zakopanego albo Wadowic jest gorsze niż pochodzenie z
                Małkini, Otwocka, Suwałk, Wilna albo Warszawy i należy się od niego odcinać?
                Ciekawe podejście...

                > wnerwiają mnie te jego "bydź
                > może" etc.

                Cóż bardziej wnerwiającego w "bydź może" niż w "bydź dobrym" albo "bydź głupim"?
                (Te dwa ostatnie są normalne w "standardzie" i dialekcie mazowieckim.) Cóż
                bardziej wnerwiającego w udźwięcznianiu przez sonaranty w udźwięcznianiu przez
                obstruenty?
                • zakkahletz Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 20.07.05, 12:35
                  1) Przez "spółgłoski szeleszczące" w jęz. polskim rozumiem: s,z,ś,ź,sz,ż,ć,dź,
                  cz,dż.
                  2) Według mnie, "lasz szumi" jest tak samo ćwokowate (NIE MA TO CECH
                  REGIONALIZMU, więc proszę się nie obrażać ze względu na miejsce
                  zamieszkania/pochodzenia) jak "bradź dziadka". Natomiast "brad dziadka" lub,
                  dajmy na to, "laz zachęca do spacerów" to zupełnie inna sprawa - to standardowe
                  dla całego kraju udźwięcznienie wsteczne, nie do uniknięcia w potocznej (nie
                  mówię o hiperpoprawnej "aktorskiej", w stylu "M jak miłość") mowie, i tego NIE
                  uważam za ćwokowate.
                  3) Przyznam, że przytyki regionalne (w odróżnieniu od pktu 2 !) to był trochę
                  kij w mrowisko, ale nie spodziewałem się, że dyskusja będzie aż tak zażarta i
                  parę osób na serio skieruje ku mnie ostrza swego gniewu. Bardzo przepraszam
                  urażonych. Na swoją obronę mam tylko to, że bardzo lubię zarówno Kraków z jego
                  piękną gwarą, jak i np. Wrocław z jego specyficzną mieszanką germańsko-kresową.
                  4) Stanowczo zapewniam, że jestem osobą świadomą swojej mowy i umyślnie ją
                  kształtującą, toteż NIE pojawiają się w niej zjawiska z pktu 2,
                  natomiast "krakowszczenie" tylko czasem, dla zabawy lub z chęci upodobnienia
                  się do mistrzów takiego mówienia (tzn. gdy jestem w Krakowie, na
                  zasadzie "Kiedyś wlazł między wrony ...").
                  5) Co się tyczy Miodka, to "bydź może" nieprecyzyjnie się wyraziłem: chodzi mi
                  nie o zapoczątkowanie takiej tendencji, a o konsekwentne jej lansowanie (ale to
                  i tak tylko domysły).
                  6) "Bydź może" vs "bydź dobrym": udźwięcznianie przez sonoranty to NIE
                  standard, a przez obstruenty - TAK. Ale w tym przypadku przyznaję, że ciut za
                  daleko się posunąłem i może to wyglądać na jakiś faszyzm lingwistyczny, którego
                  krzewicielem nie chciałbym być. Dlatego za to również przepraszam.
                  • piotrpanek Re: Moja zjadliwa (no i luz, co mi tam) krytyka 21.07.05, 10:52
                    zakkahletz napisał(a):


                    > 2) Według mnie, "lasz szumi" jest tak samo ćwokowate (NIE MA TO CECH
                    > REGIONALIZMU, więc proszę się nie obrażać ze względu na miejsce
                    > zamieszkania/pochodzenia) jak "bradź dziadka".

                    Jak się człowiek spieszy, to nie takie rzeczy wychodzą (np. "angielskie" "ash" w
                    miejsce "ałe" w słowach typu "widziałem" - źródło - Biedrzycki, Leszek. 1978.
                    "Fonetyka angielskich i polskich rezonantów. Porównanie samogłosek i spółgłosek
                    rezonantowych." Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe. - itd.) Oczywiście,
                    jest to cecha całego języka polskiego (i wielu innych języków) i jeżeli
                    występują jakieś różnice regionalne, to mogą wynikać z różnego akcentu, różnej
                    melodyki, czy czegoś w tym stylu (melodyka itp. to dosyć mgliste, tj. trudne do
                    jednoznacznego pomiaru, pojęcia).
                    W każdym razie, uważam, że w normalnej, niezbyt starannej mowie, taka asymilacja
                    jest normalna. Jest też w gruncie rzeczy niezauważalna (chyba, że ktoś ma
                    wyczulone ucho...) Choć, w staranniejszych przemowach może nie być odpowiednia...


                    >Natomiast "brad dziadka" lub,
                    > dajmy na to, "laz zachęca do spacerów" to zupełnie inna sprawa - to standardowe
                    >
                    > dla całego kraju udźwięcznienie wsteczne, nie do uniknięcia w potocznej (nie
                    > mówię o hiperpoprawnej "aktorskiej", w stylu "M jak miłość") mowie, i tego NIE
                    > uważam za ćwokowate.

                    OK.
                    Swoją drogą "M jak miłość" to bardzo dobry przykład na to jak się nie mówi po
                    polsku (choć niektórzy by chcieli, aby właśnie tak mówiono). Aktorzy tam
                    rzeczywiście artykułują, a nie mówią smile

                    > 3) Przyznam, że przytyki regionalne (w odróżnieniu od pktu 2 !) to był trochę
                    > kij w mrowisko, ale nie spodziewałem się, że dyskusja będzie aż tak zażarta i
                    > parę osób na serio skieruje ku mnie ostrza swego gniewu. Bardzo przepraszam
                    > urażonych. Na swoją obronę mam tylko to, że bardzo lubię zarówno Kraków z jego
                    > piękną gwarą, jak i np. Wrocław z jego specyficzną mieszanką germańsko-kresową.

                    Czy tam naprawdę coś germańskiego zostało? Ja w mowie Wrocławian jeśli już
                    zauważam jakieś cechy regionalne (większość zapewne mówi czymś na kształt
                    standardu, ze względu na wymieszanie różnych tradycji), to są to cechy
                    małopolskie (udźwięcznianie przez sonoranty, afrykatyzacja "tsz") nawet bardziej
                    niż kresowe. Widocznie co bardziej typowe kresowe cechy zostały "poprawione", a
                    mniej zauważalne cechy małopolskie przetrwały. Chyba zresztą właśnie Dolny Śląsk
                    przyjął oprócz Kresowiaków także Małopolan i zmałopolizowanych Kresowiaków z
                    Lwowszczyzny i podział na Północ i Południe w niektórych cechach dialektalnych
                    przesunął się także na Ziemie Odzyskane...

                    > 4) Stanowczo zapewniam, że jestem osobą świadomą swojej mowy i umyślnie ją
                    > kształtującą, toteż NIE pojawiają się w niej zjawiska z pktu 2,
                    > natomiast "krakowszczenie" tylko czasem, dla zabawy lub z chęci upodobnienia
                    > się do mistrzów takiego mówienia (tzn. gdy jestem w Krakowie, na
                    > zasadzie "Kiedyś wlazł między wrony ...").

                    Ja niestety nie potrafię imitować akcentu inicjalnego sad W ogóle mam trudności
                    z kontrolowaniem akcentu - druga od końca i już, żadna mi tam "opera", czy
                    "matematyka" nie będzie zaburzać systemu smile - zawsze mi to wypominała
                    nauczycielka rosyjskiego, a i w angielskim też to ma znaczenie...


                    > 6) "Bydź może" vs "bydź dobrym": udźwięcznianie przez sonoranty to NIE
                    > standard, a przez obstruenty - TAK. Ale w tym przypadku przyznaję, że ciut za
                    > daleko się posunąłem i może to wyglądać na jakiś faszyzm lingwistyczny, którego
                    >
                    > krzewicielem nie chciałbym być. Dlatego za to również przepraszam.

                    OK. Ja wiem, jaki jest standard. Wiem, że różnica we wpływie sonorantów i
                    obstruentów przejawia się też w innych miejscach. Jednak i owszem, nie cierpię,
                    kiedy ktoś propaguje "rasizm" dialektowy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka