Pół roku temu zmarł pewien starszy pan. Pozostawił po sobie dwie nieutulone w żalu panie - żonę i siostrę. Panie nigdy za sobą nie przepadały, ale jakoś udało im się przez całe życie zachować poprawne, chociaż chłodne stosunki. Teraz obie chodzą na cmentarz, nie razem, rzecz jasna ale osobno. Żona skarży się, ze gdy przychodzi na grób męża nie ma tam nigdy tego, co przyniosła poprzednim razem. W ostatnią niedzielę zamiast kompozycji ze sztucznych kwiatów, która położyła na grobie zaledwie dwa tygodnie wcześniej (i miała nadzieję, ze poleży przez jakiś czas) zastała zwiędłe, żywe kwiaty, które należało już wyrzucić. Siostra systematycznie wyrzuca też duże, szklane znicze (do których żona przynosi wkłady) a stawia na grobie takie małe jednorazówki. Wdowa musiała wyjść z cmentarza, kupić nowe znicze i nową wiązankę. Wydała prawie 100zł i musiała jeszcze wrócić na grób (dosyć daleko od bramy), a nie jest ani osobą zdrową ani majętną. Wkład kosztuje 2,50 a nowy znicz 10zł. Popłakała się opowiadając o tym, bo ma świadomość, że gdy pójdzie następnym razem, to tych rzeczy już nie zastanie. Już raz rozmawiała ze szwagierką na ten temat. Powiedziała, że nie ma nic przeciwko temu, zeby siostra przyniosła bratu to, co chce, ale żeby nic nie wyrzucała bo spawia jej kłopot i naraża na koszty. Jak widac nie pomogło. Teraz poprosiła mnie o interwencję i widzę, że się nie wymigam

ale jak tę sprawę załatwić tak, żeby nie popsuć nic między paniami? No i żeby nie zrobić przykrości tej siostrze bo może ona nie robi tego złośliwie. A tak w ogóle to co nam wolno na "cudzym" grobie?