bene_gesserit
24.05.14, 13:05
Można to w ogóle robić? W imię czego i kiedy?
Powodem do zastanawiania się nad tym było ostatnio parę wątków - o przyszłej mamie, która podczas pierwszych tygodni macierzyństwa nie chce odwiedzin i drugiego, o odmawianiu uczesnictwa w stypach.
W obu wątkach były wypowiedzi forumowiczek i forumowiczów, którzy uważali, ze 'nie ma prawa odmawiać odwiedzin u wnuczki' albo ze 'trzeba się poświęcić i pójść na stypę, skoro zapraszają'. Nie ma się prawa? Trzeba się poświęcić? A: w obu, o ile mnie pamięć nie myli, było dużo o egoiźmie, 'asertywności' (chyba w znaczeniu 'pasywnej agresji', ale nie wiem) i takie tam.
Oczywiście, to tylko przykłady. Z grubsza, mam nadzieję, rozumiecie o co mi chodzi - o dość powszechny pogląd, że są sytuacje, w których trzeba się dostosować do cudzych pragnień, wymagań i potrzeb. Pytanie, czy wymaganie, aby ktoś się dostosował do czyichś potrzeb jest zgodne z s-v? Przecież w opisanych sytuacjach obie strony mogą oskarżać się nawzajem o wykorzystywanie sytuacji, manipulację, brak szacunku i empatii chociażby.
Druge pytanie: czy istotnie naruszanie cudzych granic może być usprawiedliwiane - przychodzą wam do głowy konkretne sytuacje?