Dodaj do ulubionych

Rodzinny (?) obiad.

19.04.18, 00:09
Moja dużo młodsza koleżanka z pracy zapytała mnie dziś co sądzę o następującej sytuacji. Otóż od czasu do czasu zapraszana jest wraz z mężem i synkiem - niemowlakiem na niedzielny obiad do teściów. Zapraszana jest również siostra męża z dziecmi w wieku przedszkolnym. Teściowa zawsze określa dokładnie godzinę spotkania więc koleżanka zjawia sie punktualnie. Gdy wchodzą do pokoju nikt nie siedzi przy stole. Teściowa zaprasza, więc siadają z mężem ale tylko we dwoje. Teściowa przynosi z kuchni dania tylko dla nich bo okazuje się, że wszyscy już zjedli "bo przyjechali wcześniej i byli głodni". Czasami dla odmiany bywa tak, że młodsza część rodziny je razem a babcia nie siada z nimi do stołu bo "nie jest głodna więc zje później". Innym razem teść prosi żeby mu jeszcze nie nakładać na talerz bo zje jak się skończy coś tam, co właśnie ogląda w TV. Koleżanka mówi, że nie pamięta kiedy w trakcie takiego rodzinnego obiadu wszyscy siedzieli przy stole jednocześnie a ona źle się czuje w tej sytuacji bo w jej rodzinnym domu było zupełnie inaczej i nie może się przyzwyczaić do takiego lekceważenia. Mężowi to raczej nie przeszkadza i broni rodziny, twierdzi, że ludzie bliscy nie muszą bawić się w Wersal. Z kolei koleżanka uważa, że tu nie chodzi o Wersal ale o elementarne podstawy dobrego wychowania. Ja przyznałam jej rację a Wy co o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • jolanta4447 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 01:49
      Przyznaję rację Twojej koleżance.

      Obiad 'proszony' to wg mnie - obiad wspólny - jednocześnie wszystkich zaproszonych.
      • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 04:15
        No ja tez tego nie pojmuje - "niedzielny obiad" ja rozumiem jako cala rodzine przy stole. przynajmniej tak jest u mnie.
        Bo "przyjedz do mnie dam ci obiad" - no wtedy to co innego. ale zapraszanie 'na niedzielny obiad' polega na wspolnym obiedzie jako calej rodziny przy stole.
        Inna sprawa ze wzgledem tego nic sie nie da zrobic. pouczac nie wypada, raczej podziekowac ze komus sie chcialo tak wysilac i ten obiad gotowac smile

        Minnie
    • mim_maior Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 06:44
      Jeśli w rodzinnym domu koleżanki było inaczej, a ona nie może się przyzwyczaić, to ma dwa wyjścia: bardziej się postarać i jednak przyzwyczaić albo wrócić do rodzinnego domu, skoro świat poza maminą kuchnią nie chce się do niej dostosować.
      • alexxa6 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 08:07
        Faktycznie dziwne obyczaje.Widocznie ta rodzina przykłada większe znaczenie do samego jedzenia niż do dobrych układów rodzinnych.W dzisiejszych czasach "to go" to w sumie nic rzadkiego. Ludzie jedzą wszędzie, byle szybko i byle zaspokoić głód. Siedząc w samochodzie, czekając na przystanku itp. We własnym domu też, w jednej ręce kawałek odgrzanej pizzy, a w drugiej pilot od telewizora lub smartfon.Wspólny stół jednak łączy i integruje.Organizując rodzinny obiad raczej nie chodzi tylko o zaspokojenie głodu uczestników. Już pierwotni ludzie siadali wspólnie przy ognisku do konsumpcji upolowanego bizona wink a nie jedli go każdy sobie w samotności w krzakach wink
        • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:03
          alexxa6 napisała:
          Już pierwotni ludzie siadali wspólnie przy ognisku do konsumpcji upolowanego bizona wink a nie jedli go każdy sobie w samotności w krzakach wink

          no, gwoli scislosci ludzie pierwotni nie mieli po prostu innego wyjscia, bo dopoki nie nauczyli sie krzesac ognia to czesto gesta ogien byl sprawa czystego przypadku (pamieta ktos moze Walke o ogien z Rae Dawn Chong?), np uderzenia pioruna. gdy juz nauczyli sie sami rozpalac, to pozostala kwestia upolowania miesiwa i obrobka termiczna tegoz.
          ja bym raczej powiedziala ze nie "juz pierowotni ...", ale "ludzie pierwotni zmuszeni koniecznoscia kolektywnej obrobki pokarmow sila rzeczy wprowadzili zwyczaj wspolnego posilania sie" : )

          Uwazam tez ze wspolne posilki nie musza byc wykladnikiem ukladow w rodzinie. znam rodzine w ktorej podobnie nie przyklada sie wagi do konwenansow - dzieci to artysci - ale mimo to jest to bardzo serdeczna, zzyta rodzina.

          Minnie
          • aqua48 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:12
            minniemouse napisała:

            > ja bym raczej powiedziala ze nie "juz pierowotni ...", ale "ludzie pierwotni z
            > muszeni koniecznoscia kolektywnej obrobki pokarmow sila rzeczy wprowadzili z
            > wyczaj wspolnego posilania sie" : )

            No akurat posiłki u ludów pierwotnych zakładały hierarchię ważności - czyli najpierw najlepsze kąski dostawały najważniejsze i najsilniejsze osoby, a potem do obgryzania kości dopuszczano kolejno słabszych smile

            • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:31
              aqua48 napisała:
              No akurat posiłki u ludów pierwotnych zakładały hierarchię ważności - czyli najpierw najlepsze kąski dostawały najważniejsze i najsilniejsze osoby, a potem do obgryzania kości dopuszczano kolejno słabszych

              slusznie, bo najwazniejszy byl survival gatunku. przezyc musialy najsilniejsze i najzdrowsze jednostki a takimi byly wlasnie te dobrze wykarmione. reszta mogla przezyc lub nie, nie bylo to istotne. niemniej przy okazji wyewoluowała sie (oj moj jezyk) tez socjalizacja .

              Minnie
      • matylda1001 Re: Rodzinny (?) obiad. 21.04.18, 00:04
        mim_maior napisała:

        > Jeśli w rodzinnym domu koleżanki było inaczej, a ona nie może się przyzwyczaić,<

        Do czego miałaby się przyzwyczauć? do braku kultury?

        > to ma dwa wyjścia: bardziej się postarać i jednak przyzwyczaić albo wrócić do rodzinnego domu, skoro świat poza maminą kuchnią nie chce się do niej dostosować<

        Jaką znowu maminą kuchnią? przecież koleżanka nie skarży się na to, że teściowa źle gotuje.
        • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 21.04.18, 00:49
          matylda1001 napisała:
          Do czego miałaby się przyzwyczauć? do braku kultury?

          wlasnie przyszlo mi do glowy ze o ile zapraszanie gosci na niedzielny obiad by potem ich na luzie potraktowac (siedza sami przy stole) to jedno, a zwyczaje panujace w danej rodzinie to drugie.
          i owszem, jesli chodzi o to pierwsze to masz Matyldo racje, trudno sie przyzwyczaic do w pewnym sensie lekcewazenia ale z drugiej strony tak jak wiekszosc mowi w roznych rodzinach sa rozne zwyczaje, a kolezanka nie jest przeciez osoba obca - nalezy do rodziny.
          jej maz jest synem jej tesciowej, wychowywal sie w takim domu z luzem.
          Sam fakt iz tesciowa ich zaprasza na obiad swiadczy raczej o bliskich wiezach miedzy domownikami i o milym traktowaniu synowej. a ze nie zachowuja sie konwencjonalnie - coz, jak im tak wygodnie....
          ja w kazdym razie docenilabym predzej to ze tesciowa mnie lubi, dobrze traktuje i nade wszystko - chce mnie widziec na obiedzie i w zyciu nie psulabym tego krzywa mina dajac do zrozumienia jak to ona nie ma dobrych manier nie sadzajac calej rodziny przy stole.
          bo przeciez zawsze ja moge ich zaprosic i posadzic wszystkich na raz wedle wlasnego uznania. tylko musialabym ugotowac ten obiad dla tylu luda lol

          btw dodam ze znacznie latwiej jest podac goracy obiad wszystkim na raz niz tak co chwila podrywac sie i komus co rusz cos odgrzewac.

          Minnie
          • matylda1001 Re: Rodzinny (?) obiad. 21.04.18, 19:31
            minniemouse napisała:

            > wlasnie przyszlo mi do glowy ze o ile zapraszanie gosci na niedzielny obiad by potem ich na luzie potraktowac<

            Minie, to nie jest traktowanie na luzie ale zwyczajny brak kultury. Widocznie pani teściowej nikt nie nauczył jak nalezy traktowac gości więc i ona nie nauczyła własnych dzieci dobrych manier (co własnie wyszło). To, że chodzi tu o członków bliskiej rodziny niczego nie usprawiedliwia. Bliskim też należy się szacunek, nie należy ich lekceważyć. Pamiętam mojego dziadka, który na co dzień nosił garnitur ale po przyjściu do domu zdejmował marynarkę jednak zawsze siadając do stołu ją zakładał bo w tamtych czasach i w tamtym środowisku siedzenie przy stole w samej koszuli było przejawem złego wychowania, lekceważenia współbiesiadników, nawet jeśli chodziło o własną żonę.

            > Sam fakt iz tesciowa ich zaprasza na obiad swiadczy raczej o bliskich wiezach miedzy domownikami i o milym traktowaniu synowej<

            Koleżanka nigdy nie skarżyła się na teściową ale prawdę mówiąc rzadko sie rozmawia w pracy na osobiste tematy, brakuje czasu. No ale zaproszenie na obiad niekoniecznie musi swiadczyć o bliskich więzach i sympatiach między paniami. Może teściowa zaprasza głównie syna a synową jako konieczny dodatek? Bywa i tak smile no ale ta akurat teściowa nie traktuje synowej az tak miło bo ja lekceważy.

            >btw dodam ze znacznie latwiej jest podac goracy obiad wszystkim na raz niz tak
            co chwila podrywac sie i komus co rusz cos odgrzewac.<

            Na pewno, ale ta pani jest cały czas "poderwana" wink bo sama sprowadziła się do roli kelnerki.
            W kwestii gotowania... Moja teściowa mieszka w innym mieście więc nie zaprasza nas na niedzielne obiadki, jak sie tam jedzie to już na cały dzień albo dwa więc trudno porównać ale bywamy zapraszani do miejscowych kuzynów, przyjaciół czy teraz już do własnych dzieci i powiem Ci, że to nie jest dla mnie taka olbrzymia atrakcja smile Lubię gotować, nie sprawia mi to trudności, lubie jak gościom smakuje, no, czasami najwyżej mam mniej czasu. Nie jest to dla mnie jakas wielka wyręka i nie była nawet wtedy, gdy miałam młodsze dzieci. Koleżanka tez chyba nie czuje się nieszczęśliwa w kuchni, czasami przynosi smaczne ciasta.

            >tak jak wiekszosc mowi w roznych rodzinach sa rozne zwyczaje<

            Zgoda ale to nie znaczy, że każdy z tych rodzinnych zwyczajów jest zgodny z zasadami dobrego wychowania. Wszyscy przecież rozumiemy, że ludzie pochodzą z różnych środowisk a s-v jest jeden.
            • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 21.04.18, 21:47
              matylda1001 napisała:
              > Minie, to nie jest traktowanie na luzie ale zwyczajny brak kultury

              no toz wlasnie mowie ze w tym wypadku tak.
              ale rozne rodziny maja rozne zwyczaje i nie zgodzilabym sie z twierdzeniem iz ogolnie niezasiadanie do stolu razem to zawsze brak kultury.

              no ale ta akurat teściowa nie traktuje synowej az tak miło bo ja lekceważy.


              no nie, tak daleko bym nie poszla, przeciez ona tak samo traktuje swojego syna - czy to oznacza ze syna tez nie lubi i traktuje go jako "dodatek"? sadze, iz nie nalezy myslec az tak jednostronnie tylko dlatego ze cos nie pasuje do naszych pogladow smile

              Minnie
    • wagonetka Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 08:01
      każdy dom ma swoje zwyczaje i gościom raczej przystoi dostosować się do nich bez marudzenia

      a jeśli jest to zbyt trudne - nie bywać



    • fioletowoniebieska Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 08:03
      Oczywiście, pod kątem zasad savoir-vivre koleżanka ma rację. Jednak "co kraj to obyczaj".
      Stąd koleżance nie wypada zwracać uwagi, bo to nie jej dom, a więc nie jej zasady.

      Gdyby to ona wraz z mężem urządzała niedzielne proszone obiady, to mogłaby sobie pozwolić na komentarz "o, milo, że przyjechaliście wcześniej, jednak ja szykuję obiad na 15.00 a nie 13.00, więc teraz dostaniecie kawę/herbatę a obiad zjemy jak będą już wszyscy, zgodnie z tym jak zapraszałam".
      Natomiast teściom ewidentnie to nie przeszkadza.

      Ja akurat rozumiem Twoją koleżankę doskonale, nie cierpię gości "mocno przedwczesnych" bo tylko rozwalają plan dnia, jak i tych "mocno spóźnialskich".

      Bywało, że moi zaproszeni goście, choć daleko nie mieli, bo 10-15 minut autem to potrafili przyjechać godzinę wcześniej. Stół tylko cześciowo nakryty, cześć jedzenia czekała w piekarniku do podgrzania, cześć jeszcze w lodówce (już gotowa na półmiskach), a ja mam tak, że siebie szykuje właśnie w tej ostatniej godzinie. Goście wchodzą, a ja po cześci z makijażem, z mokrymi włosami z suszarką w ręku. Jak mnie to wkurza. Ja rozumiem, przyjść te 15 minut wcześniej, wtedy jestem już gotowa, choć uważam, że zgodnie z savoir-vivre lepiej być te 15 minut później niż wcześniej.

      Koleżance pozostaje dostosować się, albo samej zapraszać wg jej zasad na niedzielne obiady, albo umówić się, że owszem wpadną do teściów w daną niedzielę ale w porze poobiedniej, na niezobowiązującą kawkę lub herbatkę.

      • baba67 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 08:30
        Ja bym w takiej sytuacji zaproponowała że przyjadę na kawkę z ciastem zamiast obiadu.Teściów natomiast zaprosiłabym do siebie na obiad i podała tak jak ja sobie wyobrażam.Dla mnie to mocno egzotyczne zwyczaje ale dlaczego miałabym narzucać moje w czyimś domu. Najważniejsze że małżonek elastyczny.
        • aqua48 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 09:18
          Zgadzam się z Babą. Przy zapraszaniu na obiad powiedzieć, że woli się opcję - wpadniemy na kawkę po obiedzie. A teściów próbować uczyć zapraszając do siebie, choć wątpię czy taka nauka zda egzamin.
          • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 11:12
            Ale o Boze, czy to warto dla w gruncie rzeczy malego szkopulu samemu sobie odbierac korzysc jaka jest dzien wolny od gotowania?
            w dodatku jak sie ma niemowlaka? w koncu nic wielkiego sie nie stanie jesli zjedza obiad we dwoje u tesciowej, ktora jest na tyle dobra i zyczliwa ze az lubi nagotowac mlodym (i to nie im jednym, bo jeszcze jest druga, dzieciata para).
            Niejeden by skakal z radosci ze mu sie trafila darmowa wyzerka u tesciowej co zapewne jeszcze zajmuje sie wnukami.
            a ze w domu atmosfera na luzie? moze i niekonwencjonalnie, ale niekoniecznie to cos zlego.

            Minnie
            • baba67 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 12:03
              No ale koleżance to przeszkadza, czuje się z tym niekomfortowo. Może czułaby się gdyby ugotowała coś w domu dla rodziny,nie wszyscy nie lubią gotować, nie wszyscy lubią wysiadywać u kogoś. Tam nie ma czegos co się nazywa w moim języku spędzanie czasu razem, bo teściowa obsługuje, teść wpatruje sie w telewizornię, szwagry żyja w swoim świecie .Opieka nad niemowlakiem u kogoś to nie jest komfortowa sytuacja.Umęcza się, wysiedzą właściwie tylko po to zeby zjeść.To ja dziękuję, dla mnie gotowanie tonie jest żadna robota.
              • wagonetka Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 12:09
                baba67 napisała:

                > No ale koleżance to przeszkadza, czuje się z tym niekomfortowo.

                bo są dwie szkoły

                jedna mówi, że szklanka jest do połowy pełna, wtedy to, co pisze Minnie ma sens
                druga mówi, że szklanka jest od połowy pusta, wtedy sens ma to, co piszesz ty smile

                • baba67 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 13:05
                  To prawda pod warunkiem, że Watkodawczyni nie lubi gotować, wtedy zgoda, szklanka do połowy pełna.Jeśłi lubi gotować(zatem robi to bardzo sprawnie a je jednodaniowo) to nie wiem, ja wolałabym na kawę(bo krócej, dzieciaki w gościach potrafia być marudne).
                  • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 13:59
                    baba67 napisała:
                    > To prawda pod warunkiem, że Watkodawczyni nie lubi gotować, wtedy zgoda, szklanka do połowy pełna.Jeśłi lubi gotować(zatem robi to bardzo sprawnie a je jednodaniowo) to nie wiem, ja wolałabym na kawę(bo krócej, dzieciaki w gościach potrafia być marudne).

                    no to tu chyba sprawa jasna jak slonce bo tylko masochista by zapraszal rodzine na niedzielny obiad ..?

                    Minnie
                    • baba67 Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 09:32
                      To teściowa Wątkodawczyni lubi gotować,o niej samej tego nie wiemy.
                      • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 13:19
                        baba67 napisała
                        To teściowa Wątkodawczyni lubi gotować,o niej samej tego nie wiemy.

                        no wlasnie to mialam na mysli - ze musialaby by byc masochistka by zapraszac na niedzielny obiad cala rodzine a tak naprawde nie lubilaby gotowac.

                        Minnie
                        • baba67 Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 13:22
                          Ale ja przeciez nic nie pisałam o teściowej.
                          • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 23:00
                            @ Baba
                            wiem ze nie : )
                            poszlam dalej, po prostu smile

                            M
                • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 13:57
                  wagonetka napisał(a):

                  jedna mówi, że szklanka jest do połowy pełna, wtedy to, co pisze Minnie ma sens
                  > druga mówi, że szklanka jest od połowy pusta, wtedy sens ma to, co piszesz ty :
                  > -)


                  ta-ta,
                  po naszemu po prostu .."i Bogu swieczke, i diablu ogarek" wink

                  M
    • fioletowoniebieska Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:37
      Propos różnych zwyczajów, przypomniało mi się, że u teściowej jest zwyczaj słodzenia herbat/kaw zaraz w kuchni przed przyniesieniem na stół. Dla mnie to niepojęte, bo zwyczajnie ani nie spamiętam, kto ile słodzi, kto ile chce śmietanki do kawy, ani kolejności tyvhże szklanek/filiżanek do zaniesienia, ani mnie to nie interesuje. U siebie daję każdemu oprócz widelca i noża, mała łyżeczkę, zaś śmietanka i cukier stoją na stole, i niech słodzą sobie jak chcą.
      Natomiast szwagierka nie podaje nigdy noży, jak są to bardzo radzko, ciężko jeść w ten sposób kotlety schabowe. Jak już się ewidentnie męczę to ją poproszę o podanie noża. U tej samej szwagierki notorycznie za mało jest na stole szklaneczek do soków. Głupio mi się dopominać, bo a to nóż a to szklaneczka, i bywa, że pijemy razem z mężem z jednej szklaneczki.
      Co do zwyczajów u teściowej z tym "przedwczesnym" słodzeniem, to gdy przychodzą do nas, to szwagier potrafił wyskoczyć z pretensjami, że wziął już łyka gorzkiej kawy i jak tak można gościom podawać, powinna być juz osłodzona!
      Uwierzcie mi, że miałam ochotę mu z liścia przyłożyć wink. Ale spokojnym acz stanowczym tonem wyjaśniłam, że cukier i śmietanka stoją na stole, zaś łyżeczka znajduje się przy jego talerzyku, a ja wróżką nie jestem by wiedzieć kto ile słodzi lub nie słodzi.
      Nie praktykuję zasad teściowej ani szwagierki, bo mój dom to moje zasady, co widać wzbudziło zdziwienie w rodzinie ze strony męża.
      • majaa Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:57
        No cóż, o zwyczajach w danym domu decydują jego gospodarze. Jeśli gościom trudno czy jakoś niezręcznie się dostosować, to zawsze można odmówić. A u siebie oczywiście stosować własne zasady, dokładnie tak, jak robisz.
        • jolanta4447 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 20:28
          majaa 19.04.18, 10:57
          "No cóż, o zwyczajach w danym domu decydują jego gospodarze. Jeśli gościom trudno czy jakoś niezręcznie się dostosować, to zawsze można odmówić. A u siebie oczywiście stosować własne zasady, dokładnie tak, jak robisz."

          No, nie do końca.
          Ja od 14 roku życia w ogóle nie używam cukru (jestem na emeryturze) i nie wyobrażam sobie, by podano mi osłodzoną kawę lub herbatę. Po prostu nie przełknęłabym.
          Pewnie, że mogłabym odmówić, ale prawdę mówiąc - nie spotkałam się nigdy ze zwyczajem słodzenia 'z góry'.
          • matylda1001 Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 01:29
            jolanta4447 napisała:

            > Ja od 14 roku życia w ogóle nie używam cukru<

            Ja też, mniej wiecej bo to były wakacje między 7 i 8 klasą. Słodzonej kawy nie piłam nigdy bo gdy w ogóle zaczęłam ją pić to cukru już nie używałam. Myslę, że tu akurat najlepiej zrozumieją nas wegetarianie bo to tak, jakby im nagle podać mięso. I nie chodzi tu tylko o wrażenia smakowe ale zwyczajnie organizm się buntuje.

            > Pewnie, że mogłabym odmówić, ale prawdę mówiąc - nie spotkałam się nigdy ze zwyczajem słodzenia 'z góry'.<

            Ja się spotkałam ale to było jeszcze "za komuny" na kloniach letnich w Rewalu ;D
            • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 01:33
              achhh te kolonie... lezka w oku sie kreci smile
              na koloniach to ja pamietam te slodzone z gory zupki mleczne. mysmy nie slodzili, wiec dla nas to bylo okropienstwo nie do przelkniecia. zawsze trzeba bylo czekac az ugotuja nowa..

              Minnie
      • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:59
        Nie wiedzialam ze mnie w zyciu cos moze jeszcze zaskoczyc ale te juz poslodzone kawy - zdecydowanie tak smile

        M
        • fioletowoniebieska Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 11:22
          To wyobraź sobie jaki stres przeżywam kiedy pomagam robić i zanosić owe kawy, jeden chce rozpuszczalną, drugi sypaną, trzeci z mlekiem, czwarty bez cukru, piąty jedną płaską łyżeczkę, szósty gość dwie duże łyżeczki, siódmy dużo śmietanki, etc. Idzie zwariować. A potem zapamiętaj kolejność i zanieś każdemu jego kawę. Dlatego gdy jesteśmy u teściowej i słyszę hasło "czas na kawę" to mnie już szlag trafia. My z mężem akurat herbaciarze, więc jak na wszystkich gości są dwie herbaty to wiadomo, że nie pomylimy smile.
          Co do dom to zwyczaj smile. Ja np nie trawię włączonego telewizora, u nas muzyka gra w tle, natomiast szwagierka u siebie a także i u teściowej zawsze biegnie po antenę i dekoder żeby podłączyć pod telewizor w salonie (teściowa na codzień nie używa tego tv, bo ma drugi w sypialni, a trzeci w pokoju gościnnym).
          Telewizor potrafi zdominować całe spotkanie rodzinne, zaś druga szwagierka w okresie skoków narciarskich zawsze niezależnie od obiadu siedzi z mężem tak, żeby mogła te skoki obejrzeć.
          Jednak gdy my z mężem zapraszamy, to po prostu piloty mam schowane, i nie włączam tv, do tej pory nikt nie odważył się nam zasugerować żebyśmy to zrobili.
          • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 11:28
            ale ja sie odnioslam do propozycji aby zamiast na obiad wpadac pozniej na sama kawe.

            Minnie
          • minniemouse Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 11:33
            fioletowoniebieska napisał(a):
            Jednak gdy my z mężem zapraszamy, to po prostu piloty mam schowane, i nie włączam tv, do tej pory nikt nie odważył się nam zasugerować żebyśmy to zrobili.

            a tak z ciekawosci - no i co, poza tym ze wszyscy siedza przy stole razem (mniemam) to co, jest jakos lepiej? sa ciekawsze rozmowy, zycie rodzinne bardziej sie zaciesnia? czy wiekszej roznicy nie ma? szczerze pytam.

            Minnie
            • fioletowoniebieska Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 13:01
              Jednak jak siedzimy przy stole, to te rozmowy są, wiadomo, na różne tematy, praca, dzieci ich wychowanie, czasem choroby, śmieszne sytuacje, tematy kosmetyczne i fryzjerskie, ostatnio przeczytany artykuł, politykę omijamy, a religię ruszamy delikatnie. Tematy zawsze są, rodzina mojego męża to nie sztywne snoby, lecz ludzie dość elastyczni, swobodni, nie ma raczej "krępującej ciszy", ale niestety gdy telewizor zdominuje spotkanie to wtedy szwagierka się "wyłącza" i patrzy jak w obrazek, zaś gdy są skoki narciarskie to druga szwagierka wraz z mężem potrafią jeszcze uciszać resztę towarzystwa która aktywnie rozmawia przy stole podczas deseru i kawki. A jak pisałam, teściowa ma trzy tv, jak tak bardzo chcą to niech idą do pokoju gościnnego, no trudno, żeby reszta towarzystwa miała uciekać z salonu bo oni chcą obejrzeć skoki.
              • aqua48 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 13:58
                fioletowoniebieska napisał(a):

                > niest
                > ety gdy telewizor zdominuje spotkanie to wtedy szwagierka się "wyłącza" i patrz
                > y jak w obrazek, zaś gdy są skoki narciarskie to druga szwagierka wraz z mężem
                > potrafią jeszcze uciszać resztę towarzystwa która aktywnie rozmawia

                Pozostaje tylko jedno. Powiedzieć - to my już pójdziemy, nie chcemy wam przeszkadzać w oglądaniu...i zebrać się do wyjścia.
        • horpyna4 Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 12:00
          Znaleźć się w takim domu na poczęstunku to horror - u mnie posłodzona herbata wywołuje odruch wymiotny. Brrr...
          • wagonetka Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 12:15
            horpyna4 napisała:

            > Znaleźć się w takim domu na poczęstunku to horror - u mnie posłodzona herbata w
            > ywołuje odruch wymiotny. Brrr...

            no co ty
            ty byś była tym gościem dla którego "bez cukru", a jak nie pomylić filiżanek to już ich problem smile


          • matylda1001 Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 01:39
            horpyna4 napisała:

            > Znaleźć się w takim domu na poczęstunku to horror - u mnie posłodzona herbata wywołuje odruch wymiotny. Brrr... <

            O, tak smile Miałam taką ciocię, siostrę dziadka. Kochana była i na pewno częściej bym ją odwiedzała gdyby pozwoliła mi pić herbatę bez cukru. Ciocia przeżyła wojnę, Powstanie Warszawskie, potem była w Dachau, głodowała i cukier stał się dla niej synonimem szansy na przeżycie. Dosłownie, cukier równał się życie. Postarałam sie ją jakos zrozumiec i pozwalałam sobie nasypać do filiżanki tyle cukru co na czubku łyżeczki. Ciocia była usatysfakcjonowana, cukier w herbacie nie był wyczuwalny a mnie jednak dławiła sama świadomość, że on tam jest smile
      • wagonetka Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 12:14
        fioletowoniebieska napisał(a):

        > Propos różnych zwyczajów, przypomniało mi się, że u teściowej jest zwyczaj słod
        > zenia herbat/kaw zaraz w kuchni przed przyniesieniem na stół.

        a mnie się bardzo podoba, że ludzie maja tak różne zwyczaje

        twoi teściowie nie idą na łatwiznę, oj, nie smile



        • fioletowoniebieska Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 13:54
          Ja nie mam nic do zwyczajów, bo każdy ma prawo mieć swoje w swoim domu smile.
          Choć jak mam pomóc w robieniu tej nieszczęsnej kawy, to nie jest mi miło.
          Natomiast uważam, że ja ani mąż nie musimy przejmować zwyczajów ani jego matki ani jego sióstr, i o ile teściowa to dość szybko zrozumiała (co jak na teściową to szybkie tempo smile ), o tyle szwagierkom zeszło się dużo dłużej. Uważały chyba, że ich braciszek bo najmłodszy to powinien wzorować się na siostrach i mamie, a tu zonk, braciszek wraz z żoną wprowadził w swoim domu swoje zasady. No ale to temat nie do poruszania w tym wątku.
      • fioletowoniebieska Re: Rodzinny (?) obiad. 20.04.18, 07:47
        Ale może wyjaśnię. W domu teściowej i też szwagierki jednej i drugiej, owe kawy się słodzi, ale nie z automatu jednakowo. Tylko po kolei, skoro od lewej jest kawa dla szwagra, szwagierki, drugiego szwagra, siostrzeńca, etc, to kawy są słodzone wg ich gustu, czyli zupełnie jak w filmie "Och, Karol", gdzie biedny Karol musiał zapamiętać ile słodzą jego wybranki (a każda inaczej).

        Jak wśród kaw znajdują się herbaty dla mnie i męża, ro już wiedzą, że mężowi należy osłodzić dwie łyżeczki a mi nic. Także preferencje gości są szanowane. Choć kiedyś szwagierka zrobiła u siebie na przyjęciu herbatę w dzbanku, oczywiście posłodzoną, oczywiście nie tknęłam.

        Ja też jestem z tych co herbatę przestali słodzić lata temu, w sumie nie słodzę od 25 lat. Żadnej herbaty, nawet tej z dużą ilością cytryny.

        Czasem faktycznie usłyszę z kuchni głosy szwagierek z pytaniem i jednocześnie skorygowaniem "a tobie ile posłodzić? A no, faktycznie, ty nie słodzisz". Także taka gościna u teściowej to nie horror, bo jak napisałam, przestrzega się tam preferencje gości, bardziej horrorem jest zapamiętanie podczas robienia kaw, komu ile cukru i śmietanki i jeszcze nie pomylić się przy rozdawaniu tych kaw.
    • majaa Re: Rodzinny (?) obiad. 19.04.18, 10:51
      Też uważam, że Twoja koleżanka ma rację.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka