pewna_kobieta
06.01.06, 22:59
Nareszcie doczekaliśmy się czasów, że w miejscach publicznych to palacze mają
wydzielone miejsca, a nie osoby niepalące.
Ja należę do osób dosłownie nienawidzących dymu. Jak poczuję dym to po prostu
dostaję wścieklizny - po pierwsze od razu zaczyna mnie "drapać" gardło, po
drugie potem przez cały dzień śmierdzę tym dymem.
Problem - nie wiem jak to jest z zakazami palenia na wolnym powietrzu w
niektórych miejscach. Słyszałam, że na przystankach nie powinno się palić. I
oto mi właśnie chodzi. Nie jestem jakąś szczególną złośnicą, żebym zabraniała
ludziom palić w parku, ale na przystanku? Wygląda to tak - przystanek mały,
często zatłoczony, 3/4 osób to palacze. Z każdej strony czuję podmuch wiartu
z dymem papierosowym. Rezultat - to ja jako osoba niepaląca lawiruję między
ludźmi w poszukiwaniu przestrzeni na otwartym powietrzu, która byłaby wolna
od dymu. A to przecież palacze powinni się oddalać na taką odlgłość, żeby do
nikogo nie dotarł dym. Strasznie mnie to denerwuje, zwłaszcza, że na takich
przystankach mam przyjemność stać kilka razy na dzień. Mam ochotę zwrócić tym
osobom uwagę, że mnie przeszkadza to ich palenie. Chyba się kiedyś na to
odważę, ale zapewne mnie zlinczują. Czy ktoś ma tak samo?!!!