Dodaj do ulubionych

czy powinnam wyjść?

09.03.08, 22:29
Zdarzyło się w znanej wrocławskiej kawiarni, w dniu kobiet (8marca)
w godzinach przedpołudniowych ("bomba" wybuchła o 12:45/50).
Umówiłam się tam na spotkanie ze znajomym. Lokal po lewej (w którym
wolno palić) był jeszcze zamknięty (czynny od 13), znajomy
zdecydował się na piwo w niby kawiarni, niby sklepie z odzieżą
projektowaną przez plastyków - po prawej stronie. Zamówił, a ja
ochoty na cokolwiek bez papierosa nie miałam, postanowiłam poczekać
kwadrans i przenieść się do sali obok. Oprócz nas było jeszcze dwoje
gości na kawie, żadnego tłoku, wolne stoliki, pora nijaka - 12.45 -
jeszcze nie obiadowa. Dzierżawca lokalu - pan w mieście znany od 40
lat - osobiście położył przede mną menu, o które nie prosiłam. Po
kilku minutach zapytał, czego sobie życzę - wyjaśniliśmy, że czekamy
na otwarcie drugiej części. Wówczas tubalnym(!) głosem oświadczył,
że to nie przechowalnia i rozkazującym tonem równie głośno polecił
mi opuścić lokal, nie szczędząc gestykulacji. Mówił to oczywiście do
mnie, jakbym siedziała przy stoliku sama. Gwoli wyjaśnienia - jestem
kobietą dojrzałą, nie cięłam kanapy żyletką, nie wywaliłam nóg na
stolik, nie żułam gumy, nie plulam, z pewnością nawet pachniałam
(boć jeszcze nie zapaliłam), siedziałam w towarzystwie konsumenta, a
więc moje zachowanie niczym nie odbiegało od normalnego lokalowego i
na takie traktowanie z pewnością sobie nie zasłużyłam. Trochę świata
widziałam, i o ile w luksusowej restauracji taki afront by mnie nie
spotkał, to nawet w przydrożnym barze nikt mnie nie przepędzał, gdy
towarzyszyłam spożywającemu świeżonkę.
Na prostackie zachowanie tego pana (wiek ok.70 lat) mam świadka, nie
mniej ode mnie zbulwersowanego arogancją, więc mi się ten afront nie
przyśnił.
Oczywiste jest, że gdyby pan ów miał w sobie gram kultury, wściekły,
że nie zamawiam - poprosiłby o opuszczenie lokalu cicho, bez
wrzasku. Pieprzyku dodaje fakt, że salę dla palących prowadzi jego
syn, a kuchnia - z której chciał mnie uraczyć wczesnym obiadem -
należy także do części syna. Nasza więc deklaracja, ze się tam
przesiądziemy nie powinna być mu nie w smak.
I mam pytanie do wytrawnych bywalców - czy powinnam była w ogóle
zareagować na takie dictum? Bowiem znajomy szybko dopił piwo i
wyszliśmy - oczywiście zupełnie do innego lokalu - a może powinnam
spokojnie przyglądać się kompromitującej się legendzie miejscowego
światka artystycznego? Może powinnam była zignorować lub równie
głośno roześmiać się, jak z żartu? Targa mną watpliwość, czy
własciwe było poddanie się prostactwu. Czy ktoś z was również uważa,
że podporządkowanie się w podobnych okolicznościach jest
równoznaczne z ustępowaniem przed upowszechniającym się - chyba to
własciwe określenie - chamstwem?


Obserwuj wątek
    • control Re: czy powinnam wyjść? 09.03.08, 22:41
      Chyba nie było innego wyjścia jak wyjście. Chciałabyś uczestniczyć w
      awanturze z jakimś prymitywem? Przecież to mogło się skończyć jakąś
      karczemną awanturą. A jak nazywa się ten lokal?
      • wroclafanka control 10.03.08, 00:50
        lokal nazywa się kalambur.
        • mozambique Re: control 11.04.08, 12:58
          będący "od zawsze" zarzadzany przez polityka

          a czego sie spodziewac od polityków ? ne pewno nie savoir-vivre'u
          • remez2 Re: control 11.04.08, 13:43
            mozambique napisała:


            > a czego sie spodziewac od polityków ? ne pewno nie savoir-vivre'u
            To jest jednak zbytnie uproszczenie. Podział na polityków i resztę społeczeństwa
            nie jest tożsamym z podziałem na dobrze i źle wychowanych
    • dominikjandomin Re: czy powinnam wyjść? 09.03.08, 23:01
      Z drugiej strony - bardziej mnie zastanawia twój znajomy.

      A lokal omijaj i przekazuj nazwę znajomym (do omijania).

      PS. Faktycznie mało własciwe zas jest wyjaśnianie, ze się tylko "przeczekuje".
      Lepsza odpowiedź byłaby typu "pijemy piwo, jak się zastanowimy, to damy znać" -
      całkowicie prawdziwa smile
      • wroclafanka dominik 10.03.08, 01:00
        Znajomy nie jest bliską mi osobą, miałam z nim pare spraw zawodowych
        do omówienia.
        Wyjasnienie, ze czekam na otwarcie sali, w której mozna palic, padło
        TYLKO DLATEGO, że to lokal RODZINNY, w tej sytuacji szczerość
        nieszkodliwa. Nie zgadzam się z Tobą, że w jakimkolwiek lokalu
        siedząc przy stoliku nie powinnam uzyć słowa "czekam", bardzo często
        czekam na kogoś, i nikt mnie nie wyrzuca - czhociaż nie zamawiam.
        Kuriozalne jest dla mnie zachowanie pana L, tym bardziej, że to był
        dzien kobiet. A on przecież b. senator SLD...
        Przypuszczam, że pan L mnie z kimś pomylił i postanowił sobie zrobić
        mi afront, cokolwiek bym nie powiedziała czy zrobiła.
        • baba67 Re: dominik 10.03.08, 09:14
          mam alergie na chamstwo-wyszlabym po pierwszym wscieklym spojrzweniu tego goscia
          z mina jakbym zobaczyla skrzyzowanie Drakuli z gosciem z ulicy Wiazow.
          Na szczescie mamy wolny rynek-rob czarny PR gdzie sie da.
        • dominikjandomin Re: dominik 10.03.08, 13:06
          wroclafanka napisała:

          > Znajomy nie jest bliską mi osobą, miałam z nim pare spraw zawodowych
          > do omówienia.

          Wiesz, zostałem inaczej wychowany, jeśli mowa o byciu mężczyzną i ubliżaniu
          kobiecie w mojej obecności, ale pomińmy ten temat.

          > Wyjasnienie, ze czekam na otwarcie sali, w której mozna palic, padło
          > TYLKO DLATEGO, że to lokal RODZINNY, w tej sytuacji szczerość
          > nieszkodliwa. Nie zgadzam się z Tobą, że w jakimkolwiek lokalu
          > siedząc przy stoliku nie powinnam uzyć słowa "czekam", bardzo często
          > czekam na kogoś, i nikt mnie nie wyrzuca - czhociaż nie zamawiam.

          Wiesz, jest znaczenie "czekam na pana X" - w domyśle "wtedy zamówimy" i
          znaczenie "czekam na otwarcie X" - w domyśle - "wtedy sobie pójdziemy".

          > Kuriozalne jest dla mnie zachowanie pana L, tym bardziej, że to był
          > dzien kobiet. A on przecież b. senator SLD...
          > Przypuszczam, że pan L mnie z kimś pomylił i postanowił sobie zrobić
          > mi afront, cokolwiek bym nie powiedziała czy zrobiła.

          Wiesz, pana L. nie zamierzam usprawiedliwiać, nieważne, czy to dzień kobiet, czy
          nie.

          A może był zły, że w kwiaciarni skończyły się czerwone goździki, a ceny rajstop
          poszły w górę?
          • wroclafanka Re: dominik 10.03.08, 15:05
            kto zna Kalambur, ten wie, że to dwie sale przedzielone korytarzem,
            ze wspóną kuchnią i toaletami, więc ciągnąc ten fragment wątku -
            jeśli nawet nie zamawiałam, to znajomy pił piwo, bylismy razem i
            wyproszenie mnie było oczywistym idiotyzmem.
            Natomiast moje pytanie - czy powinniśmy sie poddawać w takich
            sytuacjach - na razie nie doczekało sie odpowiedzi. Teraz wydaje mi
            się, że powinnam dalej siedzieć, L by sobie może jeszcze pokrzyczał,
            a druga sala by już była posprzątana. Podporzadkowałam się, zamiast
            stawić opór. To mnie gryzie.
            ps nie każdy w szoku potrafi reagować. mój znajomy jest w mieście
            też znaną osobą, a panu L osobiście.
            • control Re: dominik 10.03.08, 15:24
              Ja napisałem wprost, ze bym wyszedł. Nie było sensu się "stawiać".
              Jak to sobie wyobrażasz? Właściciel Cie wyrzuca, a Ty twierdzisz, że
              jednak zostajesz? Przecież to by było żenujące. Facet, który był z
              Toba, mógł ewentualnie uciąć chamowi krawat.
              • baba67 Re: dominik 10.03.08, 15:35
                To nie jest jedyny lokal w miescie, ze zacytuje nieodzalowanego
                Skubikowskiego.Poszliscie gdzie indziej, wydaliscie kase gdzie indziej. A jesli
                Wam sie podobalo, ze zacheciliscie znajomych.
                Moja znajoma ma niewielki sklepik gdzie jest co ogladac, ale rzeczy nie sa
                tanie(z natury swojej, nie z powodu zdzierstwa).
                Ona bardzo chetnie obsluguje osoby ktore raczej przyszly poogladac.
                Kazda taka osoba przeciez moze miec kogos bardziej zasobnego, okazje do
                prezentu skladkowego itp, itd, powie o tym miejscu kolezance, ktora tez moze
                znac potencjalnego klienta. Znajoma nie narzeka na interes.
            • remez2 Re: dominik 10.03.08, 16:52
              wroclafanka napisała:



              > ps nie każdy w szoku potrafi reagować. mój znajomy jest w mieście
              > też znaną osobą, a panu L osobiście.
              Pełna załamka.
              • schinella Re: dominik 15.04.08, 11:45
                Powtorze sie zapewnie, ale swiadomosc tej reguly zawsze dziala
                pocieszajaco przy spotkaniu z burakami:
                'Dzentelmen by mnie nie obrazil, a nie dzentelmen nie moze mnie
                obrazic' (z ang. gentleman wouldn't offend me and not a gentelman
                can not offend me).

                A skoro ten pan jest persona tak znana i wybitna to fraszka
                Kraszewskiego bedzie tu jak znalazl: "Szanujmy mądrych,
                przykładnych, chwalebnych, Śmiejmy się z głupich, choć i
                przewielebnych".
                • schinella Re: dominik 15.04.08, 11:48
                  Fraszka oczywiscie autorstwa Ignacego Krasickiego nie Ignacego
                  Kraszewskiego, przepraszam za pomylke.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka