Dodaj do ulubionych

Kot w potrzebie

29.10.11, 09:03
wczoraj m wychodząc na noc do pracy znalazł na klatce małą czarną piękną bidę, niestety nie może u nas zostać, nasza kota nie toleruje kociaka, to raz, dwa nie możemy mieć drugiego kota, choć ten jest kochany i piękny..... jak dziś nic nie znajdę kot wróci na dwór sad
to postanowienie m.... i nic tego nie zmieni sad
całą noc i teraz pilnuję żeby nasza kota nie zagryzła młodego sad
nie wiem czy to chlopiec czy dziewczynka i nie wiem co robić sad
co z tego że się w nim zakochałam jak nie mogę i już.....
Obserwuj wątek
    • maryshaa Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 09:13
      Po pierwsze nawet jak rezydentka warczy na malucha to go nie zagryzie. Będzie tylko bronić terytorium, ale nie powinnaś się tym martwić, bo to normalne. Pogadaj z m... żeby kotek został do znalezienia mu domu, ale obiecaj że będziesz tego domu szukać... no chyba nie pozwoli wyrzucić na przymrozki malucha smile Dawaj zdjęcia i rób ogłoszenia na forach lokalnych, kocich itp.
    • garraretka Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 10:09
      marzena_gabi napisała:


      > to postanowienie m.... i nic tego nie zmieni sad

      a że tak złośliwie zapytam - Ty jesteś w domu jedynie od wykonywania woli Jaśnie Szanownego Małżonka? Twoje decyzje i potrzeby nie są brane pod uwagę?

      Wywalenie kociaka na bruk to barbarzyństwo - zwłaszcza jak się go wzięło do domu.

      Pytaj znajomych, ogłaszaj ale kota nie wywalaj. A mąż może i będzie marudzić ale pewniepo chwili przestanie. Bo przecież to i tak niczego nie zmieni.
      • sadosia75 Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 12:22
        O to to!
        No gdyby mi mąż powiedział, że albo znajduje dom dla kota albo kot frunie z tego domu to bym męża wyfrunęła szybciej niż by ktoś doliczył do jednego.
        Mąż sobie postanawiać może co zechce. A proszę jaśnie pana bardzo, ale żona chyba też ma coś do powiedzenia prawda? Więc póki nie jest postanowione wspólnie ( czyli bierze się pod uwagę też to co żona mówi a nie tylko to co postanawia pan i władca ) to nie ma postanowienia żadnego!
        Kota ogłaszać ( jeśli nie możesz sama dam ci namiar na osobę,m która robi ogłoszenia za grosze i przekazuje je na potrzebujące zwierzęta ) kota trzeba zatrzymać w domu bo zabranie go z ulicy a później wywalenie to nie jest barbarzyństwo jak pisze Garretka ale to zwykłe ( i tu się powstrzymam bo bardzo brzydkie określenie męskiego prącia mi się ciśnie na palce )
    • pamama Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 10:39
      maryshaa ma rację, małż chyba ma jakieś serducho skoro go do domu przyniósł, wywalenie go teraz byłoby okrutne. To że rezydentka się pieni jest normalką i nie znaczy że go zagryzie, musi się z sytuacją oswoić i pokazać kto tu rządzi. Nawet jeżeli rzeczywiście nie chcecie drugiego kota, możecie zostać dla niego domem tymczasowym aż nowy dom się nie znajdzie. Sama mam 3 koty, we wrześniu znalazłam malucha, którego wyleczyłam i w ciągu tygodnia udało mu się znaleźć dobry dom, ale oczywiście nie zawsze idzie tak łatwo. Teraz mam innego tymczasa na leczeniu bo postanowiliśmy że magiczna liczba 3 jest nieprzekraczalna, natomiast nie widzę powodu dlaczego maluchowi nie pomóc.
      Postaraj się ugadać męża tak jak pisała maryshaa
    • duchess85 Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 14:13
      Koty się dogadają. Ja swojemu facetowi wytłumaczyłam, że szukam przecież domu, ale samo tak jakoś wyszło, że tymczas domu nie znalazł... wink Dorosłe na niego fukały przez tydzień czy dwa. a teraz jest wielka miłość smile
      • salimis Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 14:22
        Moja propozycja wink
        Niech małż który przywlókł kota do domu,weźmie go na kolana,popatrzy mu głęboko w oczy i powie że wyrzuca go na bruk. Jeśli go przyniósł to kłóci mi się to z jego sumieniem które niby pozwoliłoby go wyrzucić.Założę się że kot zakocha się w małżu bo w końcu to on ulitował się nad nim.
        Proponuję podejście psychologiczne big_grin
    • zielonages.62 Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 14:22
      Czy mi się tylko tak wydaje, czy rzeczywiście tak jest z mężami? Kolejny raz słyszę o tym, że mąż nie chce kotka, i po co nam kotek i w ogóle, a po dwóch tygodniach się nazywa, że to mój kotek i, że to ja go przygarnełem i bez ze mnie by ten kot zginął!

      Pozdrowienia,

      Panna LadidaLadida
      • marzena_gabi Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 16:29
        niestety małż nie chce drugiego kota i już, pozwolił na parę dni na znalezienie domku, łatwo powiedzieć wymeldować małża, niestety nie wykonalne, uzależniona finansowo jestem sad
        poza tym mieszkanie malutkie, dzieć mały, o kasie nie wspomnę, jutro może uda mi się do weta podejść, ale pewniej po niedzieli, bo stan finansowy zero.... sad
        maluch fajny, czysty, chudziutki, załatwia się do kuwety, i ciągle głodny big_grin
        fuczy na rezydentkę...... a do tego zezulec z wielkimi uszami big_grin
        zaraz dam fotki smile
        • marzena_gabi Fotki 29.10.11, 16:39
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/4/la/le/ubkp/etqZ0Q9akEZYfdWqsX.jpg

          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/4/la/le/ubkp/O6LKpEona2gXBAg2bX.jpg

          i nie wiem czy to on czy ona......
          • wladziac Re: Fotki 29.10.11, 17:06
            piękny jest maluszek,dla mnie wygląda jak by to był kocurek ale u weta się dowiesz jak jest naprawdę
        • wladziac Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 17:04
          no faktycznie cudowne porady dostałaś sugerujące wręcz jak masz postępować w życiu rodzinnym żeby się rozleciało,kierując się własnym rozumem rób wszystko żeby kociak nie spowodował rozłamu bo jak mąż się zrazi do kota to z każdym następnym będzie gorzej a zawsze perspektywa znalezienia kolejnej kociej bidy istnieje,rezydentka ma prawo się denerwować,prychać i fuczeć i tak zazwyczaj bywa w pierwszych dniach zapoznania kotów,tym się akurat nie martw,ogłaszaj na wszystkich możliwych portalach,zrób ogłoszenia ze zdjęciem i powywieszaj w sklepie czy u weterynarza na tablicach ogłoszeniowych itp,trzymam kciuki za znalezienie domku dla malucha
          • sadosia75 Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 18:33
            O chwila momencik. To pan mąz znalazł kota tak?nie żona kota przytargała do domu. i teraz pan mąz decyduje bez udziału żony w tych decyzjach, że albo kot ma nowy dom albo fru za drzwi.
            No to wybacz mi bardzo Wladziac ale mnie by sumienie zadusiło gdybym miała udać, że nie widze tego jak pan mąż zachowuje się w stosunku do swojej żony. Pan i władca zadecydował a kobieta bezmyślne stworzenie co? ma się poddać myśli pana i władcy i wyrzucić kocie dziecko na mróz?
            Tu nie kociak spowoduje rozłam a humorki pana męża. bo jeszcze wczoraj kotek był ok ale już dziś kotek nie jest ok i kotek fru za drzwi. A co na to żona? a żona to widocznie od obiadków jest a nie od podejmowania wspólnych decyzji.
            No normalnie krew mnie zalewa jak czytam albo słyszę " mąż mi nie pozwala, maż zdecydował mąż zabrania"
            Jak to dobrze, że pan mąż pozwala oddychać i racje dzienne wydaje uczciwie. ludzki pan no ludzki....
            • manekineko Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 18:40
              Zgadzam się z sadosią75. Jak kobieta nie pracuje i zajmuje się domem to znaczy, że nie ma prawa współdecydować z mężem? Bo? Właściwie co? Bez pracy jest pozbawiona praw wszelakich, ma siedzieć cicho? Bez sensu.
            • wladziac Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 18:46
              och nie jedź tak ostro,nie znasz człowieka i nie możesz nic wiedzieć jakie ma motywy swojego postępowania,bardzo możliwe że nie zdawał sobie sprawy jak wygląda dokocenie a tu w domu kocie awantury i brak spokoju,myślę że gdyby kotka od razu zaakceptowała nowego nie byłoby problemu
              • marzena_gabi Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 18:56
                o właśnie władzia ma rację, po pierwsze martwi się wbrew pozorom m jak to będzie, teraz ktoś jest w domu, ale ja od środy do pracy idę i koty same będą..... nie wiadomo co się stanie, a praktycznie cały dzień nikogo w domu nie będzie...
                rezydentkę też m przyniósł, choc kotów nienawidzi... od dłuższego czasu rozmawialiśmy o drugim kocie, ale m się krzywi, i go rozumiem, bo w sumie to małe mieszkanie mamy, i nie jest ono nasze a wynajmowane, już na rezydentkę właścicielka patrzy krzywo, a co dopiero będzie jak drugiego kota ujrzy....
                i nie jestem bezwolnym i bezmyślnym człowiekiem wink mam swoje zdanie, ale.... niestety warunki finansowe nie są za wesołe..... wierzcie mi lub nie ale nie raz wybierałam tak aby choć dziecko miało co zjeść aby dotrwać do wypłaty....
                więc nie krzyczcie już oki?
                • mysiulek08 Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 19:21
                  Na temat stosunkow rodzinnych wypowiadac sie nie bede, powiem za duzo i bedzie zle. W kazdym razie M kota przyniosl i kot jest. Zgadzam sie, ze wyrzucenie kociaka na mroz jest okrutne i tyle. M by dlugo na dworze wytrzymal? tongue_out

                  Rozumiem, ze najwieksza przeszkoda sa warunki finansowe, ale chyba bedzie lepiej skoro do pracy idziesz smile Dwa koty w malym mieszkaniu dadza sobie swietnie rade, a nawet dla rezydentki bedzie lepiej gdy bedzie miala kocie towarzystwo.

                  Zaloz moze kociakowi watek na miau, koniecznie piszac z jakiego jestes miasta, Nie ukrywaj klopotow z finansami, moze cos z wetem podpowiedza itp.

                  forum.miau.pl/viewforum.php?f=1
                  Na miau jest cos takiego jak Koci Bazarek, jak masz w domu cos zbednego dla Ciebie to wystaw, trafi sie kupiec, bedzie na kocie wydatki:

                  forum.miau.pl/viewforum.php?f=20
              • sadosia75 Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 18:57
                Motyw mnie nie interesuje. Efekt jest taki, że żona została z kotem na głowie a mąż zadecydował, że kot ma sobie wyjść z domu. Nie dziś ale za kilka dni. a jeśli za te kilka dni nie będzie tymczasu dla kociaka to co?
                Bardzo mi przykro, może autorka wątku obrazi się na mnie, może poczuje się urażona, trudno. Ale jeśli człowiek jest zdolny do tego, żeby na mróz na chwilę przed zimą wyrzucić kocie dziecko to ja niestety dobrego zdania o takim człowieku mieć nie mogę.
                Jeśli ten sam człowiek uważa się za jedynego decydenta w domu a zdanie żony nie jest ważne ( no bo mąz zdecydował, że kot ma zniknąć ) no to tymbardziej dobrego zdania o takiej osobie mieć nie mogę. i choćby nie wiem co się działo ale wyrzucenie dziecka na mróż jest dla mnie po prostu .... z uwagi na duży szacunek jakim darze osoby tu wypowiadające się nie dopiszę czym.
                • wladziac Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 19:24
                  Sadosiu chyba masz dzisiaj zły dzień,kot jest w domu i nikt go nie wyrzucił a wprost przeciwnie Marzenka pójdzie z nim do weta mimo trudnej sytuacji materialnej i na pewno nie bedzie tak źle żeby kot został wyrzucony na mróz,z mężem sobie Marzenka poradzi sama
                  • agazuchwa wladziac 29.10.11, 19:26
                    smile jesteś cudownym człowiekiem kochającym I ZWIERZĘTA I LUDZI! Przemawia przez Ciebie szacunek dla człowieka. Pozdrawiam bardzo serdecznie
                    • wladziac Re: wladziac 29.10.11, 19:42
                      wiesz co spotkałam się w życiu z wielką niesprawiedliwością w ocenie mojej osoby,mnie to bardzo boli szczególnie kiedy ocenia się człowieka na podstawie kilku słow i przez internet bez bezpośredniej rozmowy,myślę nawet że taka ocena boli Marzenkę bo do oceny swojego męża tylko Ona ma prawo,również pozdrawiam serdecznie
            • agazuchwa Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 19:24
              nie no lepiej żeby żona zdecydowała za niego że ma mieszkać z dwoma kotami.....równie dobrze można powiedzieć, ze to kaprysy żony powodują rozłam.....mąż chciał kociaka uratować ale nie chce mieć go w domu...widać on nie jest od decyzji tylko od zarabiania na wszystkich....wrrr.rr....nienawidzę jednostronnego patrzenia na problem..
              • marzena_gabi Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 21:43
                na nikogo nie mam zamiar się gniewać, a kobiety wy się nie kłóćcie smile
                m poczuł że musi kocie pomóc i chwała mu za to, ja go urabiam na pozostawienie tego malucha, rezydentka pomału przestaje prychać.....
                wyrzucić malucha nie dam, najwyżej będzie awantura, szukam domku, m już spokojniejszy bo widzi że koty się nie gryzą, jednak prosi żeby znaleźć mu lokum....

                wiecie trochę ciężko będzie jak nas właścicielka wywali...

                władzia bardzo bardzo dziękuję kiss
                • pi.asia Re: Kot w potrzebie 29.10.11, 22:58
                  To jeszcze moje trzy grosze:
                  M. nienawidzi kotów - ale przyniósł i rezydentkę, i malucha.
                  Dla zachowania twarzy i znając realia (mieszkanie wynajęte, z forsą krucho) zapowiedział, że kot jest tylko na trochę.
                  Tekst że kota wywali - zwykłe gadanie, żeby małżonkę zmobilizować do szukania domku dla malucha, ot, taki szantaż. Już widzę, jak dotrzymuje słowa! wink
                  Zachowanie rezydentki utwierdziło M. w przekonaniu, że kot nie może zostać.
                  Ale dam sobie uciąć wszystko co mam, że kota nie wyrzuci, choćby się nie wiem jak odgrażał.

                  ....a teraz rezydentka przestaje prychać, a M. też przestaje prychać....
                  Marzena_gabi - powodzenia, trzymam kciuki za.... lepsze mieszkanie
                • zielonages.62 Re: Kot w potrzebie 30.10.11, 14:24
                  Może mąż się po prostu obawiał, że coś się Jego kotowi (rezydencce) coś stanie, jak w domu zamieszka nowy kot?

                  A zmiana mieszkania nie wchodzi w grę? Jeżeli tak czy inaczej chcecie mieć jeszcze jednego kota?

                  Pozdrowienia,

                  Panna LadidaLadida
                  • wiesia.and.company Re: Kot w potrzebie 30.10.11, 17:46
                    Teraz to chyba M czuje się zaniepokojony raczej kocimi awanturkami w domu. Mężczyzna życzy sobie, żeby w domu było zacisznie, syto i spokojnie. A tu kot rezydent się awanturuje, spokój Pana Domu burzy wink Ale kiedy się kot trochę uspokoi, maluch zacznie dokazywać (a widać, że rozkoszniaczek), to i M będzie się przyglądał łaskawiej takim sztuczkom. I na pewno da się urobić, żeby jeszcze trochę maleństwo zostało zanim się ten Dom Docelowy znajdzie. No, a przecież serce ma miękkie, bo uległ na widok kociej bidy, to i kociaczek na razie zostanie w domu. Swoją drogą, do nawet na małej przestrzeni da się mieszkać, i nawet można się poszukiwać... (my jesteśmy na 36 m2 w dziewiątkę, jeszcze niedawno był jeszcze Kubuś) smile

                    A z innej beczki: podoba mi się taki tekst męskiego ultimatum - Mąż do żony: - Wybieraj, albo ja, albo kot - Na to żona: - Nie mam zamiaru wybierać. Kot zostaje, a Ty zrobisz, co Ty sam zechcesz -. smile
                    • malin7 Re: Kot w potrzebie 30.10.11, 18:16
                      - Mąż do żony: -
                      > Wybieraj, albo ja, albo kot - Na to żona: - Nie mam zamiaru wybierać. Kot zost
                      > aje, a Ty zrobisz, co Ty sam zechcesz -. smile

                      rewelacja !
                      • marzena_gabi Re: Kot w potrzebie 30.10.11, 21:30
                        big_grinbig_grinbig_grin rozwaliłyście mnie tym tekstem na łopatki smile

                        domek nadal nie znaleziony, ale m mięknie smile i woła Zezulec big_grin
                        młody (chyba jednak on) dokazuje, rezydentka nadal nie ufna ale nie fuczy, widać że czuje się trochę zagubiona, i jakaś taka smutna, staram się ją dopieszczać smile

                        zmiana mieszkania nie wchodzi w rachubę, bo to tanie jest, a innego nie damy rady opłacać, za taką kasę nie znajdziemy drugiego, niestety, choć chętnie bym z tego się wyrowadziła na większe to raz, dwa sąsiedzi tutaj są okropni.....

                        ale dziękuję za wszelkie rady jak radzić sobie z takim maleństwem, które najchętniej by cały czas jadło big_grin a je w takim pośpiechu jakby było zagłodzone.... smile
                  • kr_ka_11 Re: Kot w potrzebie 31.10.11, 08:05
                    zielonages.62 napisała:
                    A zmiana mieszkania nie wchodzi w grę? Jeżeli tak czy inaczej chcecie mieć jeszcze jednego kota?

                    Ty tak na serio?? chęć posiadania drugiego kota nie jest jedynym determinantem zmiany lokum, na taką decyzje składają się jeszcze inne, przyziemne czynniki.

                    marzenko - trzymam kciuki, żeby domek się znalazł, lub, żeby kotek został z Wami (za obopólnym porozumieniem). dwa koty to podwójne szczęście, może akurat się uda smile
      • 3-mamuska Re: Kot w potrzebie 30.10.11, 22:30
        zielonages.62 napisała:

        > Czy mi się tylko tak wydaje, czy rzeczywiście tak jest z mężami? Kolejny raz sł
        > yszę o tym, że mąż nie chce kotka, i po co nam kotek i w ogóle, a po dwóch tygo
        > dniach się nazywa, że to mój kotek i, że to ja go przygarnełem i bez ze mnie by
        > ten kot zginął!
        >
        > Pozdrowienia,
        >
        Moj maz sam od 2 koty do domu przygarnal,ale jak sie mlode urodzily to caly czas mowil ze wszytskie oddajemy i co moje 2 kocurki zostaly,a teraz maz gada jak do dzieci glasze przytula,nawet kuwete sprzata,co jest zadaniem dzieci.
        • wiesia.and.company Re: Kot w potrzebie 30.10.11, 22:50
          Marzena_gabi, dobrze robisz, dowartościowując rezydentkę głaskaniem, kolankowaniem, szeptaniem słodkich słówek. Ona jest na razie zdezorientowana, pewnie czuje, że jakiś inny futrzany konkurent zabiera całą uwagę ludzi. Ale się rozrusza, pokaże maleństwu, kogo trzeba słuchać i kto tu rządzi. A takie maleństwo, to jakbyście mieli drugie dziecko, kot kilkumiesięczny to właśnie jak dwuletnie-trzyletnie dziecko ludzkie. Też głupolek, też nieudolny, z żadnym doświadczeniem, i rozumu jeszcze nie nabrał wink , dużo je, dużo śpi, zapomina czasem na czas awizować chęć siusiu, zabawa, jedzenie, spanie. Kiedy wprowadziłam po powrocie z urlopu dwa koteczki 3-miesięczne do mojego mieszkania ( gdzie rezydowały dwa dorosłe kocur), to moje koty i ja siadywaliśmy jak widownia, obserwując jak te maluchy przebiegały koło nas, czepiały się firanek, obalały nawzajem, znów przebiegały do misek z jedzeniem i galopkiem do pokoju, by uprawiać ze sobą zapasy. A my siedzieliśmy z wybałuszonymi oczami nieruchomo, bo jak dla nas to za szybko, za szybko.... Przynajmniej nie my bywaliśmy baaaardzo zmęczeni. A tyle się działo wink Przyjemnie się to wspomina smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka