Dodaj do ulubionych

Zagłodzony amstaf...

05.11.11, 18:13
Pamiętacie sprawę zagłodzonego amstafa, co go właściel trzymał przywiązanego do kaloryfera... nie wklejam artykułu z pierwszej strony gazety, bo tam jest zdjęcie tego biednaego pieska i ja się popłakałam i nie chcę tego tu wklejać - ale... chciałam napisać, że jest światełko nadziei... F*UT DOSTAŁ DWA LATA !!!!! mam nadzieję, że go w pierdlu kumple z celi przykują do pryczy i będą tak trzymać przez cały wyrok!! Moim zdaniem takie zwyrole to powinni nie tylko w pierdlu siedzieć ale i przymusowo pracować pod nadzorem w schronisku dla zwierząt przy czyszczeniu klatek i misek. A,...brak mi słów. Przypomniałam sobie tą sprawę i się tylko przy sobocie poryczałam sad
Obserwuj wątek
    • 0ffka Re: Zagłodzony amstaf... 05.11.11, 19:20
      Ja *&%^$&*(^#@!#%& !!!
      • mrumru81 Re: Zagłodzony amstaf... 05.11.11, 19:35
        Dotarło do mnie, że w polskich schroniskach morduje się zwierzęta.

        Nóż mi się w kieszeni otwiera, przepraszam ale jesteśm okropną nacją !

        Obłuda i bezduszność i chciwość po trupach !
        • pi.asia Re: Zagłodzony amstaf... 07.11.11, 18:58
          Przez kilka dni omijałam ten wątek szerokim łukiem, ale dzisiaj GW opisała sprawę. Bydlak dostał dwa lata bez zawieszenia. Sędzia powiedział, że nawet jakby miał możliwość zawieszenia wyroku, to i tak by z niej nie skorzystał. Mocno i dobrze powiedziane.

          A wątek omijałam, bo nie lubię czytać o takich tragediach a poza tym przypomina mi się straszna scena sprzed miesiąca.
          To była wyborcza niedziela, wracałam z głosowania i spotkałam faceta z psem. Facet przed czterdziestką, wygląd przeciętny, a pies - zagłodzony szkielet ze spuszczonym łbem i zwieszonym ogonem, sztywno stąpający na przeraźliwie chudych łapach.
          Podeszłam, pogłaskałam psa (zero reakcji) i spytałam faceta "Czemu ta psina taka chuda?" Facet na to "A bo nie chce jeść". - Jak to nie chce??? BYł pan z nim u lekarza? - A wybieram się... - Panie, przecież ten pies dogorywa, tu masz pan lecznicę, o stąd widać, leć pan tam i to szybko, szkoda psa!!! - no pójdę....

          Nie wiedziałam co robić, a raczej wiedziałam że NIC nie mogę zrobić. Nie złapię psa na ręce i nie ucieknę z nim do lecznicy, bo mnie właściciel dogoni i pobije, zresztą niedziela, lecznica zamknięta. Nie mogę dzwonić na policję, bo zanim przyjadą, facet zniknie w którymś bloku, nawet niekoniecznie tam gdzie mieszka. Nie dam mu w pysk, bo on mi da dwa razy, a potem może jeszcze skopie psa jako powód awantury....
          Wróciłam do domu chora z wściekłości, współczucia, bezsilności i poczucia winy.
          Do tej pory jak sobie to przypominam, to mam straszliwe wyrzuty sumienia, że może powinnam coś zrobić, tylko nie pomyślałam co.
          Przypomniałam sobie też, że mój Szeryf, jak umierał na raka, to też był taki chudy, tylko że miał piękne futro i nie było tego widać. Ale z Szeryfem byłam u lekarza i wiedziałam co się dzieje. On też nie chciał jeść, karmiłam go z ręki najlepszymi kąskami, po odrobinie. Umarł sam, na rękach mojego brata, nie cierpiał.

          Pocieszam się myślą, że tamten spotkany pies też już jest za TM i nie cierpi.
          Napiszcie mi dobre słowo....
    • olinka20 Re: Zagłodzony amstaf... 07.11.11, 19:08
      Cos drgnęło w sadownictwie, mam nadzieje na dłuzej.
      Bo te kary np 3 miesiace w zawieszeniu to cżesto/gęsto to była kpinauncertain
      • 3-mamuska Re: Zagłodzony amstaf... 07.11.11, 22:37
        Kurcze jak tak mozna,ludzie to najgorsze zwierzeta,na ziemi.
        Jedynie pocieszenie to to ,ze posiedzi facet za psa,moze ktos nastepy sie zastanowi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka