elzbieta.24
20.06.12, 10:37
W czasie ostatnich dwóch miesięcy w moim życiu nastąpiło mocne zawirowanie czego skutkiem jest przeprowadzka z uwielbianego Milanówka do znienawidzonej Warszawy.Niestety sprawnośc fizyczna mojej mamy uległa takiemu pogorszeniu że było to jedyne rozsądne wyjście.Od niedziei moja futrzana gromadka z 3 pokoi,strychu i piwnicy dysponuje 36 metrowym lokum.Gorąco przepraszam dwie forumowiczki za nie zgłoszenie się po kontenerki ale pakowanie prawie mnie czasowo i fizycznie przerosło.Sam przewóz był koszmarem dla moich kotów,wypuszczone czmychnęły na dwa dni i nie wychodziły aż do wczoraj co mnie z kolei przyprawiało o panikę ponieważ nie jadły,nie piły i nie wychodziły do kuwet.Jedynym wyjątkiem okazała się ku mojemu ogromnemu zdumieniu Munia (mamusia garażowych sześcioraczków)Wypuszczona z kontenerka po południu w niedzielę ze stoickim spokojem sprawdziła nowy "apartament" po czym zainstalowała się łóżku mojej mamy i natychmiast uznała że tu jej najlepiej.Śpi z nią i całe dnie spędza blisko niej.Mama szczęśliwa podsuwa spryciarze coraz to nowe smaczne kąski a ona bardzo chętnie z tego korzysta.Pozwala się nawet miziać po brzuszku.Zadziwia mnie zaufanie kotki która była dzika,jest ze mną od 5 miesięcy i tak wspaniale wpasowała się w nasza gromadę.Pozostała czwórka zaczęła się pojawiać wczoraj i stwierdziła że stosy pudeł i bałagan stwarzają doskonałe warunki do polowania zaczęła zabawę wieczorem. Jeżeli uda mi się odgruzować aparat cyknę fotki .