lianis
06.11.12, 16:51
Pisalam juz o klopotach z nasza rezydentka forum.gazeta.pl/forum/w,10264,139848790,139848790,Pomozcie_kocia_behawioryka.html z czasem jest coraz gorzej, duza juz nie chodzi tylko przemyka brzuchem po podlodze, reaguje histerycznie nawet na glosy, nie dopuszczam dziecka do niej ale tez go nie zaknebluje, kota sama sie zupelnie wycofala, za radami nie ruszamy jej, ma spokojne miejsce, ale owo miejsce jest w domu i glosy slychac, nie mamy osobnego wolnego pomieszczenia ktore moglaby miec w pelni dla siebie. Doszlismy do tego ze ona sie nawet boi kociaka trzy razy mniejszego od siebie, od trzech tyg koty sa odseparowane od siebie, czyli odkad kociak u nas jest, ale wieczorem bierzemy oba na dol, staramy sie duza zachecic do zabawy, mloda sie temu przyglada tylko choc tez rwie sie zeby pobiegac, wedka i kocie zabaki kusza, ale duza jak tylko zobaczy mala wycofuje sie w najdalszy kat, wiec mala trzymamy na odleglosc, ale powinny sie widywac choc przez te pol godz na dzien. jakby tego bylo malo, to duza zaczela zalatwiac sie poza kuweta, w domu sa dwie, czyste, oprozniane kilka razy dziennie, ale nie mam warunkow porozkladac kuwet co naroznik, bo mam dziecko i nie chce zeby syn bawil sie w nich. do tej pory robila w kuwete i nie przeszkadzalo jej to ze mala tez z nich korzysta, a od kilku dni sajgon. Kolejna wizyta u weta nic nowego nie wniosla, kot zdrowy. M jest na granicy wytrzymalosci, ja juz tez mam dosc fochow duzej, jestem po wielkiej domowej awanturze o tym jak "cala rodzina musi sie przystosowywac go cholernego kota, ktoremu w dupie sie poprzewracalo" ciagle tylko zwracam synowi uwage, nie krzycz, nie halasuj, nie wchodz tam, nie idz tam, nie podchodz, odsun sie, nie patrz na nia, wyjdz stad. Jestem po praniu dzis sof, poduch i wozka mojego dziecka, w calym domu smierdzi kocimi sikami, strach chodzic bo nie wiadomo w co sie wdepnie, w nocy trzeba swiatla wszedzie palic bo inaczej mozna wejsc w koci urobek... i bedac zupelnie szczera to mam chec kopnac kota w dupe na dwor i nie wpuscic wiecej do domu. Siedze i rycze...
Ps. Kolopoty z nia zaczely sie duzo wczesniej niz pojawila sie nowa, w sumie maxymalnie zle zaczelo byc po moim i syna powrocie z wyjazdu do mamy, gdzie spedzilismy troche czasu, w domu byl tylko kot i maz, ktory duzo pracowal a wolny czas poswiecal na kocia zabawe, kotu chyba zaczelo odpowiadac ze ma spokoj i dom dla siebie i odkad wrocilismy nie toleruje mnie i dziecka, ale nawet maz juz nie jest w stanie jej wywabic z ukrycia, boi sie wszystkich i wszystkiego.
Pss. Przyjaciolka ktora bywa u nas bardzo czesto i zna nasza duza, opiekowala sie nia niejednokrotnie, wspomniala o tym ze ona nigdy towarzyska nie byla i moze gdybysmy ja oddali gdzies do domu bez dzieci, do ludzi pracujacych bylaby szczesliwsza...
Ratujcie bo ja kocham tego futrzaka