melba.3
03.01.13, 23:12
Witam wszystkich w Nowym Roku,który przynajmniej dla mnie zaczął sie nieoczekiwanie od dokocenia. Jako, że z naszą Frytką żyliśmy sobie spokojnie, może z wyjatkiem dziwnej choroby, dwa lata temu, kiedy to wspieraliscie nas w niepewności bo do dzis nie wiem co to było, ważne, że przeszło, to nie spodziewaliśmy się jednak przyjdzie taki dzień burzący ten spokój. Nie planowałam drugiego kota bo nasza Frytka choć nas kocha miłością bez ograniczeń i z wzajemnością to innych kotów nie toleruje. Reaguje wyjątkowo nerwowo nawet przez szybę w oknie sycząc jak żmija i warcząc jak rotwailer. Ucieka oczywiście gdzie pieprz rośnie ale zaczaja się gotowa na wszystko. Chyba sama sie tak stresuje, ze boje się o jej serce. A ja nie miałam po świętach sumienia nie przygarnąć kolejnej bidulki bo paskudnie było na dworze, a kicia ma moze pół roku, katar koci, chuda okrutnie i jeszcze świeżba w uszach. Dobrze z jednej strony,że Frycik ucieka bo możliwość zakażenia mniejsza, zreszta juz zapobiegawczo zakroplilismy na kark cos od pasożyta ale ta nienawiść. Chetnego na bidulke nie mam więc sie pewnie zasiedzi u nas . Czy ktos może ma pomysł jakby kotki zaprzyjaźnić ze sobą i jak długo będe z tym swiezbem walczyć? Zakraplam jakis preparat od weterynarza.
Pozdrawiam