Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki

Nie dosyć że się roztyła ale to moja wina bo pierwszy raz w życiu nie monitorowałam ile je. Na moje oko a raczej ręce które muszą dźwigać to grube doopsko, waży ponad 5 kg. W poniedziałek idę z nią do weta na szczepienie to się okaże czy mam rację.
Odmieniło się jej i już nie przychodzi na mizianie. Jeszcze dwa tygodnie temu wystarczyło że ją zawołałam to pędem przybiegała. Teraz ja muszę do niej się pofatygować.
Gdy zauważyłam że przybrała ciałka, zaczęłam jej ograniczać dostęp do pozostałych misek, z trzech dostępnych do jednej i wdrożyłam obowiązkową codzienną gimnastykę czyli podskoki, susy za wędką oraz bieg krótkodystansowy za laserkiem.
Dzisiaj natomiast przeszła samą siebie aż nie wierzyłam. Zazwyczaj mokre dostaje w łazience gdyż gdy tylko opróżni swoją miseczkę, leci i przegania pozostałych aby tylko dorwać się do ich porcji. Z racji sytuacji ode mnie nie zależnej, nie mogłam jej wprowadzić do łazienki i z obawą zaczęłam szykować jedzenie pomna tego że w obecności Prysi jest to niezła ekstrema gdyż biega na oślep nie mogąc się doczekać.
Jakież było moje zdziwienie gdy Prysiątko grzecznie usiadło na parapecie i przyglądało się czynnościom. Kota mi podmienili.
Ruszyła sprintem w kierunku łazienki dopiero gdy zobaczyła że wzięłam miseczkę do ręki.
Zjadła swoje i ku mojemu zdumieniu nie poleciała pędem do innych miseczek tylko się rozejrzała która jest wolna. Jako że Misia tradycyjnie wylizała tylko sosik i resztę zostawiła, skorzystała z jej porcyjki.
Przy suchym również odmiana o 180 stopni.
Opróżni miseczkę i nie biegnie do pozostałych tylko kładzie się na środku kuchni i patrzy które skończyło.
Czyżby panna mi wydoroślała ?