Dziś spotkał mnie nie lada zaszczyt od momentu kiedy zaczęłam dokarmiać bezdomnego dzikuska.Kocurek jest na naszym wikcie od jesieni zeszłego roku.Kilka dni temu,jak już pisałam w innym wątku mąż zrobił kotkowi śliczną,porządną budkę.Kotek nie jest nią zainteresowany,ale prawdopodobnie to wina pogody.Jest ciepło zatem budka jeszcze nie jest mu potrzebna.Tak się złożyło,że w piątek musiałam wyjechać,męża też w tym czasie nie było w domu.Zaopatrzyłam zatem mojego domowego pieszczocha oraz bezdomniaczka w większą ilośc karmy i wyjechałam.Dziś popołudniu wróciłam,mąż odebrał mnie z dworca.Jakież było nasze zdziwienie,kiedy na podjeździe centralnie przed domem leżał zagryziony szczur.Nieopodal na trawniku nonszalancko leżał nasz dzikusek z dumnym wyrazem pyszczka.Patrzyłam na tego kota i on naprawdę miał minę zadowolonego z siebie.
Oczywiście podeszłam do niego, powiedzieć jak bardzo mu dziękujemy za ten "wspaniały" dar.Kiedy kot sobie poszedł, mąż pozbył się szczura.
Do teraz nie możemy wyjść z podziwu dla tego kota.Tym bardziej,że kot jest drobniutki i chudy jak sznurówka a przytargał w pyszczku szczura jakby nie patrząc ważącego ok.1/3 masy ciała kota.I to przez całe osiedle bloków.Widok pewnie był bezcenny,jak on maszerował z tym szczurem w pyszczku w biały dzień przez osiedle.
W dodatku zrobił to tuż przed moim przyjazdem.Mąż mi powiedział,że zanim pojechał po mnie był w domu i jak wyjeżdżał żaden szczur u nas nie leżał.Mąż się śmiał,że to prezent powitalno-dziękczynny.
Jak widać kotek się zrewanżował za wikt jak umiał najlepiej.

Dodam,że w nagrodę dostał dzisiaj śmietankę oraz swoją suchą ulubioną karmę.