utrapieniec
07.09.04, 18:02
Miałam już nadzieję, że Niki będzie przesypiać nocki tak jak na wakacjach. A
tu figa. Koniec wakacji to i koniec wysypiania się do 9 rano. Od paru dni
Rudzielec punkt 5.00 dopomina się ruchów przy swojej miseczce. Nie chodzi,
aby go karmić, wystarczy potrząsnąć miską i ponownie zwiać do łóżka. Tak na
wszelki wypadek w misce jest sucha karma, ale nie chodzi o to, aby jeść, ale
przypomnieć, że jest w domu bardzo ważna osoba. Próbowałam dzisiaj się nie
dać: najpierw delikatne mruczenie, pacanie miękką łapką w czoło, czesanie
włosów pazurkami (pełna kontrola, aby nie zahaczyć skóry). Byłam dzielna.
Oczy zaciśnięte. Myślałam, że Niki się podda i uwali się na mnie, aby dospać
do 7. Chwila spokoju, czekałam na udeptywanie, a tu nagle do ucha wsunął mi
się język Rudzielca. Jak ktoś tego nie doświadczył to nie wie co to za
uczycie gdy szorstki i mokry jęzorek wciska się we wszystkie zakamaki ucha.
Chyba nigdy nie byłam tak szybko w kuchni. Za chwilę nosem padnę na
klawiaturę, a moje ukochane Utrapienie śpi sobie cały dzień na świeżo
wypranych ciuchach i zbiera siły na ranne pobudki. I tak wygląda walka z
Futrzakiem.
Czy ktoś "pokonał" grandzenie kocie skoro świt?
Pozdrowienia, a raczej ziewanko.