Ja z pytaniem

16.03.15, 09:03
Od razu mówię, że to pytanie i ja w ogóle jestem kociara, żeby nie było.

Koleżanka ma psy. Hodowlę. No i na terenie u niej sa 3 psy, duże. Biegają, no czasem wybiegną na ulice, ale ogólnie nic nigdy się nie stało.
Dziś jednak .. sąsiadki kot wyszedł z domy. Ona też ma psa i ona wypuszczając psa niechcacy też wypuściła kota. Ten jej kot to jakiś rasowiec, rodowodowiec.
I poszedł do tej mojej koleżanki.

3 sekundy. Pisk.. Kota nie ma. Nie zyje.
Koleżanka usprawiedliwia, że kot wszedł na jej posesję i koniec.
Sasiadka płacze, bo starciła przyjaciela...

Co wy na to?
    • niutaki Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 09:14
      Nie do konca rozumiem czego oczekujesz, hejtu na psy, na kolezanke, na wlascicielke? Szkoda kota, tylesad co tu wiecej gadac...
      • wadera3 Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 10:56
        niutaki napisała:

        > Nie do konca rozumiem czego oczekujesz, hejtu na psy, na kolezanke, na wlascici
        > elke? Szkoda kota, tylesad co tu wiecej gadac...


        Święta racja, choć jeśli koniecznie potrzeba winnego - wskazywałabym właścicielkę kota.
        Trudno oczekiwać od psów, że na własnej posesji będą uwiązane, bądź w kagańcach, jeśli są dobrze zagrodzone.
        Zwierzę to zwierzę i reaguje instynktownie, i to powinni przewidywać ludzie nimi się zajmujący.
    • pi.asia Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 09:24
      Koleżanka usprawiedliwia, że kot wszedł na jej posesję i koniec.

      Najbardziej wstrząsnęło mną to zdanie. Czyli że co, ze jeśli cokolwiek/ktokolwiek przekroczy jej granicę to od razu egzekucja i to na własne życzenie? Dziecko, kot, pies, wiewiórka, jeż czy pisklak nieumiejący jeszcze dobrze latać?
      Abstrahuję od tego, czy dziecko byłoby w stanie na tę posesję wejść, bo pewnie dobrze pozamykana. Oceniam podejście do naruszenia rewiru. I to podejście nie mieści mi się w głowie.

      Osobne zagadnienie to wolno biegające psy. Całkowicie rozumiem, że mając na posesji coś wartościowego chce się mieć to zabezpieczone i stróżujący pies to idealne rozwiązanie.
      Ale, do cholery, stróżujący a nie morderca! Trzech morderców. Przed jednym może kot by uciekł, z trójką nie miał żadnych szans.
      Mając hodowlę powinna chyba mieć do pilnowania psy idealnie wyszkolone, nauczone, na jakiego intruza mają reagować a jakiego pominąć milczeniem.
      Wiem, że to utopia, przecież w szkołach dla psów koty z reguły służą do nauki pościgu, jako żywa pomoc naukowa.
      Żal mi kociska i sąsiadki. Na temat koleżanki się nie wypowiem, choć ręce mnie świerzbią.
      • lisek.chytrusek Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 09:45
        Nie zawsze wszystko można przewidzieć i nie każde nieszczęście wynika ze złej woli.
        Pamiętam z dzieciństwa - nasz łagodny, przekochany Maksio zabił młodego kota, który wlazł do ogródka. Nikt go nie szkolił do obrony, nie szczuł, był wiejskim burkiem po ciężkich przejściach.
        Nieproszonego gościa-człowieka pogoniłby z jazgotem, ale nie zagryzł, a już na pewno nie skrzywdziłby dziecka, był urodzonym babysitterem. Nie zrobił nic nawet szczurom, kiedy zalęgły się koło jego budy. A kot coś w nim uruchomił...
        Czyja wina? Niczyja. Trudno winić psa i oceniać w ludzkich kategoriach. Trudno też, żeby moi rodzice na wszelki wypadek trzymali psa na łańcuchu.
        Nieszczęścia się zdarzają. Tyle.
        A tu morderca:
        https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/v/t1.0-9/1549236_10203566385699313_161666630_n.jpg?oh=70d33d67becc358d9a775c0b54b4bfde&oe=55B2DB1A
        • dzedlajga Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 10:34
          > Nieproszonego gościa-człowieka pogoniłby z jazgotem, ale nie zagryzł, a już na
          > pewno nie skrzywdziłby dziecka, był urodzonym babysitterem. Nie zrobił nic nawe
          > t szczurom, kiedy zalęgły się koło jego budy. A kot coś w nim uruchomił...
          > Czyja wina? Niczyja. Trudno winić psa i oceniać w ludzkich kategoriach.

          O, to to to. Zgadzam się w całej rozciągłości. Tłumaczenie, że to miało miejsce na jej posesji - zakładam, że chodziło o to, że psy nie latają samopas tylko były u siebie i mają prawo swobodnie biegać po podwórku. Nie znaczy to, że mają mordować wszystko co w zasięgu łapy, ale trudno psa o to winić. Nigdy nie wiesz, co mu w danym momencie "szczeli do łepetyny". Drobny przykład z mojego podwórka - Benek na nikogo nie szczeka, ale jednego faceta, którego spotykamy czasem u kosmetyczki - po prostu nie lubi. Zawsze go musi obszczekać i pojęcia bladego nie mam, o co mu chodzi.

          A z innej beczki - zawsze mnie rozwala argument, że zwierzę rasowe. Że niby jak kundelek czy dachowiec, to mniej boli jego cierpienie czy odejście? Byłam świadkiem wymiany zdań dwóch właścicieli psów, i jeden krzyknął "mój pies na pewno był droższy niż pański". Tak, to jego pies został poszkodowany (na szczęście niegroźnie) ale co ma do tego cena - nie wiem i nigdy nie zrozumiem.
          • madziulec Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 12:11
            Napisałam, że rasowe, ponieważ moja koleżanka zawsze to podkresla. Jak pisałam ja jestem kociarą. Ewidentną.
            Ale ona podkresla te badania jakieś tam na reproduktorów i w ogóle...
            I raptem okazuje się, że rzekomo łagodne psy zagryzają kota. Na terenie posesji. I tam myślę, może nadinterpretując.. A co jeśli w domu pojawia się małe dziecko? Na posesji?
        • jan.kran Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 19:27
          PIasia mnie tez ręce świerzbią jak chodzi o koleżankę a raczej język i chciałabym żeby jakieś większe zwierze załatwiło jej ulubieńców to może otrzeźwieją.



          • jan.kran Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 19:34
            Madziulec, mogłabyś podać rasę psów ? Dzwonię do przyjaciółki , od lat mającej rasowe psy na stanie , duże i być może agresywne ale ułożone i wytrenowane. Ciekawe co mi powie...
            ,








            • madziulec Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 23:00
              Mogę ci podac na FB, nie za bardzo chcę podawać tutaj.
          • lisek.chytrusek Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:10
            > chciałabym żeby jakieś większe zwierze załatwiło jej ulubieńców to może otrzeźwieją

            Serio byś chciała???

            Ja też kocham koty, ale miłość do nich nie przekłada mi się na nienawiść do innych stworzeń.
            Na marginesie - wielu kociarzy tutaj z dumą opowiada o tym, jak ich koty polują i co przynoszą. I to jest ok, kot tak ma. Nawet jeśli przynosi w pysku chronionego zaskrońca (było i takie zdjęcie na forum).
            A jak pies postąpił zgodnie z instynktem, to fuj, morderca.
      • the_kami Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 11:00
        Nie morderca, tylko zwierzę. Działające instynktownie. Przykra sprawa - szkoda kociaka, szkoda pani właścicielki, ale trudno oczekiwać, że psy nie zachowają się jak psy. Trzeba mieć świadomość, że to zwierzęta, i atawizmy dość często w nich grają. A tu na ich teren, po którym mają prawo biegać nieuwiązane i bez kagańców, wszedł intruz. Co miały zrobić? Zapolowały...
        • pi.asia Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 11:43
          Sprecyzuję, bo chyba nie do końca zostałam zrozumiana. Może przesadziłam z nazwaniem psów mordercami, ale rozwaliło mnie podejście koleżanki, z którego wynika, że każde żywe stworzenie, które wejdzie na jej posesję, zginie z własnej winy. Zero skruchy. Nie "zdarzyło się nieszczęście", nie "u psa zadziałał instynkt, przepraszam", tylko "wszedł na moją posesję i koniec".

          Poza tym padło tam jeszcze jedno bardzo ważne zdanie: 3 psy, duże. Biegają, no czasem wybiegną na ulice
          I to jest istota problemu. Pies na swojej posesji zagryzł kota, no trudno, pies taki jest, kot miał pecha, winna właścicielka kota, nie ma co szat rozdzierać.
          A ten sam pies na ulicy? Będzie inny? Pecha będzie miał inny kot? A może trafi się pechowy człowiek albo dziecko, i to ono będzie winne, bo po co tamtędy szło....
          • the_kami Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 12:04
            pi.asia napisała:

            > Sprecyzuję, bo chyba nie do końca zostałam zrozumiana. Może przesadziłam z nazw
            > aniem psów mordercami, ale rozwaliło mnie podejście koleżanki, z którego wynika
            > , że każde żywe stworzenie, które wejdzie na jej posesję, zginie z własnej winy
            > . Zero skruchy. Nie "zdarzyło się nieszczęście", nie "u psa zadziałał instynkt,
            > przepraszam", tylko "wszedł na moją posesję i koniec".

            Wiesz co, ale ja bym się bała traktować tego zdania jako dosłowny cytat. Raczej wydaje mi się, że taki był sens przekazu, ale nawet tego nie możemy być pewni, bo to przecież relacja z którejś ręki...

            > Poza tym padło tam jeszcze jedno bardzo ważne zdanie: 3 psy, duże. Biegają, no czasem wybiegną na ulice
            > I to jest istota problemu. Pies na swojej posesji zagryzł kota, no trudno, pies
            > taki jest, kot miał pecha, winna właścicielka kota, nie ma co szat rozdzierać.
            > A ten sam pies na ulicy? Będzie inny? Pecha będzie miał inny kot? A może trafi
            > się pechowy człowiek albo dziecko, i to ono będzie winne, bo po co tamtędy szło
            > ....

            I tu się w dużej mierze zgodzę - nie powinny mieć takiej możliwości i tyle.
            Ale chyba jest troszkę tak, że psy na swoim (zamkniętym) terenie zachowują się odrobinę inaczej niż na ulicy (tzn. nie są tak agresywne, no bo nie u siebie/nie bronią wstępu), a o tych psach nie było mowy w kontekście zagrożenia dla innych zwierząt czy nie daj Bóg ludzi. A druga kwestia - no niestety, chodzące po ulicy koty ryzykują życie. Takie życie. Samochód, złota polska młodzież, psy - bezpańskie i "pańskie"...
            Natomiast prawda jest taka, że psom nie powinno się zdarzać wybieganie na ulicę. Kropka.
          • madziulec Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 12:07
            Starałam się opisac w miarę dokładnie sytuację.
            I rzeczywiście było tak, że skruchy nie było. Koleżanka przedstawia siebie jako osobę kochającą psy. Koty już nie.
            Za swoje psy dałaby się pokroić.
            Nie za bardzo chyba rozumie, że sąsiadka dałaby się pokroić za kota, który właśnie zginął.

            Ja tylko się zastanawiam jak bardzo są bezpieczne takie psy, które zaczynają rozszarpywac wszystko co wchodzi na ich teren.
            • the_kami Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 16:37
              E, no to po prostu słabo. Mało empatyczna osoba uncertain
              • jan.kran Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 19:25
                Mój brat stracił dwa rasowe koty na podwrocławskiej wsi. Nieważne ze rasowe , ważne ze ukochane.Jeden wykastrowany , drugi nie. Nie ma pewności ze akurat ten pies załatwił koty ale jest to prawie pewne. MI się w głowie nie mieści ze brat nie ma odwagi porozmawiać z właścicielem psa. Na stanie jest jeszcze kotka , wysterylizowana , na razie żyje. Czy w Polsce jest naprawdę takie średniowiecze ze właściciele agresywnych , niebezpiecznych psów są bezkarni ?







                ,







                • nevada_r Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 23:25
                  >Mój brat stracił dwa rasowe koty na podwrocławskiej wsi.

                  Jak się wypuszcza koty, to zawsze trzeba się liczyć z tym, że nie wrócą. Po prostu. I tu nie dokonuję ocen, czy lepiej kota puszczać, czy nie, trzeba pamiętać, że każda decyzja niesie konsekwencje.

                  Psy absolutnie nie są niczemu winne.
                • mysiulek08 Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 02:40
                  Kranie, sa przepisy ale malo kto chce przechodzic przez urzadowa droge i narzac sie na ostracyzm
    • agamama123 Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 11:30
      Szkoda kota niemniej trudno wymagać, żeby właściciel psów siedział cały czas na podwórku i był w stanie skorygować natychmiast zachowanie psów. Nie wyznaję zasady, że skoro były u siebie to mają prawo rozszarpać wszystko co żyje i na drzewo nie ucieka. Niemniej uważam, ze jest to TYLKO zwierzę, instynkt posiada i niestety w pewnych momentach nad tym instynktem zapanować może tylko człowiek, który dla zwierzaka jest przywódcą stada.



      1% podatku - 100% serca - Dla Kacperka i Bartosza

      Jesteś mały jak muszelka, którą los zesłał nam
      • yvi1 Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 12:25
        Kocham wszystkie zwierzeta( oprocz pajakow i os).I niestety zawinila moim zdaniem tez wlascicielka psow.Rozumujac tym tokiem,ze pies to tylko zwierze,to musialabym chyba oba zamykac w klatkach wychodzac z domu.Kot jest mlody i glupi i zaczepia doroslego psa.
        Jakos mi nigdy nie przyszlo na mysl,ze moze cos sie stac.Gismo kochal tez maciupkiego chomika ,ktory mu chodzil po glowie.A tez mogl by klapnac i juz.
        Oserwowalam mojego psa w roznych sytuacjach i wiem w jakim stopniu moge mu ufac.
        3 psy rzucajace sie na cokolwiek i gdziekolwiek to dla mnie znak,ze cos tam z ich wychowaniem nie tak.Mogly szczekac,mogly powarczec ,ale zeby od razu zagryzac? Nie chcialabym miec psa z takiej hodowli...
        Bardzo szkoda kota.


        • madziulec Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 12:30
          Podobno krwi nei było więc tylko go chyba rozerwały. Ale to słowa koleżanki.
          Ja kota nie oglądałam - mam co prawda niedaleko,a le nie jestem sensatką, więc nei jechałam oglądać.
        • pi.asia Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 12:47
          Ale chyba jest troszkę tak, że psy na swoim (zamkniętym) terenie zachowują się odrobinę inaczej niż na ulicy (tzn. nie są tak agresywne, no bo nie u siebie/nie bronią wstępu

          Nie do końca. W drodze na działkę przechodzę obok posesji, na której są dwa szalenie agresywne mieszańce owczarka niemieckiego. Raz się zdarzyło, że brama była otwarta. Oba psy biegały luzem po okolicy i rzuciły się na na mnie i Kłopota. To, że go nie zagryzły (on ciapa jest straszna) i nie poszarpały mnie, zawdzięczam tylko temu, że z grubsza wiem, jak postępować z psami.
          Tak więc agresywny pies i na zewnątrz posesji może atakować wszystko co żyje.
          • the_kami Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 16:33
            No dobrze, ale Ty mówisz o psach które są agresywne, a o ile dobrze zrozumiałam - te z głównej historii raczej nie (wyjąwszy przypadek nieszczęsnego kota).
            Tak czy tak - nie powinny biegać luzem, niezależnie od tego czy są duże i trzy, czy są pekińczykami czy yorkami...
            • verdana Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 19:36
              Pies nie musi być agresywny, aby zagryźć kota, który wszedł na jego teren.
              Psy były u siebie. Nie stanowiły żadnego zagrożenia. Biegały na swoim podwórku, zamknięte za ogrodzeniem. Kot, niepilnowany, puszczony luzem wszedł na ich terytorium.
              Moim zdaniem 100% winy właścicielki kota. Trochę tak, jakby winić kierowców, ze jeżdżą po jezdni, a na jezdnię wbiegł kot i został rozjechany.
              • elle-joan Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:25
                A ja myslę, że hodowla psów powinna byc dobrze zabezpieczona. Moim zdaniem osobnik wielkości kota nie powinien mieć możliwości wejścia. Przecież są też koty wolnożyjące, zagubione itp, ja jednak pomyslałabym o nich. Ich nie ma kto pilnować. Płot powinien być bardzo szczelny. Owszem, ludzie powinni pilnować swoich zwierząt, dzieci i samych siebie, ale jednak wzięłabym pod uwagę, że ktoś się zagapi, wlezie nie wiadomo dlaczego. Nie myslałabym wyłącznie w taki sposób- wlazł na moją posesję, to sam sobie winien. Zaryzienie przez psa to jednak zbyt duża kara za nieostrożnść. Również opiekun kota wiedząc, że mieszka koło hodowli powinien mieć solidny płot. Albo mieć taki nawyk, że jak otwiera drzwi, to kotek do innego pomieszczenia. Wiadomo, że koty są sprytne i potrafią się wymknąć czy przesliznąć przez płot, ale jak wiadomo, że obok aż takie niebezpieczeństwo, to trzeba się wyjątkowo zabezpieczyć,
                • yvi1 Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:31
                  A tak z innej beczki.Kupuje psa z tej hodowli,biore do domu,gdzie bedzie jego miejsce.
                  Przychodzi pierwszy raz male dziecko w odwiedziny.Pies gryzie dziecko.
                  I kto winny?
                  Rodzice dziecka,czy ja?
                  Pies byl przeciez u siebie i ma instynkt.
                  I tak uwielbiam i psy i koty,ale poblazliwosc dla tak niewychowanych zwierzat mi sie nie miesci w glowie.
                • lisek.chytrusek Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:39
                  Płot, którego kot nie sforsuje? Przecież po drewnie, murze czy siatce kot się wspina bez najmniejszego problemu. Spędziłam dzieciństwo pod miastem, koty łaziły swobodnie i nie raz widziałam spryciarzy na dachu albo wysokiej gałęzi.
                  To chyba właściciel psów musiałby sobie podwórko dachem nakryć.
                  • elle-joan Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:46
                    lisek.chytrusek napisała:

                    > Płot, którego kot nie sforsuje? Przecież po drewnie, murze czy siatce kot się w
                    > spina bez najmniejszego problemu. Spędziłam dzieciństwo pod miastem, koty łaził
                    > y swobodnie i nie raz widziałam spryciarzy na dachu albo wysokiej gałęzi.
                    > To chyba właściciel psów musiałby sobie podwórko dachem nakryć.

                    Wiem, widziałam jak do mojego ogrodu przeslizgują się koty, w miejscu gdzie bym o tym nie pomyslała i to takie grubasy. Widziałam też jak przez dach naszej altanki wchodzą na sąsiedni ogród, więc gdybym miała sama albo u sąsiadów psy, to jednak jak się pomysli i poobserwuje, to można wiele niebezpieczeństw wyeiminować. Zresztą rozważamy trochę teroretycznie, bo za mało wiedzy jak było. Ale jednak mówimy o hodowli więc myślę o profesjonalym płocie. No i rozumiem, że kotek wymknął się i poleciał na teren hodowli, a nie wspinał się i robił podkopy przez pół dnia. Zresztą psy też robią podkopy, przegryzają płot, więc wiadomo, że to ma być nie taki sobie płotek.
              • salimis Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:26
                Moim skromnym zdaniem, wszystko zależy od sytuacji.
                Jeśli kobieta której kot niechcący się wymsknął , zareagowała natychmiast próbując sprowadzić kota z powrotem lecz jej się to nie udało, w wyniku czego kot został zagryziony. Jest to nieszczęśliwy wypadek.
                Jeśli natomiast nie zareagowała i świadomie go zostawiła na zewnątrz. Jej wina.
                A psy ?
                No cóż, pies pilnuje swego obejścia przed intruzami a takim niechcianym gościem był na pewno kot który wkroczył na jego teren. Tak więc nie pies jest winny że "tak został stworzony" .
                Po prostu zadziałał instynkt. I z reguły odbywa się to tak ze jeśli jeden dopadnie ofiarę to jest to impuls dla drugiego do takiego samego działania.
                • elle-joan Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:34
                  salimis napisała:


                  > No cóż, pies pilnuje swego obejścia przed intruzami a takim niechcianym gościem
                  > był na pewno kot który wkroczył na jego teren. Tak więc nie pies jest winny że
                  > "tak został stworzony" .
                  No niby tak, ale jednak to nie jest tylko pies pilnujący obejścia, ale hodowla (znaczy się więcej tych psów) i to nie ratlerków (z pełnym szacunkiem zresztą, bo i przez ratlerka zostałam pogryziona).
                  • salimis Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 21:24
                    Pies jest również stworzeniem stadnym, zna swoje stado . Kot do jego stada nie należał. Stąd taka reakcja nie inna.
                    Szkoda kota, szkoda że w ogóle doszło do tego zdarzenia.
                • madziulec Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 23:03
                  Właścicielka kota podobno otworzyła drzwi by psa wypuścic. Obok psa prześlizgnął się kot.
                  Ona tego eni zauważyła
              • elle-joan Re: Ja z pytaniem 16.03.15, 20:30
                verdana napisała:

                . Trochę tak, jakby winić kierowców, ze
                > jeżdżą po jezdni, a na jezdnię wbiegł kot i został rozjechany.

                No też nie jest tak, że kierowca sobie jedzie i mysli tylko o tym, czy on przestrzega zasad. W miarę możliwości też powinien uważać, czy jakiegoś nieszczęśnika nie rozjeżdza. Poza tym zrobić dobry płot, to jednak coś innego niż zatrzymać rozpędzone auto.
    • mysiulek08 Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 02:36
      Mialam sie nie odzywac, bo za to co bym od serca napisala niezle bym sie adminom narazila.

      Od strony rozumu, o ile sie orientuje, to w Polsce obowiazuje ustawa o ochronie zwierzat i rasach niebezpiecznych psow. Jesli psy sa faktycznie rodowodowe, zarejestrowane w jakims zwiazku reproduktory i naleza do rasy niebezpiecznej:

      pl.wikipedia.org/wiki/Wykaz_ras_psów_agresywnych
      to ich miejsce pobytu ma okreslone przepisami warunki. O ile mnie pamiec nie myli, to takie psy musza przejsc szkolenie ktoregos stopnia okreslone przez zwiazek kynologiczny. Slowem na posiadanie takiego psa trza miec papier.

      Majac takiego psa, to tak jakbys mial bron i w powyzszym przypadku tlumaczenie kolezanki mozna porownac to czegos w stylu " a mam bron i sory jakos tak sama wypalila i kogos zabila, trudno", coz kolezanka ma na posesji mordercow, ktorych sama wychowala

      Biorac pod uwage powyzsze na miescu wlascicielki kota zglosilabym na policji zabicie kota (jak rasowy to i znacznej wartosci), zglosila sprawe do TOZ czy innej zwierzecej organizacji, jak rowniez do zwiazku kynologicznego. To nie jest sprawa ktora mozna zamiesc pod dywan.

      Dzisiaj to byl ten kot, jutro bedzie inny, pojutrze inny pies, dziecko, dorosly. Wtedy tez bedzie tlumaczenie, ze to sory wypadek?

      A jesli psy sa bezrodowodowe to jak nic pseudohodowla, a to tez podlega w Polsce pod paragraf.

      Ok, moze i sie czepiam, ale po tym co spotkalo Czarnego Pume (*) jestem 'cieta' na psy. Do dzisiaj plujemy sobie w brode, ze w powiedzielismy w departamencie zwierzakowym lokalnej fbi, ze to nie byl nasz kot tylko taki co przychodzil czasami. Bo u nas zwierze to ciagle rzecz, a za zniszczenie cudzej wlasnosci sa kary.

      Osobiscie bym nie popuscila tak dlugo, az wlascielka psow by nie odpowiedziala za swoja glupote.
      • madziulec Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 09:51
        Rasa jest bezpieczna.
        Żeby nie było i nigdzie nie napisałam, że niebezpieczna
        • mysiulek08 Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 12:56
          Ale hodowla, zarejestrowana? Psy rasy duzej, wymagajace tak czy inaczej odpowiednich warunkow, zabezpieczen, no i wychowania. Juz sam fakt, ze rzucily sie na inne zwierze pokazuje, ze cos jest nie tak z ich prowadzeniem w hodowli.Od hodowlanego psa oczekuje sie ulozenia. Czy kto chcialby psa, ktory moze sie w kazdej chwili rzucic na inne zwierze, dziecko, wlasciciela? Szczegolnie jesli jest duzy i rasa uwazana za spokojna? Ba, nawet rotwailer czy amstaff nie powinien sie tak zachowac jesli jest madrze i prawidlowo prowadzony od urodzenia.

          Wg mnie, nie ma wytlumaczenia dla postepwania kolezanki. Skroro ma sie pod opieka duze psy i na dodatek decyduje sie na ich hodowanie, to i przyjmuje sie obowiazki. No i jeszcze fakt, ze psy biegaja sobie wolno i mnoza sie sie w sposob malo kontrolowany. Dla mnie nie do pomyslenia.

          I nawet fakt, ze nie jest to rasa zaliczania do niebezpiecznych nie zatrzymala by mnie przed zgloszeniem tam gdzie pisalam powyzej. Dla przestrogi i uprzytomnienia kolezance, ze jej ona i jej psy nie sa pepkiem swiata i jakies normy wspolzycia istnieja.

          Chce hodowac sobie zakamuflowanych zabojcow (no przeciez one takie lagodne, grzeczne), to niech sie na hektary gdzies wyprowadzi, z dala od siedzib ludzkich.
          • verdana Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 20:17
            Jakie obowiązki ma się na własnym podwórku?
            Nie, to że psy zagryzły kota na swoim terytorium nie świadczy absolutnie o niczym - poza tym, że są psami. KAŻDY pies może się w pewnych okolicznościach rzucić na własnym terytorium na obce zwierzę.
            Naprawdę - nikt nie napisał, że psy mnożą sie w sposób niekontrolowany, ze hodowla jest niezarejestrowana, a psy niebezpieczne. Na kota może sie rzucić jamnik. Zakamuflowany zabójca.
            • mysiulek08 Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 20:44
              Jesli ma sie hodowle ma sie obowiazki, na wlasnym podworku, jesli sa wypuszczane na ulice, to i sie niekontrolowanie rozmnazaja, zagryzly, ale dobrze wychowany/prowadzony pies nie zagryzie nikogo, po jest hodowla

              czytaj verdano dokladnie, a nie to to chcesz przeczytac.

              a jak juz jestemy na wlasnym podworku, jak dzieciak nie upilnowany wejdzie np za pilka na podworko i psy go zagryza, to tez beda mialy prawo, bo sa psami?

              przedstawilam swoj punkt widzenia, dla mnie wine ponosi wlascicielka psow, nie panuje jak dla mnie nad nimi

              przyklad z 'mojego' podworka:
              winnica, znana, nawet bardzo, tlumy turystow codziennie, psy strozujace, spuszczone ciut za wczesnie i marudny zwiedzajacy

              efekt, winnica musiala zaplacic cos okolo 100000 odszkodowania, mimo, ze psy byly na wlasnym podworku, a kurde mialy przeciez prawo rzucic sie na obcego, no nie? sad mial inne zdanie
              • verdana Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 20:52
                Ale nie zagryzły kota na ulicy, więc to akurat jest w tym wypadku nieistotne. Jak sie ma hodowlę to nie ma zakazu trzymania psów na własnym podwórku.
                Tak, jak nieupilnowany dzieciak podejdzie do psa stróżującego, nawet na łańcuchu, na cudzym ogrodzonym podwórku, to wina będzie po stronie rodziców dziecka. Trochę tak, jak wtedy, gdy dziecko utopi się w oczku wodnym, bo wlazło na cudze podwórko. Albo otruje się lekami babci, bo poszło niezauważone do sąsiada. Naprawdę, nie ma obowiązku takiego urządzania podwórka, by były na nim bezpieczne obce koty, obce dzieci, obcy ludzie.
                "Psy spuszczone ciut za wcześnie" - i dlatego winnica płaci. Bo wypuściła psy na zaproszonych gosci. Gdyby spuściła je w czasie, gdy nikt nie miał prawa być w winnicy, a "zwiedzający" przedarł się przez płot - nie sadzę, aby cokolwiek zapłaciła.
                • mysiulek08 Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 20:57
                  zaplacila, zaplacila, bo pies ma byc tak wyszkolony by unieruchomic ofiare, ale jej nie zabijac
                  • verdana Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 21:02
                    To inna sprawa. Poza tym zapłacono za wypuszczanie psów szkolonych przeciw intruzom na kogoś, kto MIAŁ PRAWO być na podwórku. W tym wypadku ofiarą jednak był kot - trudno wyszkolić psa, aby unieruchomił przypadkowego kota. Rozumiem też, że jeśli kot zabije mysz, to właściciel jest temu winien, bo wychował mordercę?
          • madziulec Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 22:08
            Hodowla zarejestrowana. Jak najbardziej
    • hamerykanka Re: Ja z pytaniem 17.03.15, 21:28
      Moim zdaniem winna jest niestety wlascicielka kota. Nie dopilnowala, by jej ulubieniec nie wyszedl na ulice. Rownie dobrze mogl zostac potracony przez samochod.
      Psy zadzialalby zgodnie z instynktem. Moje dobermanki rowniez nie lubia kotow (karmie bezdobmne stadko) i dla ich i innych zwierzat bezpieczenstwa sa na ogrodzonym terenie. I gdyby zdarzylo sie-nie daj Boze-ze wybieglyby i cos im sie stalo, winilabym siebie za wypadek, a nie osobe ktora np potracila.
      Jesli miala takiego cennego kota, dlaczego sama nie ogrodzila swojego podworka w ten sposob, by kot nie mogl sie wydostac?
      • elle-joan Re: Ja z pytaniem 18.03.15, 08:44
        hamerykanka napisała:

        . Moje dobermanki rowniez nie lubia kotow (
        > karmie bezdobmne stadko) i dla ich i innych zwierzat bezpieczenstwa sa na ogrod
        > zonym terenie.

        A jest taka możliwość, że koty wejdą na teren, gdzie są psy?
      • elle-joan Re: Ja z pytaniem 18.03.15, 08:48
        hamerykanka napisała:

        I gdyby zdarzylo sie-nie daj Boze-ze wybieglyby i cos im sie sta
        > lo, winilabym siebie za wypadek, a nie osobe ktora np potracila.

        Ale poza ogrodzeniem psy mogą się spotkać nie tylko z cudzym niedopilnowanym kotem, ale też człowiekiem, dzikim zwierzęciem, bezdomnym kotem i nie tylko psom może się coś stać, ale one mogą skrzywdzić, więc jednak nie powinny wybiegać.
        • hamerykanka Re: Ja z pytaniem 18.03.15, 15:39
          Nie powinny i wzielismy wszystkie srodki ostroznosci, by tak sie nie stalo. Lacznie z bramka w wejsciu domu, zeby nie wymknely sie gdy ktos wchodzi do domu.
          A koty owszem, sa wszedzie; ogrodzenie jest z siatki poltorej metrowej wysokosci, mysle ze kot moglby sie na nia wspiac.
    • annb Re: Ja z pytaniem 19.03.15, 13:22
      słyszałam parę historii, od róźnych ludzi, o tym że ich husky niestety ale zamordowały bezdomnego kota (rózne psy, rózne koty, rózne miejsca)
      Koty, które weszły przypadkiem na posesję.
      Te psy pólnocy ponoć w genach mają że same musiały się wyzywic.
      a przecież to takie słodkie pieski, nieprawdaz?

      Zal mi kota, skoro wychowany z psem to psów się nie bał.
      No szkoda go i tyle
      Włascicielka psów przeszła amputację empatii jak widac, o ile ją kiedykolwiek miała
      Ale mnie to akurat nie dziwi bo rosnie pokolenie ja moje mnie.
      • pi.asia Re: Ja z pytaniem 19.03.15, 15:33
        Wrócę jeszcze do tematu wychowania/wyszkolenia psów.
        Piszecie "to że pies zagryzł kota to instynkt, pies tak ma". Otóż dobrze wychowany/wyszkolony pies ma jednak trochę inaczej.
        Pies policyjny ma iść tropem wskazanym przez przewodnika, a nie skręcać w pole za zającem.
        Pies ratownik, poszukujący ludzi w gruzach, będzie szukał człowieka, ignorując znalezioną pod kamieniem kiełbasę.
        Pies przewodnik nie pogoni za kotem, bo jego obowiązkiem jest eskortować swego pana.
        I jakoś tak to funkcjonuje, prawda?
        Nie wiem, jak wygląda szkolenie psa stróżującego, ale wydaje mi się, że zadaniem takiego psa jest zlokalizować i unieruchomić napastnika-człowieka, ignorując przynęty przez tego napastnika podrzucane. Niewyszkolony poleci za kotem wpuszczonym na posesję, a napastnik ma pole do popisu, bo psa zneutralizował.
        Bardzo amatorskie podejście do psów ma właścicielka hodowli....
        • yvi1 Re: Ja z pytaniem 19.03.15, 15:52
          To jest wlasnie to co i ja mysle.Moj pies to australian shepherd.Mieszkam w okolicy,gdzie sa i owce.Gdy chodzimy na spacery,to bym chyba go musiala na zelaznym lancuchu przy traktorze przykuwac.No bo przeciez to pies pasterski i piluje owiec,to jego natura.
          Oczywiscie,ze jest nerwowy i gdybym mu pozwolila to by poszedl w dluga.Wystarczy jeden gest i pies zostaje przy nodze,bez smyczy.
          Pies ma instynkt,ale tez ma i wlasciciela.Nie mowimy o stadzie zdziczalych psow ,tylko o hodowli.
          A koty i myszy/ praki.Mam kota,mam bakon,mam siatke na balkonie,zeby on mi na ptaki nie polowal.Jak wypuszczam kota to on jest wtedy " poldziki" i moze zlowic mysz.Ale w tym czasie nie jest " moim " kotem.
        • mysiulek08 Re: Ja z pytaniem 19.03.15, 15:52
          Mniej wiecej to chcialam przekazac we wczesniejszych moich postach.

          Ciekawi mnie jaka to rasa, skoro nie zaliczana do niebezpiecznych i puszczana wolno na ulice.

          Idac dalej, zalozmy ze ktos kupi od owej hodowczyni psa, bo taka mila, grzeczna rasa, w sam dla dzieci i kupiony pies jak wyrosnie rzuci sie na dziecko lub wlasciciela, to tez bedzie 'ze pies tak ma'

          Bardzo amatorskie podejście do psów ma właścicielka hodowli

          w pelni sie zgadzam, skoro to duze psy, to ile maja metrow do zycia?

          Husky sa psami do pracy, ciezkiej pracy i jesli nie maja ujscia energii, a dodatkowo zyja na malym terenie, to im 'odbija' .Jak zreszta i innym pracowito-obronno-strozujacym, gdy kupione wylacznie ku ozdobie i na pokaz sasiadom.

          • annb Re: Ja z pytaniem 19.03.15, 16:47
            dlatego ja opisałam to co slyszalam. Sama mam malą kundlisię ze schroniska. Pierwsze co robila to szczekala na dzieci. Bo się ich bala. A dzieci jej.
            Trochę czasu mi zajelo i z wrednej malej psiny zrobil się piesek który dzieci lubi.

            da się
            jeśli chodzi o koty to je uwielbia. jak ją przywiozłam ze schronu to przemaszerowala pod brzuchem Srebka. I Srebek ją wynianczyl.
            Moi rodzice wzięli 8 letnią sunię ze schronu. Trzy lata temu.
            Pies nauczyl się że dwa koty są członkami rodziny
            Nie wiedzieli jaką miała przeszlosc poza tym ze na pewno była bita. Nagradzali dobre zachowanie i pies się nauczyl.
            • jan.kran Re: Ja z pytaniem 19.03.15, 19:55
              Moja przyjaciółka która od lat amatorsko zajmuje sie tresura swoich rasowych psów , jeździ na turnieje z dobrymi wynikami i o psach wie sporo twierdzi ze nawet najbardziej agresywna
              rasę można tak ustawić ze nie będzie atakować.Oczywiscie nie znamy do końca szczegółów i wypadek czy przypadek zawsze sie może zdarzyc.





Pełna wersja