thelma333.3
25.01.20, 11:46
witam bardzo dawno sie tu nie udzielalam, byc moze ktos jeszcze pamieta moje koty romeo i amora; niestety nie wiem co robic, amor wczoraj wieczor kolo 20 nagle nie mogl wstac, paraliz tylnych lap, na poczatku myslalam ze je polamal i o 21 bylam z nim juz u weterynarza, ktory po zbadaniu stwierdzil zator; poniewaz on nie dysponowal ani srodkami ani mozliwosciami aby mu pomoc , maz pojechal z kotem do calonocnej kliniki , ktora kiedy juz uratowala zycie amora jak sie zatkal; trafili na leczenie o 23; kot ma wode w plucach, okazuje sie ze ma jakas ukryta wade serca; cale zycie byl leczony sterydami na nawracajacy guz na tylnej scianie gardla i nidgy zaden weterynarz nie uznal jego serca za podejrzane; straszne...w kazdym razie ma skrzep i zator w tylnych nogach; podali mu tlen i wdrozyli leczenie, dzis o 17 bede wiedziec jakie dokladnie, dzis dowiadywalam sie o jego stan i kot noc przezyl, jest na srodkach przeciwbolowych wiec przestal wyc z bolu, oddycha lepiej, ale nie odpowiada na leczenie zatoru; z tego co zrozumialam to przede wszystkim rozcienczanie krwi zeby skrzep swobodnie przeplynal; ale sie nie rozpusci ani zniknie wiec nawet jak amor to wszystko przezyje to szansa powtorki jest duza; jux wczoraj w nocy lekarka mowila, czy chce go uspic, ale mnie sie to w glowie na razie nie miesci; boje sie ze dzis o 17 lekarka powie ze zaczyna sie wdawac martwica w tyle lapy, bo skoro nie odpowiada na leczenie to krew tam nie krazy; nie wiem co robic, na mysl ze ma tam umrzec w tej klinice peka mi serce; siedze i placze, bo chociaz to tylko kot, to dla mnie jak czlonek rodziny; czy macie dla mnie jakies rady