Dodaj do ulubionych

pilne- kot z zatorem

25.01.20, 11:46
witam bardzo dawno sie tu nie udzielalam, byc moze ktos jeszcze pamieta moje koty romeo i amora; niestety nie wiem co robic, amor wczoraj wieczor kolo 20 nagle nie mogl wstac, paraliz tylnych lap, na poczatku myslalam ze je polamal i o 21 bylam z nim juz u weterynarza, ktory po zbadaniu stwierdzil zator; poniewaz on nie dysponowal ani srodkami ani mozliwosciami aby mu pomoc , maz pojechal z kotem do calonocnej kliniki , ktora kiedy juz uratowala zycie amora jak sie zatkal; trafili na leczenie o 23; kot ma wode w plucach, okazuje sie ze ma jakas ukryta wade serca; cale zycie byl leczony sterydami na nawracajacy guz na tylnej scianie gardla i nidgy zaden weterynarz nie uznal jego serca za podejrzane; straszne...w kazdym razie ma skrzep i zator w tylnych nogach; podali mu tlen i wdrozyli leczenie, dzis o 17 bede wiedziec jakie dokladnie, dzis dowiadywalam sie o jego stan i kot noc przezyl, jest na srodkach przeciwbolowych wiec przestal wyc z bolu, oddycha lepiej, ale nie odpowiada na leczenie zatoru; z tego co zrozumialam to przede wszystkim rozcienczanie krwi zeby skrzep swobodnie przeplynal; ale sie nie rozpusci ani zniknie wiec nawet jak amor to wszystko przezyje to szansa powtorki jest duza; jux wczoraj w nocy lekarka mowila, czy chce go uspic, ale mnie sie to w glowie na razie nie miesci; boje sie ze dzis o 17 lekarka powie ze zaczyna sie wdawac martwica w tyle lapy, bo skoro nie odpowiada na leczenie to krew tam nie krazy; nie wiem co robic, na mysl ze ma tam umrzec w tej klinice peka mi serce; siedze i placze, bo chociaz to tylko kot, to dla mnie jak czlonek rodziny; czy macie dla mnie jakies rady
Obserwuj wątek
    • wladziac Re: pilne- kot z zatorem 25.01.20, 12:45
      ogromnie współczuję ale niestety mieliśmy podobną sytuację z leczoną kardiologicznie kotką i lekarka specjalistka przygotowała nas na taką sytuację i powiedziała,ze po tym jak nastąpi paraliż tylnych nóżek to kotka trzeba uśpić,nasza kotka miała w sercu wiele skrzepów
      • wiesia.and.company Re: pilne- kot z zatorem 25.01.20, 17:50
        O rany! Straszne! Nic na temat zatoru nie wiem, nie umiem niczego doradzić. Teraz można polegać tylko na lekarzach, na tym co sugerują, bo mają doświadczenie. Pewne informacje odnośnie chorób serca i zatorów wnosi ten artykuł cowsierscipiszczy.pl/choroby-serca-kota/ w części zatytułowanej objawy (u kota).
        Moja Leosia z racji szumów w sercu (po kroplówkach) miała zrobione badanie USG serca (echo serca) i ma mierzone ciśnienie aparatem Dopplera (PNN). Ale nic więcej nie wiem.
        Płyn w płucach miał bardzo często Bartuś (astma) i dostawał w iniekcji preparaty na odwodnienie organizmu, tlen i relanium (żeby spokojnie oddychał).
        A może jeśli objawy się cofną to na razie będzie dobrze? Do jakiegoś czasu, nie wiadomo jak długo. Ale może długo? Myślę, że lekarze w Twojej klinice doradzą tak, żeby zadbać o komfort życia Amorka. Ale to straszne...

        --
        Wiesia + 4
          • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 26.01.20, 23:02
            na razie bez zmian; lezy w zamknietej komorze gdzie pompuja tlen; widzialam go dzis i moim zdaniem mu gorzej; nie chcial juz w ogole nic zjesc, woda ze strzykawki splywala mu po pyszczku, mial dziwne oczy....nie je, nie pije, nie zalatwia sie; tyle lapki zrobily sie fioletowe; nie cierpi bo jest na silnych lekach; dostaje rozne lekarstwa ale na razie poprawy brak; napisalam do dwoch innych klinik o opinie o prowadzeniu a jutro zadzwonie do kliniki przy uniwersytecie, zobacze co mi powiedza; nie chce zeby cierpial ale tez jesli jest szansa na wyzdrowienie to nie chce jej przeoczyc; ja sama czuje sie lepiej, chyba zaczynam sie godzic z sytuacja, oswajac ta mysl, ze on moze tego nie przezyc
            • wiesia.and.company Re: pilne- kot z zatorem 27.01.20, 01:11
              Oj, źle to rokuje. Zwłaszcza martwią mnie te dziwne oczy, bo to może być głębokie wycofanie, może już nie widzi świata, może już traci ze światem kontakt. Zadzwoń do tej kliniki przy uniwersytecie, bo masz rację, że jeśli jest jakaś szansa, to nie można jej przeoczyć. Ale nie wiem... może on już odchodzi, odpływa, już nie łapie tej więzi ze światem. Te oczy... sad

              --
              Wiesia + 4
                  • wiesia.and.company Re: pilne- kot z zatorem 27.01.20, 23:24
                    Bardzo Ci współczuję. Żeby Ci jakoś pomóc to chciałabym powiedzieć, że on widział, że z nim jesteś, póki jeszcze się całkiem nie wycofał, póki jeszcze miał kontakt ze światem. To wiedział, widział i czuł. Potem już stracił kontakt ze światem. I Twoja obecność najprawdopodobniej nic by już nie wniosła, on by nie wiedział, że jesteś. Gdyby był w domu, to też by tego nie wiedział, gdyby w domu odszedł, to miałabyś do końca życia pretensję do siebie. A w klinice był po prostu znieczulony. Nie cierpiał, po prostu zasnął. Był pod kontrolą, monitorowany. Zrobiliście wszystko, co było można, nie możesz sobie zarzucić, że coś zaniedbaliście. Był słabiutki i już się nie udało... Ale był w najlepszych rękach. Bardzo mi przykro...

                    --
                    Wiesia + 4
      • ortolann Re: pilne- kot z zatorem 28.01.20, 14:01
        Robiłaś co mogłaś, nie zaniedbałaś, walczyłaś do końca. Każde życie kiedyś się kończy, bez względu na to jak bardzo się staramy, żeby to opóźnić. Dałaś mu kochający dom i czułą opiekę. Nie ma życia i śmierci bez cierpienia. Tobie teraz zostało to drugie, a on już jest wolny. Trzeba to opłakać - to mu się właśnie należy, także Twój żal.
        Musiał to być wyjątkowy kot, że takie wywołał emocje, już po swoim odejściu.

        --
        https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
      • mysiulek08 Re: pilne- kot z zatorem 28.01.20, 16:30
        szczerze? nie wiem..

        sa koty, ktore odeszly, zostawily smutek, niektore nawet nasze domowe nie byly (Czarny Puma, Malgosia, Dudus, Krzykalda, Gapcio) ale sa tez dwa, ktorych wspomnienie sciska serce i lzy sie pojawiala, Elvis i Prosiak, cudowne, przekochane, odeszly tego samego dnia, w tej samej lecznicy, wiem, ze to ja zawinilam... odeszly bez pozegnania i jak bylismy zostawic im jedzenie, to nas nie wpuscili, a one napewno nas slyszaly...

        za kilka miesiecy minie dwa lata od tego dnia a ja codziennie ich widze jak ide do Kurnika...

        przytulam mocno choc wirtualnie Thelma

        --
        Twój zwierzak też może potrzebować pomocy
        • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 28.01.20, 18:46
          ciagle w myslach przewijam wydarzenia od tego strasznego piatku, co moglam zrobic inaczej, drecze sie ze nie zapeorestowalam przeciwko naglemu odstawieniu sterydow, ale taka klinika! to chyba wiedza co robia? a teraz czytam ze nagle odstawienie sterydow nawet zgon moze spowodowac; Amor sie juz w niedziele zle czul ,czemu nie zazadalam aby podali mu ta tabletke? moze by jeszcze zyl; mysle ile rzeczy moglam zeovic inaczej, czemu nie zrobilam mu prewencyjnego usg serca? od dwich lat nie zrobilam mu zadnych badan krwi czy moczu; a ostatnie 10 miesiecy to w ogole nie zwracalam uwagi, nie przyszlo mi fo glowy ze moze on juz jest chory! nie wygladal i nie mialam zadnych podejrzen; wyrzucam sobie ze nie zmniejszylam mu tej dawki sterydu az znowu guz zaczalby rosnac, wtedy moglam zwieksxyc ale jakas przerwe od sterydu juz by mial; klinice nie ufam juz za grosz, Romea tam nigdy nie zobacza; pisza mi, ze Amor dostal leki, a jak kolejny raz przyszli sprawdxic to jux nie zyl; wiev mogl by c calkowicie przytomny, i nie wiedziec i nie rozumiec co sie z nim dzieje, moze sie bal? i jak oni sprawdxaja stan zwierzat jak na obchodzie i przy podaniu lekarstw stan stabilny a za hodzine kot nie zyje? na co umarl? zator ma od piatku, to chyba az takie pogorszenie by widzieli; teraz mysle, ze Amor umarl bo mu tego sterydu nie podali a on go bral od 8 lat, to nie zatrzymuje sie tak nagle chyba terapii; czemu sie na to zgodzilam....tak Amorek byl wyjatkowy, kochal wszystkich i wszyscy jego kochali, to byl po prostu Amor....czujecsie jakbym obuchem w leb dostala, Romeo , Romeo teraz nosze na rekach, znowu spi ze mna i nie odstepuje mnie na krok; juz sor umowilam do innej kliniki, pezy uniwersytecie, na usg serca i komplet badan, nie pozwole zeby tak sie stalo drugi raz
          • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 28.01.20, 21:47
            to byl wlasnie Amorek....
            www.youtube.com/watch?v=FIIOSZDRE80
            zapytalam mojego zaufanego weta czy odstawienie prednisolonu moglo spowodowac zapasc i jego zdaniem nie...nie wiem, troche mi lepiej, czuje sie odrobine mniej winna...
          • mysiulek08 Re: pilne- kot z zatorem 28.01.20, 22:18
            Thelma, jestes w fazie zaprzeczania, szukasz przyczyn i sie zloscisz, normalne i psychologicznie uzasadnione, z czasem przejdzie, kolejne etapy zaloby (nie ma znaczenia za kim) takie wlasnie sa

            Moglabym sporo podobnych historii opowiedziec sad Prosionek sie dobrze czul, odetkali, dali leki, przezyl noc, rano telefon, praktycznie pol godziny po tym jak zadzwonili, ze Elvis nie zyje sad

            Elvis mial tylko usuwanego zeba.. Prosiak epizod struwitowy...


            --
            Twój zwierzak też może potrzebować pomocy
            • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 28.01.20, 22:45
              czuje sie strasznie winna; ten kociak ufal mi calkowicie a ja co, mimo ze podawalam mu sterydy to nie zbadalam jego serca; zaden wet mi o tym nie powiedzial ale ja sama powinnam byla o tym poczytac; i tak kazdego wieczora podtruwalam go sterydami , bo przeciez guz w pyszczku; a moze wystarczylo zrobic przerwe, zmniejszyc dawke na miesiac, dwa, dac mu odpoczac i byloby dobrze; pare dni temu jak wstalam w nocy do dziecka uslyszalam Amorka jak dziwnie miauczy; trwalo to tylko chwile ale pomyslalam, czy on nie jest chory? dlaczego go wtedy od razu na nastepny dzien nie zabralam na pelna diagnostyke? przeciez moglam, ale bylam tak zmeczona, a on wstal i normalnie zeszedl na dol aby wyjsc na ogrod, wydawalo mi, ze moze mi sie zdawalo? ze byla noc i sama nie wiem juz co slyszalam? ale teraz juz wiem, ze on sie juz wtedy musial zle poczuc, chociaz przez chwile; nie wspomne juz, ze ten guz to mu sie po szczepieniu zrobil, szczepieniu ktore bylo kompletnie niepotrzebne, koci hiv; kocia bialaczka; a gdzie on by to mial zlapac? jak w domu z romeo i wlasny ogrod? ale kasa kasa kasa, pazerna wet i udalo jej sie mnie przekonac ze robie dobrze; poltora miesiac po szczepieniu juz mial rozrosnietego guza na jezyku i tylnej scianie gardla; cale zycie sie z tym meczyl: nigdy przenigdy juz nie zaszczepie zadnego zwierzecia na nic innego jak wscieklizna; mysle ze byloby mi lzej gdybym sobie nie miala tyle do zarzucenia, ale to wlasnie tak jest, jak to trwa to mi sie wydawalo ze to nic takiego, ze wszystko w porzadku, dopiero po fakcie dociera co sie stalo; jak sobie przypomne te jego ufne oczy....
              • ortolann Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 06:27
                Bardzo Ci współczuję, ale e mocje muszą opaść, bo wpadasz chyba w lekką paranoję. Gdybać można bez końca: gdybyś odstawiła syerydy, to może guz by go zabił? Nie zaszczepisz następnego kota i co? A jak narazisz go tym na chorobę? Rozsądek-warto go jednak zachować.

                --
                https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
                • mysiulek08 Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 06:57
                  Thelma musi wyrzucic emocje, nawet te ocierajace o histerie i paranoje, rozumiem to, bo sama przez to przechodzilam, mialam byc moze lepiej, bo mial mnie kto sluchac i nie osadzac.

                  --
                  Twój zwierzak też może potrzebować pomocy
                  • ortolann Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 12:33
                    Pewnie i racja, a ja mam tendencje do bycia cyborgiem. Naprawdę wierzę, że Telma zrobiła wszystko co tylko mogła, żeby Amora obronić i ochronić. A że weci są różni to też sama wiem, niestety. Nie chcę przy tym dorzucać Telmie w tym trudnym czasie, peace.

                    --
                    https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
                    • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 13:21
                      nie gniewam sie, po prostu boli i szukam szukam ale nic tego bolu nie koi...im falej w las tym wiecej sobie zarzucam, ze przez tyle lat brania tego sterydu poczucie zagrozenia z tym zwuazane sie calkiwicie rozwodnilo, przestalam je czuc, w koncu 8 lat na sterydach i nigdy nawet nie widzialam zeby sie zle poczul, uspilo to calkowicie moja czujnosc, teraz inaczej bym zrobila, tyle rzeczy, zaluje strasznie ze Amorek musial odejsc zebym ja taka zyciowa lekcje dostala....inaczej patrzy sie na smierc zwierzaka ktory przezyl 15-20lat a inaczej takiego ktory przezyl tych lat 9 i jeszcze z poczuciem ze sie do tej smierci w jakis sposib przylozylo reke, przez zaniedbanie; kochalam tego kota bardzo....😢
                      • ortolann Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 15:41
                        Gdybyś go zaniedbała, to by żył może 3 a może i tyle nie. Naprawdę zrobiłaś dużo - jasne, że czujesz się odpowiedzialna i robisz sobie wyrzuty. Ale jedyne co mogłaś zrobić to skończyć weterynarię. Wtedy mogłabyś stawiać realne kontropinie lekarzom. Obserwujesz zwierza i widzisz co się z nim dzieje, dostrzegasz minimalne oznaki pogorszeń a potem reagujesz. Ty też nie czekałaś. On dzięki Tobie żył aż 9 lat. Gdyby nie Twoja opieka może spotkałoby go bardzo złe i krótkie życie pełne cierpienia. Wylewaj łzy, opłakuj go, bo był kimś bardzo dla Ciebie ważnym. Nikt go nie zastąpi. Odszedł i została po nim pusta dziura. Z czasem przyzwyczaisz się do jego nieobecności. Ja - choć minęło 8 miesięcy ciągle ostrożnie otwieram drzwi, bo myślę, że ona wybiegnie na powitanie. I codziennie ją wspominam, bo była strasznie kochana. I Twój Amor też taki jest - kochany, opłakiwany i nie do zapomnienia. Ja bym chętnie poczytała jaki był, co lubił, jakie miał swoje kocie przyzwyczajenia. Co śmiesznego albo głupiego lubił robić. Jak sprawował władzę nad Tobą. Napisz nam tu o nim trochę.

                        --
                        https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
                        • mysiulek08 Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 22:20
                          a bym chętnie poczytała jaki był, co lubił, jakie miał swoje kocie przyzwyczajenia. Co śmiesznego albo głupiego lubił robić. Jak sprawował władzę nad Tobą. Napisz nam tu o nim trochę.

                          to jest taka 'tradycja' zakatkowa przeciez, ze pisze sie cos w rodzaju epitafium

                          --
                          Twój zwierzak też może potrzebować pomocy
                  • wiesia.and.company Re: pilne- kot z zatorem 29.01.20, 20:31
                    Mysiulek bardzo dobrze mówi. Emocje trzeba z siebie wyrzucić, zwłaszcza te histeryczne, zarzucające sobie niedopatrzenie, zaniedbanie. Nawet to, że usłyszałaś Amorka w nocy dziwnie miauczącego nie jest niczym, co mogłoby Cię obciążyć. Ile to razy słyszy się kota śpiącego i wydającego dziwne dźwięki. I mija. Bo kotom też się śni, ruszają łapkami, pyszczkiem, gadają. Jasne jest, że bez sterydów nie przeżyłby Amorek tylu lat. Lekarka Ci powiedziała, że odstawienie sterydów nie mogło spowodować zejścia. On po prostu żył trochę na kredyt. Na zator nie ma mądrych, nikt nie przewidzi. A mieliście razem dobre życie, o tym pamiętaj, że to mu dałaś. Dałaś mu świadomość, że się o niego starasz, troszczysz. On przecież też nie wiedział, że niedługo odejdzie, też nie dawał symptomów. Zostaliście zaskoczeni. Pamiętaj o tych dobrych chwilach. Jesteś po prostu w szoku, nie spodziewałaś się. I to niedowierzanie, tę nagłą stratę, to obciążanie się winą musisz po prostu przejść. To naturalne. Niestety... To jest żałoba. Tak wygląda żałoba. Po kimś szczególnym. Masz do tego prawo. Ale jest to straszne. sad

                    --
                    Wiesia + 4
    • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 30.01.20, 04:30
      Ortolaan, dziekuje Ci za to pytanie, po raz pierwszy od kiedy Amorek zmaarl na mysl o nim pojawil sie na mojej twarzy usmiech a nie lzy
      to byl istotnie wyjatkowy kociak; najdziwniejsze jest to, ze ja go wzielam aby dotrzymywal towarzystwa Romeo, ktory byl
      moim ukochanym kotkiem numer jeden; sama nawet nie wiem kiedy Amorek skradl moje serce , ale tez ten kociak podbil by serce
      kazdego mysle; sama milosc, lagodnosc, kochal wszystkie koty - nawet jesli one mu przylozyly to nic! on i tak
      je kochal, smialismy sie, ze kocka rodzicow znalazla sobie adoratora, a traktowala go z buta i to doslownie, ale to nic, on i tak ja kochal;
      choc ostatnimi laty nauczyl sie oddawac Romeo, ale wygladalo to zawsze tak, jakby od niechcenia, jakby mowil "nie bawia mnie takie wojny";
      uosobienie radosci zycia, najchetniej bawilby sie caly dzien a tylko balkon uslyszal otwierany, to chocby w najglebszym snie spal, zaraz sie budzil i na dwor biegl hasac, kochal
      nasz ogrod a w nim woliere z papuzkami, na ktora regularnie sie wspinal; od kiedy wychodzil do ogrodu przekonalismy sie tez, ze mamy myszki
      polne, bo Amorek okazal sie dobrym lowca, nie raz i nie dwa przyniosl do domu myszke i jak na kota prawdziwego przystalo, myszki
      nie zagryzal bo i gdzie w tym zabawa, lecz zostawial zywa aby sie nia dalej bawic; kwestie lapania myszki po domu zostawial natomiast
      nam wink on prezent juz zrobil wink
      jakie to bylo kochane kocie, chodze sobie po domu i wszedzie go widze; sama nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo on sie
      wryl w pamiec tego domu, w salonie wylegiwal sie na polkach na scianie, na sofie, na drapaku; w biurze pod biurkiem, na biurku, w biblioteczce na polkach dolnych,
      gornych, w koszyku, w torbie; w sypialni na lozku, na pufie; w korytarzu w szafie z ubraniami - zaliczone wszystkie trzy poziomy od dolu ; w drugiej
      sypialni na lozku, i wreszcie w pokoju coreczki na dywanie; gdzie nie spojrze to go widze, bo jego tez bylo pelno w domu;
      uwielbial wynajdowac nowe zakamarki, o ktorych nie wiedzielismy jeszcze i moscic sobie tam poslanie; co jakis czas
      chodzilismy po domu szukajac Amorka, no gdzie on sie mogl schowac; nie raz i nie dwa w srodku nocy na ogrod szlismy go szukac, ale
      nie, nigdy go tam nie bylo, on w domu sobie jakis kat wynalazl i smacznie do snu sie w nim zadekowal; ostatnia zdobycza stala sie walizka meza, stala sobie
      na lozku z ubraniami jeszcze w srodku, bo nie mielismy czasu sie rozpakowac od swiat, no i chodze i chodze i szukam go, aby dac mu lekarstwo, a Amora nie ma!
      caly dom obeszlam ze trzy razy i nic! w koncu poszlam do sypialni bo tam najczesciej sypial i tak stoje i mysle, gdzie on moze byc, i cos mnie tknelo, unosze
      wieko walizy a tam Amorek w srodku rozlozony na ciuchach meza caly zadowolony, ze nowa meline znalazl;
      ale i zwyklym lozkiem nie pogardzil, a jakie pozycje do snu przyjmowal! jogini sie chowaja! czasem tak patrzylam i patrzylam i jak on lezy -gdzie on ma te lapy,
      gdzie glowe,i jak udalo mu sie tak wykrecic a przy tym nadal mu wygodnie ; w takiej chwili po prostu musialam wciac aparat i zrobic zdjecie, nauczylam sie tez
      ostatkiem sil nie miziac go wtedy po brzuszku aby nie burzyc tego spiacego szczescia, choc nie bylo to latwe zadanie!
      ale i tak dosc sie wypiescilismy, Amorek nie przejmowal sie niczym, jak chcial pieszczotek to przychodzil i je bral , wieczorem przed zasnieciem i rano przed obudzeniem;
      jakie to bylo przyjemne uczucie, ukladal sie przy mojej twarzy, mieciutki, puszysty, lizal mnie po rece i wlosach i mruczal, jak on mruczal, wibracje przechodzily
      przez moje cialo i czulam jak blogi spokoj i szczescie mnie ogarniaja w takiej chwili; ci co twierdza, ze koty przyspieszaja wydrowienie chorych maja racje - one naprawde tak
      dzialaja;
      to byly najprzyjemniejsze poranki; mimo, ze obok spal maz, to tak sie zawsze ulozyl, ze bylo
      wiadomo - to moj kot; towarzyszyl mi zawsze w kazdym zajeciu, czy to siadlam do komputera - to na rece sie polozyl,a nielatwo ruszac myszka z 5 kilogramami na rece,
      czy to siadlam uszyc firanki - zabawa w firankach przednia! czy to siadlam obejrzec serial, to niby polozyl sie najpierw na mezu, ale jak tylko sie miejsce zrobilo
      to zaraz przytulal sie do mnie; uwielbial przebywac tam gdzie ja, a ja uwielbialam jak mi towarzyszyl w roznych zajeciach; rozkladalam mu wtedy dodatkowe poslania,
      aby bylo wygodnie mojemu kochaniu; siedze teraz i miziam Romeo ktory tez mruczy i lapkami daje znac, zebym sie nim zajela; glodny po nocy, zastanawiam sie, czy teskni za Amorem;
      cale dnie przesypia, mnie nie odstepuje na krok; 9 lat z nim spedzil, pewnie tez mu nielatwo choc relacje miedzy nimi byly rozne; zdarzaly sie momenty gdy zgodnie siebie lizaly ale
      trwalo to z dokladnoscia co do sekundy 30sekund, po czym nastepowal odwrot i przechodzily do zapasow; ja to zawsze nazywalam od milosci do nienawisci jeden krok;
      takie to mam wspomnienia o Amorku; na zawsze pozostanie w moim sercu; a tutaj pare fotek, czyz nie byla to sama slodycz?

      wejscie do albumu z fotkami : fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/4189367,5,1,81049,03000afe.html
      • ortolann Re: pilne- kot z zatorem 30.01.20, 11:12
        Ależ piękne te Twoje koty! Obydwa. Nie mogę się napatrzeć. A Amor faktycznie śliczny - z Twojego opisu i ze zdjęć wynika, że imię bardzo adekwatnie dobrane. Wygląda na bardzo zadbanego. Gdyby nie te zdjęcia z myszką, na wolierze i gramolącego się z pralki, można by pomyśleć że to kot, którego najwazniejszą misją w życiu było się wyspać. Wyspać się za wszystkich, którzy tego nie mogą zrobić smile Śliczny ma pyszczuś, taki malutki, uroczy, w sam raz do miziania i czułości. Koty to jednak uczą człowieka poddawać się pieszczocie. Bardzo mi się podoba jak piszesz o tych wszystkich jego schowkach - jakbym to widziała, te poszukiwania i potem jak kot się pojawia na ulubiony dla siebie dżwięk. A miałaś takie chwile z nim tylko dla siebie? Np. że codziennie o jakiejś porze przychodził i to był czas tylko dla Was? Albo jakieś swoje głupie przyzwyczajenia czy nawyki? Bo są koty, które np. jedzą ogórki albo arbuzy, oprócz, oczywiście swoich kocich pyszności. Albo są takie, które żeby zasnąć to muszą zostać ileś razy wygłaskane w jakiś konkretny sposób. Nasza królowa np. chciała swoje pieszczoty (kilka razy w ciągu dnia) odbierać pod stołem i ludź szedł jak ten głupol, kładł się pod stół i głaskał big_grin A u Was były jakieś takie kocie głupotki? Oprócz tych wszytkich fantastycznych pozycji do snu?

        --
        https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
      • basia_2804 Re: pilne- kot z zatorem 01.02.20, 17:19
        teraz przeczytałam wątek, bardzo bardzo mi przykro sad Chyba każdy z nas tego doznał, jak nie, to pewnie dozna, to zawsze bardzo bardzo boli .... Zostawiła Kocina po sobie wiele pięknych wspomnień ... a Romeo na pewno tęskni za kumplem i odczuwa jego brak. Jak odszedł mój Aslan, to Kapsel długo dochodził do siebie, pomogło przyjście Grzybka, chociaż nie od razu ... aha ... w temacie kocich kryjówek ja kiedyś po dłuuuugich poszukiwaniach znalazłam Kapsla w ... zmywarce wink
        Trzymaj się !

        --
        Gdyby tak człowieka skrzyżować z kotem, człowiekowi wyszłoby to na dobre, ale kotu by z pewnością zaszkodziło.
        Mark Twain
      • thelma333.3 Re: pilne- kot z zatorem 13.02.20, 01:50
        dziekuje za wszystkie slowa wsparcia;
        nie pisalam gdyz chcialam sobie wszystko poukladac;
        pisanie o Amorku przynioslo ulge na chwile, ale poczucie pustki zostalo; mysle, ze kiedy Amorek zmarl bylam
        w szoku; czuje ze dopiero teraz zaczynam sie z tym oswajac; nadal jednak gdzie nie spojrze to widze Amorka;
        jak leze w lozku i Romeo przychodzi na pieszczotki, to ciagle mam wrazenie ze zaraz uchyla sie drzwi i zobacze tez Amorka;
        ale nie odczuwam juz scisku w zoladku, a przynajmniej nie caly czas, takze jakis postep jest; ciezko mi sie odzwyczaic od jego obecnosci,
        dziwnie tak bez niego;
        dzis bylam w tej nowej klinice z romeo aby sprawdzic jego stan zdrowia; klinika przy uniwersytecie, bardzo dobre wrazenie; Romeo byl bardzo grzeczny,
        zostal zwazony, zbadany,osluchany; kardiolog zrobila mu usg serca, pobrano mu krew i mocz
        do badania; i tutaj pierwsza dobra wiadomosc: z Romeo jest bardzo dobrze; problem z zastawka w jego sercu nie jest zagrazajacy zyciu,
        przynajmniej nie na ta chwile, a biorac pod uwage ze zyje on z ta wadliwa zastawka juz 9 lat, rokowania ma bardzo dobre; po dokladnym
        zbadaniu serca i przeplywow kardiolog orzekla ze nie ma mowy o zagrozeniu skrzeplina i zatorze, serce pracuje prawidlowo i
        komora gdzie ew mogla by sie utworzyc nie jest ani powiekszona ani nie ma problemu z przeplywem; kardiolog byla b. zadowolona
        z tego badania i uspokoila mnie, ze Romeo nie spotka ten sam los co Amorka; zapytalam czy te sterydy mogly do tego doprowadzic i
        rowniez mnie pocieszyla, ze nie, ze owszem, moga zle dzialac ew na serce, ale nie w taki sposob zeby powstala skrzeplina;
        wg kardiolog to po prostu wrodzona wada serca sie odezwala i jedyna mozliwoscia aby zapobiec temu co sie stalo, bylo
        wykonanie usg serca - mimo braku szmerow i braku wskazan - oraz po ew odkryciu wady serca wdrozenie prewencyjnego leczenia polegajacego
        na przeciwdzialaniu tworzeniu sie skrzeplin; powiedziala mi rowniez, ze rokowania sa w tej chorobie bardzo zle, i ta klinika
        gdzie Amor zmarl niekoniecznie popelnila blad, tak po prostu moglo sie zdarzyc, bo to bardzo ciezki stan; oni w ich klinice
        mieli przypadki ze udalo sie uratowac kota, ale powiedziala mi takze, ze najdluzej taki kot przezyl rok czasu; i ze najczesciej
        zakres ten to od kilku dni do kilku miesiecy oraz ze wiele kotow nie odzyskalo czucia w tylnych lapach;
        musze przyznac, choc ciezka to byla rozmowa, ulzylo mi; poczucie winy zelzalo, moja lekcja z tej historii jest taka, ze kota trzeba przebadac
        przynajmniej raz w zyciu calosciowo, z obowiazkowym usg serca, nawet jak nie ma wskazan; ta kardiolog powiedziala mi, ze ok 30%
        wad serca jest niewykrywanych przez zwykly osluch, ze tak sie po prostu zdarza, ze nie slychac szmeru;
        musze przyznac tez dalo mi to do myslenia; jesli tak sie moze zdarzyc u kotow, to czemu nie u ludzi? przy nastepnej wizycie u pediatry
        spytam o usg serca coreczki, a i my sami tez sie przebadamy;
        Romeo bede badac w tej klinice co 6-9 miesiecy, jesli stan bedzie stabilny, to moze co rok; scianka w jednej czesci serca jest grubsza niz byc powinna,
        bo ze wzgledu na nieprawidlowa zastawke ktora blokuje przeplyw serce wykonuje mocniejszy skurcz i powoduje ze miesien sie rozrasta; ale na chwile obecna
        ma 6.5mm, a norma jest do 6; takze duzo ponad nie stoi; za 6 miesiecy zobaczymy o ile uroslo, jesli pozostanie na 6.5mm to bede go badac raz na rok;
        ale rokowania ma z tym dobre; zawsze myslalam, ze Amorek przezyje Romeo, byl taki energiczny w porownaniu do Romeo, ktory z powodu wady serca
        porusza sie wolno i dostojnie; a Amor to bylo zywe srebro; a tu taka niespodzianka - to wlasnie serce Amora bylo bardziej chore niz Romeo;
        jak to czlowiek mysli, ze cos wie, a tu nagle bum, i sie okazuje, ze nie wie nic;
        czuje ze od tej dzisiejszej wizyty moj proces przetrawienia tego co sie stalo tak naprawde sie zaczal; poczucie winy do tej poru nie pozwalalo mi sie
        uporac z ta strata; teraz wiem, ze to naprawde nie byla moja wina, choc zaluje, ze nigdy nie otrzymalam tak wyczerpujacej informacji od zadnego weta,
        bo moze wtedy zdecydowalabym sie na zrobienie mu usg serca i moze udaloby sie zapobiec skrzeplinie; czlowiek uczy sie cale zycie;
        • wiesia.and.company Re: pilne- kot z zatorem 13.02.20, 18:14
          Dziękuję Ci, że się podzieliłaś z nami tymi doświadczeniami z badania Romeo. To ważne. Dla mnie ważne, bo kot najczęściej nie daje wcale informacji, że coś jest nie tak. To są najczęściej subtelności, ale człowiek się uspokaja, że może histeryzuje, że coś się tylko wydawało, było jednorazowe i się nie powtarza. Bo taki incydent, malutki, takie nic, to było, minęło, że to jakiś splot zdarzeń. I w stosunku do siebie też się tak czuje. To normalne, inaczej człowiek by zwariował i zamęczył otoczenie. Bo... jak histeryzowała moja koleżanka...pod prysznicem zaczęła jej żyłka pulsować. Wezwała pogotowie, dobrze, że jej kary nie przywalili.
          I dobrze też, że znalazłaś dobrą klinikę, że pani wet. podzieliła się doświadczeniem. To pozwala popatrzeć z lekkim dystansem na to, co się wydarzyło i co spowodowało u Ciebie szok (u każdego by spowodowało).
          Trzymaj się!

          --
          Wiesia + 4

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka