kawka1
17.11.04, 20:56
Witam,
kilka dni temu pisałam na forum o chorej dzikiej (dorosłej) kotce, którą
zabrałam do domu. Okazało się, że ma nie tylko schorzenia górnych dróg
oddechowych, ale też żółtaczkę spowodowaną jakimś wirusem (lekarz rozważa FIP,
FAIDS, ale w Łodzi ponoć nie można wykonać testów). Codzienne wożę ją do wet.
na kroplówki, dostaje zastrzyki, ale jej stan poprawił się tylko na tyle, że
zaczyna interesować się otoczeniem (z przerażeniem w oczach obserwuje nas i
śledzi to, co robimy; na pewno kojarzymy jej się tylko z męką, bo czasem
fuknie lub pokaże ząbki... Nie je i nie pije, lekarz twierdzi, że najbliższe
3-4 dni pokażą, czy kot ma jakąś szansę. Czy ktoś z Was, kto opiekuje się
kotami, miał w domu zwierzaka z żółtaczką i innymi “skarbami”, i czy jest
jakaś szansa na wyleczenie? Mój wet. Twierdzi, że w całej swojej karierze zna
tylko 2 przypadki wyleczenia “źółtych” kotów...